Rozmawiałem kiedyś z takim gryzipiórkiem, którego personaliów nie zdradzę. Miało to miejsce w klubie Broadway, ale nie gawędziliśmy jedynie o tematach czysto sportowych. Wywiad nie został jednak zautoryzowany, bo ja, jak i autor, moglibyśmy mieć przez niego duże kłopoty.

No to możesz przestać się stresować, nie zmanipuluję twoich słów, ale tym razem uważaj na to co mówisz. To będzie twoja najdłuższa rozmowa, powiesz ludziom kim jest Przemek Mazur.

Ale przecież wszyscy mnie znają, nie trzeba mnie nikomu przedstawiać (śmiech).

Masz rację, jak zawsze. Postawiłeś już dobre piwo swojemu koledze Przemkowi Tchórzowi, że ostatecznie nie podjął się pracy w Gryfie?

Pajda wybrał pozostanie w Omedze i to była jego decyzja.

To on miał prowadzić grupę orlików, która ostatecznie trafiła pod twoją opiekę.

Byłem szczęśliwy, że prezes Tomek Bondyra podjął decyzję o zatrudnieniu mnie. Dzięki temu, że dał mi miejsce pracy, mogę chodzić do „brodłeju” i dawać napiwki kelnerkom. Mogę także wyjść ze znajomymi na soczek.

Koniec z tematem imprez, bo tę pracę za chwilę stracisz.

Moje relacje z zarządem oparte są na wzajemnym zaufaniu i profesjonalizmie. To co robię w wolnym czasie nie koliduje z tym, jak prezentuje się na treningach i meczach. A na Broadway’u poprawiam swoją koordynację ruchową (śmiech).

Wracamy do twojego kolegi Przemka Tchórza. Już w sobotę będziecie rywalami, bo wasze drużyny startują w rozgrywkach ligowych, a „Roger” jest przecież trenerem orlików w Omedze. Będzie dodatkowy dreszczyk emocji podczas tego pojedynku?

Jesteśmy z Pajdą dobrymi przyjaciółmi i raczej nie będziemy wytwarzać zbędnego ciśnienia w trakcie meczu pomiędzy naszymi zespołami.

Prowadziłeś drugą drużynę Omegi, awansowaliście do klasy A. Dlaczego zrezygnowałeś?

Po zakończeniu sezonu sytuacja w Omedze była napięta. Nikt nie wiedział ile będzie zespołów oraz w jakiej lidze wystąpią. W pierwotnej wersji nie było mowy o istnieniu drugiej drużyny. Stąd moja rezygnacja i decyzja o przyjściu do Gryfa.

Jeśli byłbyś pewny, że rezerwy zagrają w klasie A, to postanowiłbyś zostać?

Trudno mi teraz odpowiedzieć na to pytanie. Głęboko bym się nad tym zastanawiał, a być może podjąłbym decyzję pod wpływem impulsu. Pod żadnym pozorem jednak nie żałuję, że trafiłem do klubu z gminy Zamość.

Mówiłeś mi, że atmosfera w drużynie była kapitalna. Nie żal było ci opuszczać ten okręt?

Jasne, że było mi szkoda. Pomimo mojego młodego wieku, potrafiłem dogadać się z zawodnikami o wiele starszymi od siebie. Udało mi się to zrobić zarówno na boisku jak i poza nim, tworząc jedną piłkarską rodzinę ze Starego Zamościa.

Jak już jesteśmy przy Omedze, to wstyd się przyznać, ale nie wiem skąd wziął się pseudonim „Baba”. Pytam teraz, bo prawdopodobnie to tam cię tak nazwano.

Wstyd się przyznać, ale ja też nie pamiętam. To pseudo mam już od czasów podstawówki, ale w jakich okolicznościach powstało? Naprawdę nie pamiętam.

Może zachowywałeś się jak baba?

Nie, na pewno nie o to chodziło. To musiało mieć związek z czymś innym. Może dlatego, że lubię dużo mówić?

Czyli pierwiastek starszej kobiety w sobie jednak miałeś. Pracowałeś już z seniorami, ale trenowanie rezerw to – nie oszukujmy się – nie to samo, co opieka nad głównym zespołem. Trener Pogoni 96 Łaszczówka Paweł Babiarz jest w twoim wieku, a pokazuje, że z dużym powodzeniem można zajmować się pierwszą drużyną nawet w „okręgówce”.

