romek
piątek, 19 czerwca 2015, 09:15

Mateusz GISKA o modzie na reprezentację i piłkarską Polskę!

1Od Euro 2012 nie było takiej mody na Reprezentacje. Co więcej ciężko zmącić tą euforię. Przed Mistrzostwami w Polsce i na Ukrainie, nie brakowało znaków zapytania, czy na pewno sobie poradzimy, mecze kontrolne nie napawały optymizmem, sam trener Smuda, co pokazały późniejsze wyniki, błądził po omacku naturalizując kolejnych graczy. Nie mieliśmy stylu, zawodnikom brakowało pewności siebie. Jeden z czeskich piłkarzy powiedział po Euro, że nie widział nigdy tak przerażonych zawodników jak tych, którzy grali w naszej drużynie. Obecnie cały Hype jaki towarzyszy naszym futbolistom jest godny podziwu, ogromną pracę wykonują panowie na co dzień zajmujący się portalem „Łączy nas piłka”. Oczywiście nawet z takim świetnym PR, bez wyników nie byłoby niczego. Historyczne zwycięstwo z Niemcami, walka ze Szkocją i heroiczny bój do ostatnich minut z Irlandią – to jest ta nasza najświeższa historia, nikt już zdaje się nie pamiętać przegranych eliminacji do Mundialu w Brazylii.

Mecz z Gruzją u siebie, bilety zakupione za niemałe pieniądze – wszystko to nie ważne – takich emocji nie da się obiektywnie wycenić. Ktoś powie, to tylko Gruzja, inny wynik niż zwycięstwo jest niedopuszczalny. Specjalnie z lubelskiego na ten mecz przyjechał mój tata wraz z dziadkiem i bratem mojej narzeczonej. Dodatkowo udało mi się namówić do kibicowania na żywo kolegę mieszkającego w Warszawie. Bilety kupiłem już w nocy z 5 na 6 maja, czatując przed komputerem aby jak najszybciej nabyć te jak najlepsze- przeczuwałem, że zainteresowanie nimi będzie duże. Po udanej transakcji nie pozostawało nic innego jak rozpocząć odliczanie wsteczne do 13 czerwca.

giska2Cały tydzień poprzedzający mecz byłem już myślami na stadionie, nie raz i nie dwa dyskutowaliśmy ze znajomymi nad powołaniami, analizowaliśmy różne scenariusze i obstawialiśmy wynik. W Internecie przeczytałem każdy artykuł, obejrzałem wszystkie nagrania związane ze zgrupowaniem Reprezentacji, Twitter palił się od natłoku informacji. Nie dało się nawet na chwilę zapomnieć o meczu. Piątek był dniem przyjazdu moich gości, którzy po raz pierwszy mieli oglądać na żywo Reprezentację Polski. Wszystko to, naznaczone było oczekiwaniem na sobotę.

Po śniadaniu ruszyliśmy na zwiedzenie Warszawy, na ulicach dominowały biało-czerwone barwy. Odwiedziliśmy Łazienki Królewskie moim zdaniem najpiękniejsze miejsce w całej Warszawie, oczywiście zaraz po Stadionie Narodowym. Uwielbiam, te przepiękne alejki, jednak nawet takie widoki nie mogły ukoić moich nerwów. Żar lał się z nieba, pogoda chciała jeszcze bardziej podgrzać atmosferę. Najgorsze jest to wyczekiwanie. Na mecz wyruszyliśmy wcześniej mając na uwadze korki jakie czekały nas tuż pod stadionem, jak również trasę objazdową autobusu z racji przemarszu ludzi o innej orientacji seksualnej. Mimo tych przeciwności, udało nam się w miarę sprawnie dotrzeć pod stadion. Będąc tam człowiek zapomina o wszystkim, liczy się tylko piłka, i dotyczy to wszystkich kibiców, tak więc na własnej skórze można się przekonać jak trafnym hasłem jest „łączy nas piłka”. Dorośli i dzieci, młodzież i emeryci, wszyscy razem ramię w ramię przybyli z różnych zakątków Polski, a nawet i świata, bo nie można zapominać o Polakach mieszkających na co dzień po za granicami naszego Państwa, przybyli aby dopingować Reprezentacje. Wchodząc przez bramę na błonia stadionu zewsząd dało się słyszeć doping, chociaż do meczu pozostawała jeszcze godzina. Wielu kibiców robiło sobie zdjęcia na tle pomnika Kaziemierza Górskiego, wybitnego trenera . Nie ma bardziej odpowiedniego i symbolicznego miejsca na ten pomnik jak to, tuż obok stadionu Narodowego, gdzie mecze o punkty rozgrywa pierwsza Reprezentacja. Cały czas czuwa nad naszymi, tego jestem niemal pewien.

