romek
czwartek, 7 listopada 2013, 19:34

Z pamiętnika groundhoppera (odcinek specjalny) / Nigdy bym się nie spodziewał…

Nie do wiary, jak to zleciało, a, jednak. 25 odcinków pamiętnika za mną. Pora, więc zrobić podsumowanie pierwszej ćwiartki.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę nie od meczu Garbarni, ale od mojego wyjazdu do Kaszowa. Właśnie będąc w Kaszowie stwierdziłem, że warto by zacząć opisywać te moje wojaże po stadionach. Później na meczu Bronowianki, dobrze znany z pamiętnika Olo, przekonał mnie w rozmowie, abym spróbował napisać do Futbol-Małopolska. Tak też zrobiłem. Po paru dniach przyszła odpowiedź od naczelnego, że dostanę szansę debiutu. Myślę, że nie zawiodłem pokładanych we mnie nadziei…

Na dzień dobry w odcinku 1, trafił się jeden z najsłabszych meczów, czyli wizyta na Garbarni. Konkretnie to na Wawelu bo wtedy tam Garbarnia rozgrywała swoje mecze. Byłem na meczach Garbarzy na Rydlówce, na Wawelu i na Hutniku. Klimat Ludwinowa jest nie do zastąpienia. Liczę, że Garbarnia jak najszybciej wróci na swój stadion.

Odcinek 2 to opis jednej z moich wielu wizyt na stadionie Dąbskiego. Mecz Dąbski – Wisła Rząska. I kolejny „wyjazd” (5 minut tramwajem) bez większych wrażeń.

Wrażeń aż nadto dostarczył wyjazd numer 3, do Podłęża. Dojazd na własną rękę mym ukochanym PKP. Pierwsze spotkanie ‚face to face’ z naczelnym, przygody Marka (posiadacza „najbardziej specyficznego samochodu świata”) w poszukiwaniu bezalkoholowego piwa. Dla tych, którzy nie czytali pamiętnika od początku, wyjaśniam że Marek ma samochód, który jest jedyny w swym rodzaju z kilku względów. Po pierwsze nie ma podwozia (to znaczy jest, ale takie, którego nawet urząd diagnostyczny w Kirgizji nie dopuściłby do użytku), po drugie ten samochód zaliczył więcej stadionów niż ja zjadłem kiełbasek na meczach. Liczba 500 (sic!) stadionów nie jest przesadzona. W planach jest dobicie do 1000, choć wątpię czy polskie drogi to wytrzymają. Ja sam tym cudem techniki, zaliczyłem ok. 20 meczów. Tu przypominam, że ogłoszona została zbiórka pieniędzy na remont tego zabytku, istnieje też możliwość kupna biletu na przejazd na mecz w naszym towarzystwie.

Odcinek 4, to trzy w jednym, a nawet cztery. Plan był następujący, wyjazd do Słomnik i powrót do Nowej Huty na mecz Wandy. Uległ korekcie w Słomnikach. Na miejscu okazało się, że meczu nie ma… Szybki powrót do Krakowa na stadion Nadwiślanu, gdzie zaliczam dwa mecze Nadwiślan – Błękitni Modlnica i Bratniak Kraków – Prokocim Kraków, po czym udałem się jeszcze na Wandę Nowa Huta. W sumie zaliczone 3 mecze i 4 stadiony, nie pierwsza i zapewne nie ostatnia taka przygoda.

Na piątkę w odcinku nr 5, udał się za to wyjazd do Przytkowic. Po raz kolejny wyprawa PKP, tym razem na półfinał Pucharu Polski okręgu krakowskiego. Zacząłem tym samym „operację Limanovia” – tak się składa, że trzy mecze pod rząd, to mecze z udziałem tej drużyny.

W odcinku nr 6 kontynuacja „operacji Limanovia”. Wyprawa na finał Pucharu Polski województwa małopolskiego aż do Bochni. Podróż oczywiście pociągiem. Koniecznie trzeba wspomnieć o jednym z najlepszych kebabów jakie w życiu zjadłem. Danie główne, czyli finałowy pojedynek, równie smaczny. Mecz, w którym sędzia popełnił katastrofalny błąd. Podniosło to ciśnienie na boisku, czego konsekwencją były nieparlamentarne słowa piłkarzy w stronę arbitrów po meczu. Obyło się na szczęście bez rękoczynów.

