romek
wtorek, 12 sierpnia 2014, 11:43

Pierwszy gol (11) / Żart doktora Bisa… Świetny sezon i historyczna promocja do III ligi…* Sponsorzy: Fermentowana, PKS, Jajczarna, Spółdzielnie – Mleczarska i Ogrodnicza * PKS * ZBTMB…

Kontynuujemy opowieść o Starcie Krasnystaw –  jest pierwsza połowa lat 60-tych.  Występy Startu w Klasie B tym razem przynosiły kibicom i działaczom pełną satysfakcję. Po zakończeniu sezonu nie musieli słać skarg na OZPN do centrali i po swojemu interpretować regulaminów, aby wywalczyć awans. Stał się faktem bezspornym. W  Sztandarze Ludu ukazał się sążnisty artykuł pt. „Awans Startu Krasnystaw”,a trzeba nadmienić, że wówczas rzadko pisywano o lokalnych drużynach w prasie. „Po kilkuletniej przerwie 10-tysięczny Krasnystaw doczekał się awansu do Klasy A” – pisał dziennik. – Awans wywalczyli następujący piłkarze: Truszyński, Gołąbek, Kowalczyk, Kluch, Kołcz, Okoński, Zieleńczuk, Patyk, Szewczak, Kulawiak, Kożuszek”.

Trener Hernik zaznaczył, że zawodnicy trenowali solidnie trzy razy w tygodniu, oraz podkreślił pomoc zakładów pracy: Fermentowni Tytoniu, PKS-u, Zakładów Przemysłu Terenowego Materiałów Budowlanych, PZGS-u, Jajczarni, Spółdzielni Mleczarskiej i Spółdzielni Ogrodniczej. Przypominamy – wiosną grano ciurkiem obie rundy rozgrywek, gdyż polskie piłkarstwo przechodziło na europejski system rozgrywek jesień-wiosna.

Józef Zaprawa występował w Starcie w pierwszej połowie lat 60-tych. Po ukończeniu Technikum Rolniczego rozpoczął pracę w Powiatowej Radzie Narodowej, w wydziale rolnictwa. Jednocześnie trenował pod okiem, między innymi Janusza Hernika i Czesława Żurawskiego. Tego drugiego zapamiętał z pasji z jaką oddawał się pracy. Był aż do przesady zwolennikiem ciężkiego treningu, najczęściej w terenie. Był takim lokalnym „katem”. Jego forsowne przebieżki w izbickich lasach zapamiętali wszyscy piłkarze tamtego  okresu. Jednostka treningowa składała się z przebiegnięcia kilku do kilkunastu kilometrów i pomysłowych ćwiczeń gimnastycznych w plenerze. Co ważne, trener wobec siebie nie stosował żadnej taryfy ulgowej.

Wspomina:
– Mieliśmy jechać na obóz treningowy do Narola, albo Krasnobrodu (?) i klub przysłał pismo do mojego szefa informujące o tym, że mam uczestniczyć w obozie. Szef wydziału mgr inż. Józef Stryjek, nie był miłośnikiem piłki i od razu powiedział, że on takiego pracownika nie chce. Czas był jednak taki, że musiał się zgodzić.
Sama podróż na obóz miała swoją historię.
– Jechaliśmy żukiem. Siedzieliśmy na zwykłych krzesłach. Na jednym z zakrętów doszło do przemieszczenia się krzeseł i samochód się najnormalniej przewrócił. Nikomu nic się nie stało, ale gospodarz klubu „Mariańcio” Wiśniewski gdzieś rozciął sobie kawałek skóry na twarzy. Doktor Tadeusz Bis, który jechał z nami chciał go „sprawdzić”. Ułożył Mariańcia na poboczu, mrugnął do nas konfidencjonalnie i powiedział, że będzie ratował innych, bo Mariańcia to nie da się już wydrzeć śmierci… Rany, jak on się wtedy wydarł. Do dzisiaj pamiętam ten wrzask.

Ktoś kto trenował pod okiem Czesława Żurawskiego (foto w okienku) poznał wiele leśnych duktów i podbiegów. Zapamiętał je na zawsze.

Zanim jednak Czesław Żurawski objął Start był burzliwy okres awansu i związanych z nim kłopotów…

Pierwszy gol – hs / Koniec odc. 11 – cdn.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.