romek
poniedziałek, 11 sierpnia 2014, 08:34

Historia STARTU Pawłów w latach 1990-1999 (1) * O łapaniu bakcyla, czyli ze stodoły Szokalukowej na piłkarskie salony…

Marzący o piłkarskiej karierze Zbigniew Masternak musiał wskutek kontuzji zmienić plany. Nie osiągnął klasy Maradony, ale spotkał go… Jako piłkarz Maradona jest w jego powieściach, pojawia się w filmach. Wśród piłkarskiego bractwa Lubelszczyzny jest wielu takich chłopaków. Za młodu złapali bakcyla, a jak się już tego bacyla złapie – to nie ma rady. Chłop się od tego nie uwalni…  Karol Kwiatkowski bakcyla znalazł na boisku w Pawłowie (foto1), a kiedy koleje życia rzuciły go w świat – postanowił zwiedzić wielki piłkarski świat i powspominać. Tak powstała opowieść o młodości i pasji. Dzisiaj Karol jest „groundhopperem” – prekursorem tego współczesnego zajęcia dziennikarskiego w naszym regionie. Nasz portal od lat popularyzuje słowa Ryszarda Kapuścińskiego – „bez dialogu świat nie przetrwa, futbol jest uniwarsalnym językiem, sposobem komunikacji”. A jako ciekawostkę i tylko ciekawostkę podamy, że genialny reporter często wspominał dzieciństwo kiedy odwiedzał rodzinę w okolicach Rejowca i Pawłowa. Czy to przypadek, że pierwszy „groundhopper” w regionie w świat wyruszył niemal z tego samego miejsca (?).

Jednocześnie informujemy, że nie zawieszamy opowieści o Starcie Krasnystaw pt. „Pierwszy gol”… Kolejne czekają na publikacje… I zapewniamy, że będziemy publikować wszelkie ciekawie napisane opowieści o klubach naszego regionu.

Dzisiaj pierwszy odcinek opowieści o Starcie Pawłów autorstwa Karola Kwiatkowskiego, który jeszcze w tym tygodniu przekaże nam relację z meczu o Super Puchar EUROPY REAL Madryt – FC Sevilla. Polecamy portal – mygreatfootball.pl.tl 

***

1. Reaktywacja Startu Pawłów

Drużyna Startu Pawłów na stałe zapisała się w historii naszej miejscowości i była przez dziesięciolecia elementem kultury, w której uczestniczyli wszyscy chętni do rozwijania swojej futbolowej pasji. Piłka nożna była jednym z nielicznych elementów rozrywki dostępnych w Pawłowie i dlatego w niedzielne popołudnia stadion był obowiązkowym celem dla większości mieszkańców. Przez okres funkcjonowania drużyny przewinęło się dziesiątki graczy, gdzie jedni zakończyli swoje występy na kilku meczach, inni grając przez lata na stałe zapisywali się w historii pawłowskiego futbolu. Ja także miałem okazję grać w barwach Startu Pawłów w latach 1991-1999 z czym wiąże się duża liczba wspomnień z rozegranych meczów, treningów, wyjazdów czy komicznych historii, które zostaną przedstawione na łamach Głosu Pawłowa.

Sięgając moją pamięcią do najwcześniejszych wspomnień o piłkarstwie w Pawłowie muszę wrócić do połowy lat osiemdziesiątych, kiedy istniała drużyna reprezentująca naszą miejscowość na arenie rozgrywek lokalnych. Mecze odbywały się w co drugą niedzielę i wzbudzały zainteresowanie miejscowych fanów futbolu. Oczywiście do sympatyków piłki nożnej należał także mój ojciec, który zabrał mnie na stadion, kiedy byłem małym chłopcem i miałem 3-4 lata. Niestety niewiele pamiętam z tych wydarzeń, oprócz głośnej i emocjonalnej reakcji kibiców z racji strzelenia bramki przez nasz zespół.

