romek
sobota, 11 stycznia 2014, 12:50

Pierwszy gol (1) / START KRASNYSTAW: – Nie byliśmy pierwszym klubem w Polsce Ludowej, nie byliśmy żadnym pieszczochem PRL-u!

Wysocki – Tilzer – Kazimierz Szewczyk ‚Anio’- Szewczyk II

Rok 2014 jest rokiem jubileuszu Startu Krasnystaw – Klub  świętuje okrągłe 70 lat swojego istnienia. Niniejszy tekst jest początkiem cyklu, w którym co miesiąc będziemy publikować historię Klubu z kolejnego dziesięciolecia. Zapraszamy do lektury. Jesteśmy pewni, że wielu ludzi z miasta, z całego kraju i z najdalszych zakątków całego świata znajdzie w tych tekstach jakieś osobiste wątki, bo historia Startu Krasnystaw to nie jest tylko historia klubu sportowego ale także, a może przede wszystkim historia naszego miasta.

    Bardzo prosimy o aktywne komentowanie zamieszczanych tekstów. Wiemy, że wielu byłych zawodników, kibiców, działaczy ma swoje osobiste doświadczenia, które siłą rzeczy nie będą zawarte w publikacji. Te doświadczenia to jest też część historii Klubu.

Miłej lektury. 

startkrasnystaw.pl

***

Redakcja portalu lubelskapilka.pl przez 8. miesięcy będzie drukować materiał, który ukazuje sie na klubowej stronie Startu Krasnystaw. Każde dziesięciolecie postaramy się podzielić na cztery odcinki, co w sumie da 32 części – jak uznaliśmy po lekturze tekstu o latach 40-tych -odcinków pasjonująco ciekawych i interesująco napisanych. I jeszcze bardzo ważna uwaga – dzieje Startu Krasnystaw, tak jak dzieje każdego klubu są mocno związanie ze zmianami spełecznymi, politycznymi i gospodarczymi miasta, powiatu i kraju… Dzieje Startu 1944 Krasnystaw to także dzieje Lubelszczyzny i regionu, o czym będzie się można przekonać podczas lektury… W Starcie grali piłkarze, ktorzy współtworzyli teatr, a także udzielali się w innych dziedzinach sztuki.  I co najważniejsze, Start Krasnystaw – o czym wielokrotnie pisano i mówiono w różnych mediach – nie jest żadnym „Dzieckiem PRL-u”, nie jest „Pieszczochem Polski Ludowej”, nie jest nawet pierwszym klubem założonym w Polsce Ludowej. Jest PIERWSZYM KLUBEM założonym po wyzwoleniu, kiedy wojna jeszcze trwała i nie było wiadomo jak się zakończy. Jak się okazało zakończyła się tak a nie inaczej, a przyszłość okazała się skomplikowana. Jedno jest pewne – 3 sierpnia można było się cieszyć, ale trzeba było być też odważnym! (to uwaga już w ujęciu perspektywicznym)… Publikacja wyjaśnia wiele przekłamiań i błędów, ale z pewnością nie uniknie innych.

Działacze Startu mówią z przekąsem, że współtwórcą tej opowieści będzie INTERNET, który już staje się ważnym KOREKTOREM (sprawdzającym i potwierdzajacym dzieje klubu).  Start założono w Rzeczpospolitej Polskiej, kiedy wojna trwała (Polska Ludowa pojawiła sią w 1945 roku, natomiast Polska Rzeczpospolita Ludowa trwała w latach 1952-1989).

Uwaga! – Start drukuje opowieści o swoich dziesięciolaciach, my podzieliliśmy je na tygodniowe odcinki… Jeśli więc chcecie poznać szybciej od innych historię klubu kliknijcie na – startkrasnystaw.pl.