Uważam, że wiek nie jest przeszkodą do trenowania zespołu seniorów. Myślę, że to właśnie ci młodzi trenerzy, którzy są na bieżąco z nowinkami piłkarskiego fachu, wnoszą bardzo dużo świeżości i jakości. Uczą jak grać w piłkę, a nie idą drogą wedle starej szkoły trenerskiej, która uczy jak daleko kopać i szybko biegać.

Masz 24 lata. Na pewno myślisz czasami, kiedy przyjdzie czas na poważną pracę z seniorami. Możesz śmiało się przyznać.

Nie ukrywam, każdy trener o tym myśli. Właśnie po to podnosimy poziom swoich umiejętności, żeby w końcu zwieńczyć je pracą z pierwszym zespołem. Nie wytwarzam sobie jednak żadnych sztucznych barier czasowych, dokładnych dat czy celów. Na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Na razie skupiam się nad pracą z młodzieżą w Gryfie.

No właśnie, wróćmy do Gryfa. Trenowanie orlików w tym klubie dla twojej kariery trenerskiej jest robotą bardziej perspektywiczną niż praca z seniorami w Starym Zamościu?

Trudne pytanie. Praca z seniorami diametralnie różni się od pracy z dziećmi. Senior ma ukształtowane nawyki i zachowania, niekoniecznie poprawne pod względem piłkarskim. Natomiast u dzieci wszystkie elementy kreujemy i staramy się je ukształtować tak, by potencjalny piłkarz wyrósł na jak najlepszego zawodnika.

Twoim zdaniem, która robota jest trudniejsza?

Specyfika pracy jest różna, ale myślę, że łatwiej jest nauczyć i wyegzekwować pewne zachowania od dzieci, niż od ukształtowanego zawodnika.

Na każdym treningu masz do dyspozycji kilkunastu chłopców. Podczas pracy wcześniejszego trenera frekwencja nie była tak okazała. Czym przekonałeś do siebie tych 10-latków?

To chyba nie jest pytanie do mnie, a do dzieci. To prawda, na każdym treningu mam minimum 15 zawodników, a największa liczba chłopców, których miałem do dyspozycji wynosiła 21. Mam bardzo dobrą drużynę, od razu udało mi się z chłopcami nawiązać dobry kontakt. Wymagam wiele od swoich podopiecznych, ale staram przekazać się im jeszcze więcej od siebie. Być może to jest ten powód?

Obserwujesz tych chłopaków na co dzień. Wiadomo, że trudno w takim wieku wywróżyć komuś karierę piłkarską, bo na to składa się olbrzymia liczba czynników, ale czy twoim zdaniem któryś z nich ma szansę zaistnieć w poważnej piłce? Obserwowałem w akcji Dawida Goździuka i Bartka Łysia, widać wyraźnie, że ci chłopcy mają ogromny talent i smykałkę do gry.

Dawid i Bartek mają ogromne predyspozycje, by zostać wielkimi piłkarzami. Obaj ci zawodnicy różnią się od siebie nie tylko wiekiem. Dawid jest młodszy o rok, bo urodził się w 2005 roku, a już raz w tygodniu trenuje z chłopakami z rocznika 2002. Cechuje go bardzo dobre uderzenie lewą nogą i ponadprzeciętna szybkość jak na 9-latka. Specyfiką gry i ruchów przypomina mi Arjena Robbena. Bartek jest zawodnikiem prawonożnym, posiadającym bardzo duże umiejętności techniczne. Myśli bardzo dużo na boisku, a swoje ofensywne zadania wypełnia w 100%. Czasami tylko zapomni wrócić do defensywy. Nie tylko oni mają szansę na dużą karierę. Warto wyróżnić także Igora Harasima, Daniela Galana, Alana Dyjaka i Mateusza Kawalę. Pozostali chłopcy prezentują bardzo wyrównany i moim zdaniem dobry poziom. Wszyscy muszą jednak bardzo dużo pracować by móc zaistnieć w świecie piłki.

Dawid ma dodatkowy handikap, bo tato jest piłkarzem i trenerem, musi widzieć potencjał swojego syna. Chyba grzechem byłoby, gdyby chociaż nie spróbował pomóc mu w zrobieniu kariery.

