romek
niedziela, 5 stycznia 2014, 11:22

„Panowie, w Sportingu Lurence Marquez gra chłopak, który może być drugim Pele”… / Zmarł Eusebio!

Absolutny przypadek spowodował, że zupełnie nieznany amator z Mozambiku znalazł się na szczycie piłkarskiej piramidy. Oto jeden z sympatyków Benfiki Lizbona przebywał służbowo w tym kraju i w wolnych chwilach chodził oglądać mecze piłkarskie. Po jednym z takich spotkań chwycił za telefon: „Panowie, w Sportingu Lurence Marquez gra chłopak, który może być drugim Pele”. Działacze potraktowali ten telefon znacznie poważniej niż dziesiątki podobnych. Polecieli do Mazambiku i po kilku dniach Eusebio da Dilva Ferreira, bo tak nazywał się chłiopiec, był już w Lizbonie.

Bela Guttman, słynny trener węgierski, wówczas pracujący w Benfice, od razu wiedział że ma do czynienia z piłkarską perełką. Zresztą po kilku meczacg sami kibice nazwali chłopaka „Czarną perłą”, a nawet „Europejskim Pele”. Tymczasem Guttman, wcale nie pchał młokosa do ekipy seniorów. Wiedział, że młody organizm ma swoje prawa i można go szybko przegrzać. Jego grę cechowała największa na świecie spontaniczność – nie ograniczony jakimikolwiek nawiasami taktycznymi grał jak z nut. Potrafił improwizować, z niespotykaną lekkością dryblować, wreszcie strzelać wprost do siatki.

Zdobył z Benfiką Puchar Europy Mistrzów Klubowych detronizując niepokonany wówczas Real Madryt wynikiem 5:3. Eusebio przy wyniku 3:3 stanął oko w oko z Araguistainem i wbił gola z karnego. Później dołożył jeszcze jednego gola, z rzutu wolnego. Bohaterem tego meczu miał być Puskas, który strzelił dla Realu wszystkie gole, został dwudziestoletni Eusebio.

Wreszcie podczas mistrzostw świata w Anglii poprowadził  Portugalię do zdobycia brązowego medalu. Został królem strzelców, a to głównie dzięki czterem wykorzystanym z mistrzowską precyzją karnym. Rozegrał też mecz, który przeszedł do legendy – przegrywając 0:3 z Koreańską Republiką Ludowo Demokratyczną, Portugalczycy dzięki Eusebio odrobili straty i wygrali 5:3.

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych, już na zakończenie kariery wyjechał grać do USA (foto3). Tam też, występując w klubie Toronto Croatia, strzelił swoją tysięczną, udokumentowaną w kronikach, bramkę. Doczekał się pomnika, wielu książek i wielu innych zaszczytów.

Dzisiaj egencje podały informacje o jego śmierci… Miał 71 lat i od jakiegoś czasu zmagał się z chorobą serca.

Zmarł geniusz piłki nożnej. Od razu przypomniały nam się poszukiwania faktów z jego życiorysu w kiążkach i prasie, gdzie zawsze był cytat: – „Panowie, w Sportingu Lurence Marquez gra chłopak, który może być drugim Pele”…

rd


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.