Lata czterdzieste…
Największy problem – przejazdy na mecze. Pierwszy mecz, pierwszy gol, pierwszy prezes, pierwszy awans…

Przed wojną w Krasnymstawie w piłkę nożną grali żołnierze miejscowej jednostki wojskowej (łącznościowcy). Młodzi chłopcy kopali szmaciankę „na Kołowrocie” usiłując naśladować wojskowych. Ci mieli paczkę jak się patrzy, bo w wojsku służyli żołnierze  z całej Polski. Często byli to znakomici sportowcy. Celem wzmocnienia składu jeden z działaczy sprowadził kilku zawodników ze Lwowa.
Podczas wojny na tutejszych błoniach i skwerach młodzież najczęściej grywała w siatkówkę a tylko nieliczni kopali piłkę. Kunszt wielu utalentowanych chłopców doceniali nawet niektórzy Niemcy, którzy tolerowali ich piłkarskie hobby, choć gra w futbol była zabroniona. Kiedy Krasnystaw został wyzwolony, piłkarze sklecili naprędce skład, aby rozegrać spotkanie z Izbicą. Większość drużyny tworzyli „chłopcy z Kołowrota”. Jeszcze przed meczem reprezentacji Krasnegostawu z żołnierzami Armii Radzieckiej zagrali w Izbicy przegrywając 2:4.
Przed wojną był najlepszym sportowcem Krasnegostawu i okolic był Piotr Zadrąg zwany „Saszą”. Jako uczeń szkoły średniej grywał z wojskowymi. Był piłkarzem o niespożytych siłach. Nie mogło być inaczej, bo był jednym z drużyny trenującej na Kołowrocie.
Wspominał podczas spotkania:
– Trenowaliśmy tam w każdej wolnej chwili. Ja zaczynałem od dyscyplin lekkoatletycznych: biegów, rzutu dyskiem, oszczepem, piłką palantową. Skakałem też w dal, bo do tego nie trzeba było żadnych przyrządów. No i przypatrywaliśmy się wojskowym, którzy mieli już drużyną.
Pan Piotr chodził do szkoły, jako pierwszy z kolegów ukończył gimnazjum i zdobył małą maturę.
Kiedy wybuchła wojna liczyło się tylko przetrwanie. Najgorsze były bombardowania. Chłopcy budowali coś na wzór schronów, były to najczęściej wzmocnione drewnem piwnice. Po jednym z nalotów całkowicie spłonęły rodzinne zabudowania. Rodzina mieszkała w komornem w Krasnymstawie.

Pierwszy mecz…

Zagadnięty na okoliczność słynnego meczu z Reprezentacją Żołnierzy Radzieckich powiedział:
– Zapamiętałem, że pierwszego gola Rysio Opielak strzelił z mojego długiego podania. I zapamiętałem, że jakiś sołdat krzyczał za linią autową, że mnie zastrzeli, jak jeszcze raz tak zagram. Przez chwilę się nawet przestraszyłem, ale szybko minęło i też strzeliłem gola.
Za najlepszych kumpli z tamtego okresu uznaje:  Mikołaja Stasiuka i Józefa Patyka. Przez kilka miesięcy pracował w Izbicy w Klinkierni, ale szybko okazało się, że najpotrzebniejszy jest w domu.
Jego kariera nie trwała długo, ale jeśli pierwszą bramkę dla Startu strzelił Opielak, to pierwszym wielkim talentem błysnął Piotr Zadrąg. To od niego i podglądania i treningu w drużynie wojskowej WKS Krasnystaw, rozpoczął się w ogóle piłkarski sport w mieście.
Po wojnie już po meczu z Rosjanami,  jako piłkarz Startu grywał niewiele. Do zespołu wchodzili młodsi. Potrafił jednak zaprezentować im swoje umiejętności i klasę. Szkoda, że swojego talentu sportowego nie mógł rozwijać. Najlepsze lata piłkarskiej kariery zabrała mu wojna. Po wojnie przez wiele lat był sołtysem w Stężycy. Zmarł w 2007 roku w wieku 89 lat.
Natomiast wszystko co związane ze Startem rozpoczęło się w chwili wyzwolenia. Tłumioną przez lata wojennej trwogi energię teraz można było zamienić na emocje w sportowej rywalizacji. Kiedy sportowcy przenieśli się do parku w środku miasta, zaczęto ich zauważać, a co niektórzy łakomie patrzyli na popisy przystojnych, wygimnastykowanych chłopaków. Nie tylko dorastające dziewczyny i ciekawskie dzieci. Szczególnie łakomie przyglądali im się radzieccy żołnierze, którzy stacjonowali w niedawno wyzwolonym miasteczku. Wystarczyło wymienić kilka spojrzeń z Rosjanami, aby zaiskrzył pomysł – trzeba zagrać mecz. Nie w siatkówkę, lecz w futbol. Przecież kopana była najpopularniejszą dyscypliną przed wojną, a kilka dni przed jej wybuchem Polska wygrała z wicemistrzami świata Węgrami, którzy wystąpili w najlepszym składzie z Biro, Adamem, Zsengellerem i doktorem Sarosim na czele. Przegrywaliśmy już 0:2, gdy Wilimowski rozpoczął swój koncert. Wbił Sziklaiowi trzy gole, a jednego dołożył Piątek. Wygraliśmy 4:2 a skład reprezentacji zapamiętali wszyscy kibice: Krzyk, Szczepański, Giemsa, Góra, Jabłoński, Dytko, Jaźnicki, Baran, Spoida, Piątek, Cebula, Wilimowski, Cyganik. Ten sensacyjny wynik był między innymi efektem kilku miesięcy „doszkalania” polskich graczy przez słynnego wówczas Alexa Jamesa, czołowego napastnika Anglii i Arsenalu Londyn…

