romek
sobota, 3 listopada 2018, 08:39

„Zagrać w barwach Bercelony” – cytat…

CYTAT:

No i przyszła okazja, żeby sobie pospawać. Wujek Zbyszek po wykonaniu Lubisiowi bron poszedł do domu, aby tam z klientem co nieco opić pracę. Żeby niby te brony się nie popsuły w robocie. Przykazał nam pilnowanie kuźnianego interesu. Mogliśmy sobie nawet brać klucze i kombinować jakieś przykręcenia lub odkręcenia śrub albo młotkiem prostować drut. Ale nie – postanowiliśmy sobie pospawać. Dla Krzyśka było to proste, przecież codziennie widział jak ojciec to robi. Jak włącza spawarkę, mocuje takie druty w szczypcach, jak dotyka metalu i przesłania maskę aby ochronić oczy. Już nikt nas nie odpędzał od spawarki, żeby niby prąd nie poraził… Krzysiek był łagodny.  Nie gonił mnie, żeby nie patrzeć na ogień. W końcu byliśmy rówieśnikami.

Ojjjjj, pospawaliśmy sobie tego popołudnia… Pospawaliśmy do woli. Ile tylko chcieliśmy, bo wujowi i temu Lubisiowi zeszło się z tym oblewaniem bron.

W nocy, gdzieś parę minut po dziesiątej, zacząłem płakać, najpierw kwękać, a po kilku minutach wręcz wrzeszczeć, że bolą oczy. Mama zmoczyła ręcznik i okładała mi głowę, ale nic nie pomagało. Jeszcze bardziej bolały oczy. Jak zamykałem oczy to bolały jak diabli, jak otwierałem to jeszcze bardziej bolały i bolały. Bolały tak przerażająco jakbym ze sto  tysięcy diabłów zobaczył,  a ten strach wcisnął się w moje oczy. Wszyscy próbowali mi pomóc, ale tylko pogarszali ból i sytuację, bo jeszcze bardziej oczy piekły, a łzy powodowały pieczenie jeszcze bardziej piekące. Nawet słowa, które słyszałem piekły! Próbowaliśmy różnych sposobów pokonania bólu, ale żaden nie był skuteczny. Biegałem po mieszkaniu i wrzeszczałem coraz bardziej, aż mało co nie oberwałem na dodatek od mamy. Nie chciałem opowiedzieć co się stało, co robiliśmy, choć mama rozpytywała coraz mocniej.

Ale oto w nocy, już po trzeciej, kiedy zbliżał się ranek, a ja ze zmęczenia i wrzeszczenia umierałem,  zapukała do okna  ciocia Marysia, żona wuja Zbyszka. Właśnie wracała ze szpitala, gdzie zawiozła Krzyśka pogotowiem na sygnale – z powodu bólu oczu. Wszystko się wydało, a głównym sprawcą był oczywiście Lubiś.

Trzy dni Krzysiek garował w szpitalu przez to spawanie. Ja szybciej wyszedłem z ocznej biedy i odechciało mi  się już spawania na całe życie. Jak po tygodniu przyszliśmy do szkoły, koledzy z miejsca przezwali nas „spawaczami”.

– Przynajmniej z graniem w piłkę będzie spokój! – pani w szkole znalazła pozytywny aspekt naszej przygody. – Najlepiej jak mamy wam jaką lekturę przeczytają.

„Zagrać w barwach Barcelony”


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.