romek
sobota, 14 czerwca 2014, 10:20

Echa Roztocza / Złota kula u nogi… czyli anatomia klęski Hetmana

Kto jest winien degrengolady Hetmana Zamość? Zbiorową odpowiedzialność ponoszą: prezydent Zamościa Marcin Zamoyski i radni miejscy, prezes Marcin Łyś i pozostali członkowie klubowego zarządu oraz sami zamojscy piłkarze.

Kiedy piszę te słowa, nie znam końcowych rozstrzygnięć w lubelsko-podkarpackiej grupie III ligi. Nie wiem, czy Hetman Zamość zachował status trzecioligowca. Być może Państwo tego też nie wiedzą, bo o liczbie drużyn, które zagrają w przyszłym sezonie w lubelsko-podkarpackiej III lidze, najprawdopodobniej zadecyduje związek. Jedno jest pewne: zamojska drużyna wypadła tej wiosny fatalnie. Bez względu na to, czy uratowała się przed spadkiem, czy czekają ją występy w IV lidze, startu w rozgrywkach nie może zaliczyć do udanych. Wpłynęło na to wiele czynników. Co najgorsze, decydującą rolę odegrały czynniki finansowe i organizacyjne. Cztery lata temu, gdy AMSPN Hetman podjął się prowadzenia zespołu seniorów, wydawało się, że idą dobre czasy dla piłki nożnej w Zamościu. Dziś znów jest aktualne pytanie powtarzane od dziesiątek lat: „Czy w zamojskiej piłce nożnej będzie w końcu normalnie?”.

Po bitwie nie opadł jeszcze kurz

Cztery lata temu prezes AMSPN Hetman Marcin Łyś zaskoczył wielu. Zawsze powtarzał, że nie interesuje go prowadzenie zespołu seniorów, bo to wiąże się z wieloma problemami, z którymi on nie ma ochoty się borykać. Przekonywał, że jego pasją jest piłka nożna w wydaniu młodzieżowym. I to właśnie szkoleniu piłkarskiego narybku chce się nadal poświęcać. Wszelkie propozycje przejęcia sekcji seniorów kwitował ironicznym „a po co mi to?”. Tymczasem pół roku po tym, jak KS Hetman wycofał drużynę z II ligi, AMSPN Hetman zgłosił zespół seniorów do rozgrywek w okręgu zamojskim. Klub ten chciał grać w klasie okręgowej, ale ostatecznie zaczął zmagania od klasy A. Trzy lata później zespół był już w III lidze.

Jakie były intencje Marcina Łysia i jego współpracowników z AMSPN Hetman? To wiedzą najlepiej oni sami. Szybko jednak przekonali się, że organizacja sekcji seniorów przysparza mnóstwa trudności. W klasie A, klasie okręgowej i nawet w IV lidze, gdy Hetman nie miał z kim przegrać, a miasto przekazywało wystarczające środki na funkcjonowanie sekcji, wszystko szło jak z płatka. Schody zaczęły się dopiero wtedy, gdy zamojski klub zetknął się z trzecioligową brutalną rzeczywistością. Klubowi działacze musieli uporać się z fermentem w szatni, buntem trenera i popierających go piłkarzy, notorycznymi zaległościami płatniczymi wobec szkoleniowców i zawodników, próbą przejęcia władzy przez wewnętrzną opozycję, coraz częstszymi rozdźwiękami we własnym gronie i wieloma innymi problemami.