Nam się okropnie chciało grać…

Miłośnicy futbolu w Krasnymstawie pamiętali mecz reprezentacji z relacji prasowych.
– U Rosjan był pułkownik, który kochał sport – opowiadał później kronikarzowi sportu Franciszek Stępkowski. – Chętnie zgodził się na rozegranie spotkania piłkarskiego. Był pewny zwycięstwa. A my? Nam się, po prostu, okropnie chciało grać!…
Zakończenie wojny rozładowało w młodych ludziach potencjał przez lata magazynowanej w sobie energii i stresów. Wyzwolenie miasteczka stało się dla miłośników sportu rozkoszowaniem wolnością. Wystarczył impuls, aby wszyscy zbiegli się i wyrzucili z siebie nadmiar wigoru. Słowa Stępkowskiego wyrażają klimat tamtych dni: „Nam się okropnie chciało grać!”.

Jeszcze nie uzgodniono terminu meczu, a siostry Lucyna i Jagna Banaszkiewiczówny cięły stare spódnice i szyły spodenki dla piłkarzy. Na mieście pojawiły się ręcznie zrobione plakaty wykonane przez artystę plastyka Edwarda Godlewskiego. Informowały o wielkim meczu międzynarodowym. W dniu spotkania, kto żyw szedł na boisko, gdzie przygotowano piłkarską galę – były flagi, wyprasowane jak do ślubu oficerskie mundury, połyskująca w blasku słońca blacha instrumentów wojskowej orkiestry. Pogoda dostroiła się do rangi zawodów; było słonecznie i radośnie. Wielki dzień, wielkie święto – starosta krasnostawski Wacław Żmudzki ze wzruszenia uronił kilka łez. Wrzawa, hałas, radość, słowem jesienny piłkarski piknik…
Problemu butów nie było, bo każdy założył takie jakie miał, a niektórzy grali na bosaka, bo tak im było wygodniej. Miejscowi zagrali w najbardziej jak było to możliwe eleganckich biało-granatowych kostiumach i spodenkach przygotowanych przez wspomniane już Banaszkiewiczówny.
Tak przygotowany team miasta Krasnystaw zgniótł buńczucznych „Czerwonoarmistów” wynikiem wręcz sensacyjnym – 6:1. Pierwszą bramkę dla miejscowych wbił Ryszard Opielak, piłkarz na którego wołano „Suchmen”. Drobny, nawet mikry, ale zwinny jak jaszczurka i szybkostrzelny jak karabin maszynowy. Cieszyli się z tej bramki jak dzieci, choć nie mieli pojęcia, że jest to bramka historyczna.

