romek
niedziela, 29 sierpnia 2021, 15:44

LEKSYKON lp @ Adam PIEKUTOWSKI * Od Lublina do Konina, Łodzi i Krakowa itd…

1.

Jest środa 5 kwietnia 2006 r. Jagiellonia Białystok mierzy swe siły na II-ligowym froncie z broniącym się przed spadkiem zespołem Heko Czermno. Na boisku wciąż utrzymuje się bezbramkowy remis. Szkoleniowiec Jagiellonii Adam Nawałka zachęca swoich podopiecznych do ataku – wszak mecze takie jak ten trzeba po prostu wygrywać by realnie myśleć o powrocie do elity. Mimo usilnych starań gospodarzy, to goście z niewielkiej, świętokrzyskiej wioski nacierają na bramkę strzeżoną przez 32-letniego wówczas Adama Piekutowskiego.

W 55 minucie spotkania golkiper Jagi wychodzi w powietrze do niegroźnego z pozoru dośrodkowania, próbuje wypiąstkować piłkę poza pole karne, upada na murawę, a następnie wije się z bólu trzymając się za lewe kolano. Diagnoza lekarzy jest okrutna – uszkodzone wiązadła krzyżowe i boczne oraz łękotka. Popularnego Piekuta czeka skomplikowana operacja oraz kilkumiesięczny rozbrat z piłką. Wówczas jeszcze nikt nie przypuszczał, iż będzie to kres jego przygody z profesjonalną piłką…

A przecież jeszcze nie tak dawno walczył o Ligę Mistrzów z Wisłą Kraków, zdobywał z nią trzykrotnie mistrzostwo kraju. Zanim jednak trafił do ekipy „Białej Gwiazdy” w jego niezwykle bogatym, piłkarskim CV pojawiało się kilka naprawdę interesujących klubów.

Adam Piekutowski (7. od lewej w górnym rzędzie) w barwach ukochanej Lublinianki

2.

Pierwszym z nich była rzecz jasna Lublinianka – klub w którym się wychował, który ukształtował go jako zawodnika, ale i człowieka. To właśnie tutaj młodziutki wówczas Adam zasmakował współpracy ze Zbigniewem Kalinowskim – wybitnym trenerem bramkarzy i uczestnikiem Mundialu z 1974 roku. I choć srebrny medalista z RFN nie zagrał we wspomnianej imprezie choć jednej minuty (przegrał rywalizację z legendarnym Janem Tomaszewskim), lata gry na najwyższym poziomie (Legia Warszawa, Śląsk Wrocław, Motor Lublin) pod okiem doskonałych fachowców sprawiły, że spod jego skrzydeł wypłynęła już – oprócz wspomnianego Piekuta – spora grupa utalentowanych bramkarzy (m.in. Arkadiusz Onyszko, Marcin Mańka czy Jakub Wierzchowski). Współpraca z Kalinowskim zaowocowała szybkim awansem sportowym. Po dwóch latach gry w juniorach Lublinianki (sezony 89/90 i 90/91) 16-letni Piekutowski został włączony do pierwszego zespołu III-ligowca. Co ciekawe o miejsce w składzie rywalizował ze wspomnianym już Onyszką, jednak po jego odejściu do bydgoskiego Zawiszy (w 1990 r.) na stałe zagościł między słupkami ekipy z Leszczyńskiego.

Wiosną 1995 r. Lublinianka wywalczyła upragniony awans do II ligi. Radość Wojskowych z gry na drugim szczeblu rozgrywkowym nie trwała jednak długo i już sezon później targany problemami natury organizacyjnej klub opuścił szeregi drugoligowców zajmując przedostatnie, 17 miejsce w lidze. Widmo nieuchronnej degradacji okazało się kolejnym zwrotem w karierze bramkarza. Klub z Lublina, przeżywający największy kryzys w swojej długoletniej historii, właściwie nie posiadał argumentów by zatrzymać najbardziej utalentowanych graczy, dlatego też odejście z tonącego okrętu wydawało się na tamtą chwilę najlepszym rozwiązaniem.

