romek
wtorek, 7 stycznia 2014, 21:09

Jamcito z oddali (211) / Wesoły Piotruś i rozważny Robert…

Święta, święta, i po świętach. Jak wszystko, co dobre, skończył się czas słodkiego nieróbstwa i obżarstwa. Przeciętnemu Kowalskiemu okres świąteczny nie jest, pominąwszy przypadki nadmiernego opilstwa, szkodliwy. Po paru dniach wszystko wraca do normy.

Tego nie można natomiast powiedzieć o sportowcach, którzy powinni prowadzić tzw. higieniczny tryb życia. Nawet w najbardziej uroczyste święta sportowcom wprost zabrania się ekscesów kulinarnych i nakazuje umiarkowanie w jedzeniu i piciu. Ma to podwójną korzyść: sportowcy nie grzeszą oraz zachowują odpowiednią formę. I nie potrzeba żadnego strażnika, by wiedzieć, kto zasadę właściwego odżywiania złamał. Przykładem jest choćby skoczek Piotr Żyła, który wprost zapowiedział, że tegoroczne święta spędzi w sposób tradycyjny, sarmacki. Słowa dotrzymał, o czym świadczą jego sportowe wyniki, a raczej nieoczekiwany ich brak. Wesolutki Piotruś był w gronie kandydatów do zwycięstwa w prestiżowym turnieju Czterech Skoczni, gdyż skakał bardzo dobrze. Jednak turniej rozpoczyna się po świętach, a każde dodatkowe 10 dekagramów wagi skraca długość skoku. Adam Małysz znany był z tego, że jadał bułkę z bananem, natomiast Piotr Żyła gustuje w potrawach bardziej kalorycznych. Efekt braku przestrzegania diety jest taki, że pan Piotr został przez trenera Kruczka wycofany z imprezy. Mamy namacalny dowód, że nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest nie tylko jednym z siedmiu grzechów głównych, ale też zajęciem szkodliwym dla zdrowia. Sport nie tylko bawi, ale też i uczy.

W pierwszych dniach stycznia nastąpiło to, czego spodziewali się kibice piłkarscy już od dawna: najlepszy obecnie polski piłkarz Robert Lewandowski podpisał wreszcie umowę z najlepszym aktualnie w świecie klubem – Bayernem Monachium. W ten sposób zakończyła się wielomiesięczna saga o przyszłości polskiego snajpera, którego chcieli mieć w swoim składzie wszyscy europejscy potentaci. Jak zwykle wygrali Niemcy. Teraz kibice komentują warunki zmiany przez Lewego pracodawcy. A są one dla piłkarza atrakcyjne, zaś dla pracownika etatowego sfery budżetowej niewyobrażalne. Za sam podpis na kontrakcie Lewandowski otrzyma 15 milionów euro, a za rok gry w Monachium – nie mniej niż 9 milionów euro. Kontrakt jest pięcioletni i po przemnożeniu takie dochody przyprawiają o zawrót głowy.

Większość panu Robertowi zazdrości. Zazdrość to również jeden z grzechów głównych, występujący najczęściej, co dziwne, w na wskroś katolickiej Polsce. Jakoś inne nacje potrafią z tym grzesznym uczuciem dawać sobie radę starając się wyciągać z takich zdarzeń właściwe wnioski. Polacy tej umiejętności jeszcze nie nabyli i nadal każdemu, komu się w życiu powiodło, przede wszystkim zazdroszczą. Jeśli Niemiec widzi sąsiada, któremu się dobrze wiedzie to modli się o to samo dla siebie. Polak natomiast prosi Boga o to, by sąsiada i jego dobytek natychmiast szlag trafił. Taka jest różnica w mentalności mieszkańców po obu brzegach Odry i Nysy Łużyckiej.

Ktoś może powiedzieć, że z faktu podpisania przez Lewandowskiego kontraktu nic sensownego nie wynika.  To nieprawda. Pozbywszy się niezdrowych emocji bez trudu można dojść do wniosku, że powodzenie w życiu zależy od spełnienia określonych warunków. Szczęście ma ten, który trafnie skreśli sześć cyfr w totolotka. Jednak Lewandowski swoją fortunę nie zawdzięcza szczęściu, a przede wszystkim wytężonej, żmudnej pracy. Owszem, ma talent do uprawiania piłki nożnej, lecz sam talent to nawet nie jest połowa sukcesu. W Polsce jest wielu piłkarzy o podobnej skali futbolowego talentu, ale tylko jednostki robią prawdziwą karierę. Myślę, że były zawodnik Wisły Kraków Patryk Małecki ma olbrzymi talent, zaś do klasy Lewandowskiego nigdy się nawet nie zbliży, bo swój talent skutecznie trwoni. I nie on jeden.

Prawdziwe piłkarskie perły biegają też na głębokiej prowincji. Najczęściej giną z braku możliwości rozwijania talentu, gdyż nasz rodzimy system szkolenia piłkarzy jest przerażająco niewydolny, zabójczy dla zdolnych adeptów futbolu. Istnieje też wśród piłkarskiej braci i inne zjawisko: brak pasji, ambicji i chęci podnoszenia swoich piłkarskich umiejętności. Zdolny junior A-klasowej drużyny uważa, że ukoronowaniem jego kariery będzie gra w IV lidze. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którym marzy się kariera w ekstraklasie, nawet tej polskiej, słabej teraz jak niemowlę. Dotąd pamiętam przypadek, gdy zdolny zawodnik nie podjął treningów w III- ligowej Tomasovii tłumacząc, że może temu nie podołać. Nawet nie spróbował, ale Lewandowskiemu pewnie teraz zazdrości.

Nie każdy rozpoczynający przygodę z piłką nożną ma predyspozycje i szanse, by powtórzyć sukces Roberta Lewandowskiego, a wcześniej Zbigniewa Bońka. Grono najlepszych jest dość wąskie i na piłkarski Parnas dostają się jedynie geniusze. Nie ulega jednak wątpliwości, że jedyna droga na szczyt wiedzie poprzez rzetelną, uporczywą pracę. Każda inna wiedzie do… przeciętności, a dla przeciętnych współczesny świat nie ma atrakcyjnych propozycji. Przeciętny pracuje i zarabia przeciętnie. Robert Lewandowski dzięki talentowi, a przede wszystkim żmudnej pracy przekroczył granicę przeciętności i odniósł sukces. Ta reguła dotyczy każdej działalności człowieka. Cokolwiek robimy – róbmy to tak, jak najlepiej potrafimy.

 Jamcito – lkskorona.futbolowo.pl


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.