W odcinku 7 udajemy się w mocnym składzie, Olo, mój brat i ja, do Limanowej. Nic nie przebije przygody Ola, który do Krakowa wrócił z jednym zębem mniej. Powód? Doczytajcie sami. Poza tym nacinamy się na „obiad dnia” na reklamie schabowy z frytkami za 10zł, w rzeczywistości barszcz z krokietem i pierogi. Do tego brak biletów, tylko jakieś śmieszne paragony fiskalne. Trzy mecze Limanowej pod rząd – wystarczy.

Pora na jakąś odmianę. I tak w odcinku 8 przenoszę się razem z piwoszami do Niepołomic. Mecz Pucharu Polski, Puszcza – Okocimski. Skład wyjazdowy podobny, miejsce brata zajmuje Hubert – kibic OKS-u. Za to do grona bohaterów pamiętnika dołącza brat Ola – Michał. Z ciekawostek, dokładnie rok później (bez jednego dnia) byłem w Niepołomicach na takim samym meczu. Też Puchar Polski i też Okocimski.

Kolejna wyprawa, w odcinku nr 9, to kontynuacja przygody pucharowej piłkarzy z Brzeska. Dojazd wiadomo – PKP. Na Okocimskim byłem wiele razy i pewnie jeszcze tam zawitam. W pamięci pozostanie głównie fantastyczna karkóweczka.

Pierwsza dwucyfrówka, czyli odcinek nr 10, to wypad do Szczyglic. Tym razem z Markiem, jego uroczą małżonką i ich cudownym samochodem. Mecz Dragon vs oldboje Wisły w ramach Pucharu Polski. W pamięci pozostaną urocze bileterki oraz droga powrotna połączona z poszukiwaniem kiełbasek z grilla. Kiełbaski namierzyliśmy ostatecznie w Kryspinowie. Tu podziękowania dla Agi, że nas tam zawiozła i jakoś wytrzymała nasze podchmielone towarzystwo.

Mecz numer 11 to wyjazd do Modlniczki. Dojazd tym super samochodzikiem Marka. W jego towarzystwie rzecz jasna. Wizyta w pobliskim sklepie, gdzie kupujemy coś na ząb. Warto o tym wspomnieć bo jak dotąd, były to jedyne odpustowe misie jakie jadłem na meczu. Po meczu zrobiłem fotki prezesowi klubu, który z pucharem w ręku pozował nam do zdjęcia. A Marek wysępił proporczyk na pamiątkę. Sam mecz też bardzo dobry. Były to rozgrywki Pucharu Polski i jednocześnie derby pomiędzy Sportowcem Modlniczka, a Błękitnymi Modlnica. Sportowiec prowadził już 2:0, by w samej końcówce spotkania przegrać 2-3!

Odcinek 12-ty – to mój pierwszy wyjazd na zaproszenie otrzymane od klubu. Bardzo mnie to podbudowało, że ktoś docenia moje hobby. Wtedy był ten pierwszy raz, dziś tych zaproszeń mam całą skrzynkę. Cieszę się z tego niezmiernie, bo takie wyjazdy są podwójnie fajne. Pierwszym miejscem, które odwiedziłem na zaproszenie była Pisarzowa. Wioska położona obok Limanowej. Wyjazd dwudniowy, w towarzystwie wiernego druha Dominika. Gościna ze strony klubu – królewska. Ludzie zajmujący się klubem, państwo Joanna i Andrzej Malinowscy, to wspaniałe osoby,  życzę każdemu klubowi w Polsce takich. Stadion – tego się nie do opisać – TO TRZEBA ZOBACZYĆ! Prawdopodobnie nie ma takiego drugiego w Polsce. A przecież była jeszcze konsumpcja lokalnych przysmaków. W tym najlepszej golonki jaką w życiu jadłem. Każd(poza Wielką Sobotą, bo wtedy też grają). ego kto będzie w okolicach Limanowej, zachęcam do wizyty na obiekcie Olimpii Pisarzowa, najlepiej w czasie meczu.

Na odcinek 13-ty czekać trzeba było wyjątkowo długo. Chyba ta 13-ka przyniosła pecha, bo najpierw co prawda bardzo udany urlop i wojaże po województwie łódzkim, to później niezbyt chętny powrót do domu i codziennych obowiązków. Ach, wygrać tak w totka, wtedy to bym z meczu na mecz jeździł, a do domu tylko na święta zaglądał. W każdym razie udałem się na najładniejszy moim zdaniem stadion w Krakowie. Mowa o obiekcie Korony Kraków. Stadion dziś mocno zaniedbany, jednak te dawne obiekty miały jakąś swoistą duszę, coś mistycznego – nie to co dzisiejsze molochy, z krzesełkami i wyznaczonymi miejscami. Wszystko ładne i piękne tylko coraz bardziej przypominają one hipermarkety niż stadiony. Cóż, takie czasy – na szczęście u nas postęp następuje baaaardzo powoli, to też starych dobrych stadionów do zwiedzenia szybko mi nie braknie.

