romek
piątek, 12 lutego 2016, 18:49

Mateusz GISKA rozmawia ze znanym dziennikarzem sportowym Romanem KOŁTONIEM

Kolton1Roman Kołtoń – dziennikarz i komentator sportowy.  Znany z pracy w „Piłce Nożnej”, „Przeglądzie Sportowym”, czy udziału w programie „Cafe Futbol” emitowanym na antenie Polsatu Sport. Rozmawiamy o mediach społecznościowych, reprezentacji Polski, zbliżających się finałach Mistrzostw Europy… I nie tylko.

***

Mateusz Giska: Co skłoniło pana do założenia konta na Twitterze?

Roman Kołtoń: Założyłem je bardzo wcześnie, jako jeden z pierwszych dziennikarzy sportowych . Jak wielką ma moc przekonałem się gdy mój wpis „kto wytypował drużyny do tego meczu” – zdanie, które wypowiedziała ówczesna Minister Sportu Joanna Mucha (pochodząca z lubelskiego przyp. red.), odbił się szerokim echem w całym kraju. Jest to ciekawe doświadczenie. Mówi się, że to krótka forma, że tylko do 140 znaków, lecz można tam „wstawić” zdjęcie całego dokumentu, ktoś poleca daną treść innym, przez co zasięg odbioru jest dużo większy. Często bywa tak, że ogromną liczbę „polubień” i retweet’ów otrzymują rzeczy śmieszne, często bzdury, a te wartościowe mniej, jednak jeżeli ktoś interesuje się danym tematem i tak ma szansę do tego dotrzeć. Ostatnio zacząłem bardziej działać na Facebooku, zastanawiam się nad Instagramem.

M. G.: A Snapchat?

R. K.: Nie, raczej nie. Trzeba wypośrodkować tego typu działalność. Nawet na Tweeterze często nie wrzucam nic przez kilka dni np. kiedy piszę książkę – muszę wtedy być skupiony, nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy przeprowadzam z kimś wywiad i w międzyczasie piszę tweeta.

M. G.: Obecnie wielu piłkarzy, trenerów prezesów klubów, również korzysta z portali społecznościowych, wydaje się to być dobrym ukłonem w stronę kibiców.

R. K.: To, że możemy śledzić poczynania piłkarzy na portalach społecznościowych pozwala na ujrzenie ich ludzkiej twarzy, stają się nam bliżsi, o ile oczywiście profil prowadzi sam piłkarz, jak np. Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki. Widać różnicę gdy porównamy ich wpisy z wpisami na profilu Roberta Lewandowskiego, czego nie neguję, ot wybrał taką drogę zarządzania profilem.

M. G.: Prezes Boniek również jest w czołówce polskiego Tweetera, jeżeli chodzi o aktywność i liczbę obserwujących go osób.

R. K.: Zdecydowanie tak, ma już ponad (bierze telefon do ręki i sprawdza profil Zbigniewa Bońka – przyp. red.) 400 tysięcy takich osób. To, że udziela się na tym portalu jest fantastyczną sprawą. Prowadzi dyskusję, często nawet sam zaczepia i prowokuje, niektórym osobom to nie odpowiada, czego przykładem ostatnia sprawa z procesem odnośnie jednego z jego wpisów. Taki ma styl, taka zadziora. Bardzo żałuję, jednej osoby, która w ubiegłym roku zawiesiła swoją działalność na tweeterze.

M.G: Niech zgadnę, chodzi o Michała Probierza?

R.K.: Tak. Wypowiadał się zawsze w sposób merytoryczny, często był nawet takim głosem zdrowego rozsądku. Co on tam miał pić? Whisky? (chodzi o wypowiedź na konferencji prasowej tuż po przegranym meczu z Legią w ubiegłym roku przyp. red.) Rozumiem, że był zdenerwowany, jednak ja poszedłbym pod zimny prysznic i bardziej ze spokojną głową podszedł do tego wszystkiego. Podjął jednak decyzję taką a nie inną.

