romek
wtorek, 2 lipca 2019, 10:45

LEKSYKON lubelskiej piłki @ Andrzej ORYSZKO to jeden z najlepszych napastników w historii lubelskiej piłki!

Gdyby przyszło mi scharakteryzować grę Andrzeja Oryszko, powiedziałbym, że był ligowym pierwowzorem Włodzimierza Smolarka i Mirosława Okońskiego razem wziętych. Jego grę cechowała zaciętość, żelazna kondycja i ciąg na bramkę. Potrafił perfekcyjnie dryblować… Był skuteczny pod bramką i jednym strzałem rozstrzygnąć o wyniku meczu. Był też duszą towarzystwa i umiał sportowe stresy „sprzedawać”  poza boiskiem. Ale przede wszystkim był Andrzej Oryszko piłkarzem nietuzinkowym, bo jego nazwisko na zawsze zapisało się w pamięci kibiców.

W książce wydanej na 30-lecie Świdnika w 1985 roku Andrzej Kwiek przedstawił historię klubu Avia. Sekcja piłki nożnej zajmuje w niej połowę treści. Andrzej Oryszko grał w Avii dwanaście lat, toteż jego nazwisko przewija się wielokrotnie podczas analizy poszczególnych sezonów gry drużyny. Więcej – przewija się najczęściej. Dlaczego? Dlatego, że strzelał najczęściej bramki, strzelał je w najważniejszych momentach gry drużyny, strzelał wreszcie w niecodziennych okolicznościach. Rok w rok był najlepszym strzelcem Avii, a zdarzały się sezony, że jego nazwisko wiązało się z ponad połową goli spośród wszystkich uzyskanych przez zespół.

Do Świdnika Andrzej Oryszko przyszedł z Chełmianki Chełm, gdzie gry w piłkę uczył go Józef Wosiński. Do czołowych graczy Avii należeli wówczas: Guz, Herman, Kostaniak, Rejdych, Góral i Sułkowski. Nowy zawodnik szybko znalazł wspólny język z kolegami i już w pierwszych spotkaniach strzelał gola za golem. Siłą Oryszki było to, że zdobywał bramki ważne dla przebiegu gry, a więc wówczas, kiedy są one najpotrzebniejsze. To rzadka umiejętność, a właściwie cecha artystów futbolu. Jako przykład niech posłużą bramki strzelone przy stanie 0:0, które okazywały się później jedynymi w meczu. Tylko na przestrzeni kilku lat strzelił ich kilkanaście, między innymi w meczach z Warszawianką, Dąbem Dębno Lubuskie, Gwardią Olsztyn, Włókniarzem Białystok, Lechią Gdańsk, Arkonią Szczecin, Gwardią Warszawa, ąąąą Warszawa, Radomiakiem, Stalą Stalowa Wola (x2). Mówiono o nim „złoty chłopak” bo strzela złote gole. Nierzadko strzelał ich po dwa lub trzy w jednym spotkaniu. W przerwie sezonu 1968/69 Andrzej Oryszko razem z Góralem przenieśli się do Motoru Lublin. I tutaj, a więc ponownie na drugoligowych boiskach, bramkarze przeciwników mieli z nim sporo kłopotów. Miał swoich wielbicieli w całym województwie. Stawiali się na każdy mecz w którym grał, bez względy na do jakiego miasta trzeba było jechać. Zdarzało się, że prosto z meczu Motoru, kibice wsiadali w pociąg i gonili do Świdnika zobaczyć w akcji niedawnego ulubieńca stadionu przy Alejach Zygmuntowskich. Po powrocie do Avii prezentował jeszcze lepszą skuteczność. Na mecze przychodziło po kilka tysięcy ludzi.

Derbowe pojedynki z Motorem nabierały wówczas wyjątkowego kolorytu i najrozmaitszych podtekstów. Tajemnicze negocjacje działaczy, współpraca w imię wyższej racji piłkarskiego lokalnego stanu, itp. – to tematy różnych dyskusji i rozmów. Do dziś nie wiadomo, czy piłkarze „pomagali” sobie wzajemnie w drugoligowych rozgrywkach, czy „pożyczali” punkty lub też podkładali się. Wiadomo jednak, że zespoły przyjeżdżające do Świdnika miały tutaj ciężkie przeprawy. A i na wyjazdach Oryszko i spółka potrafili ograć faworytów.

Z pewnością wyjątkowym meczem w karierze pana Andrzeja, była gra z Górnikiem Zabrze, w sezonie 1978/79, kiedy to toczył bezpardonowe pojedynki z samym Jerzym Gorgoniem. Tym samym Gorgoniem, który uchodził za czołowego stopera kontynentu, a którego Kevin Keegan umieszczał w najlepszej jedenastce świata lat 70-tych. Niemieccy dziennikarze pisali wówczas o Gorgoniu „Wielka biała góra”, inni nazywali go „Budka telefoniczna”, co oczywiście świadczyło o posturze i umiejętnościach zawodnika. Wynik meczu brzmiał Avia – Górnik 0:0, ale Andrzej Oryszko może uznać go za udany, kilka razy z dziecinną łatwością ograł mistrza destrukcji i piłkarskiej walki wręcz. Ponad cztery tysiące ludzi na stadionie w Świdniku biło brawa swojemu idolowi na stojąco.

Rozmawiałem z Józefem Wosińskim 9pierwszym trenerem Oryszki) na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Zapytany o swoich utalentowanych wychowanków od razu powiedział: – Bondarenko i Oryszko. Ten drugi grałby w I lidze, gdyby poza boiskiem miał tak silny charakter jak na nim.

Wspomina Roman Nowosad, kolega z okresu gry w Avii:

– Andrzej to jeden z  najlepszych napastników w historii województwa. Tacy rodzą się raz na kilkadziesiąt lat. Instynkt strzelecki wyssał z mlekiem matki, która być może w piłkę nie grała, ale na pewno musiała mieć w sobie sportowe geny. Można z nim było grać na pamięć, bo dzięki szybkości potrafił dobiec do zbyt szybkiego podania, naprawić podanie mało precyzyjne, wreszcie sam stworzyć sobie sytuację bramkową.

W 1979 roku Andrzej Oryszko przeszedł z Avii do Budowlanych Lublin, gdzie grał przez kilka sezonów. Grywał też w niższych ligach, lecz bardziej dla zabawy i dla swoich poznanych w różnych okolicznościach kolegów niż dla piłkarskiego prestiżu.

Andrzej ORYSZKO. Urodzony w 1944 roku. Napastnik. Kluby: Chełmianka Chełm, Avia Świdnik (x2), Motor Lublin, Budowlani Lublin. Jedna z najbarwniejszych postaci sportu lubelskiego przełomu lat 60-tych i 70-tych.

LEKSYKON lp/hs


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.