romek
sobota, 5 października 2013, 21:17

Z pamiętnika groundhoppera (11) / Sportowiec Modlniczka – Błękitni Modlnica

Dariusz Grochal w swoich piłkarskich wojażach odwiedził podczas urlopu Lubelszczyznę. Wkrótce pierwszy z reportaży… Dziś wizyta w Modlniczce z ubiegłego roku. Jak widać ICAR z Modlnic przyleciał do Żółkiewki – to dowód, że sponsora dla klubu można zneleźć wszędzie…
 
***
 
Puchar Polski (Kraków), 05.09.2012: Sportowiec Modlniczka – Błękitni Modlnica 2:3

Kolejna piłkarska środa i kolejny wyjazd na moje ulubione rozgrywki.

Tym razem z wielu meczy rozgrywanych tego dnia postanowiłem wybrać się na derby gminy Wielka Wieś. Po sąsiedzku rywalizowały ze sobą drużyny Sportowca Modlniczka i Błękitnych Modlnica Mecz odbył się na boisku w Modlniczce. Gospodarze okazali się bardzo gościnni…

Modlniczka – wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie krakowskim, w gminie Wielka Wieś. Rzut beretem od Krakowa.

Dojazd publicznymi środkami transportu dobry. Do dyspozycji mamy dwa autobusy MPK linie o numerach 210 i 230 a przystanek znajduje się jakieś 100 metrów od stadionu. Obok przystanku sklep w którym grundhopperzy mogą zaopatrzyć się w niezbędne płynne zestawy kibica 🙂

Po raz kolejny ominęła mnie wyprawa MPK bo jak to śpiewała Maryla Rodowicz … czasem podróż najlepszym z aut… i wiadomo już jakim samochodem wybrałem się na wyjazd i z jakim kierowcą.

Razem z Markiem wchodzimy na meczy niemal równo z gwizdkiem, pierwsze co rozczarowuje nas jako kolekcjonerów to brak biletów. Po pięknych biletach ze Szczyglic (które pewnie jeszcze nieraz będę chwalił) liczyłem że pamiątkowe bilety staną się tradycją. Niestety jeszcze się to nie stało…

Wejście na stadion za darmo – kibice schodzą się przez całą pierwszą połowę i niemal szczelnie wypełniają jedyną trybunę na stadionie. Trybuna nowa, cztery rzędy krzesełek (nie znam dokładniej pojemności ale ok. 200-300 osób się zmieści). Ulokowana idealnie, nie musiałem nawet szukać miejsca do robienia zdjęć bo bardzo dobrze robiło się je w pozycji siedzącej. Obiekt nie posiada innych trybun,  ale można stać wzdłuż linii (znalazło się nawet paru kibiców po drugiej stronie na której za trybunę robi wał ziemny). Budynek klubowy niezwykle urokliwy, kształtem i wyglądem przypomina bardzie górski pensjonat niż siedzibę piłkarskiego klubu. Na całym obiekcie nie brakuje herbów klubowych. Jednym słowem jest tu klimatycznie.

Pogoda dopisała (aż za bardzo nie sądziłem że będę musiał upychać kurtkę w plecaku). Aparat do ręki i pora zacząć oglądać mecz.

Jako że sam mecz był relacjonowany w serwisie odpuszczę sobie odtwarzanie jego przebiegu w sposób kronikarski a skoncentruję się na własnych przeżyciach.

Liczyłem, jak wiadomo na wielki futbol. Wszak raz że derby, a dwa że po boisku biegają piłkarze z krwi i kości,  a nie na żelowane gwiazdki. Dużo lepiej oglądać 22 chłopaków którzy łamią sobie nogi grając za pół darmo (choć szczere mówiąc nie mam tajemniej wiedzy na temat kontraktów piłkarzy obu klubów),  niż podziwiać wielki futbol w TV i piłkarzy dla których ważniejsze od walki jest często dobre ustawienie się do zdjęcia. Ja tam chłopaków prosić o uśmiech nie musiałem a wyszli bardzo ładnie.