3.

Jesienią 1995 roku znalazł się w zespole akademików w AZS Biała Podlaska, w którym zagrał 13 spotkań. Debiutował 5 sierpnia 1995 roku w meczu z Granicą W Chełmie (2:1). Zimą myślał, gdzie zagrać wiosna. Wybór padł na II-ligową Stal Stalową Wola. Jak się później okazało był to strzał w dziesiątkę, gdyż dobra postawa w barwach Stalówki zaowocowała zainteresowaniem ze strony silniejszych klubów. Sam Piekutowski, mimo, iż nie doczekał ze Stalą gry w Ekstraklasie wspomina dwuletni okres gry przy Hutniczej (lata 1995-1997) z ogromnym sentymentem – Przyszedłem do Stali, gdy ta spadła z ekstraklasy, ale walczyliśmy o powrót do niej. Byliśmy tego blisko, do ostatniej kolejki walczyliśmy z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, awans wywalczyli rywale. Z obecnej drużyny ze Stalowej Woli grałem wspólnie z Jarkiem Wieprzęciem, wchodził wtedy też do gry Wojtek Fabianowski, był Marek Kusiak. Ponadto grałem z takimi zawodnikami jak Mietek Ożóg, Tadek Krawiec, w zespole był też Janusz Dec, z którym teraz pracujemy w Motorze. W Stalowej Woli wiele się nauczyłem.

Po udanym okresie w Stali Stalowa Wola przyszedł czas ciekawy okres gry w Aluminium Konin. Mimo zawirowań w konińskim zespole (przenosiny sekcji do Bydgoszczy) spędza tam kolejne udane dwa lata. Uświetnia je przede wszystkim dobrymi występami w lidze oraz pamiętnym awansem do finału Pucharu Polski w 1998 r. (Aluminium przegrało wówczas z Amicą Wronki po dogrywce 5:3). Był to finał pamiętny nie ze względu na oszałamiający poziom sportowy widowiska, ale z uwagi na kontrowersje jakie towarzyszyły jego rozegraniu. Po dziś, dzień nie wyjaśniono czy ów mecz został ustawiony czy też nie. Zeznania jednego z uczestników tamtego spotkania – Pawła Kryszałowicza wydają się jednoznacznie potwierdzać przypuszczenia
Nie mam wątpliwości, że mecz został ustawiony. Słyszałem, że tam miała miejsce licytacja między tymi dwoma klubami, kto da więcej sędziemu. Z tego, co ja słyszałem, to na sędziego poszło wtedy z Amiki 150 tysięcy złotych. Tak czy inaczej, wydarzenie to wywarło ogromny wpływ na dalszy przebieg kariery Piekutowskiego. Wysokie umiejętności bramkarskie zostały docenione przez włodarzy krakowskiej Wisły, która nie zastanawiając się długo sfinalizowała transfer utalentowanego bramkarza.

Adam Piekutowski w Wiśle Kraków / fot. Wacław Klag

4.

Początki w Wiśle nie były łatwe. Mimo sporych już umiejętności bramkarskich kolejni szkoleniowcy Białej Gwiazdy (Smuda, Kowalik, Kusto) konsekwentnie stawiali na dużo bardziej doświadczonego Artura Sarnata. Piekutowskiemu nie pozostawało nic innego jak tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na swoją szansę. Nastąpiło to stosunkowo szybko, bo w kwietniu 2000 roku (za kadencji Adama Nawałki), wówczas to ekipa z Reymonta podejmowała przed własną publicznością zespół Stomilu Olsztyn.