Dawid traktowany jest na równi ze wszystkimi piłkarzami. Nie ma żadnych przywilejów, ani podczas treningów, ani po ich zakończeniu. To, że jego tato jest trenerem, może mu tylko pomóc w zrobieniu kariery piłkarskiej. Wszyscy trzymamy kciuki za Dawida i jego tatę, by odpowiednio pokierował jego rozwojem. Pomocny będzie mu w tym duet trenerski Gozdi Vilanova i Baba Martino (śmiech).

Koniec o indywidualnościach, wracamy do tematu drużyny. Wcześniej wspomniałem, że w sobotę zaczynacie ligę. Na boisku w Lipsku to Gryf będzie gospodarzem. Przypomnę, że rozgrywki mają charakter turniejowy, a każda z drużyn będzie gospodarzem jednego z turniejów. W lidze weźmie udział 9 drużyn. Możesz mieć jakieś oczekiwania wobec tych chłopców na zbliżające się rozgrywki?

Dla mnie w rozgrywkach młodzieżowych wynik jest sprawą drugorzędną. Oczywiście, fajnie jest wygrywać, bo wtedy buduje się atmosfera w drużynie, ale główną uwagę zwracam na postępy moich zawodników. Najważniejsze jest to, jak prezentują się na boisku i czy realizują to, co sobie wcześniej założyliśmy. Będziemy jednak starać się o zajęcie jak najwyższego miejsca w lidze, ale jak będzie, pokaże czas.

Gdy rozmawiamy prywatnie, zawsze podkreślasz, że jesteś przede wszystkim trenerem, a dopiero na drugim miejscu piłkarzem.

Kariery piłkarskiej już nie zrobię, a ta trenerska jest przede mną otwarta. Jest to związane z profilem moich studiów. Jestem szczęśliwy, że mogę pracować w swoim zawodzie, czyli jako trener.

Każdy ma jakieś wzory do naśladowania. Uosobieniem, którego szkoleniowca chce być Przemek Mazur?

Tak jak wcześniej wspomniałem, najlepiej byłoby połączyć duet trenerski Gozdi Vilanova i Baba Martino. A tak na serio, najbardziej lubiłem obserwować Alexa Fergusona i Arsene’a Wengera. Mimo tego, że Arsenal ostatnio nie słynie z wygrywania trofeów, to menadżer potrafił utrzymać się na swoim stanowisku. Obydwaj trenerzy przede wszystkim wykreowali ogromną liczbę piłkarzy na najwyższym światowym poziomie. Lubię również Jürgena Kloppa ze względu na jego niekonwencjonalne metody pracy, dzięki którym osiągnął z Borussią tak wiele. Ponadto darzy zaufaniem Polaków.

Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale piłkarzem, którego najdokładniej obserwujesz jest Xavi Hernández.

Moim piłkarskim idolem był Zinédine Zidane. Ten gość potrafił swoją techniką i błyskotliwością oczarować kibiców oraz dawać drużynie bezcenną jakość. W obecnej chwili staram się wzorować na takich zawodnikach jak Andrés Iniesta i Xavi Hernández.

Czasami nawet uda ci się zagrać prostopadłą piłkę jak to ma w zwyczaju robić rozgrywający Barcelony.

To czysty przypadek. Jak Wagon zagra mi trudną kozłującą piłkę, wtedy staram się zagrać po przekątnej. Niestety uderzam piszczelem i wychodzi prostopadłe podanie. Zapomniałem wspomnieć o dwóch piłkarzach Gryfa, którzy robią na mnie ogromne wrażenie. Jeden to Maczeta Ostry (Tomek Ostasz – przyp.red.), który potrafi wyciąć każdego rywala niczym drwal drzewo z lasu. Drugim zawodnikiem jest Adrian Rzędzian Bohun Okoń. Ten chłopak jest tak przywiązany do barw, że nigdy nie ściąga bluzy klubowej. Sprzedaje w niej nawet pomidory przy drodze w Lipsku (śmiech).

Czyli nasza praca nie wychodzi na marne. Płynnie przeszliśmy na temat Baby piłkarza. Nie zawsze możesz być na meczach, bo studiujesz w Białej Podlaskiej.