Że piszą najnowszą historię nie tylko sportu w Krasnymstawie, ale także w Polsce…

W tym niecodziennym meczu Krasnystaw grał w składzie: Jan Mirosław, Zbigniew Miarczyński, Feliks Basiński, Tadeusz Wysocki, Roman Banaszkiewicz, Ryszard Opielak, Zbigniew Terlikowki, Piotr „Sasza” Zadrąg, Stefan Marczak, Władysław Wiśniewski i Franciszek Stępkowski.
Jeszcze przed meczem, niemal w biegu i z organizacyjnej konieczności, drużynie nadano nazwę „Start”. Przecież musieli się jakoś nazywać.
Wspomina Tadeusz Wojtal:
– Trudno ustalić kto był pomysłodawcą. Po wojnie miłośnicy sportu szybko się odnaleźli, przecież znali się od lat, działali wspólnie w konspiracji. Duszą towarzystwa był Stefan Dąbrowa-Gładkowski, kiedyś zapalony siatkarz, człowiek wielkiej witalności i inicjatywy. Przed wojną mieszkał we Lwowie i był zawodnikiem Czarnych w siatkówce. Lubił być między ludźmi, szanował ich pomysły, emocje, przywiązanie do rywalizacji i zabawy. Społecznik i propagator ruchu na świeżym powietrzu. Był jednocześnie kronikarzem sportu. To on zapisywał na kartkach papieru fakty związane z powstaniem klubu, opisywał mecze, zdarzenia, anegdoty i opowieści. To dzięki niemu później miał kto spisywać historię sportu w Krasnymstawie. Był jednym z inicjatorów zawiązania klubu.
W swoich notatkach zapisał:
– W dniu 3 sierpnia 1944 roku zebrała się grupa byłych sportowców i działaczy, entuzjastów sportu, którzy przetrwali okupację hitlerowską. Postanowili założyć klub sportowy. Zebrani przyjęli nazwę „Start”. Miała ona być symbolem startu …za pięknem sportu, startu po radość i zdrowie. Dla powstającego klubu przyjęliśmy barwy biało-granatowe, a godło klubowe z dwoma rybami i koroną zaczerpnięte zostało z herbu naszego miasta. Pierwszą imprezą w mieście był mecz piłkarski z dywizją Armii Radzieckiej, która stacjonowała w Krasnymstawie. Mecz otrzymał uroczystą obstawę.
Wiwaty, święto, wielki sukces – tak można opisać atmosferę w miasteczku po końcowym gwizdku sędziego Stefana Gładkowskiego. Goście nie mieli pretensji o złe sędziowanie. Przeciwnie – zachowywali się dżentelmeńsko. Radziecki dowódca w randze generała, choć przeżył sromotną porażkę, docenił przede wszystkim klasę przeciwnika.
Jego komendy po końcowym gwizdku były zdecydowane:
– Rozebrać się! Stroje,  korki, zapas piłek przekazać Polakom. Na samochód i jazda do koszar. Jeden do sześciu!…(kręcił głową). Uczcie się grać nago i na bosaka!

Woda za złotówkę…

Piłkarze Startu obładowani sprzętem poszli na podwórko Franka Stępkowskiego (foto z prawej – jako uczeń), gdzie mieli szatnię. Ubrania porozwieszali na drzewach, a w wielkich misach mogli się umyć. Wodę kupowali po złotówce za wiadro. Ale Gładkowski nie byłby sobą, gdyby nie pomyślał o wspólnym obiedzie. A i po kielichu wypili…
Tego samego dnia zebrali się w Domu Sejmikowym, siedzibie starostwa. Odbyło się zebranie założycielskie pierwszego klubu sportowego w Polsce Ludowej (to powszechne przekłamanie, powinno być – „po wyzwoleniu”). Było ich 24 i dziś można ich nazwać członkami-założycielami. Pionierami przecierającym szlaki…

Pierwszy gol / Foto1 – współtwórcy Startu, Tadeusz Wysocki, Józef  Tilzer i bracia Szewczykowie (Kazimier i Adolek) – grali na boiski, śpiewali… / tekst – startkrasnystaw.pl – hs / Koniec części pierwszej – cdn.

