romek
sobota, 28 czerwca 2014, 08:55

70 lat STARTU Krasnystaw / Pierwszy gol (5) * Lata 50-te…

Kontynuujemy opowieść o pierwszy klubie na ziemiach polskich po wyzwoleniu. Opowieść spisaną pod roboczym tytułem „Pierwszy gol”. Dzisiaj odcinek piąty, historia lat 50-tch, najbardziej dramatycznych… W piłkę nie grał już ten, który przed wojną wszystko rozpoczynał Piotr „Sasza” Zadrąg (foto1). W słynnym meczu z Rosjanami 6:1 zaliczył asystę przy „pierwszym golu”  Ryszarda Opielaka i strzelił jedną z bramek.

***

Mecze z sąsiadami

Na początku lat pięćdziesiątych Start Krasnystaw gra nadal w Klasie B. Wiedzie mu się różnie. Kibiców najbardziej emocjonują mecze z sąsiadami. Start wygrywa ze Związkowcem (Unią) Hrubieszów 3:1 po wspaniałych akcjach wykończonych przez Mieczysława Kociubę 2, i Witolda Kulawiaka.

Jednocześnie rozgrywa mecze z innymi drużynami. Towarzysko gromi Naprzód (Ruch) Izbica 4:1 (Kulawiak 3, Basiński) i remisuje ze Związkowcem Lublin 1:1. Pokonuje też  Gwardię Lublin 3:0 (Kociuba, Basiński i Żukowski). Piłkarze są dumą miasta. Do najlepszych oprócz wymienionych wyżej w tym okresie należą: Zbigniew Piróg, Jerzy Swatowski, Ryszard Targoński, Czesław Chmielewski, Ryszard Myrda, Stanisław Sokołowski.

Zbigniew Piróg to sportowiec o niecodziennym życiorysie. Urodził się 31 grudnia 1931 roku. Był chory, toteż rodzice w trwodze o życie „zapomnieli” go zapisać w urzędzie, Zrobili to dopiero po pół roku, tak więc jako data urodzenia w jego dowodzie figuruje dzień 2 czerwca 1932 roku. Z chorowitego niemowlaka wyrósł niezwykle uzdolniony, filigranowy junior. I kto wie, jakby potoczyła się jego kariera, gdyby w pewnym momencie postawił na futbol, a nie budownictwo.  W wieku 17 lat został przez władze piłkarskie województwa lubelskiego skierowany na specjalistyczny obóz szkoleniowy do Świdnicy k/Wrocławia. Oprócz niego pojechał tam także junior Ruchu Izbica Ryszard Dudek (później lekarz weterynarii). Pozostali uczestnicy obozu pochodzili z Lublina, między innym Zdzisław Niedziela, później znakomity koszykarz i trener koszykówki. Trenowali pod okiem Wacława Kuchara (trenera kadry narodowej piłkarzy),  Tadeusza Forysia (później selekcjonera kadry), Ryszarda Koncewicza (też był trenerem reprezentacji), wreszcie Kazimierza Górskiego,  trenera medalistów olimpiady i mistrzostw świata.

Do 1951 roku grał w Starcie i szczególnie zapamiętał mecz w Biłgoraju z Ładą, kiedy Start przegrywał 0:1, a on musiał na 10 minut przed końcem strzelać karniaka. Jego strzał w błotnistej mazi bramkarz przepuścił pod ręku przewracając się na ziemię. Po ukończeniu szkoły powrócił do Krasnegostawu i od razu poszedł na boisko. Start grał z Sygnałem Lublin. W przerwie trener kazał mu się przebrać… W 45 minut strzelił 3 bramki a Start wygrał 5:3.

Wspomina:

– Największe emocje i dreszcze towarzyszyły meczom z Izbicą. Już nie chodziło o wynik, ale o wszystko co działo się przed i po meczu. Czasem jeździliśmy na mecze wozem na gumowych kołach (to był luksus), a woził nas lodziarz Młynarczyk. Najczęściej jeździliśmy „lublinkiem”. Raz pojechaliśmy samochodem ciężarowym z plandeką. Musieliśmy się kłaść na podłodze, bo plandeka nie chroniła przed kamieniami miejscowych kibiców. Na hasło „padnij” wszyscy leżeliśmy na pace. Gama podstępów i intryg była szeroka – mogliśmy najechać na przykład na zamaskowaną kałużą kolekcję gwoździ, mylono godziny przybycia sędziów, psuły się w dziwnych okolicznościach samochody, które reperowano godzinami. Mógł nie przyjechać sędzia, bo akurat opóźnił się autobus…  Wszystko zależało od tego, o co się grało. Walka psychologiczna często wywoływała właściwy skutek.

Zbigniew Piróg już w młodości ulegał kontuzjom…

Pan Zbigniew zapamiętał też piłkarskie dramaty tamtych czasów:

– W Hrubieszowie, naszemu świetnemu napastnikowi Płosajowi jakiś miejscowy harpagon złamał nogę. W rewanżu nasz piłkarz nie pozostał mu dłużny. Polował tak długo, aż gwiazdor Gromu został „zagipsowany” w tym samym miejscu co on.

Po zakończeniu kariery,  Zbigniew Piróg pracował między innymi w PPRN, a gdy szefową Krasnegostawu została pani Czesława Mazur pomagał w działalności sportowej. Dzięki przypadkowej znajomości z jednym z ważnych urzędników WKKFiT w Lublinie (poznali się na obozie sportowym), udało mu się załatwić pieniądze na ławki i trybuny stadionu w Krasnymstawie. Były to lata sześćdziesiąte.

