romek
wtorek, 9 września 2014, 07:15

Reportaż – pisze Mateusz Giska / „Bunkrów nie było ale i tak… jest co wspominać”, czyli nie lubię poniedziałku…

pl2Darłówko, nadmorska część miasta Darłowa i osiedle samorządowe (jednostka pomocnicza miasta) u ujścia rzeki Wieprzy do Bałtyku, na Wybrzeżu Słowińskim.
1..
Rzeka poprzez kanał portowy rozdziela miasto na dwie części północno-wschodnią i południowo-zachodnią. Ok. 0,5 km na południe od zabudowy mieszkalnej Darłówka do Wieprzy uchodzi rzeka Grabowa. W ten weekend zmieniło się w centrum piłkarskiego święta, jakim był turniej w Beach Soccer lub jak kto woli piłki nożnej plażowej. Organizatorem i zarówno jednym z uczestników turnieju był Wojciech Polakowski, były reprezentant i trener kadry narodowej w Beach Soccera. W turnieju udział wzięło, aż 12 drużyn. Impreza rozdzielona była na fazę grupowa i pucharową. Od 9 rano w sobotę zawodnicy rywalizowali w 3 grupach, natomiast w niedzielę grano już systemem pucharowym.
Ja, wraz z kolegami, swój udział w turniej zaczęliśmy jeszcze w piątek, startując około 11.oo z Warszawy.  Przed nami było prawie 600 km trasy. Pogoda zaskoczyła nas pozytywnie; biorąc pod uwagę cały tydzień kiedy padał deszcz i było ekstremalnie zimno, u celu przywitało nas już lekko zachodzące słońce i nieskazitelnie czyste niebo. Czy czegoś nam było więcej potrzeba?
..
Po zakwaterowaniu się i zjedzeniu kolacji, ruszyliśmy oczywiście na plażę a dokładniej na boisko zlokalizowane w odległości paczki fajek od morza. Praktycznie nikt z nas wcześniej nie grał na piasku w piłkę, jedyną styczność z taką odmianą piłki nożnej mieliśmy podczas oglądania niekiedy transmisji na Polsacie Sport lub krótkich filmików na youtube. Fakt, każdy z nas na co dzień gra w piłkę, na orlikach, halach czy klasycznej trawie, jednak piłka nożna plażowa to całkowicie inny poziom. Mówisz piłka plażowa; myślisz efektowne bramki z przewrotek hokejowe wyniki. Muszę was uświadomić, że zderzenie się z rzeczywistością było dość brutalne – o ile jeszcze na rozgrzewce próbowaliśmy strzelać efektownie; nożycami przewrotkami, to w trakcie turnieju na kilkadziesiąt meczów takich bramek padło zaledwie kilka!
..
Stwierdzenie, że „grasz piach” można traktować tutaj dosłownie. Dla nowicjuszy trudność sprawia samo podanie piłki do kolegi z drużyny, a gdzie tutaj oczekiwać ekwilibrystycznych strzałów? Albo inaczej; skąd wziąć siłę do gry w pełnym słońcu, kiedy zakopujesz się po same kostki w gorącym piasku?
..
Nie zmienia to faktu, że cały wyjazd i turniej był fantastyczną przygodą, bo i na atrakcje pozaboiskowe nie można było narzekać. Totalny „reset”. Świetna sprawa, kiedy dzień w dzień chodzisz do pracy, a nagle stoisz z zimnym piwem nad brzegiem morza. Oczywiście turniej rozpoczęliśmy my, meczem o 9.oo  rano. Nie brzmi zbyt to dobrze,  kiedy dzień wcześniej jechałeś pół Polski w samochodzie a wieczorem postanowiłeś się wyluzować. Szybkie śniadanie, bandaże na stopach – rzecz bardzo przydatna, spotkanie stopy oblepionej piaskiem z piłką do przyjemnych nie należy; uwierzcie mi na słowo.
2..
