romek
niedziela, 14 września 2014, 07:17

Krzysztof ŁACH (prezes Stali Kraśnik): – Za zmianę spikera podczas meczu otrzymaliśmy karę w wysokości 500 zł!

lachWygrana Stali Kraśnik z Avią wlała trochę nadziei w serca kraśnickich kibiców piłkarskich. Początek sezonu optymistycznie jednak nie wyglądał. Zaczęło się od wygranej, ale później było 5 porażek. O aktualnej sytuacji w klubie i perspektywach na przyszłość rozmawiamy z prezesem Stali Kraśnik Krzysztofem Łachem.

Jak Pan prezes ocenia wyniki sportowe Stali Kraśnik w tym sezonie?

Ostatnie miejsce w tabeli i 3 punkty po 6 meczach (rozmawialiśmy przed spotkaniem z Avią Świdnik) cieszyć oczywiście nie mogą. Żeby właściwie ocenić wyniki sportowe trzeba jednak mieć na uwadze możliwości klubu. Skład naszego zespołu w letniej przerwie mocno się zmienił. Kilka silnych ogniw łańcucha, który dobrze funkcjonował w poprzednim sezonie, wypadło. Z drużyną pożegnali się Krzysio Mazur, Witek Melnychuk, Damian Gawron, Tomek Ryczek. Szukaliśmy wartościowych zawodników, ale w naszym przypadku nie jest to prosta sprawa. Nas po prostu nie stać na kupowanie zawodników z wyższej półki. Jak nie załapią się w Motorze, Avii czy Orlętach, to dopiero startują do Stali. Niewiele też klubów z Lubelszczyzny postawiło sobie tak ambitne zadanie jak my, żeby zespół w dużej mierze składał się z wychowanków.

W pewien sposób braki kadrowe zostały jednak uzupełnione.

Kilku z nowych zawodników zarejestrowaliśmy dopiero w ostatnim dniu sierpnia. Te „przeszczepy” muszą się przyjąć, jak w każdym skomplikowanym organizmie. Potrzeba czasu, żeby drużyna się zgrała. Maksa Pokotyluka wyciągnęliśmy praktycznie z pociągu, bo szykował się do powrotu na Ukrainę. Amadeusz Biały przyszedł grać do nas z kolei praktycznie prosto z samolotu. To 17-latek, a więc młodzieżowiec, który pochodzi z Trzydnika. Mieszkał z ojcem w Kanadzie i tam grał w piłkę. Na to nałożyły się jeszcze kontuzje. Jeszcze 10 minut przed meczem z Motorem Filip Drozd leżał półprzytomny na stole do masażu. Teraz wypadł nam Mateusz Kłyk. Wcześniej kontuzjowany był Mateusz Matysiak. Kontuzjowani byli, ale jeszcze odczuwają pewne dolegliwości lub wciąż leczą urazy, Adam Orzeł, Karol Chudzik, Patryk Barszcz. Do tego doszła jeszcze czerwona kartka dla Damiana Pietronia. Damian za 2 żółte kartki meczu dostał zakaz gry w aż 4 meczach.

Skoro mowa o kartkach dla Damiana, to zatrzymajmy się na chwilę na pracy arbitrów. Nie oceniacie ich najlepiej.

Sędzia powinien się skupić przede wszystkim na tym, co się dzieje na boisku. To nie jest tak, że krytykujemy wszystkich. Często w swoich komentarzach chwalimy arbitrów za pracę, ale nie są oni nieomylni. Druga kartka dla Damiana była konsekwencją dyskusji z arbitrem po faulu, którego nie było. Będący tuż przy zdarzeniu sędzia liniowy nie sygnalizował, że przepisy zostały przekroczone, a gwizdnął będący kilkadziesiąt metrów dalej arbiter główny. Nie dziwię się, że zawodnik w takiej sytuacji jest poirytowany i wchodzi w dyskusję z sędzią. Nie twierdzę, że za tę dyskusję żółta kartka i w konsekwencji czerwona mu się nie należała, ale nałożenie za to kary zakazu występów aż w 4 meczach to destrukcja drużyny.

Uwagi do pracy sędziów mamy zresztą nie tylko my. Ostatnio protestowała między innymi Chełmianka. Problem w tym, że nie ma takiego ciała, które mogłoby bronić, reprezentować zawodników czy trenerów. W zasadzie to, co sędzia napisze w protokole, jest nie do podważenia. Może napisać, że został opluty, pobity, zwyzywany. Nie musi mieć na to świadków. Mało tego, komisja dyscypliny rozpatrująca takie sprawy nie wzywa nawet zainteresowanych na swoje posiedzenie, żeby ci mogli się wytłumaczyć, skonfrontować pewne sprawy.

Naprawdę nie ma możliwości odwołania się?

Bardzo rzadko takie odwołania są uwzględniane. Chcemy napisać prośbę o wsparcie do Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Lublinie (nad III liga czuwa w tym sezonie Podkarpacki Związek Piłki Nożnej). Ostatnio dostaliśmy karę za to, że jako spiker zawodów musiała wystąpić osoba bez odpowiedniej licencji. Sytuacja była wyjątkowa. Zmarł ojciec naszego spikera Rafała Tomiły i nie mógł on uczestniczyć w meczu. Osoba, która go zastąpiła, jedynie odczytała składy i wyniki innych meczów. Poinformowaliśmy o tym sędziego przed meczem i nie miał żadnych uwag. Później jednak opisał to w protokole, a podkarpacki związek nałożył na nas karę 500 zł. Przecież to absurd. Jak duże wykroczenie na drodze musi popełnić kierowca, żeby dostał 500 złotych mandatu?

Na dalsza część wywiadu zapraszamy na stronę: krasnik24

Rozmawia Paweł Bieleń.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.