Piekutowski rozegrał pełne 90 minut (został ukarany żółtą kartką), a jego zespół pokonał rywala 4:2. Młody bramkarz występował wówczas z takimi tuzami jak Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski, Kamil Kosowski, Arkadiusz Głowacki, Kazimierz Moskal, Ryszard Czerwiec, Tomasz Kulawik. W swoim debiutanckim sezonie wystąpił jeszcze w sześciu spotkaniach rundy wiosennej i gdy wydawało się, że jego kariera nabierze jeszcze większego rozpędu – ponownie usiadł na ławce. W Krakowie nie było już Adama Nawałki, a jego miejsce na fotelu trenerskim zajął Orest Lenczyk. Oto Profesor – jak zwykło mawiać się o doświadczonym trenerze postawił na duet doświadczonych graczy – 35-letniego wówczas Macieja Szczęsnego oraz 29-letniego Arturem Sarnata. Przy tak doborowym towarzystwie było niezwykle ciężko na stałe wskoczyć do pierwszej jedenastki. Ostatecznie Piekutowski rozegrał jesienią 2000 r. zaledwie jedno spotkanie ligowe (z GKS-em Katowice wygranym przez Wisłę 3:1) oraz 4 spotkania w Pucharze Polski. Marne to pocieszenie, że ligowy występ przeciwko Gieksie wystarczył, aby dopisać do piłkarskiego CV tytuł mistrza kraju (Wisła wywalczyła je po wygranej z Legią w marcu 2001 r.). Gdy jego koledzy z Wisły świętowali tytuł mistrza Polski, Piekutowskiego w Krakowie już nie było. Z powodu braku perspektyw na regularną grę w pierwszym zespole Białej Gwiazdy, został wypożyczony wiosną 2001 r. do Widzewa Łódź.

5.

Eskapada do Łodzi wyszła Adamowi na dobre. Bramkarz nie traktował jej w kategoriach sportowej degradacji, wręcz przeciwnie odżył i w końcu zaczął regularnie grać w pierwszym zespole. Jak wyznał po latach zdecydowałem się na te wypożyczenia, z tego względu, że byłem na tyle ambitny, że nie zadawalało mnie siedzenia na ławce i wolałem o coś grać. Przyszła propozycja z Widzewa, akurat kiedy celem tego klubu była walka o utrzymanie w pierwszej lidze. Był to ambitny cel i myślę że właśnie dlatego się zdecydowałem. Myślę, że wtedy miałem akurat dobry rok w tym klubie, tak więc dla każdego zawodnika przede wszystkim liczy się gra”. I rzeczywiście łódzkie powietrze wyraźnie mu sprzyjało. Zespół utrzymał się w lidze, a on sam dołożył do tego sukcesu niemałą cegiełkę (wystąpił aż w 14 spotkaniach rundy wiosennej sezonu 2000/2001). Dzięki dobrej postawie bramkarza wypożyczenie zostało przedłużone na kolejną rundę. Wówczas to Piekutowski dorzucił do swojego dorobku kolejne 9 gier i ze sporymi nadziejami na lepsze jutro powrócił do Krakowa.

Niestety wiosna 2002 r. przyniosła kolejne rozczarowania. Po powrocie z Widzewa Piekutowski znów siada na ławce. Dopiero zmiana na stanowisku trenera (w marcu 2002 r. Franciszka Smudę zastąpił Henryk Kasperczak) sprawiła, iż wychowanek Lublinianki zdołał na dłużej wskoczyć do pierwszej jedenastki. Oczywiście nie obyło się wówczas bez zawirowań. Trapiony problemami zdrowotnymi Artur Sarnat nie dawał gwarancji występów na najwyższym poziomie, dlatego też w głowie Kasperczaka zrodził się pomysł by ściągnąć do Krakowa z głębokich rezerw Olympique Lyon 36-letniego Angelo Hugues. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, iż działacze z Reymonta byli świadkami swego rodzaju, gdyż Francuz – podobnie jak jego poprzednik ze Słowacji – nie powalił na kolana swoimi występami. Wystarczy wspomnieć jedną z opinii krążących na jego temat Hugues bramkarzem wielkim nie jest. Do tego znajduje się w mocno zaawansowanym wieku. Co prawda w przypadku bramkarzy, wiek nie jest przeszkodą, jednak nie jesteśmy pewni czy akurat on jest najlepszym wyborem. Zaletą jest fakt, że po tym jak Lyon nie przedłużył z nim kontraktu, jest zawodnikiem wolnym”.