Pan Zbigniew Piróg ma też drugie po piłce hobby – fotografowanie. W  swoich zbiorach ma ok. 5000 zdjęć .

Był radnym Rady Miasta w latach 1990-1994. Mieszka w Krasnymstawie.

 Kazimierz Kozyrski (pierwszy z lewej) był wówczas legendą zapasów. Jego nazwisko wymieniano jednym tchem w gronie największych polskich siłaczy Cyganiewicza i Pytlasińskiego.

Pierwszy gol

W pewnym momencie futbol przestał być w Krasnymstawie sportem numer jeden, co źle wpłynęło na jego rozwój. Wszystko stało się za sprawą Kazimierza Kozyrskiego i jego sekcji zapasów. Młodzi widzieli w nim swojego mistrza i wzór do naśladowania. Był sławny na cały kraj, a nawet w Europie. Każdy chciał iść w jego ślady…

– Byliśmy młodzi i chcieliśmy rywalizować ze sobą. Dlatego bez względu na pogodę i stosunek rodziców do naszej pasji, graliśmy niemal codziennie. Kiedy Tilzer był kontuzjowany, na bramce stawałem ja, albo Wiesiek Pasik. Miałem specjalnie watowane spodnie, czapkę, nakolanniki i mogłem się wykazać w grze na szesnastce – wspomni po latach Józef Patyk („Chapka”)…

Marian Marczak – wyjechał do Biłgoraja, pracowal jako stróż prawa, był piłkarzem Łady, prezesem w klubie…

Jednym  z podstawowych zawodników był wówczas bramkostrzelny Marian Marczak. Pracował w komendzie, toteż załatwiał samochody dla piłkarzy i kibiców na mecze wyjazdowe. Czasem jechały trzy albo cztery auta.

– Nigdy nie zapomnę wyjazdów do Izbicy – opowiada Jóżef Patyk.  – Te mecze były wojnami. Podczas jednego z nich sędziował miejscowy arbiter, bo nie dojechał neutralny. Tak mnie skopano, że ledwie zipałem. W nerwach oddałem przeciwnikowi i „koziarze” rozpętali bitwę. Zaczęliśmy się bać o życie, toteż chłopaki zaczęli dekować się do samochodów i zwiewać. Ja nie zauważyłem akcji odwrotu i nadal walczyłem w tłumie. Wówczas Marczak użył dla przestrachu pistoletu strzelając w powietrze. Uznano mnie za prowokatora i zdyskwalifikowano na rok.

Na jednej z imprez towarzysko-rodzinnnych w Myślenicach Józef Patyk poznał dziewczynę. Okazała się fanką Wisły Kraków, toteż szybko nawiązali bliższy kontakt i razem chodzili na mecze. Po jednym z przegranych spotkań beczała jak dziecko. Znajomość zakończyła się ślubem.

Wspomina żona Józefa Patyka:

– W rodzinie nie było problemu pretensji o piłkarskie hobby męża, bo przestał grać jeszcze przed ślubem. Był krawcem i zarabiał na utrzymanie. Oczywiście zainteresowanie problemami sportu i meczami Startu pozostało i chodziliśmy często na mecze. Szczególnie, kiedy jego bratanek Władek Patyk, grał razem z Zieleńczukiem i Kulawiakiem.

Trzeci kolejny strażnik bramki Startu po wojnie (po Mirosławie i Tilzerze), karierę zakończył w połowie lat 50-tych, przekazując bramkarskie rękawice Millerowi.

Pierwszy gol

Tajemnica sądnego meczu, sądnego roku… Co sie kryje za tytułem „Doprawione skrzydła z Krasnegostawu ratują Lubliniankę”?.

Czas ma to do siebie, że szybko przemija. Podobnie jest ze sławą. Zapomina się o znakomitych grze, fantastycznych fajerwerkach technicznych, fintach super-asów dryblingu i ich pikantnych trickach technicznych.  Jednak rzadko zapomina się strzelców ważnych bramek… Więcej – kibice pamiętają przebieg akcji z których te bramki padały.

 

– Start Krasnystaw? Tak pamietam tytuły w gazetach – „Przyprawione skrzydła z Krasnegostawu ratują Lubliniankę” – Witold Miszczak, dziennikarz sportowy i muzyczny w prasie, radio i TV jak wielu innych dziennikarzy pamięta tamten czas.

Rok 1954

Wielka próba dla piłkarzy i działaczy.  Niewiele klubów piłkarskich w Polsce, a może nawet i na świecie ma w swojej historii taki okres, taki rok, takie zdarzenia… Trudno nawet chronologicznie przytaczać w pamięci poszczególne mecze.  Bo to co wydarzyło się podczas spotkania Ogniwa (tak, tak, politycy zadecydowali w 1952 roku, że kluby mają nosić nazwy z nominacji związkowych, Start był nadal Ogniwem)  –  Kolejarz Lublin, rozegranego w lipcu, położyło się cieniem na wszystkim co było dobre i szczytne w historii sportu powiatu Krasnystaw i samym mieście.  Jeszcze w latach 90-tych kiedy spisywano  wspomnienia, mieszkańcy Krasnegostawu, którzy byli na tym meczu, nie chcieli za bardzo o nim opowiadać…

Pierwszy gol / koniec odc 5. – cdn


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.