romek
środa, 9 lutego 2022, 15:37

3:3 / Andrzej DAWIDZIUK w sztabie trenerskim Czesława MICHNIEWICZA…

Lukasz Fabiański i Andrzej Dawidziuk. / Głos Welkopolski

Przedstawiamy fragment lubelskiegochłopaka w sztabie trenerskim Czesława Michniewicza. Cała rozmowa ukazała sie na portalu www.rfbl.pl. My cytujemy trzy pytania i trzy odpowiedzi…

+++

PK: Z czego wynikało niepowodzenie?
Myślę, że przede wszystkim zabrakło mi centymetrów. Fakt, dość szybko urosłem do obecnego wzrostu, ale potem już nic nie poszło dalej. Choć z drugiej strony nie przeszkodziło mi to w tym, żeby próbować, walczyć cały czas. Po trzech latach pobytu w Legii wróciłem na Mazury. Trafiłem do Stomilu i później znów wyjechałem. Tym razem do trzecioligowego klubu Łada Biłgoraj. I na dobrą sprawę tam zakończyła się taka moja czynna gra w piłkę nożną, ponieważ doznałem bardzo skomplikowanego na ówczesne czasy złamania nogi. Bardzo poważna kontuzja, rok leczenia i nie po to, żeby wrócić na boisku, tylko po to, aby wrócić do normalnego funkcjonowania. To był trudny okres, ale w momencie, kiedy wiedziałem, że rokowania są dobre, że nie będę sparaliżowany, że ta noga będzie funkcjonowała – odżyłem. Wtedy już czułem, że ciężko mi będzie wrócić do pełnej sprawności bramkarskiej, aczkolwiek udało się do tego doprowadzić, bo wróciłem na boisko. Niemniej wiedziałem też, że chcę być trenerem.

PK: Skąd taka decyzja? Wydaje się, że jest to naturalny kierunek dla byłego piłkarza, lecz nie każdy nim podąża.
To było coś, co mnie fascynowało, co może też od początku wynikało z mojej ambicji. Lubiłem zawsze rozmawiać z innymi szkoleniowcami, często pytałem, dlaczego coś robimy, dlaczego powtarzamy to ćwiczenie tyle razy, dlaczego np. pracujemy w tym okresie nad danymi elementami, a nie w innym. Już w Biłgoraju, kiedy wracałem do zdrowia, zacząłem pracę szkoleniową i prowadziłem zespół juniorów. Był też taki moment, kiedy przyjechałem z dwoma bardzo zdolnymi chłopcami z Biłgoraju na sprawdzian do najlepszej w tamtym okresie Akademii Piłkarskiej MSP Szamotuły, prowadzonej wtedy przez byłego właściciela Sokoła Pniewy. Właśnie tutaj spotkałem trenera Romana Łosia, notabene człowieka związanego z Lechem, kilkakrotnego mistrza Polski w roli drugiego trenera. Został zapamiętany między innymi ze sprowadzenia wielu znakomitych piłkarzy, którzy zrobili duże kariery w Lechu, jak choćby Jarek Araszkiewicz, czy Mirek Okoński. No i wracając – w Szamotułach akurat brakowało szkoleniowca bramkarzy.

PK: Pojawiła się myśl bądź chęć pracy w MSP?
Był kwiecień 1996 roku, wróciłem do Biłgoraju. W lipcu trener Łoś zadzwonił z informacją, że jeżeli chcę podjąć się tej pracy, jeżeli chcę być trenerem bramkarzy u niego w Akademii Piłkarskiej, to muszę podjąć decyzję bardzo szybko. Praktycznie z dnia na dzień, ponieważ jeden z trenerów odszedł. Wbrew pozorom to była trudna decyzja, bo chwilę wcześniej wreszcie dogadałem się z działaczami Łady, żeby zostać jeszcze rok w klubie jako piłkarz i jako trener. Wiedziałem jednak, że wielkiej kariery już jako piłkarz nie zrobię. Miałem 27 lat i byłem po bardzo poważnej kontuzji. Szybka decyzja, podjąłem wyzwanie i przyjechałem do Wielkopolski.

P. Klama

rfbl.pl

===

W 1966 roku Andrzej Dawidziuk (stoi pierwszy z lewej) grał w klubie ORZEŁ Tereszpol. Odbudowywał formę po kontyzji.

Więcej w biogramie Andrzeja Dawidziuka w wikipedia.pl..


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.