romek
sobota, 22 listopada 2014, 12:26

Historia Startu Pawłów w latach 1990-1999 (2) / Wycieczki biegowe Jacka Klina * Czy ktoś pamięta Wartę Syczyn i Polesie Lubowież?

Kwiatkowski5Dziś kolejny odcinek historii Startu Pawłów spisanej przez Karola Kwiatkowskiego (lata 1990-1999). Życzymy przyjemnej lektury, a jak ktoś ma zdjęcia, chętnie zamieścimy.

Do końca roku warto zerkać do naszego portalu i do strony mygreatfootball.pl.tl, gdzie ukazują się relacje autora ze swojej bytności na wielkich imprezach i wielkich stadionach. Ale wracamy do sportowego Pawłowa końca ubiegłego wieku…

***

2. Pierwszy sezon

Przygotowania do rundy wiosennej zaczęły się od spotkań w każdą niedzielę na stadionie, gdzie rozgrywaliśmy mecze w różnych warunkach – śnieg, mróz czy deszcz. W miarę zbliżania się rundy rewanżowej treningi odbywały się dwukrotnie, we wtorki i piątki. Jednym z elementów budowania formy były wycieczki biegowe prowadzone przez Jacka Klina na trasie ze stadionu do lasu na Krzywowoli i z powrotem. Nie muszę mówić, że była to dla niektórych graczy prawdziwa katorga, skutkami której były zakwasy, utrzymujące się przez tydzień.

W końcu nadeszła runda rewanżowa i pierwszym przeciwnikiem była drużyna z Ludwinowa, która przegrała z nami w rundzie jesiennej 0:10. Nie byłem obecny na tym meczu, ale spotkanie zakończyło się naszym zwycięstwem i wykonaliśmy kolejny krok w kierunku awansu do klasy okręgowej. Patrząc na naszych przeciwników to ekipa spod Dorohuska przegrywała swoje spotkania o wiele wyżej niż 0:10, notując w rundzie wiosennej astronomiczne wyniki takie jak 1:16 czy 0:14.

Podczas tych rozgrywek w pamięci utkwił mi mecz w Syczynie, dokąd udaliśmy się już większym autokarem mogącym pomieścić cały skład juniorów i seniorów, a także liczne grono kibiców, szczelnie wypełniających miejsca siedzące i stojące. Po przybyciu na miejsce i po opuszczeniu autobusu wszyscy udali się na stadion położony na skraju łąki! Obiekt drużyny „Warki Syczyn” nie wzbudzał zbytnio zachwytu, nie posiadał ławek ani ogrodzenia. Do tego linia pola karnego była wytyczona „na oko” – do przepisowych 16 metrów brakowało jej dwóch. Jednak największą atrakcją były drewniane bramki! Gospodarze widocznie żyli w zgodzie z naturą i do budowy użyli drewna z pobliskiego lasu zamiast żelaza. Od samego początku owy relikt stał się celem naszych piłkarzy z najsilniejszym uderzeniem, jednak żadnemu z nich nie udało się przełamać konstrukcji syczyńskiej bramki. W tym spotkaniu zagrałem ostatnie kilkanaście minut i miałem szansę na zdobycie bramki, jednak udaną centrę z prawej strony przeniosłem kolanem nad bramką przeciwnika. Podczas tego spotkania doszło do kabaretowej sytuacji, w której dwóch naszych graczy stojąc 5 metrów przed bramkarzem nie trafiło w piłkę, marnując stuprocentową sytuację. W sumie z Syczyna wracaliśmy z podwójną tarczą, bo juniorzy i seniorzy odnieśli zasłużone zwycięstwo.

