romek
poniedziałek, 21 lipca 2014, 10:49

Pierwszy gol (8) / 70 lat Startu Krasnystaw * Lata 50-te… * Barański ucisza Tomaszów * Nos inżyniera * Bosonogi Celestyn i „Mariańcio”, którego się nie zapomni…

Kolejny 8. odcinek historii Startu Krasnystaw… = czas  dramatu przetrwania i odradzania…

***

Czesław Żukowski grał w Starcie tylko przez jeden sezon – 1959/60. Z tamtego okresu zapamiętał, że obok boiska był sad. Niedaleko też mieszkał pan Julian Prokopowicz, nauczyciel wychowania fizycznego.  Do najlepszych piłkarzy Startu na przełomie lat 50-tych i 60-tych należeli: bramkarz Stanisław Stojański, oraz gracze w polu: Ryszard Korszla, Stanisław Sokołowski, Edward Żukowski, Władysław Patyk, Jan Błaszczak, Henryk Basiński, Zbigniew Stasiuk, Marian Szewczak, Tadeusz Zieleńczak, Bogdan Tomaś i Janusz Smolira.

Wspomina Czesław Żukowski:
– W 1960 roku graliśmy w Tomaszowie Lubelskim mecz z Tomasovią. To było dla Tomasovii spotkanie decydujące o wejściu do „A”klasy. Miejscowi działacze tak byli pewni sukcesu, że przygotowali już święto z tej okazji. Po końcowym gwizdku miał być wielki bal z wystawnym przyjęciem. Alkohol mroził się w zimnej wodzie, a smakowite kurczaki doprawiano sosem i przyprawami. Czekała też gdzieś w ukryciu orkiestra. Tymczasem mecz się tak ułożył, że „biedacy” nie mogli wepchnąć piłki do siatki, choć już do przerwy mieli więcej niż dziesięć stuprocentowych okazji. Bramkarz Stojański dwoił się i troił, wchodząc w jakiś trudny do zdefiniowania trans – chwytał i wybijał wszystkie strzały i centry. W przerwie działacze Tomasovii, przyszli razem z milicjantami aby sprawdzić jego tożsamość, bo ktoś puścił plotkę, że jest bramkarzem Legii Warszawa i w wolnych chwilach grywa sobie w Krasnymstawie.  Broniliśmy się całym zespołem, a na desencie został tylko Maciek Barański. No i przechwycił jeden z wykopów na uwolnienie, poszedł przebojem w kierunku bramki. Kiedy wszyscy myśleli, że będzie kiwał stopera, ten uderzył z 25 metrów i piłka zatrzepotała w siatce. Do końca nie potrafili wyrównać.


Mecze w Krasnymstawie gromadziły rzesze kibiców. Oczywiście gwoździem każdego sezonu były pojedynki z piłkarzami Izbicy. Ale Czesław Żukowski szczególnie zapamiętał spotkanie z Gwardią Chełm.

– Po  jednym z twardych pojedynków sam na sam z rywalem, poczułem lekki ból nosa, ale krew mi nie poszła. Grałem więc nadal. Dopiero po kilku minutach Jasio Smolira patrzy na mnie i pyta z przerażeniem w oczach: – Czesiek, co z twoim nosem. Okazało się, że był złamany i przemieścił się gdzieś pod oko… Lekarz Stefan Dąbrowa-Gładkowski nastawiał mi go ołówkiem. Zawsze kiedy spotykaliśmy się, albo przechodzili obok siebie to mnie pytał: – Panie inżynierze jak tam nos?


Rok 2004 – jubileusz 60-lecia. Na zdjęciu Czesław Żukowski i Janusz Smolira. Ten pierwszy zdaje się wspominać: – Z nosem było tak…

Piłkarze Startu trenowali wówczas zwykle na błoniach i grobli. Trenera z krwi i kości nie było (czytaj praca zawodowa), wszystko odbywało się z potrzeby natury – wyżycia się i rywalizacji pomiędzy sobą. Ówczesnymi sponsorami można nazwać osoby, który zajmowały się drużyną. Wielkim fanatykiem piłki był gospodarz  Marian Wiśniewski, szewc Miller. Umywalnia była w „Świerkach” u Witolda Kulawiaka, gdzie pod studnią odbywała się pomeczowa odnowa biologoczna.
Na mecze wyjazdowe Start jeździł samochodem marki „Lublin”, którego użyczała mleczarnia w Zażółkwi, ta sama która później została przeniesiona do Krasnegostawu i przekształcona w OSM. Kierownik mleczarni był kibicem i nie było problemów z przejazdami. Podobnie sponsorował klub inny kibice i działacze… Pomagała jajczarnia i inne zakłady. Gdy zabrakło sponsorów – na przejazdy składali się kibice, piłkarze i działacze.

Wielkim talentem piłkarskim według Czesława Żukowskiego był niejaki Celestyn. Ten wyjątkowo wysportowany i bajecznie panujący nad piłką chłopak biegał zwykle podczas treningów na bosaka. Zdarzało się, że i podczas spotkań mistrzowskich wolał ganiać też bez butów. Z kolei najlepszym obrońcą był solidnie zbudowany Jan Błaszczak. Jednak bosonogi Celestyn ogrywał go niemiłosiernie przy aplauzie kibiców i przypadkowych obserwatorów.
– Grałem tylko sezon w Starcie. Wyjechałem do Warszawy studiować na politechnice i po powrocie już nie wróciłem do zespołu. Wrócił natomiast mój brat Edward, który ukończył politechnikę we Wrocławiu. W klubie trenowało coraz więcej graczy. Pojawiały się kolejne talenty.