Pierwszymi meczami, które zapamiętałem, były rozgrywki z sezonu 1990-91, kiedy w lidze występowała drużyna trampkarzy. W większości spotkań nasza ekipa ponosiła porażki, oprócz ostatniego meczu tej drużyny w Zawadówce z miejscowym Zadrzewiem, zremisowanym 2-2 i jak mi relacjonowali wtedy starsi koledzy, toczonym przy ulewnym deszczu. W rozgrywanych spotkaniach w Pawłowie zawsze był problem z boiskiem. Przed każdym meczem był wymóg odpowiedniego przygotowania murawy, z czym bywało różnie. Okoliczni gospodarze traktowali płytę piłkarską jako pastwisko dla swojego bydła. Mecze trampkarzy odbywały się w soboty i zawsze na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego zbierało się kilku zawodników w celu odpowiedniego przygotowania linii, założenia siatek, wstawienia chorągiewek na kornerach i usunięcia nieczystości. Nie zawsze udało się to wykonać w 100 procentach i doszło kiedyś do takiej sytuacji, kiedy zawodnik drużyny z Krasnegostawu wszedł wślizgiem i niestety, nie będzie dobrze pamiętał naszego boiska. Problem używania murawy jako pastwiska został ostatecznie rozwiązany odpowiednim zakazem wypasania pogłowia, przewidującym karę za takie działanie.

Moje początki w drużynie zaczęły się od uczęszczania na każdy trening i … podawania piłek. Czasami jednak starsi piłkarze brali mnie do drużyny co dla małego chłopaka było dużą nobilitacją. Trenerem był wtedy Andrzej Kosz, gracz 4-ligowej Sparty Rejowiec. Trenując w tamtych czasach nie było żadnych napojów izotonicznych typu PowerRade, tylko większość z nas po skończonych zajęciach udawała się w stronę studni zlokalizowanej przy zakręcie i tam gasiliśmy pragnienie. Po jednym z treningów nasz szkoleniowiec, dojeżdżający sportową  kolarzówką, zadał mi pytanie na które czekałem od dawna: – „Karol czy chcesz z nami trenować?” Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, po czym doświadczyłem przepływu ogromnej ilości pozytywnej energii. Przychodząc na każdy trening i obserwując grę starszych kolegów marzyłem, aby stać się kiedyś pełnoprawnym piłkarzem Startu Pawłów i w końcu moje marzenie urzeczywistniło się. W sezonie 1991-1992 drużyna Startu Pawłów wystawiła do rywalizacji dwie drużyny – juniorów i seniorów. Podczas jednego z ostatnich treningów wybraliśmy kapitana, na którego został mianowany Marcin Kozieł. Przedmecze juniorów w rundzie jesiennej odbywały się o godzinie 11, zaś mecz seniorów dwie godziny później. Pierwsze ogłoszenia informujące o meczach A-klasy były rozwieszanie pod kościołem, Domem Kultury i słupach ogłoszeniowych. Były robione sposobem domowym czyli kolorowa kartka papieru, na której długopisem umieszczano informacje o drużynach rywalizujących danego dnia.

Pierwsze mecze drużyny juniorskiej i seniorskiej rozgrywane na stadionie Startu Pawłów w sezonie 1991-1992 musiały spełniać określone wymogi Okręgowego Związku Piłki Nożnej, więc boisko po kilkuletnich zaniedbaniach musiało przejść gruntowną renowację. Trzeba było dokładnie odmierzyć linię końcową, pola karnego, środkową, odmalować pordzewiałe bramki, skosić trawę czy wyrównać murawę specjalnie sprowadzonym na tą okazję walcem. Trybuny dla publiczności (rozmieszczone wokół opony) także wymagały renowacji i uzupełnienia niezbędnych braków. Podczas pierwszych meczów rundy jesiennej linie boczne i pola karnego wyznaczaliśmy … piaskiem, co było wtedy ewenementem na całą ligę. Po wypełnieniu tych zaleceń boisko było gotowe do rozegrania meczów w chełmskiej klasie A.

Premierowym meczem nowej drużyny była rywalizacja z LZS Ludwinów na stadionie w Pawłowie. Ekipa gości nie wystawiła wtedy zespołu juniorskiego, więc pierwszy pojedynek młodzieżowców został odłożony na kolejną niedzielę. Seniorzy, w przeciwieństwie do młodej drużyny, mogli zaprezentować licznie przybyłym kibicom to co najlepsze w ich wykonaniu, czyli atak, miażdżąc gości wynikiem hokejowym 10-0. Bohaterem spotkania został Marek Korchut, strzelając pięć bramek, czym wzbudził zachwyt kibiców, określających go mianem „Pelego”. Wynik dwucyfrowy był dobrym początkiem nowego sezonu i pozwalał zacząć ligę z pozycji lidera.