Dobra koniec wylewania tych żali, wolę taki futbol i nikt mnie nie przekona że ten z „górnej półki” jest lepszy! Zresztą – to wyprawa na taki mecz może przekonać niejednego,  że choć technicznie poziom nieco niższy to walki na boisku i wiary w zwycięstwo nie brakuje.

O pierwszej połowie można by powiedzieć, że się odbyła, coś tam się działo na boisku ale nie było to nawet przedsmakiem tego co zobaczyliśmy w drugiej części spotkania!

Pierwszy gol dla Sportowca po strzale z przewrotki – tak tak z przewrotki! Mija parę minut i mamy 2:0 kapitalna „bomba” z dystansu.

W tym momencie wydaje się iż kibice Sportowca mogą już otwierać szampany aby świętować awans do następnej rundy i wygraną w derbach,  ale nic z tych rzeczy…

Dwa gole nie dobiły zawodników Błękitnych,  podziałały jak płachta na byka. Walka, walka i jeszcze raz WALKA. Cios za cios wet za wet i kontaktowy gol dla drużyny Błękitnych, który nie zmienił obrazu gry. I gdy już wydawało się że to widowisko zakończy  gwizdkiem sędzia, stało się coś niesamowitego. Dwie szybkie bramki w na 2-2 w 89 i na 2-3 w doliczonym czasie gry,  rozłożyły zespół gospodarzy. Zawodnicy Sportowca którzy jeszcze parę minut wcześniej mogli czuć się zwycięzcami musieli pospuszczać głowy.

Piękny mecz jakiego dawno już nie oglądałem, dużo walki, gra fair, cudowne gole, dramatyczne zwroty akcji – a to wszystko mieszkaniec Krakowa może mieć za cenę biletu strefowego MPK (bo nawet biletu wstępu kupować nie trzeba było).

Na tym polega właśnie urok futbolu!

Po meczu jeszcze miły akcent.

Robię fotki budynku klubowego i dostrzegam przez otwarte drzwi puchary oraz dyplomy.

Udaje się namierzyć prezesa pana Franciszka Kozienia, który nie tylko wyraża zgodę na sfotografowanie klubowych trofeów ale sam chętnie pozuje do zdjęcia z pucharem za awans. Mało tego dostajemy jeszcze od pana prezesa w prezencie szaliki klubowe na pamiątkę. Za co pragnę serdecznie podziękować, informując jednocześnie iż szalik dołączył do innych moich sportowych trofeów – które ku „uciesze” reszty domowników zdobią mój pokój.

Jeden z bardziej udanych wyjazdów tej rundy za mną!

Tradycyjne pomeczowe PKB:
Piwo: brak (we własnym zakresie)
Kiełbaski: niestety brak
Bilety: na ten mecz brak, ale udało się zdobyć jeden do kolekcji

Przygotował: Dariusz Grochal (dareknh@poczta.fm / www.dareknh.pl.tl)


Treści zawarte w felietonach zawierają niezależne opinie ich autora i nie są oficjalnym stanowiskiem redakcji Futbol-Małopolska. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść tych artykułów.

***

PS. Jak widać klub Błękitnych gra w koszulkach z napisem ICAR – z treści reportażu wynika że piłkarzy Błękitnych i … naszego Hetmana Żółkiewka COŚ łączy. W jednym z komentarzy Czytelnik poczynił pretensje, że browar JAGIEŁŁO zasponsorował stroje zespołowi z Dysa… Nas to nie dziwi – ICAR przyleciał z Krakowa do Żółkiewki, wcale się nie zdziwimy, że JAGIEŁŁO w przyszłości zawita do Krakowa i okolic… Jak pisał Ryszard Kapuściński futbol jest uniwersalnym językiem komunikowana się… Ludzie ze sportowymi duszami odnajdą się wszędzie.

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)

Z pamiętnika groundhoppera (11)


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.