romek
sobota, 18 czerwca 2016, 23:10

Z wizytą w archiwum – magazyn PIŁKA NOŻNA (lipiec 1991) * Władysław GIERGIEL (6): – Opłacało się być piłkarzem * Nie martw się, damy Ci pistolet!

Giergiel SlaskPowoli mój piłkarski czas się kończył. Zdążyłem jeszcze wraz z Wisłą wywalczyć Mistrzostwo Polski, wcześniej wystąpiłem w swym jedynym meczu reprezentacji, z Rumunią. Byłem na tyle przezorny, że skończyłem kurs trenerski. Wreszcie wiosną 1950 roku postanowiłem zawiesić buty na kołku. Gdy Łanin dowiedział się o tym, wezwał mnie do siebie i zaproponował, bym zajął się zakładaniem klubów milicyjnych na Podhalu. – Ale przecież tam działa ugrupowanie „Ognia”, rozwalą mnie, jak tylko dowiedzą się, że coś takiego robię – powiedziałem przerażony. Na to Łanin: Nie martw się, damy Ci pistolet …

Na szczęście udało mi się wywinąć z tej opresji. Nigdy nie należałem do żadnej partii, zawsze unikałem polityki. Ale, aby uniknąć kłopotów, musiałem poszukać sobie opiekunów. Najpewniejsze było wojsko. Dowódcą okręgu był wtedy generał Kieniewicz, nawet interesował się futbolem. To on zatrudnił mnie w Legii Kraków, przemienionej później na OWKS, a jeszcze później na WKS Wawel. Kieniewicza poznałem dobrze, często graliśmy razem w bilard. Na ogół wygrywałem, co jego akurat nie martwiło, bo stawką były butelki wina. On wina nie lubił, wolał wódkę, którą pił w szklankach, chociaż – jak mówiono – był chory na cukrzycę. Lubił mnie, bo kiedyś pomogłem mu wygrać duży zakład z Łaninem.

Założyli się o wynik meczu. My, to znaczy OWKS, weszliśmy akurat do pierwszej ligi, Wisła startowała z pozycji mistrza. Przed rozpoczęciem spotkania kibice Wisły oraz znajomi pokazywali mi, że „wezmą pełną rączką”, co znaczyło, że OWKS dostanie tęgie baty. Do przerwy przegrywaliśmy 1-3, ale ja wiedziałem, że Wiślacy tracą już oddech. Po przerwie wpuściłem na boisko Egona Piechaczka, który objeżdżał stopera Wisły Szczurka, jak chciał. Wygraliśmy 4-3. Kieniewicz wydał potem przyjęcie, ale nigdy nie dowiedziałem się, ile wygrał od Łanina.

Jednym z działaczy OWKS był w tym czasie Czesław Waryszak, prawa ręka Kieniewicza, wielki sympatyk futbolu. To on ściągnął mnie później do Wrocławia. W tamtych czasach piłką nożną interesowało się wiele ważnych osobistości. Zagorzałym kibicem Cracovii był na przykład Józef Cyrankiewicz, jego matka miała dom niedaleko stadionu „pasów”. Nie wiem, czy coś dla nich załatwił. Ale w tamtych czasach każdy, kto coś znaczył, zawsze ulubionemu klubowi pomagał. Nawet ci przeflancowani do Polski ze Wschodu.

Giergiel-Motor[1]Wprowadziłem wrocławski Śląsk do I ligi, było to w 1964 roku. Grali u mnie tacy piłkarze, jak Zygfryd Blaut, Władek Żmuda, Jerzy Apostel, bramkarz Masseli. W następnym roku trenowałem Górnika Zabrze, z którym zdobyłem mistrzostwo Polski. W Zabrzu nie czułem się jednak najlepiej. Jak na mój gust, za dużo osób mówiło w klubie po niemiecku.

Później trenowałem jeszcze wiele drużyn, dopiero trzy lata temu definitywnie rozstałem się z boiskiem. Chodzę jednak na mecze Śląska, dużo spaceruję. Nie mógłbym żyć w totalnym bezruchu. Widzi pan, te zdjęcia, które pan ogląda, są często jedynym śladem po ludziach i zdarzeniach. Wiele z nich dostałem od dziennikarza przedwojennego „Raz, dwa, trzy”, Adama Obrubańskiego. Był wielkim sympatykiem Wisły, z wykształcenia prawnikiem. Zmobilizowany we wrześniu, miał stopień majora żandarmerii wojskowej. Zaginął gdzieś na Wschodzie. Mam zamiar to wszystko uporządkować, opracować, może kiedyś uda się to wydać w formie albumu lub książki. Te bezcenne pamiątki są tego warte.

Zwierzenia Władysława Giergiela niemal 26. lat temu notował Waldemar Lodziński.

Koniec

PS. Władysław Giergiel był trenerem Motoru Lublin na przełomie lat 60/70.

Tagi:

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.