Mecz Strzelcy/Korona Kraków – Trzebol Wielkie Drogi. Sam mecz bez większych emocji, ale stadion robi niesamowite wrażenie – i pewnie jeszcze nie raz, nie dwa – tam zawitam. Z krakowskich stadionów najładniejszy.  A byłem na większości.

Przyszła zima biała, śniegu nasypała… i podróże na ponad cztery miesiące mi przerwała.

Jak zbawienia, jak ryba wody, wyczekiwałem powrotu na szlak. Udało się co prawda zaliczyć parę sparingów i meczów w hali (by całkiem zimy na siedzenie w domu przy obiedzie nie zmarnować).

Ale mecz to mecz.

Na początek A.D. 2013 – odcinek 14-ty i wyprawa do Igołomii. Zaproszenie otrzymałem prawie rok wcześniej, jednak ciągły brak terminów nie pozwalał z niego skorzystać. Udało się dopiero w kwietniu. Wyprawa w towarzystwie brata, który robił tego dnia za kierowcę. I dobrze, bo w Igołomi gościnność też „typowo polska”. Klimat meczowy super. Dojazd? W Igołomii jest jedna główna droga, więc trafia się tam bez problemu – pomyślałem przed wyjazdem. A gdzie tam – oczywiście że się pogubiliśmy. Złapaliśmy jakiegoś chłopaczka i spytaliśmy jak trafić na stadion. – Pojedziecie panowie tą główną, potem w lewo, potem trzecia w prawo, potem w dół i potem taką polną i potem i potem… i będzie stadion! – chłopak wczuł się w rolę jakby zdawał egzamin na przewodnika turystycznego. Oczywiście brat z tego niewiele zrozumiał, bo zgubił się po pierwszym „potem”, ale jakoś trafiliśmy! Tyle z ciekawszych wspomnień, reszta do wglądu w wiadomym miejscu.

Odcinek 15-ty pamiętnika to wyprawa do Sidziny. Też na zaproszenie, co już stało się niemal standardem. Pierwszy mój mecz w C-klasie! W pamięci utkwiła mi zwłaszcza ekipa wyjazdowa Gromu Kraków, który tego dnia był rywalem miejscowego Orła. Chłopaki mają konkretne gabaryty, ale mimo groźnego wyglądu, cieszą się, że ktoś aparatem uwiecznił ich wyjazd. Sidzina zaskoczyła głównie obiektem. Niektóre drużyny w 4. lidze nie mają takiego stadionu jak ten.

W 16-tym odcinku w trzyosobowym składzie (ja, brat i jego dziewczyna) ruszyliśmy na majówkę do Nowego Wiśnicza. Była to majówka w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze była w maju, po drugie w święto, a po trzecie i najważniejsze w majówce – był mecz! Oczywiście, nie samym meczem człowiek żyje, toteż przed meczem posilaliśmy się kiełbaskami z grilla własnej roboty, pałaszowaliśmy cudownie smaczny lokalny bochenek chlebka. No i zwiedziliśmy też zamek rzecz jasna, trudno być w Wiśniczu i nie zobaczyć zamku, choć byliśmy pewnie jednymi z nielicznych turystów dla których nie był on głównym punktem programu. Głównym punktem, zwłaszcza dla mnie był mecz Szreniawy Nowy Wiśnicz z Czarnymi Połaniec.

Każdy redaktor sportowy będący pierwszy raz na stadionie w Nowym Wiśniczu rozpoczyna relacje od zdania „na pięknym, na kameralnym, na malowniczo położonym obiekcie w Nowym Wiśniczu”. – Ja co prawda od tych słów nie zacząłem, ale skopiowałem je ze strony klubowej i wkleiłem do mojej relacji, a teraz powtarzam raz jeszcze. Stadiony z widokiem na zamek to rzadkość. Co prawda byłem kiedyś na meczu Zamkowca Toszek, ale zamku  stamtąd nie widać (choć sam zamek w tym pięknym miasteczku jest i też warto go zobaczyć). Miłą niespodzianką była rozmowa z pierwszym napotkanym w budynku klubowym pracownikiem, który okazał się wiernym czytelnikiem moich reportaży i cieszy się, że Szreniawa też znalazła w nich miejsce.

Następnie w odcinku 17-tym był „długi marsz” do Rajska. Ponad godzinny spacer, na mecz B-klasy. Nigdzie indziej nie zobaczycie tak prosto namalowanej linii bocznej. Widok z okolic fortu Rajsko na Kraków, też wart zobaczenia.

