romek
piątek, 6 września 2013, 11:10

REPORTAŻ / Z pamiętnika groundhoopera (14) – Igołomia

Piękne, słoneczne niedzielne popołudnie można spędzić leżąc przed TV lub na meczu. Wybór oczywiście jest prosty. Tym bardziej, gdy jest się proszonym i długo wyczekiwanym gościem. Zaproszenie do Igołomi na mecz Wiarusów otrzymałem od prezesa Pawła Żabickiego, prawie rok temu. Ciągły brak czasu, powodował, że parę razy musiałem przekładać termin wyjazdu. Jednak w końcu udało się. Zawarłem na jeden dzień umowę z bratem zatrudniając go na stanowisko osobistego kierowcy. Umowa oczywiście nie pisemna, gdyż brat legitymuje się statusem „zawodowego bezrobotnego”. Jak sam powtarza za Kiepskim „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. A coś w tym jest, bo absolwent dwóch kierunków studiów, przekwalifikowuje się na instruktora nauki jazdy aby znaleźć zatrudnienie – ewentualne oferty pracy mile widziane. I tak odpalamy samochód, tym razem nie jest to „najbardziej specyficzne auto świata” – kolegi Marka. A zapalniczka brata – pieszczotliwie nazywana Micrusią.

Igołomia – wieś położona w województwie małopolskim, w powiecie krakowskim, w gminie Igołomia-Wawrzeńczyce. Oto cel naszej wyprawy, a konkretnie stadion klubu Wiarus Igołomia. O historii klubu wspomnę tylko, tyle że istnieje on od 1992 roku. Jego początki są świetnie opisane na stronie internetowej klub, znaleźć tam też można wiele ciekawych zdjęć. Oczywiście jedziemy bez mapy, bo, po co nam ona w dobie GPS-ów i innych elektronicznych bajerów, tym bardziej, że w Igołomi jest jedna główna droga to nie ma jak pobłądzić. Okazuje się, że można.  Mijamy tablicę z napisem Igołomia, nadaremnie wypatrujemy stadionu, po chwili okazuję się, że jesteśmy wioskę dalej. Nie wiedzieć czemu coś (prawdopodobnie UFO) powoduje zakłócenia w mojej komórce, która nie chce wyświetlać mapy! Szybki w tył zwrot, zaczepiam jakiegoś chłopaczka pytaniem. Jak dojechać na stadion Wiarusów?

Pojedziecie panowie, tą główną, potem w lewo, potem na trzeciej w prawo, potem w dół i potem taką polną i potem i potem… i będzie stadion! – chłopak wczuł się w rolę jakby zdawał egzamin na przewodnika turystycznego. O oczywiście brat z tego niewiele zrozumiał, bo zgubił się po pierwszym „potem”, ale jakoś trafiamy!

Już na bramie widać podekscytowanie porządkowych – prasa przyjechała. Daję baratu aparat do pilnowania (co okazało się kiepskim pomysłem, bo fotografował głównie swój samochód i miejscowe dziewczyny), gdyby nie moja interwencja zdjęć z meczu, by nie było.

Sam udaję się do sędziów po składy. W międzyczasie znajduje nas pan prezes, z którym zwiedzamy nas po budynku klubowym. Robimy pamiątkowe zdjęcia pucharów, otrzymujemy prezent w postaci kalendarzy klubowych. Muszę przyznać, że obiekt bardzo, bardzo fajny. Jak na A klasę to wręcz możnaby stwierdzić, że nic więcej nie potrzeba. Wrażenie robi zwłaszcza świetlica, gdzie po meczu jesteśmy zaproszeni, ale o tym później.

Boisko jak na A klasę też rewelacja, dwie trybuny na prostej po przeciwnych stronach boiska, sektor dla gości, toaleta, wspomniany już budynek klubowy i reszta (jak np. boisko do kosza) stanowiąca kompleks, który fachowo nosi nazwę – Wiejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Igołomi. Widać, że wszystko zadbane, utrzymane w porządku, a ludzie „żyją klubem”. Czyli miło i sympatycznie, a nawet więcej bardzo miło i sympatycznie. Zajmujemy miejsce za bramką, wyrywam bratu siłą aparat, aby uwiecznić coś związanego z piłką nożną.

www.futbol.malopolska.pl


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.