romek
czwartek, 29 kwietnia 2021, 16:20

SŁYNNE mecze lubelskiej pilki @ 1957*Studenci KUL – Wykładowcy KUL * KAROL, polubiłem swoje imię…

Z inicjatywy pana Wojciecha Golińskiego, zamieszczamy poniżej artykuł, który ukazał się we „Florianie” – gazetce parafialnej wydawanej w Krężnicy Jarej. Artykuł przedstawia informacje o zupełnie nieznanym krężnickim epizodzie w życiu świętego Jana Pawła II.

KAROL (Polubiłem swoje imię)

Gdy w 1955 roku trafiłem na KUL w Lublinie, na wydziale filozoficznym prym wiodło wówczas czterech młodych, zaledwie trzydziestopięcioletnich, ale już wtedy bardzo znanych i wysoce cenionych filozofów. Jak żartobliwie mówiono, wszyscy na literę „K”:

Krąpiec Meczysław.

– Krąpiec Mieczysław Albert – ontologia;
– Kamiński Stanisław – logika, metodologia nauk,
teoria poznania;
– Kurdziałek Marian – historia filozofii;
– Karol Wojtyła – filozofia moralna, część szczegółowa (społeczna).

Trzej pierwsi byli już mocno osadzeni w realiach uczelni. Karol Wojtyła zaledwie niespełna od roku dojeżdżał z Krakowa, przeważnie dwa razy w miesiącu. Jego przyjazd jednakże zawsze był dużym wydarzeniem. Zjeżdżali się wówczas nawet „wieczni studenci”, często też „wiekowi”, nierzadko starsi od Mistrza, z odległych miejscowości zamieszkania, np. z Łodzi. Zawsze wiadomo było, kiedy będzie ich można spotkać na uczelni. Wystarczyło tylko dowiedzieć się, kiedy przyjeżdża Karol Wojtyła z Krakowa.

Ksiądz Profesor Karol Wojtyła na KUL-u prowadził, między innymi, wykłady z etyki i seminarium dyplomowe z filozofii społecznej. Uczęszczałem na Jego wykłady przez dwa semestry. Do zajęć podchodził bardzo poważnie. Wykłady przygotowywał bardzo starannie na piśmie (in scripta). Miał zawsze szczegółowy konspekt i odpowiednio dobrane materiały. Wykłady Jego były zawsze
twórcze i autorskie w całym tego słowa znaczeniu. Nie unikał tematów trudnych, niewygodnych czy kłopotliwych. Mówił z całą otwartością na przykład o miłości małżeńskiej, także tej cielesnej, co było dużą sensacją i „atrakcją” dla braci studenckiej i wywoływało rumieńce na nadobnych twarzyczkach studentek. Prowadzenie zajęć na ten temat wymagało w owych czasach odwagi, taktu i wielkich kompetencji. Gdy pewne części ciała człowieka wówczas zdawały się nie istnieć, a nawet w języku polskim samo słowo „seks” także wtedy jeszcze nie istniało, mówienie publicznie o tych sprawach w sposób rzeczowy i odpowiedzialny było prawdziwa rewolucją.

Wydarzeniem wielkim w życiu społecznym uczelni i kraju była Jego publiczna wypowiedź w marcu 1956 roku, gdy ówczesny sejm przyjął bardzo liberalną ustawę o przerywaniu ciąży.

Poza wykładami i innymi poważnymi zajęciami Karol Wojtyła, był mniej poważny. Znalazł zawsze czas, ażeby porozmawiać z każdym (!) studentem, który do Niego przyszedł obojętnie z jakim problemem.

Nie było też inaczej, gdy przyszliśmy jako delegacja studentów z propozycją rozegrania meczu piłki nożnej: studenci kontra profesorowie.

Było to wiosną 1957 roku, na fali odwilży października 1956 roku. Przyjął nas bardzo życzliwie. Z inicjatywy pana Wojciecha Golińskiego, zamieszczamy poniżej artykuł, który ukazał się we „Florianie” – gazetce parafialnej wydawanej w Krężnicy Jarej. Artykuł przedstawia informacje o zupełnie nieznanym krężnickim epizodzie w życiu świętego Jana Pawła II.

Rozmawialiśmy przez dłuższą chwilę. Pytał o nasze problemy, warunki bytowe i studiowania, o rodziny. Szczegółowo zainteresował się problemem, z którym przyszliśmy. Zapisał w notesie termin spotkania i obiecał, że jeżeli nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, to z całą pewnością przyjedzie z Krakowa specjalnie na ten mecz. Prosił tylko, żeby zawiadomić Go telefonicznie, gdyby się coś zmieniło. Karol Wojtyła przyjechał z Krakowa; mecz odbył się w Krężnicy Jarej niedaleko Lublina (w latach pięćdziesiątych w Domu Sióstr Szarytek mieścił się męski akademik KUL-u). Drużyna profesorów przyjechała pociągiem pod wodzą prorektora uczelni, który moim zdaniem, zaliczał się do najlepszych na boisku. „U nas w bramce będzie stał Karol” (to o Wojtyle) – oznajmił na wstępie prorektor.

Jest wielce prawdopodobne, że mecz zagrano w tym miejscu – myśleliśmy. Ale odnaleźliśmy boisko…

„U nas także Karol” (to o mnie) – padła odpowiedź z ust kapitana drużyny studentów. W bramkach długo nie staliśmy, bo rychło nas wymieniono z tymi „zawodnikami”, którzy już bardzo szybko zmęczyli się bieganiem na boisku. Teraz oni zajęli nasze pozycje, a my poszliśmy do ataku. Mecz zakończył się wynikiem, o który toczą spory po dzień dzisiejszy uczestnicy i świadkowie tego historycznego spotkania. Do kronik opisujących to wydarzenie sprzed z górą pięćdziesięcioma laty nie dotarłem. Podaję tylko to, co dotychczas zachowałem w pamięci, a co było wydarzeniem niecodziennym w moim życiu.

Spotkanie z Karolem Wojtyłą wspominam jako szczególne także dlatego, że łączyło nas to samo imię i wiek (młody). On był najmłodszym wykładowcą habilitowanym – w wieku 33 lat (mimo ciężkich doświadczeń z okresu wojny).

Ja byłem najmłodszym studentem – 16 lat (też nosiłem brzemię skutków przeżytej okrutnej wojny). Obaj mieliśmy to samo imię, wówczas bardzo rzadkie i z tego powodu nie lubiłem swego imienia. Teraz spotkałem kogoś pierwszego w moim życiu o takim samym imieniu i poczułem się znacznie raźniej. Z czasem, także dzięki Niemu, nawet je polubiłem.

Karol Matraszek
Strasburg, dnia 12.06.2011 r.

Karol Matraszek bronił bramki studentów. Pamięta mecz rozegrany wiosną 1957 roku.

+++

Artykuł w piśmie „Florian”.

+++


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.