M. G.: Działalność prezesa Bońka na Tweeterze również, przyczyniła się do poprawy wizerunku PZPN.

cafe

R. K.: Boniek odmienił nie tylko wizerunek ale cały związek. Cofnijmy się wstecz, z całym szacunkiem do Michała Listkiewicza, ale Prezesem był kiepskim, całe środowisko piłkarskie, nie tylko sędziowskie, było umoczone w aferze korupcyjnej. Później przyszedł Lato, on miał być takim człowiekiem, który będzie trzymał ten związek w ryzach, który nie boi się dziennikarzy, jednak całość jego rządów to totalna klapa. Mając Euro u siebie, pomijając już to czy reprezentacja wyjdzie z grupy czy też nie, powinien wygrać kolejne wybory. A tutaj oprócz mediów i kibiców, odwróciło się od niego także środowisko, odrzucili go jako szefa. Lubię Grześka i szanuję, jednak praca na stanowisku Prezesa PZPN najwyraźniej go przerosła, okazał się kompletnie nieprzygotowany do takiego wyzwania. Swoją drogą Bońkowi udało się wygrać też dzięki temu, że akurat ci baronowie byli skłóceni. Wizerunkowo, jak i w samych strukturach związku wiele zmieniło się na lepsze, co nie znaczy, że nie można polemizować z Bońkiem jak np. w kwestiach dotyczących szkolenia. Natomiast za organizację finału Pucharu Polski należą mu się ogromne brawa.

M. G.: Udało się obejść temat kibiców, których złe zachowania politycy podnosili jako główny argument przeciw organizacji w poprzednich latach np. Superpucharu Polski.

R. K.: To zakłamanie obrazu kibica w Polsce przez polityków było ogromne. Nie twierdzę, że wszyscy kibice są potulni i grzeczni, jednak gdy dochodzi się do takiego zaszczucia, to rodzi różne sytuację. Jeszcze nie tak dawno, dokładnie rok temu, politycy byli przeciwni organizacji finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Na jednym ze spotkań wojewoda mazowiecki negował to wydarzenie, ponieważ policja nie mogła zagwarantować tego, że na stadionie nie zostaną odpalone race. Prezes Boniek wtedy go wyśmiał, i co? Mecz doszedł do skutku. Odpalono race, ale czy komuś to zbytnio przeszkadzało? Politycy przystawali za tym, że to jest Stadion Narodowy, tylko dla Reprezentacji Polski. Stadion musi żyć, zarabiać na siebie. Nie tylko koncertami, wystawami, targami ale przede wszystkim meczami.

M. G.: Odnosząc się do reprezentacji – patrząc przez pryzmat kadry Engela, Janasa, Beenhakkera czy Smudy – którym też wieszczono sukces na wielkich imprezach piłkarski, a jak historia pokazała niekoniecznie to wyszło. Co ma ta kadra, że tym razem się uda?

kołtonR. K: Poprzednie kadry były źle przygotowane fizycznie, Nawałka nie popełni tego błędu. Poprzednikom wydawało się, że uda im się zrobić cykl przed turniejem, jednak rzeczywistość była zgoła odmienna. Piłkarze przez te ciężkie treningi, często po wyczerpującym sezonie w klubie, byli przemęczeni, a przez to stracili radość z gry. Ponadto obecni piłkarze są nastawieni na sukces, nie bawią się tak, jak ich poprzednicy, którzy myśleli, że są wielcy. Paradoksalnie to Ci obecni mogliby tak powiedzieć, jak Robert Lewandowski, ale jednak nie, oni chcą osiągnąć jeszcze więcej. Czują jak Kamil Grosicki, który po różnych zakrętach swojej kariery wie, że jak nie teraz to kiedy? Może powiem trochę przewrotnie, tę Reprezentację stać na ćwierćfinał Mistrzostw Europy, jednak samo wyjście z grupy będzie trudne. Na początek Irlandia Północna, siłowy, ciężki futbol. Niemcy? Robert Lewandowski powiedział, że z Niemcami mieliśmy lepszy bilans bezpośredni w eliminacjach. Tak było, jednak ta drużyna ma jakość, w każdej chwili może zaskoczyć. Mówiłem o tym, że lepiej było zagrać pierwszy mecz z Niemcami, na co często słyszałem odpowiedź, że wtedy z Irlandią mielibyśmy nóż na gardle. Myślę, że taki mecz z Niemcami mógłby wyzwolić coś w zawodnikach, wygrasz-przegrasz to nieważne, to mecz z Mistrzami Świata. Na koniec Ukraina, która może ma nawet lepszą drużynę niż nam się wydaje? W całych eliminacjach straciła tylko 4 bramki będąc w grupie z Hiszpanią. Polska straciła ich 10. Tylko Czechy z drużyn, które bezpośrednio awansowały na Mistrzostwa straciły od nas tych bramek więcej. Strzeliliśmy za to aż 33, jest u nas ten potencjał w ataku, jednak i duża dysproporcja pomiędzy formacją atakującą a obronną.