Z rozrzewnieniem czekał na moment kiedy odegrane zostaną hymny narodowe. Muszę tutaj wspomnieć, że większość kibiców zachowała się wzorowo, oklaskując moment kiedy grany był hymn gości. Jednak wszystko to bije na głowę moment kiedy ponad 50 tysięcy gardeł na stojąco odśpiewuje Mazurka Dąbrowskiego. Mało kiedy jesteśmy tak zjednoczeni jako Naród, jak podczas śpiewania Hymnu.

maxresdefault-480x240Oglądanie meczu na stadionie pozwala mi na żywiołowe kibicowanie w szerszym (to chyba nawet mało powiedziane) gronie. Zazwyczaj oglądaj sam w domu jestem jedyny, który przeżywa każdą akcję, nieudane zagranie i wybucha jak wulkan po strzelonych bramkach. Pierwsza połowa minęła błyskawicznie, szkoda niewykorzystanych sytuacji, ogromne wrażenie zrobił na mnie Grosicki, jaki ten facet ma gaz w nogach! Szkoda, że z celnością nie jest już tak dobrze, lecz gdyby bramki można było przyznawać za samą determinację, to on i Lewandowski powinni mieć ich po pierwszej połowie co najmniej po dwie. Lewadowski w przedmeczowych wypowiedziach dementował jakoby ciążyła mu ta strzelecka posucha w kadrze, jednak nawet najbardziej wyćwiczone wypowiedzi, wcześniej przygotowane riposty nie oszukają mowy ciała, a ta mówiła co innego. Chciał strzelić bramkę, jednak tak często bywa, że im bardziej chcemy tym bardziej nam nie wychodzi. Kibice po gwizdku kończącym pierwszą połowę gwizdali na schodzących z murawy zawodników. Czemu? Kibic chce oglądać bramki, jak niegdyś lud Rzymu krew podczas igrzysk. Nie jest łatwo zadowolić publikę gdy kilka miesięcy wcześniej ograło się mistrzów świata.

To co wydarzyło się po przerwie trudno nawet opisać. Nadal marnowaliśmy wyśmienite sytuację, aż w końcu trafił ten, który ma patent na strzelanie ważnych bramek. Perfekcyjny rzut rożny i przepiękna bramka. Jednak gdy przeciwnicy zaczynali dochodzić do głosu, każdy drżał o końcowy wynik jak spojenie naszej bramki po strzale jednego z Gruzinów. Pełna dramaturgii końcówka, zakończona trzema bramki tego, który jak najbardziej na nie zasługiwał. Lewadowski, taki okrzyk wznosili kibice, kiedy spiker wywoływał strzelca kolejnych bramek. Po gwizdku Hirek Wrona zagrał „Bałkanice”, , oj była zabawa, w drodze powrotnej ze stadionu nie milkły echa kibicowskich przyśpiewek.

Piękny dzień, fura emocji a apetyt wciąż rośnie. Mistrzostwa za rok we Francji to danie główne, Przegląd Sportowy pytał co może przeszkodzić Polsce w awansie do Mistrzostw, ja zadaje inne pytanie; z którego miejsca to nastąpi?

Mateusz Giska

PS. Foto1-trybuny Stadionu Narodowego podczas meczu, Foto2-autor, foto3 – polscy kibice w Irlandii. 


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.