Z uwagi na fakt, że był to sezon okraszony wspaniałymi występami Wisły w europejskich pucharach (wyeliminowanie słynnej Parmy oraz Schalke) spotkań było dużo, więc i dla Piekuta znalazło się miejsce w wiślackiej układance. W sezonie 2002/2003 zaliczył 13 występów w pierwszym zespole i wspólnie z kolegami świętował drugie w karierze mistrzostwo kraju.

6.

Przełomowy okazał się sezon 2003/2004. Po stosunkowo słabej rundzie klub pozbył się Angelo Hugues’a. Na bramce krakowskiej Wisły pojawił się wakat. Była to niewątpliwie ogromna szansa dla golkipera z Lublina, gdyż nowo-kreowany mistrz nie miał już czasu na kolejne eksperymenty bramkarskie. Henryk Kasperczak postanowił dać szansę Piekutowskiemu. Był to zdecydowanie najlepszy okres w karierze doświadczonego już bramkarza. Piekutowski rozegrał w rundzie jesiennej 13 spotkań (obronił nawet pierwszy w ekstraklasowej przygodzie rzut karny w meczu inauguracyjnym z Polkowicami), zaś ukoronowaniem jego dobrej postawy były bez wątpienia występy w kwalifikacjach do elitarnej Ligi Mistrzów i pamiętny dwumecz z Anderlechtem Bruksela. Golkiper zapytany o to czy był to najważniejszy mecz w jego piłkarskiej karierze odpowiedział następująco

Czy najważniejszy? Trudno powiedzieć. Na pewno o największą stawkę, o jaką przyszło mi w życiu grać. To nie był mecz o punkty ligowe, czy jakiś Puchar Polski, tylko wiadomo, że gra szła o Ligę Mistrzów. Był to jeden z tych priorytetowych meczów dla klubu w tamtym okresie.

7.

O tym jak zakończyła się konfrontacja z Belgami doskonale pamiętamy – porażka 3:1 w Brukseli oraz 0:1 na własnym boisku. Marzenia o awansie do Champions League trzeba było odłożyć na kolejny rok. Mimo porażki Wiślaków wspomnienia z tamtego okresu zostaną z pewnością na długie lata. Nie co dzień gra się przecież o taką stawkę, nie co dzień rywalizuje się z takimi sławami. Jedną z ciekawszych anegdot z tamtego czasu zacytował nie tak dawno Tomasz Frankowski, który z uśmiechem na twarzy wspomina zabawną sytuację, która wydarzyła się bramkarzowi Wisły podczas meczu z cypryjską Omonią Nikozja. Popularny Franek wyznał, że podczas spotkania jeden z chłopców podających piłkę podebrał ukradkiem bidon Piekuta ze specjalnie przygotowanym przez niego napojem energetycznym, po czym wylał zawartość butelki i … oddał do niej swój mocz.
Po przerwie jeden z kolegów porządnie sobie z niego łyknął i natychmiast, skrzywiony, odrzucił bidon.
– Ku***, Piekut, co ty tam wlałeś! – krzyknął.
Adam wziął bidon, powąchał, co jest w środku i odpowiedział zdziwiony:
– Ty, to nie mój napój

