romek
niedziela, 19 stycznia 2014, 18:53

A – B – C – 2013, czyli reporterskie inspiracje Dariusza GROCHALA i co z nich wynika…

Styczeń to miesiąc podsumowań. Tym razem robię to w formie alfabetu, w którym udało mi zmieścić większość  wyjazdów w 2013 roku. Trochę – „no może troszkę więcej niż trochę” (kapitalna konstrukcja – red.)  – w tym roku sobie pojeździłem po Polsce. Pora więc nie przedłużać wstępu i wziąć się za podsumowanie roku 2013. Jak zwykle na wesoło, nie zabraknie też tradycyjnego PKB…  Wszystkie hasła ALFABETU są umowne…

***

„A” – jak ALBERTUS KRAKÓW. Jest taki klub w Krakowie, o którym pewnie mało kto słyszał. Nic w tym dziwnego wszak, na co dzień występuje  w krakowskiej C klasie. Swoje mecze rozgrywa na dawnym boisku Sparty Czyżyny. Sparty już niestety nie ma. Na tym stadionie gra też „bezdomna” Polonia Kraków. Ktoś słyszał o Polonii z Krakowa? Pewnie też niewielu. A to właśnie tu, rozgrywane są prawdziwe mecze. Nie te wielkie, o których się pisze i mówi wszędzie. Tu docierają tylko nieliczni, wybrani. I tu uchował się jeszcze prawdziwy duch sportu. Rywalizacja nie o kasę, nawet nie punkty, ale o zwycięstwo. Tu spotykają się ludzie, dla których piłka nożna jest pasją, rozrywką, sposobem spędzania wolnego czasu. Ci, którzy zamiast spędzać niedziele bezczynnie przed telewizorem z pilotem w ręku mają ochotę pobiegać za kawałkiem okrągłej skóry. I, to jest właśnie piękne.

„B” – jak BILETY. Dla większości ludzi chodzących na mecz bilet jest tylko kawałkiem papieru umożliwiającym wstęp na stadion. Nie dla mnie. Od lat je kolekcjonuje, i to nie tylko te z meczów, na których byłem. Kolekcjonerstwo, jako dodatkowe hobby, ma ten plus, że przy jego okazji można nawiązać nowe kontakty. Dzięki tej pasji, poznałem wiele wspaniałych osób z całej Polski, część z nich, to dziś moi przyjaciele. I niestety, ale bilety coraz częściej zastępowane są kartami kibica. Wiele głupoty przylgnęło do piłki w ramach „postępu i rozwoju”, ale głupoty istnienia kart kibica nic chyba nie przebije. Potrzebne są one piłce, jak drzwi w lesie. Ani, to zysk dla klubów (może minimalny) ani to nie ułatwi pracy Policji (choć w sumie, by mogło), a już, tym bardziej nie ułatwia życia kibicom. Kiboli, chuliganów czy jak tam jeszcze nazywa się powszechnie ten „niepotrzebny element” ze stadionów jakoś te karty nie eliminują. Za to jadąc na mecz do innego miasta muszę się w takową kartę kibica zaopatrzyć. Mam już w kolekcji kartę kibica Wisły, Cracovii, Widzewa, jestem zarejestrowany jako kibic Elany Toruń, Piast Gliwice, ŁKS Łódź, choć nie jestem fanem żadnego z tych klubów. Jakby nie można było zrobić jednej ogólnopolskiej karty kibica lub, po prostu zlikwidować ten cały niepotrzebny nikomu system identyfikacji. Odezwą się głosy, że to walka z chuligaństwem? Powiedzcie to panu Franciszkowi Micherowi z Warszawy, który nie mógł obejrzeć meczu Legii, gdyż posiadał kartę kibica Polonii Warszawa. Na szczęści sąd nakazał Legii przeprosić pana Franciszka. Choć przepraszać powinna nie Legii, tylko bezmyślny twórca durnych przepisów o kartach.