Ostatecznie na koniec rundy wiosennej drużyna Startu Pawłów zajęła miejsce premiowane awansem, zaś juniorzy okazali się najlepszą drużyną w całej rywalizacji chełmskiej A-klasy, za co Chełmski Okręgowy Związek Piłki Nożnej ufundował specjalny puchar.
karol 3

Dla wielu młodych ludzi takie miejsca są magiczne… Na zdjęciu boisko Startu Pawłów… 

Kolejnym etapem budowania infrastruktury służącej drużynie była szatnia dla graczy i sędziów. Z racji braku możliwości zbudowania podobnego obiektu na torfowym terenie, na którym usytuowany był stadion, wybór padł na stary barak. Znajdował sie on przy drodze na stawy nazywane przez Pawłowian „torfy”, tuż przy spółdzielni rolniczej. Został on zaholowany na betonowy krąg, znajdujący się obok boiska i tam zaczęliśmy go remontować w celu przystosowania do nowej szatni. Wspólnymi siłami piłkarzy całej drużyny (moja pomoc polegała na przyniesieniu młotka, który później zaginął) nowo wyremontowana szatnia ujrzała światło dzienne i nie musieliśmy się przebierać pod gołym niebem na starych oponach. W późniejszym terminie oddana do użytku została także szatnia dla sędziów.

Przygotowując się do pierwszego sezonu w klasie okręgowej rozegraliśmy sparring w Rejowcu z Kryształem. Nietypowo jako pierwsi wbiegli na boisko seniorzy, wygrywając to spotkanie 4:0 a po ostatnim gwizdku na murawie zaprezentowali się juniorzy. Nie byłoby nic szczególnego w tym meczu, gdyby nie zakończył się on serią rzutów karnych. Jednym ze strzelających był nasz bramkarz Grzegorz Ziomek, który przerwał siatkę w bramce, uderzając futbolówkę z ogromną siłą. Można sobie tylko wyobrazić jak dużą prędkość miała piłka strzelona przez naszego zawodnika!

W sezonie 1992-1993 nasza drużyna zaczęła rywalizację w chełmskiej klasie okręgowej meczem z Ogniwem Wierzbica, jednak goście nie stawili się na spotkanie i zakończyło się ono walkowerem dla Startu. Kolejny mecz, który utkwił mi w pamięci to przegrana potyczka ze spadkowiczem z klasy międzywojewódzkiej Hutnikiem Dubeczno. Spotkanie zakończyło się  porażką naszego zespołu 3:4, pomimo prowadzenia w meczu 3:1. Co było charakterystyczne kibice gości zaopatrzeni byli niczym fani w ekstraklasie – w kolorowy bęben i syrenę, które być może miały wpływ na skuteczną końcówkę w wykonaniu drużyny z hutniczej miejscowości. Z meczów wyjazdowych pamiętam wyprawę do Sawina, gdzie na starym jeszcze stadionie „Saweny” nasi gracze nie zaprezentowali się zbyt udanie i przegrali potyczkę, co było tylko potwierdzeniem słabej formy ekipy seniorów na wyjazdach. Jeśli chodzi o drużynę juniorską to nie mieliśmy się czego wstydzić, gdyż jedynie ulegliśmy u siebie liderowi rozgrywek „Hutnikowi Dubeczno”, który ustanowił rekord w liczbie goli wbitych przeciwnikowi w meczu z „Ogniwem Wierzbica” wygrywając 24:0. W jednej z gazet podsumowujących rundę jesienną dziennikarz napisał, że bramkarz „Ogniwa” puszczał gola średnio co 3,5 minuty. Istny rekord świata! Nasza ekipa także zapisała sie pozytywnymi zgłoskami w statystykach wygrywając mecz na własnym boisku ze Spółdzielcą Siedliszcze 14:1, co zapewne jest rekordem klubu z Pawłowa jeśli chodzi o rozmiary zwycięstwa.

sonya

Dzisiaj Karol mieszka i pracuje w mieście Bristol, gdzie siedzibę ma klub FC Bristol City. Z pasją zwiedza stadiony świata – tu na Saint Denis w Paryżu. – Po zwiedzeniu muzeum przyszła Sonya, piękna kobieta, która była naszą przewodniczką po obiekcie. Trasa zwiedzania prowadziła od muzeum przez górną kondygnację trybun, skąd można było podziwiać panoramiczny widok z każdego miejsca na stadionie. Następnie odwiedziliśmy sale wszystkich służb pracujących podczas meczu, po czym udaliśmy się do szatni zawodników, gdzie obejrzeliśmy film z najważniejszymi wydarzeniami w historii stadionu. Końcowym etapem zwiedzania było wbiegnięcie na murawę z okrzykiem na ustach, w pełni odzwierciedlając atmosferę panującą podczas meczu (mygreatfootball.pl.tl).