Niestety sielanka nie trwała długo. Jesienią 2004 r. na Reymonta sprowadzono z izraelskiego FC Aszdod Radosława Majdana. Tym razem wybór działaczy padł na bramkarza o uznanej już renomie. Wychowanek Pogoni Szczecin szybko udowodnił swoją wartość i po półrocznym wypożyczeniu z Izraela związał się na stałe z krakowską drużyną. Piekut ponownie usiadł na ławie. W rundzie jesiennej sezonu 2004/2005 nie powąchał murawy ani razu. Jego cierpliwość powoli się kończyła – od zawsze podkreślał przecież, że jest człowiekiem niezwykle ambitnym i interesuje go gra w pierwszym zespole. Dlatego też gdy zrodził się pomysł ponownego wypożyczenia do Widzewa, bramkarz nie zastanawiając się długo spakował manatki i powrócił do Łodzi. Jak przyznał w jednym z wywiadów w przededniu transferu do Widzewa – Wolę walczyć o awans do ekstraklasy niż bronić w III-ligowych rezerwach Wisły. Poza tym nie przychodzę do jakiegoś słabego klubu, ale do Widzew. W zespole II-ligowca znów bronił doskonale. Rozegrał pełne 17 spotkań rundy wiosennej, zaś jego zespołowi zabrakło doprawdy niewiele by wywalczyć awans do Ekstraklasy (przegrali baraż z Odrą Wodzisław). Oprócz tego został okrzyknięty przez kibiców najlepszym bramkarzem sezonu, mimo, iż rozegrał przy al. Piłsudskiego zaledwie jedną rundę. Kiedy powrócił do Krakowa było jasne, że to jego koniec przygody z krakowską Wisłą.
– Chcę odejść, gdzie będę miał możliwość grania – wyznał dla oficjalnej strony Wisły Kraków.
– Widzew złożył wykupienia mojej karty, ale kwota, którą chcieli dać łodzianie widocznie była zbyt niska – dodał nieco rozżalony. Szanse na regularne branie przy Reymonta były bowiem mizerne – niepodważalną sytuację w zespole miał Radosław Majdan, zaś w obwodzie pozostawało jeszcze trzech bramkarzy (Juszczyk, Wróbel oraz młody Grabowski) i choć Piekutowski nie zamierzał złożyć broni przyznał z rozbrajającą szczerością, że jego szanse na grę są niemal zerowe.

8.

Oczekiwanie na nowego pracodawcę ciągnęło się miesiącami. Pomocną dłoń wyciągnęła dopiero walcząca o awans do Ekstraklasy Jagiellonia Białystok, a konkretnie trener Adam Nawałka, który ceniąc sobie umiejętności zdecydował się wypożyczyć go do Białegostoku. Nowy nabytek „Żubrów” szybko potwierdził swoją przydatność do gry w barwach popularnej Jagi, jednak pech chciał, że zdołał rozegrać w niej zaledwie … dwa oficjalne spotkania. Groźna kontuzja przerwała jego burzliwą karierę. Później było już niestety tylko gorzej.

9.

Jagiellonia, a przede wszystkim Wisła Kraków – z którą wiązała go przecież umowa – odwróciły się od niego. Jagiellonia nie zaoferowała pomocy, gdyż włodarze klubu ze Słonecznej uważali, że to klub z Krakowa jako pełnoprawny właściciel umowy Piekuta powinna pokryć wszelkie koszty leczenia oraz późniejszej rehabilitacji, Wisła natomiast – jak wspomina sam zawodnik – chciała przeprowadzić operację jak najmniejszym kosztem. Dowiedziałem się, że w Poznaniu jest klinika, zapłaciłem za operację 8 tysięcy złotych, z rehabilitacją wyszło dwa razy drożej. W Krakowie umyli ręce, powiedzieli, że jako piłkarz Jagiellonii muszę sobie radzić. Pożegnanie z Wisłą odbyło się w nieprzyjemnej atmosferze. Szefowie powiedzieli, że jestem już niepotrzebny. Nastąpiła ostatnia próba powrotu Piekutowskiego na boisko. Pojawił się nawet dosyć konkretny temat transferu do cypryjskiego Arisu. Golkiper uzgodnił już nawet warunki kontraktu z Cypryjczykami, jednak do transferu ostatecznie nie doszło.