„C” – czyli CZEMU mnie tu wcześniej nie było – PASTERNIK OCHOJNO No właśnie czemu? Mam dwa kroki, no może trzy od domu. I zawitałem dopiero teraz. Bez przygód się nie obyło he,he… Jak zwykle ponarzekam sobie na wszystkie genialne rozwiązania postępowców chcących ułatwić mi życie. I tak w Krakowie ktoś wpadł na genialny pomysł, że u kierowcy autobusu można kupić tylko bilet godzinny za 5zł. Są w sprzedaży tańsze, ale co tam, krakowian stać. Jakby tego było mało bilet można zakupić tylko za odliczoną kwotę. Co prawda w większości pojazdów MPK są automaty do kupna biletu, ale po pierwsze trzeba mieć drobne, a po drugie sprytni krakowianie (wszak Polak potrafi) opracowali sposób na jazdę za darmo… (jak nie powiem, bo płacę). Mam w ręce całe 20zł i nie mogę kupić biletu, bo kierowca mi go nie sprzeda. Jest niedziela nie ma ani otwartego kiosku ani automatu, ale jest, za to życiowy postęp i życiowe przepisy. W sumie nie ma co pomstować, bo objechałem za darmo… Dobra jestem w Ochojnie, halo? Halo? Gdzie jest stadion? Na mapie był? A tu teraz dziki chodzą? Fakt kiedyś był. Teraz jest nowy i to jaki! Mało tego, bo nie dość, że stadion nowy to jeszcze „gwiazdę mediów” goszczą smacznym zimny piwkiem. Ale i tak wszystko przebija uroda pani sędziny. A, to wszystko można nie tylko przeczytać w pamiętniku, ale i zobaczyć.

„D” – jak DALIN MYŚLENICE. Podkrakowskie Myślenice, mecz Dalin – Hutnik. Policja nie wiedzieć czemu zamyka wjazd na przystadionowy parking, wszak powszechnie wiadomo, iż fani z Nowej Huty na mecze latają dreamlinerami. Genialny patent, to brak toalet, wszak wiadomo, że na meczu się nie sika, zwłaszcza jak ochrona przymyka oczy na wnoszone i pite na trybunach piwko. Może, to taka kara, za łamanie przepisów? Jedyny miły akcent, to miejscowy kibice, którzy okazują się bardzo sympatyczni.

E – EEE…, BRAKŁO MI LITER… a tu też na meczach byłem. LKS MOGILANY, MILENIUM SKAWINA BIEŻANOWIANKA KRAKÓW. Mogilany to wyjazd, a w zasadzie sam powrót z wyjazdu wiernym stadionowym powsinogą i jego uroczą małżonką. Do tego brak kiełbasek . W Sakwinie, za to kiełbaski były, tylko Milenium brakło. Zawitałem tam w tym roku aż dwa razy. Pierwszy raz na mecz Wiślanie Jaśkowice – Hutnik Nowa Huta. Był to finał podokręgu krakowskiego Pucharu Polski. Wygrali Wiślanie. 10 dni później, już znając drogę, bo trafić tam nie łatwo, również zawitałem na finał Pucharu Polski, tym razem już okręgu krakowskiego. Znów wygrali Wiślanie. A Bieżanowianka? Jak to powiedział Juliusz Cezar – przybyłem, zobaczyłem, opisałem.

rd / Alafebet Darka podzieliliśmy na części – po 5 haseł jeden.

PS. Hasła przygowane przez Darka Grochala mogą się wydać cokolwiek szalone. Ale przecież to co robi Darek dla piłkarstwa małopololskiego i nie tylko małopolskiego też jest opieczętowane pewnym szaleństwem. Tak jak piłkarstwo w rozgrywlach niższego szczebla. Dzisiaj większość piłkarzy przewyższa intelektualnie „sportowy czas  i miejsca” w którym im przyszło grać i trenować, to też jest swego rodzaju szaleństwo. Rzeczywiście Darek robi coś niezwykłego – opisuje czasy biednej piłkarskiej Polski przeżywając ten czas tak jak reporterzy którzy wpadli w szpony wojny. Z wielką przyjemnością możemy poinformować, że – wiele wskazuje na to – iż lubelskapilka.pl też będzie miała swojego Grochala. – Trochę sobie pojeździłem po kraju – „no może troszkę więcej niż trochę” (kapitalna konstrukcja – red.)… My przyjmujemy „no może troszkę więcej niż trochę” jako podsumowanie wizyty w naszym regionie…

rd


Komentarze do 'A – B – C – 2013, czyli reporterskie inspiracje Dariusza GROCHALA i co z nich wynika…' (1)
  • zenvestment.zendesk.com4 lata temu Bezpośredni link

    I know this web site provides quality depending posts
    and extra material, is there any other website which provides these kinds of stuff in quality?

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.