Aktualności z klubu: – Legia priorytetem Startu Krasnystaw

Cytat:
„Start Krasnystaw obchodzi w tym roku 70-lecie istnienia. Działacze klubu marzą o sprowadzeniu na sierpniowe obchody Legii Warszawa, która rozegrałaby mecz z miejscową drużyną. – Ściągnięcie obecnego mistrza Polski to nasz priorytet – zapowiada prezes drużyny z okręgówki, Jan Karauda.

Szanse na ściągnięcie pierwszej drużyny Legii są praktycznie zerowe, ale jak pokazuje przeszłość, działacze stołecznego klubu mogą wysłać na jubileusz Startu ekipę rezerw, która zmierzy się z miejscowym zespołem”.

legia.net

 

Pierwszy z lewej Józef Tilzer. Był bramkarzem – grywał śiewająco. Także śpiewał (fot. 1 – drugi  z lewej).  Drugi – strzelec pierwszej bramki podczas pierwszego meczu po wyzwoleniu – Ryszard Opielak 

Pierwszy z lewej – Zbigniew Miarczyński („Murmi”), z prawej – Kazimierz Szewczyk („Anio”). Ten drugi jak widać na zdjęciu numer 1 – także śpiewał.

To zdjęcie redakcja strony klubowej Startu otrzymała kilka lat temu a zostało wykonane w 1948 roku w Zakopanem. To najbardziej niezwykła fotografia w dziejach lat 40 i 50-tych Startu… Poszliśmy jej tropem i zdobyliśmy opowieści, które mogły by być kanwą scenariusza filmowego. Co robią na zdjęciu piłkarz Startu i zastępca burmistrza Krasnegostawu początku lat 90-tych:  Zbigniew Miarczyński, bohaterka filmu „Sami swoi”, „Kochaj albo rzuć” i wielu innych Maria Kisielińska-Zbyszewska (najsłynniejsza Mania w kraju),  aktor Ludwik Benoit, albo urodzony w Krasnymstawie Krzysztof Kisieliński: – Ten chłopiec na ramionach Ludwika Benoit to nie  jest Mariusz Benoit  jak błędnie napisaliscie (czyli Grundol z „Piłkarskiego pokera”) – TO JESTEM JA… – napisał do nas.

Jaki związek mają z reprezentantami Polski w piłce nożnej Walerianem i Stefanem Kisielińskimi?

Czytajcie uważnie historię Startu Krasnystaw. Opublikowanie pierwszej części historii klubu napotkało na wiele uwag – otrzymaliśmy nowe historie. Korekta  i nowe odkrywcze opowieści dzieją się tu i teraz – zmieniają się dynamiczne.  Zapewniamy – będą konkursy i nagrody… Zapamiętajcie – co tydzień jeden odcinek niezwykłej historii Startu Krasnystaw…


Komentarze do 'Pierwszy gol (1) / START KRASNYSTAW: – Nie byliśmy pierwszym klubem w Polsce Ludowej, nie byliśmy żadnym pieszczochem PRL-u!' (3)
  • ryś z Zadrzewia5 lat temu Bezpośredni link

    Pomyślności na długie lata! Przegraliśmy z Wami wyścig do IV ligi na początku lat 70-tych. Dlaczego? Bo byliście lepsi :). Piłkarsko, ekonomicznie i organizacyjnie. Życzę wielu lat „tłustych”!

  • cezar1385 lat temu Bezpośredni link

    Bardzo dobry pomysł, bede czekał na kolejne odcinki.

  • peter5 lat temu Bezpośredni link

    Super,Start na zawsze!

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.