W meczach rundy rewanżowej „Start Pawłów” jako beniaminek musiał  walczyć o każdy punkt przybliżający do zapewnienia sobie utrzymania w lidze. Z tego okresu pamiętam dwa wyjazdy. Pierwszy do Dubeczna, gdzie po raz pierwszy i zarazem ostatni zagraliśmy na bocznym boisku, gdyż główna murawa przechodziła gruntowną renowację. Ogólnie stadion w Dubecznie sprawiał pozytywne wrażenie, posiadał bieżnię, zadbaną płytę i trybuny. Widać było, że huta szkła w tej podwłodawskiej miejscowości nie żałowała funduszy na zbudowanie drużyny, która ostatecznie pod koniec sezonu awansowała do klasy międzywojewódzkiej. Drugim meczem wyjazdowym na którym się  pojawiłem to była wyprawa do Wojsławic. Obiekt „Vojsławii” jest położony w starym wyrobisku, skąd dawniej pozyskiwano piach i kibic siedzący na ławkach rozstawionych na skarpie ma wyjątkowy widok z góry na piłkarzy. Z przegranego nieszczęśliwie meczu juniorów w pamięci pozostały mi dwa rzuty karne niewykorzystane przez naszych graczy i spotkanie zakończyło się naszą przegraną 0:1. Ostatecznie na finiszu sezonu seniorom udało nam się utrzymać jednopunktową przewagę nad strefą spadkową i liga okręgowa została uratowana w Pawłowie.

Pawlow

Z wiekiem narastają wspomnienia minionych lat – mieszkając poza Polską i zwiedzając świat sportu powraca tęsknota do miejsc młodości…

Podsumowując pierwsze dwa lata występów „Startu Pawłów” w chełmskiej klasie „A” i okręgowej nie można zapomnieć o graczach występujących w drużynie. Część z nich grała w większości spotkań, zaś niektórzy zakończyli swoją przygodę z piłką nożną po rozegraniu zaledwie kilku spotkań. JUNIORZY: Grzegorz Ziomek, Tomasz Ziomek, Krzysztof Piskorz, Kamil Kozieł, Marcin Kozieł, Radosław Kosz, Andrzej Jonik, Norbert Kuczyński, Marcin Kułaga, Grzegorz Umieniuk, Rafał Borys, Mariusz Filipczuk, Stanisław Rokicki. SENIORZY: Jacek Grątkowski, Andrzej Borysiuk, Krzysztof Umieniuk, Andrzej Ciechomski, Dariusz Ciechomski, Grzegorz Mazurek, Dariusz Kamiński, Artur Żukowski, Krzysztof Kwiatkowski, Mariusz Dudek, Marek Korchut, Radosław Tokarski, Jacek Klin.

Koniec odcinka 2 – cdn. / Karol Kwiatkowski

***

PS1. Jeśli ktoś chce wrócić do odcinka 1. wystarczy w wyszukiwarce wpisać Start Pawłów (1). Przypominamy – Karol jest absolwentem  Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, groundhoppperem zwiedzającym świat, gdzie oprócz zabytków, muzeów i innych miejsc magicznych, podstawowym „eksponatem” jest plac do gry, boisko, stadion, wielka impreza sportowa… Wiemy, że aktualnie odwiedza Maltę, a o wrażeniach na pewno napisze.

PS2. Poszukujemy fotografii Startu Pawłów z lat 1990-1999. Także  fotek bohaterów wspomnień.


Komentarze do 'Historia Startu Pawłów w latach 1990-1999 (2) / Wycieczki biegowe Jacka Klina * Czy ktoś pamięta Wartę Syczyn i Polesie Lubowież?' (1)
  • Pieczyk8 lat temu Bezpośredni link

    Ludwinów koło Cycowa a nie koło dorohuska

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.