romek
poniedziałek, 9 maja 2016, 08:48

Komentarz po piłkarskim weekendzie # A może by tak zjechać pod ziemię?

w10 złotych – tyle kosztował mnie bilet na mecz najwyższej klasy rozgrywkowej piłki nożnej w Polsce pomiędzy Górnikiem Łęczna a Górnikiem Zabrze. W sumie to pieniądze niewielkie, a mecz, jakby nie patrzeć powinien przynieść sporo emocji, wrażeń jakich przeciętny zjadacz chleba oczekuje po spotkaniu dwóch zespołów walczących o życie.

Rzadko chodzę na mecze piłki nożnej choć na stadion ekstraklasowej drużyny Górnika Łęczna mam jakieś dwadzieścia, dwadzieścia pięć minut spacerkiem. Chodzę rzadko bo to albo czasu brak, albo chęci. Chodzić też mogę rzadko bo poziom reprezentowany przez polskie drużyny jest po prostu niski i gdy raz przyjdzie mi spędzić dziewięćdziesiąt minut obserwując nieudolne próby zawodników zawodowych, którzy zarabiają spore pieniądze to, po prostu, najzwyczajniej w świecie oszczędzam sobie wątpliwej rozrywki.

No, ale ten mecz, ważny dla obydwu drużyn miał być inny. Co najmniej tak mi się wydawało. Nie ukrywam, że kupując bilet na to spotkanie, oczekiwałem spotkania w którym zawodnicy obu jedenastek mówiąc trywialnie będą gryźć murawę. Niestety, nic z tych rzeczy.

Wlazłem niczym jakiś bandzior, zrewidowany dokładnie przez jakiegoś grubego wąsa. Od razu rzuciłem w stronę kolegi, że na meczach koszykówki, tych lokalnych czy też tych międzynarodowych tego nie ma, no ale koszykówka to nie piłka nożna. Dobra w ten aspekt nie będę wnikał, bo i nie o tym miałem tu pisać.
Obmacany stanąłem na trybunie B, tuż obok rzeszy znajomych mi ludzi, ale tak lekko z boku aby mieć możliwie jak najlepszy wgląd we wszystko co dookoła. Na dwie czy trzy minuty przed meczem powiedziałem do kolegi parafrazując wypowiedź sprzed kilku lat jednego z ekstraklasowych piłkarzy:
– To będzie ciężki mecz dla piłkarzy. Jest sobota, godzina osiemnasta. Słońce nie przygrzewa, jest jakieś 15-18 stopni celsjusza, a lekki chłodny wietrzyk co chwilę orzeźwia nas wszystkich.

Kolega się zaśmiał, a zawodnicy ruszyli, oj, nie ruszyli, a zaczęli mecz bo sędzia nakazał go rozpocząć. Niestety moje słowa okazały się prorocze. Zawodnicy niezwykle się męczyli przez pierwsze czterdzieści pięć minut. No, ale na ich usprawiedliwienie można dodać, że przez pierwszych piętnaście minut lekko pokropiło…

Druga połowa była już nieco inna, co prawda, dalej obie jedenastki zawężały pole gry, nie próbując nawet rozciągać grania będąc w posiadaniu futbolówki. Gdy na kwadraciku piętnastu metrów kwadratowych znajdzie się dwadzieścia osób jest już gęsto, a gdy te osoby jeszcze kopią piłkę zaczyna robić się wręcz żałośnie. Ok, był niewykorzystany rzut karny, który nota bene, stanowił jedyny celny strzał na bramkę drużyny rywala gospodarzy. Z kolei zabrzanie trafili piłką w słupek.

No dobra, ale po co w ogóle powstaje ten tekst, dlaczego go popełniam? Ano zaangażowanie, sportowa ambicja, chęci, honor – żadnego z tych przymiotów nie można przypisać aktorom występującym w tym sportowym spektaklu, a przecież obie drużyny walczą o otrzymanie. Bo chyba chcą się utrzymać w… elicie, prawda? Tak właściwie to powinni chcieć się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej, powinni, ale czy im zależy? Przecież większość zawodników ma długoletnie kontrakty więc co im za różnica czy będą grać w ekstraklasie czy też w pierwszej lidze skoro i tak będą dostawać te same pieniądze co teraz?

Przeczytałem ostatnio autobiografię Antoniego Piechniczka w której to opisane jest, czego słynny trener doświadczył w Polsce po dziesięcioletnich zagranicznych eskapadach. A doświadczył zupełnie innej mentalności polskich zawodników przejawiającej się przede wszystkim brakiem ambicji i zaangażowania jak i niezwykle roszczeniowym podejściem piłkarzy. Kiedyś, kiedy Piechniczek był trenerem śląskich klubów, a jego podopieczni nie zostawiali serca na boisku mogli usłyszeć z trybun aby zjechali kilometr pod ziemię i zobaczyli jak zarabia się na życie. Ba, niektórym nawet naprawdę było dane zjechać pod ziemie po bezbarwnym, żałosnym meczu, teraz stety albo i nie-stety tego nie ma, choć zawodnicy grający czy to w Łęcznej czy to w Zabrzu reprezentują kluby górnicze.

Więc może by tak zaprosić od czasu do czasu piłkarzy do ciężkiej, niebezpiecznej roboty aby zobaczyli jak na wejściówki, aby ich, wielkich piłkarzy zobaczyć, zarabiają kibice?

Mateusz Kocowski

Foto/gornik.leczna.pl


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.