romek
wtorek, 16 grudnia 2014, 06:53

Tomasz ORŁOWSKI (Stal Kraśnik): – „Będę stawiał na młodych”

orlowskiinterview_d– Jest pan osobą znaną w światku piłkarskim i trenerskim, proszę jednak o kilka słów o sobie. W jakich drużynach pan grał, a gdzie był trenerem?

– Jako zawodnik karierę rozpoczynałem w trampkarzach Resovii Rzeszów i w 1972 roku w wieku 16 lat przeszedłem do Stali Mielec, grałem tam 3 lata w drużynie juniorów, ale byłem również w szerokiej kadrze pierwszej drużyny, która w tym czasie zdobywała mistrzostwo Polski. W barwach wojewódzkiej drużyny juniorów, której byłem kapitanem zdobyliśmy w 1974 roku mistrzostwo kraju. Następnie rozpocząłem studia na warszawskim AWF, i grałem m.in. w stołecznym AZS, jak również przez pół roku grałem w Legii, gdzie trenerem był Andrzej Strejlau. Wystąpiłem wtedy w trzech spotkaniach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po skończeniu studiów wróciłem do Rzeszowa i przez kilka następnych lat do zakończenia kariery grałem w Resovii. Miałem przyjemność grać w tym pamiętnym dla kibiców na Lubelszczyźnie meczu z Motorem, który po zwycięstwie 4-0 awansował wtedy do 1 ligi. Po skończeniu kariery piłkarskiej byłem drugim trenerem w Stali Rzeszów, potem przez pół roku byłem asystentem w Igloopolu Dębica, który wtedy grał w 1 lidze, prowadziłem już samodzielnie Resovię, Karpaty Krosno, kilka klubów podrzeszowskich w niższych ligach. Pracowałem również jako asystent mojego dobrego przyjaciela Janusza Białka w Polonii Warszawa i GKS Katowice. Z Lubelszczyzną zetknąłem się po raz pierwszy w 2004 roku, kiedy zostałem po raz pierwszy trenerem Tomasovii.

– Czy lubi pan ryzyko? Jak długo zastanawiał się pan się nad przyjęciem propozycji pracy z kraśnicką Stalą?

– Dużo osób mówi mi że bardzo mam w sobie bardzo często żyłkę hazardzisty jako trener. Podczas przejścia do Tomasovii ponad rok temu wszyscy łapali się za głowę „co Ty robisz”, bo tam nie było zespołu, a było to kilka dni przed rozpoczęciem rozgrywek. Ale udało mi się to poskładać, zrobiliśmy super wynik. Natomiast do Kraśnika przyjechałem również w dosyć trudnej sytuacji, ale taka jest rola trenera. Nie boję się pracy, nie boję się ryzyka, bo w sporcie zawsze jest ryzyko. Jeśli coś nie idzie, trzeba poprawiać I to dodaje tego smaczku w tym zawodzie. Zawód trenera jest taki, że jest się tam, gdzie Cię chcą.

– Słychac głosy, że po przyjściu do Kraśnika zdobywa pan z drużyną mniej punktów niż pana poprzednik. Jak ocenia pan swój okres pracy ze Stalą?

– Zespół wziąłem z dnia na dzień i przede wszystkim myślę że, gra zespołu nie przynosiła nam wstydy, może poza jednym spotkaniem w Lublinie. Generalnie potrafiliśmy przeprowadzić wiele ciekawych akcji. Najgorsze były w tym jednak wyniki. Nie mieliśmy tego szczęścia, przeciwnik miewał „półsytuacje” jak ja to mówię, ale potrafił strzelić dwie bramki, u nas natomiast brakło skuteczności. Natomiast niewątpliwie wyszły w tym czasie dziury w zespole, jak wąska jest nasza kadra. Ani razu nie zagraliśmy najmocniejszym składem, były kontuzje, były zawieszenia za kartki i co tu dużo mówić, ławka nasza jest bardzo krótka i tutaj widać gdzie czeka mnie najwięcej pracy. Przede wszystkim musimy podnieść poziom gry młodzieżowców, bo to jest nasza największa bolączka. Musi być ich więcej, musi być większa konkurencja w zespole. Praktycznie każdy z tych starszych zawodników był pewniakiem, nie mając naporu młodszych, zawodnik nie miał takiej motywacji, jaką powinien mieć. Mam nadzieję że zwiększymy konkurencję o miejsca w zespole, bo w tej chwili klub organizacyjnie jest w porządku. Czeka nas teraz okres przygotowawczy i po tym okresie będzie można mnie rozliczać w 100%.

– Oddałbym „królestwo i konia” za?

– W tej chwili w zespole potrzebni są młodzieżowcy na lepszym poziomie. Potrzebujemy bocznych obrońców uważam, że tam jest najwięcej do zrobienia i co najmniej jednego pomocnika który potrafi strzelić bramki. Naszym wielkim minusem jest to, że opieramy się w 80% na bramkach Filipa Drozda, wszystkie zespoły już rozpoznały, co nasz zespół potrafi. I to jest uważam bardzo duży mankament. Jeśli Filip zostanie wyłączony, to praktycznie nie mamy zawodnika, który potrafi strzelić bramki.

– Muszę czy lubię? Nie boi się pan stawiać na młodych piłkarzy?