Z biegiem lat Start rósł w siłę, a piłkarze stawali się gwiazdami w swoim środowisku, w miasteczku, a nawet powiecie. Nie mogło być inaczej skoro na mecze, przychodziło po kilka tysięcy ludzi. Szczególnym świętem były derbowe pojedynki z Ruchem Izbica. Na mecze te z Krasnegostawu  do Izbicy jechało zwykle kilkadziesiąt furmanek z kibicami. Reszta maszerowała piechotą. Krasnystaw wymierał i złodzieje mogli grasować po nim bez przeszkód – wspominają dzisiaj starsi kibice i piłkarze Startu. Podczas jednego z takich meczy doszło do walki pomiędzy kibicami, a właściwie „kibickami”, bo i takowe oglądały walkę piłkarzy. Ot, baby nie znając się na przepisach, często źle je interpretowały, a stąd blisko do posądzeń o przekupstwo, złą wolę sędziów itp. Szły więc w ruch pięści i paznokcie.

Patrząc na stare biało-czarne fotografie z tamtego okresu na szczególną uwagę zasługują stroje Startu. Piłkarze grali w koszulkach w pionowe biało-granatowe pasy, zamiast wypustek z kołnierzykiem, był pasek tworzący popularny „serek” (w ukośne paski), białych spodenkach i biało-niebieskich lub biało-granatowych getrach w pasy poprzeczne. Po lewej stronie piesi, na wysokości serca na koszulkach naszyty był efektowny herb miasta – dwa wspaniałe karpie (nie byle jakie tam karpiki) a nad nimi napis „Start”.

Bezwzględnie były to wówczas, a pewnie byłyby i dzisiaj, jedne z najładniejszych kostiumów piłkarskich w województwie, może nawet w Polsce. Szkoda, że w tej materii ulegamy modom. Gdyby Start grał w takich strojach, pewnie tylko Juventus i Celtic Glasgow dorównałby mu oryginalnością pomysłu.
Gdzie kupowano wówczas stroje?. Jeśli były szyte, to kto je szył?. Jak zaopatrywano się w korki, piłki, rękawice, nakolanniki, czapki bramkarskie itp akcesoria?.


Marian Wiśniewski „Mariańcio”. We wspomnieniach postać „Mariańcia” pojawi się wielokrotnie…

Wspomina Józef Zaprawa:
– Nie wiem, gdzie zaopatrywano klub w sprzęt, ale mieliśmy w czym grać. Bramkarze mieli nawet czapki kaszkietówki, takie w jakich grał Rosjanin Lew Jaszyn. Kupowałem Przegląd Sportowy bo chciałem wiedzieć co się dzieje w sporcie i jak trenują i grają najlepsi sportowcy. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych byłem dzieckiem. Mieszkałem w Latyczowie  i wolny czas dzieliłem na pomoc rodzicom w gospodarstwie i nauce. Trenowałem różne dyscypliny, a w piłkę na poważnie zacząłem grać dopiero będąc w Techniku Rolniczym. Nie zapomnę trenera Czesława Żurawskiego i jego rewelacyjnych metod treningowych.

Jeszcze jeden fakt w historii Startu roku 1959 należy upamiętnić jako ważny – otóż Start w rozgrywkach A-klasy pokonał w Krasnymstawie zespoły ze znacznie większych miast – Podlasie Biała Podlaska 4:2 (2 gole Zieleńczuka) oraz Chełmiankę Chełm 2:1 (Zieleńczuk i Kowalczyk).


Piłkarze Startu w pasiastych koszulkach. Stoją: Jan Kowalczyk (zasłoniety), Roman Kluch, Witold Kulawiak, Roman Gołąbek, Roman Błądkowski, Tadeusz Zieleńczuk. Klęczą: Marian  Szewczak, Wojciech Kołcz, Władysław Patyk, Eugeniusz Sierpiński, Stanisław Stojański – bramkarz. Sędzia Władysław Gawlikowski.  Nie znamy nazwisk piłkarzy reprezentujących Lubelszczyznę. Według nas bramkarzem był ktoś ze Stali (wówczas grały one w Kraśniku i Poniatowej). Stal FSO była już Motorem, podobnie w Świdniku grała już Avia. 

 W 1958 roku Start awansował do Klasy A. Niestety ta przygoda trwała tylko rok. Wkrótce rozpocznie się czas przemian – to będzie złoty czas Startu pierwszej połowy lat 60-tych.

***
Kalendarium lat 50-tych:

1950 – Klasa A (IV poziom rozgrywek ligowych)
1951 – Klasa A (IV), spadek do Klasy B (V)
1952 – Klasa B (V, awans)
1953 – Klasa A (IV)
1954 – Klasa  A (IV),  zajścia w meczu z Kolejarzem Lublin – sędzia w wyniku zajść na boisku przerywa mecz, dyskwalifikacje piłkarzy, zamknięcie boiska, degradacja do Klasy B (V poziom rozgrywek)
1955 – Klasa B (V)
1956 – Klasa B (V)
1957 – Klasa B (V)
1958 – Klasa B (V, awans do Klasy A)
1959 – Klasa A (IV, spadek)

Pierwszy gol, lata 50-te / koniec odc. 8 – cdn. 

***

PS. Dzięki  jubileuszowi trafiliśmy na bezcenną fotografię. Foto1 – Jagna Banaszkiewicz – patrz odcinek 1.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.