Karol Kwiatkowski u bram Santiago Barnebau. Wkrótce obejrzy mecz Real-Sevilla w Cardiff. Już dzisiaj polecamy relację naocznego świadka wielkiej gry. Mamy nadzieje, że  z udziałem Polaka.

Kolejnym przeciwnikiem była drużyna LZS Srebryszcze, gdzie na mecz wybraliśmy się busem, który był w stanie pomieścić tylko jedną drużynę i w sumie kierowca trasę Pawłów – Serebryszcze  pokonywał czterokrotnie. Boisko w tej małej miejscowości na trasie do Dorohuska położone było w lesie i podczas rozgrzewki piłka po nieudanym strzale wypadła poza bramkę w gęste zarośla i pomimo prób jej odnalezienia wróciliśmy do Pawłowa bez czarno-białej futbolówki. Ostatecznie nasz premierowy juniorski występ w lidze zakończył się remisem 1:1, przy czym udało nam się zdobyć bramkę z przewrotki, jakiej nie powstydziłby się wtedy najlepszy piłkarz na świecie Holender Marco Van Basten.

Kolejnym meczem była potyczka z LZS Warka Syczyn. Marka piwa w nazwie drużyny jednak nie świadczyła o sponsoringu możnego browaru, raczej o korzystaniu z jego produktów przez graczy z Syczyna. Goście stanowili tło dla naszej drużyny i ulegli 8:3, z czego najlepszymi graczami byli bracia Marcin i Kamil Kozieł, zdobywcy pięciu bramek. Podczas tego meczu udało mi się zadebiutować w drużynie juniorów w wieku … 9 lat. Byłem wtedy najmłodszym zawodnikiem w zespole a drugi najmłodszy gracz był o trzy lata starszy. Ogólnie grając w tak młodym wieku w drużynie juniorów nie uświadamiałem sobie, że oficjalny wiek w tej kategorii waha się w przedziale 18-19 lat. Normalnym faktem jednak był, szczególnie w drużynach niższych lig, debiut w drużynie seniorskiej w wieku 15-16 lat a gracz 18-letni był już uznawany za doświadczonego „wyjadacza” ligowego.

Następnym przeciwnikiem na naszym boisku była drużyna z Cycowa- Błękit. Jako zespół zaczynający swój premierowy sezon w lidze nie posiadaliśmy żadnej szatni i do meczów przebieraliśmy się na trybunach. Jednak przed meczem z Błękitem nad stadionem przeszła rzęsista ulewa i nie było żadnej możliwości przebierania się pod gołym niebem. Rozwiązania tego problemu podjął się  pan Adam, kierownik drużyny, który postarał się o szatnię w … stodole, w gospodarstwie pani Szokaluk położonym nieopodal stadionu. To miejsce przyniosło nam szczęście i wygraliśmy ten mecz, w którym także miałem udział grając w pierwszej połowie.

Oprócz wspomnianych wyżej spotkań, które w szczególny sposób zapisały mi się w pamięci, rozegraliśmy także mecz z LZS Wytyczno, w którym czerwoną kartkę ujrzał Andrzej Jonik za wybicie piłki ręką z bramki, czym uchronił remis 2:2. Ostatni mecz sezonu jesiennego zagraliśmy w Brzeźnie, gdzie w typowo jesiennych warunkach pogodowych odnieśliśmy zwycięstwo. Po meczu w Brzeźnie zakończyliśmy w miarę udaną rundę i przed zbliżającą się zimą odbyliśmy kilka ostatnich treningów. Na jednym z końcowych spotkań część graczy ustaliła miejsce w którym obejrzeli zapisany na video mecz eliminacyjny do Mistrzostw Europy Polska – Anglia, zremisowany przez Polaków 1:1. Chodziło o podpatrywanie zwodów najlepszych piłkarzy z naszego kraju a także z Anglii i późniejsze wykorzystywanie tych umiejętności w walce z rywalem. Przerwa zimowa trwała długie 4 miesiące i każdy z graczy Startu Pawłów nie mógł się doczekać początku kwietnia, kiedy ruszała runda rewanżowa.

Karol Kwiatkowski / Koniec odc. 1 – cdn.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.