Nad Hetmanem zebrały się czarne chmury, ale – paradoksalnie – to właśnie burza sprawiła, że nie doszło do skandalu i ogromnej kompromitacji klubu z Zamościa. Z powodu zalania boiska na zamojskim stadionie OSiR w sobotę 17 maja nie doszło do meczu ligowego z Lublinianką. Pogoda pokrzyżowała plany piłkarzom. Ci ustalili we własnym gronie, że w ramach protestu przeciwko brakowi przez kolejnych kilka miesięcy wypłat nie wyjdą na boisko, oddając mecz walkowerem. Gdy wieści o niesportowych planach piłkarzy Hetmana dotarły do klubowych działaczy, jakieś pieniądze na załatanie dziur w klubowej kasie się znalazły. W poniedziałek zawodnicy dostali część zaległości, żeby następnego dnia zagrać z Lublinianką. Nie był to jednak dobry moment, żeby niedługo po tak napiętej atmosferze na linii piłkarze – zarząd rozgrywać zaległy mecz. Rany się jeszcze nie zabliźniły, a po bitwie nie opadł kurz. Nie trzeba było się spieszyć. Spotkanie, które dla Hetmana mogło być przełomowe po serii kolejnych niepowodzeń i – co najważniejsze – kluczowe w kwestii utrzymania się w III lidze, zamojscy piłkarze przegrali. Polegli na własne życzenie. Na pewno nie myśleli o walce o zwycięstwo, tylko raczej o tym, na co lub w której knajpie wydadzą otrzymane dzień wcześniej pieniądze. O ile jeszcze je w portfelach mieli…

Hetman to jednak złota kula u nogi

Kto jest winien tej degrengolady Hetmana? Wszyscy wespół: prezydent Zamościa Marcin Zamoyski i miejscy radni, prezes Marcin Łyś i pozostali członkowie klubowego zarządu oraz sami piłkarze.

Zacznijmy od głowy miasta. Prezydent Marcin Zamoyski fanem sportu nie jest, a już na pewno nie piłki nożnej. Swojej ignorancji w tej dziedzinie dał pokaz jeszcze w czasach KS Hetman, gdy podczas walnego zebrania w tym klubie gratulował zamojskim piłkarzom „trzeciego miejsca w szóstej lidze” (a było dokładnie odwrotnie – szóste miejsce w III lidze). Czeski błąd? Nic podobnego. Prezydent po prostu nie wiedział, o czym mówi. Trudno więc oczekiwać od człowieka, któremu piłka nożna jest obojętna, że będzie ją wspierał. Zawsze się znajdą dla niego ważniejsze wydatki.

Działacze Hetmana nieoficjalnie mówią, że czują się oszukani przez prezydenta Marcina Zamoyskiego. Dlaczego? Otóż dziś klub jest przez miasto wspierany w mniejszym stopniu niż kilka lat temu, gdy grał w niższych ligach. A miało być zupełnie inaczej. Ponoć prezydent obiecywał włodarzom Hetmana, że z roku na rok, w miarę pokonywania przez drużynę kolejnych szczebli w piłkarskiej hierarchii, miejska dotacja będzie rosła. Ponadto prezydent miał zabiegać u potencjalnych sponsorów o środki na piłkę nożną w Zamościu, wykorzystując swoją pozycję i możliwości. Ile w tym prawdy? Trudno powiedzieć, bo przecież nikt postronny nigdy nie uczestniczył w rozmowach obu panów Marcinów i ich współpracowników. Wiemy tylko to, co sami zainteresowani chcą powiedzieć. Mówić za wiele jednak nie chcą.

Nie powinno dziwić niezadowolenie działaczy Hetmana z tego powodu, że na sekcję lekkoatletyczną Agros Zamość dostaje nieporównywalnie większe pieniądze z budżetu miasta. Klub ten zrzesza i finansuje lekkoatletów z różnych stron Polski, m.in. mistrza świata w rzucie młotem, pochodzącego z woj. dolnośląskiego Pawła Fajdka, natomiast piłkarska sekcja Hetman musi bazować tylko na własnych wychowankach. Być może rzeczywiście lekkoatletyczna „armia zaciężna” przynosi dla Zamościa jakieś namacalne korzyści, jednak dopóki Agros jasno nie zestawi słupków w bilansie wydatków oraz przychodów i nie poda tego do publicznej wiadomości, dotąd będą niesnaski i niedomówienia. Zdaniem działaczy Hetmana w Zamościu są kluby i sekcje „równe i równiejsze”. I chyba rzeczywiście sekcja piłkarska Hetmana ma prawo czuć się traktowana po macoszemu, a na pewno nie tak samo, jak Agros. Faktem jest też to, że prezydent Marcin Zamoyski i radni miejscy sprawiają wrażenie, że piłka nożna jest dla nich jak złota kula u nogi. Cenna, ale jednak ciąży.