M. G: Przez te wszystkie lata pracy jako dziennikarz, były pan zapewne świadkiem wielu różnych sytuacji, która z nich zapadła  w pamięć najbardziej?

R. K.: Jedna z nich to sytuacja, kiedy znalazłem się na odprawie przedmeczowej w Tajlandii za kadencji trenera Wójcika. Wyszedłem razem z piłkarzami z autokaru prosto do szatni, tam usiadłem sobie w kącie, trener Wójcik nie wyrzucił mnie wtedy z szatni. Wtedy mogłem z bliska zobaczyć, że jest motywatorem, jego nie interesowały szczegóły, nimi zajmował się trener Klejndist.  Druga, to dzień przed ogłoszeniem Euro, jeden człowiek, który zazwyczaj niechętnie dzieli się wiadomościami powiedział mi, że Polska i Ukraina zorganizują Euro 2012. Byłem w szoku, ponieważ jeszcze będąc w Polsce Boniek mówił mi, że nie ma po co lecieć do Cardiff, bo raport techniczny UEFA wskazał na kandydaturę Włoch. W tym raporcie akces Polski i Ukrainy określono jako „niespełniający wymogów”. Reszta dziennikarzy, udała się na bal organizowany bodajże przez ambasadora Polski, ja natomiast poszedłem wraz z moim kolegą na konferencję prasową Surkisa (prezes Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej, przyp. red.) i Listkiewicza, byliśmy jedynymi dziennikarzami z Polski. Michał Listkiewicz mówił wtedy, że liczy się jak w Olimpiadzie sam udział, natomiast Surkis go poprawił i powiedział, że jutro wygramy w pierwszej turze głosowania. Na pytanie co teraz będzie robił powiedział, że idzie się napić wódki. Taki był pewny tego zwycięstwa. Platini wyciągając kartkę z napisem „Polska i Ukraina”, był na pewno mocno zdziwiony. Odnosząc się jeszcze do Euro, te mistrzostwa zmieniły trochę mentalność w naszym kraju, nie wspominając już o stadionach, lotniskach, czy nawet autostradach – pamiętny wyścig z czasem aby ukończyć A2. To wszystko pociągnęło dalej kolejne imprezy w Polsce, MŚ siatkarzy, ME piłkarzy ręcznych, finał Ligi Europejskiej z piękną puentą jaką była bramka Krychowiaka, czy Młodzieżowe Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, w zmienionej formule z dwunastoma drużynami.

M. G.: Przyzwyczailiśmy się do tego, że piłkarze są częstymi ofiarami zabawnych memów, żartów, czy szyderczych komentarzy w internecie. Jak pan odbiera tego typu zdarzenia?

R. K.: … np. o sytuację z Tomaszem Hajto i wymienianym przez niego zwycięskim składzie Kaiserslautern?

M.G.: Chodzi mi tutaj bardziej o żarty w stosunku do pana, chociażby słynne ”a dlaczego nie Barcelona?”…

R.K.: … ale ja się pod tym nadal podpisuje! Swoją drogą – osoba, która zrobiła przeróbkę tej reklamy (rzeczona reklama pod tym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=JGzWRvFkm_U, przyp. red.), wykonała fantastyczną robotę. To było genialne. Jeśli taki żart nie przekracza granicy dobrego smaku, to nie mam z tym problemów. Trzeba mieć do siebie dystans.

Rozmawiał Meteusz Giska / foto-facebook


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.