Odcinek 18-ty to mój debiut na rozgrywkach piłki błotnej. Nie, nie były to rozgrywki odmiany futbolu, popularyzowane przez Zbigniewa Masternaka, a mecz Gajowianki z Płomieniem Kostrze. Przed meczem cały dzień padał obfity deszcz i boisko średnio do gry się nadawało, a sam mecz przypominał ten 1974, kiedy to Orły Górskiego przegrały z drużyną RFN-u. Sporo przygód miałem też z dotarciem na stadion. Okazało się, że Gajowianka ma dwa stadiony! Stary już nie używany, na który się początkowo wybierałem i nowy, o którym nie wiedziałem. Pewnie bym tam nie trafił, gdyby nie udało mi się złapać taksówki (co wbrew pozorom, na zakopiance wcale nie jest łatwe). Do tego kierowca, był ojcem piłkarza Libertowa i dzięki temu orientował się dobrze w lokalizacjach pobliskich stadionów. Koniecznie zobaczcie fotki z tego meczu (jeżeli jeszcze nie zrobiliście tego do tej pory)

Numer 19-ty to wyprawa do Mogilan. Też na zaproszenie, bez większych przygód. Poza tą, że wracałem w towarzystwie Marka i Agi. Z tego co pamiętam to Marek mi chyba obiecał flaszkę za to, że miał zaszczyt odwieźć mnie do domu (czy jakoś tak).

Na jubileuszowy 20-ty numer – zafundowałem sobie bardzo fajną wyprawę do Woli Radziszowskiej. Akurat połączenie PKP pasowało mi idealnie, a pogoda w tą niedzielę była bardzo ładna, to grzechem byłoby siedzieć w domu. Dojazd za śmieszne 8 zł z biletem strefowym. Na stadion jakieś 15 minut ze stacji PKP. Sama Wola Radziszowska to malownicza miejscowość, dwa kroki od Krakowa. Stadion posiada unikatową wieżę z jeszcze ciekawszą tablicą wyników i zegarem.

W 21-szym odcinku opisałem wycieczkę na Bieżanów. Też na zaproszenie, ciekawostką jest że na ten krakowski stadion można dojechać pociągiem (stacja Bieżan , zaraz obok). Przez moment się nad tym zastanawiałem, ale ostatecznie wybrałem MPK. W pobliżu stadionu znajduje się restauracja, z mini ZOO. Ot taka atrakcja do zobaczenia. Już po meczu zaskoczyła mnie ilość maili z prośbami o zdjęcia piłkarzy. Co ciekawe wszystkie one były pisane przez ojców zawodników Bieżanowianki. Prośby, w miarę możliwości oczywiście spełniłem.

Dwie dwójeczki, czyli odcinek 22 to Wawrzeńczyce. Są w życiu każdego z nas takie dni, w których w sumie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a jednak zapamiętujemy ja na zawsze. Ja przeżyłem taki dzień w Wawrzeńczycach. Wyjazd na zaproszenie – w sumie nic nowego, pogoda – ładna czasami się zdarza, mecz piłkarski w sumie chleb powszedni, wioska jak każda inna, dojazd bez przygód. A jednak, coś magicznego było w tym dniu, coś co na zawsze pozostanie w pamięci. Może to, że na spokojnie (na stadionie byłem godzinę przed meczem) zobaczyłem, jak wiele dała mi piłka. Jak to cudownie mieć pasję i móc się dzielić tymi przeżyciami z innymi. Jak to miło, gdy do Ciebie podchodzą, podają rękę i dziękują że przyjechałeś –  choć tak naprawdę nie zrobiłeś nic wielkiego. Jest w futbolu magia, która zbliża i łączy ludzi. Im większa wioska i mniejszy klub, tym tej magii jest więcej. To wszystko ginie gdzieś w tłumie, na nowoczesnych arenach, gdzie futbol został zamieniony w maszynkę do zarabiania pieniędzy.

A same Wawrzeńczyce? Byłem! Widziałem! Opisałem!

W 23. odcinku opisany jest wyjazd do Szarowa. Że na zaproszenie to już wspominać nie muszę. Do tego w towarzystwie Ola i jego brata Michała. Dwóch niezawodnych nawigatorów, mylących północ z południem, przez co zwiedzaliśmy okolicę bardzo dokładnie. Na meczu też sporo atrakcji, nawet tych nie do końca sportowych. Ale generalnie było miło. A tak się złożyło, że parę dni później pojechałem do Brzezia na mecz, który został odwołany. W tym samym czasie grał Zryw, a więc szybkie ‚przemiejscowienie’ i ponownie zawitałem do Szarowa.