Czas przewietrzyć zarząd

Podejmujący się organizacji w Zamościu piłkarskiej sekcji seniorów Marcin Łyś miał być dla władz miasta gwarantem rzetelności, uczciwości i transparentności. Włodarze KS Hetman zostawili po sobie spaloną ziemię. Przez lata klub ten słynął z różnych „wałków”, przekrętów, kombinacji, machlojek. Cały czas dostarczał dziennikarzom pożywki. To właśnie ten klub wykazywał się głupotą, zawierając ze sponsorami umowy „na gębę”, doprowadzając w ten sposób seniorską piłkę nożną w Zamościu do ruiny. Z kolei AMSPN Hetman, mający swój rodowód w KS Hetman, przez lata swej działalności sumiennie pracował na miano klubu godnego zaufania, dobrze zarządzanego, transparentnego. Autonomiczna nigdy nie miała problemów z ZUS-em, urzędem skarbowym czy z rozliczeniem miejskiej dotacji.

Jednakże obecni włodarze AMSPN Hetman mówią o sobie, że stanowią najbardziej nieudolny zarząd w całej historii klubu. To jednak mocno przesadzone słowa. Dlaczego? Ponieważ poprzednie władze Autonomicznej nie miały sposobności zmierzenia się z tak karkołomnym zadaniem, jakim jest prowadzenie drużyny seniorskiej. Gdy na działalność grup młodzieżowych zabraknie kasy, zawsze po raz kolejny można wyciągnąć ręce do rodziców młodych piłkarzy. Z seniorami to nie przejdzie. Mało tego, trzeba im płacić za grę. Klub nie może więc bazować tylko na miejskiej dotacji, tymczasem prezes Marcin Łyś nigdy nie ukrywał, że kontakty z potencjalnymi sponsorami ma słabe i że nie potrafi pozyskiwać środków. Zresztą, z Marcinem Łysiem rozmowy zawsze są trudne. To człowiek niezwykle inteligentny, błyskotliwy, typowy pragmatyk i realista, jednak niesamowity nerwus. Nawet osoby mu życzliwe potrafi skutecznie do siebie zniechęcić. Członkowie zarządu Hetmana przedstawiają go jako osobę reagującą impulsywnie, w dodatku podejrzliwą, nieufną, szukającą w każdej sytuacji drugiego dna, niezdolną do kompromisów. Jeden z członków zarządu zamojskiego klubu twierdzi, że w przypadku Marcina Łysia twarde rządy z jednej strony są korzystne, ale w wielu kwestiach tylko utrudniają współpracę. Nic więc dziwnego, że w Zamościu ma więcej wrogów niż przyjaciół. I że wielu opacznie go postrzega, zwłaszcza jego intencje.

Marcin Łyś potrzebuje współpracowników, którzy poprzez swoje kontakty i menedżerskie umiejętności potrafiliby skutecznie przyciągać do klubu „przyjaciół i kandydatów na przyjaciół”, a przede wszystkim pozyskiwaliby środki od firm, przedsiębiorstw, instytucji oraz majętnych osób prywatnych, widzących sens we wspieraniu sekcji piłki nożnej. Być może nawet tacy są w zarządzie, jednak ich aktywność jest słaba. Z prostej przyczyny: każdy ma nadmiar obowiązków zawodowych, a zarządzanie klubem jest tylko dodatkowym balastem, czasami trudnym do udźwignięcia. Jednakże Marcin Łyś niechętnie patrzy na nowe osoby we władzach klubu, zwłaszcza te, którym nie ufa. Zapewne w obawie przed złodziejami, którzy okradali przez lata KS Hetman. – Jeśli Marcin Łyś jest prezesem Hetmana, to możemy mieć pewność, że nie zostanie sprzeniewierzona ani jedna złotówka. To człowiek uczciwy aż do przesady. U niego wszystko musi się zgadzać. Czasami jednak warto poświęcić kilka złotówek, żeby zyskać o wiele większe środki na godziwą egzystencję. Niestety, obecny zarząd jest nieudolny w kwestii pozyskiwania środków. Potrzebna jest świeża krew we władzach klubu – twierdzi jeden z członków zarządu AMSPN Hetman.