Jestem studentem IV roku wychowania fizycznego na AWF w Białej Podlaskiej. Zjazdy mam raz lub dwa razy w miesiącu, w piątki, soboty i niedziele. Dlatego nie zawsze mogę być na meczach pierwszego zespołu. Będę się jednak starał być na wszystkich turniejach orlików, by połączyć pracę trenerską z podnoszeniem swoich umiejętności i kwalifikacji poprzez studiowanie.

Studia nie pozwoliły ci na występ z Ostoją. Meczu nie widziałeś, ale zapewniam, że to był zupełnie inny zespół w porównaniu do pierwszych 4 spotkań. Pytałem już Tomka Goździuka o powody zmiany. A twoim zdaniem skąd ta metamorfoza?

Po 4 przegranych meczach usiedliśmy w szatni, uderzyliśmy się mocno w pierś, i powiedzieliśmy sobie, że mecz ze Spartą jest dla nas grą o wszystko. Każdy zobowiązał się dać z siebie 150% by w tym meczu zwyciężyć. Chcieliśmy udowodnić sobie, prezesom i kibicom, że miejsce w którym się znajdowaliśmy nie było adekwatne do poziomu poziomu naszych umiejętności. Włożyliśmy całe swoje serce w spotkanie ze Spartą. Nie myśleliśmy o systemach i taktykach, tylko pokazaliśmy, że walką i determinacją będziemy zwyciężać w tej lidze. Nie jesteśmy chłopcami do bicia. Chcieliśmy także, aby trener Krzysztof Rysak w końcu się wyspał (śmiech).

Jesteście wspaniałomyślni.

Mamy tę świadomość. Po 4 porażkach byłem rozwścieczony, bo nie zasługiwaliśmy na zerowy dorobek punktowy. Poza tym każdy z nas tylko szukał dziury w całym. Wywierało to we mnie ogromną sportową złość. Nienawidzę przegrywać, a już na pewno nie 4 mecze z rzędu. Chwyciliśmy się za serca i odrodziliśmy się jak Feniks z popiołów. Potwierdzeniem tych słów była wygrana nad Ostoją. Do Frampola również jedziemy po 3 punkty, a ja osobiście nie widzę innej opcji niż zwycięstwo. W końcu nasz zespół się zgrał i dobrał optymalną taktykę. Jestem pewny, że Gryf odpalił na dobre. Jesteśmy w stanie pokonać każdego w tej lidze.

Duży wpływ na waszą sportową złość miała szydera, która przewijała się w lokalnych mediach i portalach społecznościowych?

Sportowcy nie mogą być manipulowani poprzez opinię publiczną i przez to, co ludzie powiedzą pod sklepem. Nie powinno to na nas działać. Jednak, gdy krytyka jest konstruktywna i poparta odpowiednimi argumentami, często ma pozytywny wpływ na zmianę mentalności drużyny. Jesteśmy tego doskonałym przykładem.

Kilka lat temu grałeś w Echu Zawada, łącznie dwie rundy z półroczną przerwą. Od tej pory wiele się tutaj zmieniło.

Uważam, że klub przeszedł ogromną metamorfozę. Dobrze się stało, że Echo przerodziło się w Gryf. Obecna drużyna z gminy Zamość ma bardzo szerokie perspektywy na kolejne dziesięciolecia swojej działalności. Wszystko wskazuje na to, że Gryf będzie w przyszłości rywalizował z klubem z miasta Zamość. Prezesi są niezwykle zaangażowani, są w stanie załatwić niemalże każdą sprawą czy pozyskać szerokie grono sponsorów. Potrafią także zorganizować jeden z najlepszych turniejów w województwie, mowa tu oczywiście o Turnieju im. Jana Wojtaszka. Czytałem na stronie wywiad z prezesem, w którym powiedział, że Gryf będzie klubem samowystarczalnym. Podpisuje się pod jego słowami, ale uważam, że na to potrzeba jeszcze czasu. Myślę, że – zachowując odpowiednie proporcje – klub stanie się kuźnią talentów, jak to ma miejsce w Arsenalu czy Borussi Dortmund.

rozmawiał Damian Sokołowski / gryfgminazmosc.futbolowo.pl