Później nastąpiła jeszcze nieudana próba powrotu do piłki, jednak kolano Piekutowskiego było tak zdewastowane, że w zasadzie nie było matematycznych szans, aby kiedykolwiek powróciło do normalności

– W moim kolanie nic nie zostało. Więzadła przednie, tylne i poboczne były zerwane, łękotka do usunięcia, podobnie jak pół rzepki. Do tego chrząstki zostały poruszone. Zostały tylko gołe kości.

Adam PIEKUTOWSKI (ur. 31. 08. 1974). Bramkarz. Kluby: Lublinianka, AZS Biała Podlaska, Stal Stanowa Wola, Widzew Łódź, Wisła Kraków (Puchar Polski-2003 i 3 razy mistrzostwo kraju-2000, 2003, 2004), Jagiellonia Białystok, KS Lublin. Ogółem w meczach o mistrzostwo zagrał w 27 meczach. Dziś prowadzi szkołę bramkarską w Lublinie.

+++

10.

7 października 2009, w Lublinie odbył się mecz dla bramkarza 16:00 – Lublin. W meczu charytatywnym rozegranym w Lublinie krakowska Wisła zmierzyła się z drużyną Przyjaciół Adama Piekutowskiego. Mistrzowie Polski wygrali 11-4 (5-2).

Dochód ze spotkania zostanie przeznaczony na pomoc Adamowi Piekutowskiemu, byłemu bramkarzowi „Białej Gwiazdy”.

35-letni Piekutowski, który zakończył karierę z powodu kontuzji, występował w Wiśle w latach 1999-2005 z przerwami na wypożyczenia do Widzewa Łódź. W drużynie z Krakowa rozegrał 33 mecze w ekstraklasie, trzykrotnie sięgał z nią po mistrzostwo Polski, zdobył także Puchar Polski i Puchar Ligi.

===
Przyjaciele Adama Piekutowskiego 4-11 Wisła Kraków
Bramki: Marcin Kuźba 31, Tomasz Frankowski 45 (k), Jarosław Lato 50, 63 (k) – Piotr Brożek 5, 43, Łukasz Burliga 7, Sebastian Janik 13, Sebastian Leszczak 32, 49, 74, Marek Masiuda 56, Wojciech Łobodziński 72, Kamil Rado 84, Bartosz Kozieł 90

sędziował: Zbigniew Zych (Lublin).
widzów: 400.

Przyjaciele Adama Piekutowskiego: 1. Artur Sarnat (46, 12. Marcin Mańka) – 9. Tomasz Kłos (32, 3. Radosław Michalski), 6. Dariusz Pietrasiak (71, 14. Dariusz Piątek), 10. Maciej Stolarczyk (46, 20. Jarosław Chwastek), 22. Tomasz Brzyski (46, 5. Jacek Paszulewicz) – 8. Grzegorz Pater (71, 17. Marek Konieczny), 11. Patryk Rachwał (46, 15. Tomasz Kulawik), 13. Mirosław Szymkowiak (60, 22. Tomasz Brzyski), 16. Jarosław Lato – 21. Tomasz Frankowski (46, 4. Janusz Dec), 18. Marcin Kuźba (46, 7. Kazimierz Moskal). Grał także: 2. Paweł Prus.

Wisła Kraków: 1. Ilie Pavel Cebanu (33, 12. Filip Kurto; 73, 81. Mariusz Pawełek) – 11. Pablo Álvarez Menéndez (46, 18. Bartosz Kozieł), 27. Daniel Cyzio, 3. Marcelo (33, 31. Kamil Rado), 14. Sebastian Janik – 21. Wojciech Łobodziński (73, 26. Rafał Janas), 20. Roberto Mauro Cantoro (73, 24. Ryszard Czerwiec), 16. Tomáš Jirsák (46, 28. Michał Chrapek), 30. Łukasz Burliga – 8. Piotr Brożek (46, 34. Marek Masiuda), 29. Sebastian Leszczak.

źródło: własne/90minut.pl


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.