– Ja jestem zwolennikiem tego, żeby na tym poziomie grali głównie zawodnicy pochodzący z regionu i wychowankowie. Powinni grać młodzi, ale również to powinno być tak, że ich umiejętności powinny wskazywać na to, że już są u bram tej trzeciej ligi, że oni będą kiedyś mieli szansę grać wyżej. Martwi mnie to, że młodzi słabo nad sobą pracują, bo tak to widzę. Nie mają tej zaciętości, tej ambicji, którą powinno się w tym wieku mieć. Bo grac w tej lidze tylko dlatego że musi grać dwóch, to mnie to by nie satysfakcjonowało. Ja słynę z tego, że stawiam na młodych. Prowadząc Tomasovię, grali u mnie jako podstawowi zawodnicy szesnastolatkowie. Wprowadziłem wielu młodych ludzi i ja się tego nie boję. W Stali niestety jest różnie z tym, ale mam nadzieję, że tych młodych przekonam do pracy.

– Odbył pan już rozmowy z kilkoma młodymi zawodnikami, którzy z różnych powodów nie trenują i nie grają w swoim macierzystym klubie. Czy jest nadzieja, że któryś z nich pojawi się natreningach?

– Każdy z nich dostanie szansę, mamy wiele sparingów przed ligą. Poza tym nie trzeba patrzeć tylko na ten sezon. Trzeba patrzeć również na następne. Oni są na tyle młodzi, że część z nich będzie jeszcze młodzieżowcami przez nawet trzy lata. Uważam, że jeśli zawodnik w tym wieku odchodzi do klubu niżej, gdzie trenuje się dwa razy w tygodniu, on się nie rozwija, a jest wręcz odwrotnie. Jego poziom sportowy spada. Dlatego oni powinni koniecznie w trzeciej lidze trenować z zespołem i jeżeli uznam, że potrzebne komuś jest ogranie niżej, to wtedy go puścimy. Jeśli natomiast ja widzę, że ten chłopak ma predyspozycje grać, powinien grać u nas.

– W okresie przygotowawczym zagramy z dość mocnymi przeciwnikami. Nie boi się pan, że w pojedynkach z drugoligowcami mogą paść wysokie wyniki na naszą niekorzyść?

– Blamażu się nie boję, bo wiadomo sparingi to nie liga. Przywiązuję dużą wagę do sparingów, ale patrzę na nie inaczej niż na mecze o punkty. Gdzie mają się ogrywać i podnosić swoje umiejętności młodzi zawodnicy, jak nie w takich meczach. Ja uważam że trzon naszego zespołu potrafi grać na poziomie drugiej ligi, natomiast oni sami muszą zobaczyć ile im do tego brakuje. Nic mnie lepiej nie przekonuje, jak mecz z takim przeciwnikiem. Mecze takie wzmagają w piłkarzach dodatkową ambicję, dodatkową koncentrację, dodatkowe zaangażowanie. W tym roku mecz z Widzewem pokazał, że można grać skutecznie z pierwszoligowcem. Wielu zawodników z trzeciej ligi bez problemów dałoby sobie radę ligę wyżej. Wbrew pozorom nie ma takiego dużego przeskoku w poziomach między drugą a trzecią ligą. Na pewno w tych spotkaniach będę wystawiał najmocniejszą jedenastkę, ale będę również próbował tych młodych. Niech to będzie dla nich wyzwanie. Nie na zasadzie że wyjdzie pierwszy skład w pierwszej połowie, a w drugiej wystawię jedenastu rezerwowych, bo to nie ma sensu. Mądra wymiana wokół tych rutynowanych zawodników spowoduje to, że oni będą mieli z kim grać, ktoś będzie mógł nimi kierować i dzięki temu będą podnosić poziom. I takie mocne sparingi musza pokazać im, w którym są miejscu.

– Zaczynamy okres przygotowawczy 8 stycznia. Przygotował pan bardzo wyczerpujące zajęcia. Chce pan trenować sześć dni w tygodniu.

– Tak, uważam że aby się przygotować dobrze, trzeba nad sobą pracować. Zajęcia będą urozmaicone, bo będzie i teren, i boisko, i hala, planuję trening siłowy. Ponadto planujemy zajęcia dwa razy w tygodniu z aerobiku w celu poprawy koordynacji szczególnie u młodych zawodników. Ładnie to brzmi, ale są to naprawdę bardzo intensywne zajęcia. Zima to jest okres kiedy ładujemy akumulatory i musimy pracować, żeby osiągnąć jakiś poziom.

– Wędkowanie, grzybobranie i narty, to najważniejsze hobby Tomasza Orłowskiego?

– Najważniejszym moim hobby jest sport i piłka nożna. W wolnym czasie bardzo lubię wędkować, lubię odpoczywać nad wodą, pójść do lasu, lubię grzybobranie, narty w zimie tak, ale to jest takie hobby z racji, że człowiek chce coś robić, grywam również w tenisa, lata człowiek ma, ale trzeba się ruszać, żeby za dużo nie ważyć. W Tomaszowie śmiali się ze mnie, że jak do południa nie ma treningu, to można mnie spotkać albo na korcie, albo w lesie, albo na rybach. Weekendy mamy zajęte, bo nawet jak gramy w sobotę, to w niedziele jeżdżę zawsze oglądać naszych przeciwników, więc szukamy tej odskoczni, kiedy indziej. Takie hobby jak wędkarstwo daje to, że człowiek przemyśli trzy mecze wstecz, trzy mecze do przodu, przemyśli treningi. Mam wtedy wiele pomysłów, robię wiele analiz, zawsze mam notes przy sobie w razie czego, żeby móc sobie zawsze coś zanotować.

Jacek Nowoświatłowski i Michał Rostek / stalkrasnik.pl

Autor: michalr


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.