romek
czwartek, 23 stycznia 2014, 13:09

F – G – H – J – K 2013 / Alfabet Dariusza Grochala…

F czyli FINAŁ – (mecz finałowy o Puchar Polski, okręgu Małopolskiego na stadionie Borku Kraków). Finałów, to się w tym roku naoglądałem więcej niż Prezydenci Rzeczypospolitej Polskiej, pod, których patronatem prowadzone są te rozgrywki. Organizacyjny „bardak” w MZPN i prywatna wojenka barona z centralą, sprawiła że jak to zwykle na wojnach bywa „walczą króle giną chłopi”. Tym razem w roli chłopów, czy raczej chłopców do bicia piłkarze z Tymbarku. Wygrali rozgrywki, miało być w lipcu piłkarskie święto, była lipa. Tłumaczenie, że zabrakło terminów, bo nawaliła pogoda jest o tyle śmieszne, że terminów nie zabrakło na rozgrywki Regions’Cup (czy jakoś tak  nazywa się ten turniej), który wszyscy znają i śledzą z zapartym tchem…

G jak Goszcza STRAŻAK GOSZCZA – Jak to się mówi, micha się śmieje na samo wspomnienie. Do końca życia nie zapomnę oczekiwania na pomeczowy protokół, kiedy to stojąc na korytarzu każdy z przechodzących obdarowywał mnie piwem. Dobrze, że dużą torbę miałem, ale że nie ma takiej drużyny, z którą nie przegrałaby Polska reprezentacja, to też nie ma takiej ilość alkoholu którą należało by ugościć pana redaktora. Po meczu dostałem jeszcze jedno piwko i wypiłem zdrowie nowożeńca. Zresztą atmosfera super! Co tu dużo pisać.

H jak cHAMSTWO PILICZANKA PILICA –  Wyjazd do Pilicy z kolegą, działaczem Bronowianki. Ja miałem swoje redaktorskie obowiązki, on swoje. Na meczu festiwal chamstwa. Nie takiego pospolitego, wszak do bluzgów już dawno się przyzwyczaiłem a czasami trafiają się takie kwiatki, że i pośmiać się można (zapisz się do ORMO! – rada do sędziego, od kibica Cracovii na derbach). Tu był popis prymitywizmu w czystej postaci. Jak ja chodziłem do szkoły, tak, tak wbrew pozorom chodziłem, uczyłem się wierszyka murzynek Bambo, daltonistom nie jestem czarne od białego odróżniam. Słowo „czarnuch” wzrusza mnie  tak samo, jak łysy, czy rudy. I naprawdę daleki jestem od jakiekolwiek poprawności politycznej. Banan kojarzy mi się z Afryką, Afryka z Murzynami. Rzucanie czymś w kogoś jes przestępstwem. Pieprzyć „ksenofobie, rasizmy”, czy inne te mądre określenia na chamstwo. To jest prymitywizm i tyle. Było paru takich, w tym jeden co jakby go granatem od pługa oderwali, i to dosłownie, bo ten granat uszkodził mu nieco główkę i obecnie służy mu tylko do noszenie szpanerskich okularów. Porządkowi stoją i wzruszają ramionami, bo facet stoi na ulicy – poza stadionem. Policja przybywa z odsieczą po 30 minutach i obserwuje rozwój wypadków z bezpiecznej odległości… A wszyscy wiedzą jak się ten „pan”, czy raczej cham nazywa… Mam nadzieję, że ten miotacz bananów, to czyta, poprawka jemu czytają, bo sam raczej literek poskładać nie potrafi…

I jak Igołomia WIARUSY IGOŁOMIA –  Jeden z wielu wypadów na zaproszenie. Podkrakowska wioska, klub A klasowy, pogoda ładna i poszukiwanie stadionu. Jak to zwykle bywa, najłatwiej zgubić się tam, gdzie jest tylko jedna droga. Za to gościna królewska. Kiełbaski, piwko, wódeczka, kalendarze, bezcenne emocje. Aż chce się wracać…

J JAK DOJECHAĆ ZRYW SZARÓW – My z Olem potrafimy się zgubić wszędzie. Takie powinno być hasło przewodnie naszych wyjazdów. Cóż z tego, że jedziemy we trójkę, co tam, że mamy gps-a a Szarów jest na północ od autostrady. Najpierw trzeba jeszcze wiedzieć, gdzie jest północ. Tam, gdzie są tory. A, gdzie są tory? Na górze mapy. A my, gdzie k…a jesteśmy? Byliśmy chyba pierwszymi, którzy na jakimś polu w Szarowie, odpalają laptopa i przez Google szukają swojego położenia. Cóż dotarliśmy i było warto. Mecz, piwo, sprzeczki wiekowych kibiców… Żeby było ciekawiej tydzień później znów jestem w Szarowie! I to przez zupełny przypadek, bo jechałem na inny mecz, który w ostatniej chwili został odwołany.

K KIEŁBASKI – czyli to, co grundhooperzy lubią najbardziej. Eee tam dobrze wiecie, że kłamię. Najbardziej lubimy piwo. Kiedyś brat podsunął mi pomysł abym zrobił klasyfikację najlepszych kiełbasek. Trudny wybór trochę tego się zjadło (w tym sporo za darmo) a jak wiadomo darowanej kiełbasce nie patrzy się do środka… . Jedno jest pewne – najgorszą w życiu zjadłem na Radomiaku, zimna, mała i droga. Chyba jedyny przypadek, kiedy źle wspominam meczową giętą. W pamięci utkwiła też kiełbaska z ŁKS-u, głównie ze względu na wielkość. Co najmniej z 60 centymetrów! Największa niewiadoma, to Hutnik Nowa Huta, raz lux raz powiedzmy taka sobie. Istny raj dla obżartuchów, to Elana Toruń. Sprzedają tam kiełbaski, bigos, żurek. Rozczarował mnie w tym roku Lublin, zwłaszcza brak kiełbasek na Motorze, za to kebaby na mieście mają znakomite.

rd / Dariusz Grochal (malopolski.futbol.pl)


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.