Na dzień dobry gramy z drużyną, którą poprzedniego wieczoru spotkaliśmy w pizzeri, my piwko oni zamawiają Nestea. Gołym okiem widać, kto przyjechał się pobawić, a kto wygrać. Każdy ma swoje priorytety. Podeszliśmy do tego turnieju jako fantastycznej przygody, powiedziałbym, że po brazylijsku, brakowało tylko tańca samby wieczorem. Mimo wszystko pierwsze spotkanie przegraliśmy nieznaczenie, bo tylko 1:2. W piłce plażowej jest jedna rzecz, która we mnie budzi mieszane uczucia – mianowicie jej całkowita nieprzewidywalność. Fajnie jest kiedy uderzasz na bramkę a piłka po rykoszecie od piasku wpada do siatki obok bezradnego bramkarza, lecz kiedy Ty w ten sposób tracisz bramkę kolorowo już tak nie jest.
*
pl1
*
Ogólnie sport jest nieprzewidywalny, jednak w plażówce nieprzewidywalność wchodzi na inny poziom, staje się normalnością. W drugi meczu rozbijamy przeciwników 5-2. Pierwsze zwycięstwo, do tego w naprawdę dobrym stylu. Na koniec dnia przegrywamy 3-0, lecz jak wiadomo- drugi dzień rozstrzygnie tak naprawdę wszystko. Sobotniej nocy również nie brakowało emocji, wieczorny grill dla wszystkich uczestników, czas w którym można było się zintegrować. Ekipy z całej Polski, od Chorzowa przez Warszawę do Gdańska. Później w lokalnym barze obejrzeliśmy mecz Polski z Kamerunem w siatkę. Wracamy na kwaterę a impreza nadal trwa. Przez ten weekend cały organizm postawiony był na skraj wysiłku.
3..
Rano jest problem, ponieważ z 10 graczy zostało nas 6. Jeden musiał wracać do Warszawy, kolejnych dwóch odniosło kontuzję w trakcie rozgrywek grupowych a ostatni czuł się, parafrazując wypowiedź Igora Sypniewskiego „nieekskluzywnie”. Jeden zawodnik w rezerwie, dość marnie wyglądały nasze szanse. W piłce plażowej szeroka ławka to podstawa. Nie jesteś w stanie grać na pełnych obrotach przez całe spotkanie. Grząski piasek wyciska z ciebie energię niczym grubas ketchup w McDonaldzie. Zmiany trzeba robić na bieżąco. Mimo to, wygrywamy, aż 6:2.
..
Na kolejne spotkanie dociera nasz poranny śpioch, walka o półfinał zapowiada się arcytrudno, ponieważ naprzeciw nas staje ubiegłoroczny tryumfator. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, twarda gra, wiele okazji bramkowych, przestrzelone karne po obu stronach, a wynik wciąż remisowy 1:1. Zwycięzcę musiały wyłonić rzuty karne. Zasady tutaj różnią się znacząco od normalnej serii jedenastek. Raz, że odległość jest dużo mniejsza a druga sprawa – gra toczy się do pierwszego niestrzelonego karnego.
..
Niestety już w pierwszej serii przeciwnicy trafiają, a my nie. Mimo wszystko z podniesiona głową opuszczamy Darłówko. Po meczu za postawę chwali nas Sam Polakowski, w meczu o półfinał stworzyliśmy emocjonujące widowisko, przez wielu okrzyknięto mianem meczu turnieju.
4…
Nie przywieźliśmy pucharu, lecz fantastyczne wspomnienia, trochę opalenizny i niestety kontuzji. Dziś bolą nas nogi (wątroby o dziwo nie), lecz gdybym miał jechać raz jeszcze bez wahania odpowiedziałbym, że tak! Było warto.
..
mateusz-giska-370Inna sprawa, że taki turniej –  jak dla mnie – jest dobry raz na jakiś czas,  bo zdecydowanie preferuje klasyczną wersję piłki, czyli piłka na trawie. Taka sprawia więcej radości. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania; jedzenia i poczęstunku nie zabrakło nikomu. Po takim weekendzie gdzie człowiek jest w dzień zalany słońcem a wieczorem czym innym – poniedziałek w pracy brzmi jak przymusowe roboty w kamieniołomie…
Mateusz Giska

Komentarze do 'Reportaż – pisze Mateusz Giska / „Bunkrów nie było ale i tak… jest co wspominać”, czyli nie lubię poniedziałku…' (1)
  • asderr4 lata temu Bezpośredni link

    fajnie fajnie:)

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.