romek
wtorek, 13 maja 2014, 09:08

Pisze Mateusz GISKA / Sport i kasa. Nie dla biednych ekstraklasa…

Gdyby pieniądze grały w piłkę, to Arabia Saudyjska byłaby mistrzem świata  – ten frazes wypowiedziany przez ś.p. Kazimierza Górskiego kilkadziesiąt lat temu mówi dobitnie, że w piłce, albo inaczej w sporcie pieniędzmi nie załatwisz sobie wyników. Pomijając oczywiście tak zwane „ustawianie meczów”, bo ze sportową rywalizacją ma to tyle związku co sportowcy startujący do europarlamentu – z polityką (czyli żadnego).

Czyli należy myśleć, że w sporcie wszystko zależy od nas samych?  Słowo „wszystko” w tym zdaniu nie odzwierciedla jednak rzeczywistości. Zaraz pojawią się głosy – no jak to?  Skoro piszesz wszystko, to nie ma tutaj żadnych odstępstw! Wszystko i już!

Zgodzę się z tym, rozpatrując to zdanie tylko pod kątem czysto słownikowego znaczenia.  Żeby wyjaśnić, muszę was zmusić do szerszego spojrzenia na tę sprawę. Kto patrzy wąsko widzi tylko czubek własnego nosa, albo też; widzi to co inni chcą żeby zobaczył.

Posłużę się prostym przykładem – wyobraźmy sobie dwóch chłopców, nazwijmy ich Marek i Tomek.

Marek mieszka w dużym mieście, jego ojciec jest głównym sponsorem największego lokalnego klubu, który osiąga bardzo dobre wyniki. Marek jak każdy chłopiec marzy o tym, żeby zostać piłkarzem. Jego tata, wiadomo, jak każdy rodzic chcę dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Sam będąc w podstawówce uganiał się za piłką od rana do wieczora.

Czy poprzez syna chcę spełnić swoje niespełnione sportowe ambicje? Bardzo prawdopodobne, dla tego też, gdy Marek kończy 8 lat i na komunię dostaje quada – w tym samym czasie rezolutny tato, postanawia trochę bardziej sypnąć groszem klubowi, pod warunkiem, że za te pieniądze zostanie zatrudniony trener, którego zadaniem będzie stworzenie drużyny U-10.

Tym właśnie sposobem mały Marek wraz z innymi chłopcami z jego miasta rozpoczyna treningi piłkarskie. W wieku 8 lat uczy się niezbędnych podstaw od fachowca w tej dziedzinie.

Zatrzymajmy się tutaj i przybliżmy sobie osobę drugiego bohatera naszego porównania a mianowicie Tomka. Tomek ma również 8 lat, mieszka w małej wiosce, gdzie na boisku przy remizie strażackiej swoje mecze rozgrywa miejscowy B-klasowy klub. Chłopiec ma ciężkie życie, jego ojciec do tej pory nie może odnaleźć się w rzeczywistości. Za komuny pracował jako mechanik w PGR. Często pije i wyznaje zasadę, że „dziecko trzeba chować twardą ręką!”.

Jego matka pracuje na pół etatu jako sprzątaczka w szkole a popołudniami dorabia jako krawcowa. Tomek na komunię dostał starego „górala”, który chrzestny kupił mu gdzieś na giełdzie. Najbardziej z tego dnia cieszy go jednak fakt, że tym razem nie dostał w skórę od ojca, by było za dużo ludzi w domu…

Od rana do wieczora, jego jedynym zajęciem jest gra w piłkę. Niestety w miejscowym klubie gra tylko drużyna seniorów, którą zarządza, a raczej próbuje; prezes, trener i stoper w jednej osobie. Chłopiec wykazuje ogromny talent i zaskakujące umiejętności piłkarskie jak na takie małe dziecko. Nauczyciel W-f w szkole do której uczęszcza mały Tomcio, jak wołają na niego koledzy, namawia jego matkę, aby spróbowała wyjechać z synem do Miasta, gdzie właśnie założono sekcje piłkarską dla najmłodszych.

Grażyna, bo tak na imię mamie, boi się podjąć takiej decyzji, po pierwsze, nie ma żadnych oszczędności, a wiadomo- wynajem mieszkania kosztuje, pożyczyć również nie ma od kogo (po za tym, kto byłby na tyle odważny żeby pieniądze pożyczyć JEJ, żonie pijaka), a o prace w nowym mieście wie, że będzie trudno, bo ukończyła tylko podstawówkę, szybko wzięła ślub, za chwilę urodziło się dziecko.

Takim właśnie sposobem zanim przygoda Tomka z piłką rozpoczęła się, na starcie już dobiegła końca. Chłopak gdy trochę podrośnie nie będzie miał już tak dużo czasu na grę w piłkę, zatrudni się na budowie i po szkole będzie nosił wiadra z zaprawą, aby pomóc jakoś matce.

Zapytam retorycznie – i kto miał lepiej?

Ile talentów zmarnowało się w okolicznych wiochach? I jak często zdarza się, że zawodnicy grają, bo mają sprytnych menadżerów, a nie sprytne zwody? Wiem, że to bardzo przerysowane sytuację, ale chciałem jak najlepiej zobrazować to, co może w dzisiejszych czasach ten, kto ma pieniądze.

Ile w sporcie znaczy szczęście, przypadek przysłowiowy fuks. Talent jest gdzieś tam na dalszym planie…

Spójrzmy nawet na samą górę, czyli ekstraklasę, ligi zagraniczne. Kto najczęściej zdobywa mistrzostwo? Najbogatsi, ci którzy mają najwięcej pieniędzy na transfery, mają najlepszych sponsorów. Źle mówię? Spójrzmy na Widzew Łódź, kiedyś drużyna przed którą cała liga trzęsła kolanami, a dziś? Bez pieniędzy, z wielomilionowymi długami- pierwszy kandydat do spadku.
Owszem, zdarza się, że potentat finansowy ulega słabeuszowi, gdzie zawodnicy zarabiają tyle, że starcza im ledwo na przysłowiową paczkę fajek.

Dochodzę do wniosku, że powszechne „w sporcie wszystko zależy od nas samych” nie ma zbytnio pokrycia w normalnym życiu. To jest moje zdanie.

A jakie jest Twoje?

Mateusz Giska / potokwielki.futbolowo.pl

***

PS. O tym, że wielu piłkarzy trafia do dziennikarstwa nie trzeba nikogo przekonywać. Lubelskie przykłady Tomasza Jasiny, Kazimierza Węgrzyna, czy Rafała Dębińskiego to pierwsze z brzegu przykłady. Tak jest na całym świecie. Dlatego niezmiernie nas cieszy, że wielu z was zaczyna pisać o piłce… Każda historia z boiska jest ciekawa, każda myśl i zdarzenie do spisania i pokazania innym.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.