Pożar nie został ugaszony

Kamyczek trzeba też wrzucić do ogródka piłkarzy. W rundzie wiosennej grali „piach”. A za ten „piach” żądali takiej samej zapłaty, jak za cenne budowlane kruszywo. Oczywiście można zrozumieć to, że w kilku meczach, jak na przykład z JKS w Jarosławiu, zwyczajnie nie mieli „farta”, a i błędy sędziowskie zrobiły swoje. Jednakże gdy była sposobność odbicia się od dna, zamojscy piłkarze woleli brnąć w bagno. Dziwi to, że do tej pory nie zrozumieli, że w III lidze uprawia się piłkę nożną nie po to, żeby na tym zarabiać, tylko dla własnego rozwoju sportowego. Ewentualnie po to, żeby się wypromować do wyższej ligi i w niej właśnie „czesać kasę”. Zresztą, w Hetmanie w rundzie wiosennej grali przeważnie uczniowie szkół średnich i studenci będący na utrzymaniu rodziców oraz ci, którzy mają zatrudnienie, a za grę w piłkę nożną otrzymywali jedynie „kieszonkowe”. O co zatem było tyle krzyku? A może ktoś celowo podburzał piłkarzy i mieszał im w głowach?

Zimą działacze Hetmana pozbyli się „ognisk zapalnych” w szatni. Widać jednak, że w zamojskim klubie zabrakło doświadczonych strażaków, którzy wiedzą, że zgliszcza należy wygasić doszczętnie, do ostatniej iskry. Na pogorzelisku nie da się zbudować czegoś sensownego. Trzeba zacząć od nowych fundamentów. Tymczasem kilka ognisk zapalnych (czytaj: pupilków trenera Roberta Wieczerzaka, który w rundzie jesiennej stracił posadę w zamojskim klubie) w szatni Hetmana zostało. Liderem na boisku miał być Rafał Kycko, jednak przewodził wraz z Bartłomiejem Mazurem i Krzysztofem Hadło tylko w szatni. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego panowie Rafał i Bartłomiej nagle tak drastycznie obniżyli formę. Być może zabrakło im motywacji z powodu braku regularnych wypłat. A być może zwyczajnie nie chciało im się wysilać, skoro nie widzieli w tym sensu. Zaliczany do „hetmańskiej świętej trójcy” zawodników, którzy w drużynie mają najwięcej do powiedzenia, Krzysztof Hadło był jedynie rezerwowym bramkarzem, więc bezpośrednio nie jest winien kolejnych porażek drużyny.

Niczego pozytywnego nie dała zmiana trenera. Właściwie to trudno logicznie wytłumaczyć, czemu miało służyć zwolnienie Jacka Paszkiewicza i zatrudnienie Jana Złomańczuka, z całym szacunkiem dla przeogromnego doświadczenia i szkoleniowych dokonań tego drugiego. Po przyjściu Jana Złomańczuka drużyna Hetmana przypominała poletko doświadczalne. Co mecz to inny skład. Na takie eksperymenty był czas w trakcie zimowych przygotowań do rundy wiosennej. I ten czas trener Jacek Paszkiewicz wykorzystał wraz ze swymi podopiecznymi właściwie, co udowodniły mecze kontrolne. Zarząd Hetmana nie wykazał się jednak choćby odrobiną cierpliwości. A kto wie, czy projekt pana Jacka w końcu by nie zapalił? Tego się już nigdy nie dowiemy.

Prowodyrzy tzw. opozycji przekonują, że Hetman stanie się piłkarskim eldorado, gdyż do kasy tego klubu popłynie strumień gotówki, jeśli tylko Marcin Łyś nie będzie szefem klubu. A może rzeczywiście, panie prezesie, warto oddać choć na pewien czas stery innym, żeby udowodnić wszystkim krzykaczom, iż „nie damy grosza, dopóki Łyś będzie prezesem” to tylko naiwna wymówka?

Marek Sztochel


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.