Odc 24, czyli Goszcza.

Ach, to dopiero była wyprawa. Z wiernym powsinogą Markiem u boku. Tym razem nie jego samochodem bez podwozia, ale pociągiem PKP. Co bardzo Markowi do gustu przypadło, bo mógł wypić coś więcej niż piwo bezalkoholowe. A było co! Jak zaprosili – to i ugościli. Bez zbytnich szczegółów, bo jeszcze pomyślicie, że my nic robimy tylko jeździmy i pijemy.

I na zakończenie pierwszej ćwiartki, mecz w Ochojnie.

Też na zaproszenie, z małymi przygodami związanymi z poszukiwaniem stadionu. Ale nic nie przebije uroków pań sędziujących tego dnia na linii. Pani Martyna tak dobrze wypadała na zdjęciach, że jesteśmy umówieni na kolejną sesję. Do tego spore zaskoczenie  jakością nowo-powstałego obiektu, zaangażowaniem działaczy, miłą atmosferą. A i kiełbaski z zimnym piwkiem też tam mają.

Nie może zabraknąć tradycyjnego PKB.

Piwo: co tu dużo kryć, każdy wie jak jest  fajnie, że na niektórych stadionach pojawia się lane i do tego darmowe

Kiełbaski: niestety standardem nie są, ale nie ma się co dziwić – wszak zdarzały mi się mecze (vide Rajsko), gdzie piłkarzy na boisku było więcej niż kibiców na trybunach. Natomiast dość często, zawodnicy sami we własnym gronie rozpalają grilla po meczu. I równie często częstują nim niżej podpisanego reportera.

Bilety: Wielka szkoda, że ciągle jest ich mało. Te 2-3 zł to pewnie każdy  by zapłacił, druk w dzisiejszych czasach nawet domowym sposobem to pestka. A pamiątka na całe życie.
————————————————————————————————

To oczywiście tylko krótki przegląd tego co dotychczas było. A będzie jeszcze więcej w kolejce czekają (kolejność według otrzymanych zaproszeń):

Proszowianka Proszowice (przepraszam, że tak długo, ten cholerny brak czasu).

Macierz Lipnica Murowana

Start Brzezie (tu jedno nie udane podejście już było )

MZKS Alwernia

Orzeł Bębło

Wisła Łączany

TS Węgrzce

– Dziecanovia Dziekanowice

Kolejność na pewno nie będzie tak jak tu podana. Nie obiecuję też, że w następnej ćwiartce, zaliczę wszystkie te miejscowości. Ale mają one priorytet przed innymi i na pewno w pamiętniku się znajdą!

Na koniec chciałem podziękować.

W pierwszej kolejności redaktorowi naczelnemu. Za to, że dał mi szansę debiutu na łamach serwisu, wspierał i ciągle wspiera wieloma cennymi uwagami i radami. Dzięki Piotrek, nawet nie wiesz, ile się przy Tobie nauczyłem.

Wszystkim tym, wymieniał nie będę, bo nie chcę nikogo pominąć, którzy zapraszali i gościli mnie na meczach. Te wspomnienia z wyjazdów pozostaną na zawsze w mej pamięci. Dziękuję zwłaszcza za piwo i kiełbaski, którymi tak chętnie mnie częstujecie.

I na koniec, choć chyba od tego powinienem zacząć… Dziękuję wszystkim czytelnikom Futbol-Małopolska. Bez Was ten portal by nie istniał, bo nie byłoby dla kogo go tworzyć, a ja  bym nie przeżył tylu cudownych chwili przygód, nie poznał bym tylu ciekawych ludzi, byłbym skazany na niedziele w domu, a od tego nie ma nic gorszego.

Na koniec kilka fajniejszych, w dużej mierze niepublikowanych dotąd fotek (mam nadzieję, że cenzor puści wszystkie). I na prośbę moich fanek, kilka moich…

A już tak zupełnie na koniec, życiowe motto, autora powyższego tekstu:

– Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego – Bill Shankly.


Przygotował: Dariusz Grochal (Futbol-Małopolska)

Treści zawarte w felietonach zawierają niezależne opinie ich autora i nie są oficjalnym stanowiskiem redakcji Futbol-Małopolska. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść tych artykułów.

Chcesz aby Twój klub znalazł się w Pamiętniku Groundhoppera? Pisz na adres dareknh@poczta.fm

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)

Z pamiętnika groundhoopera (odc. specjalny)


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.