romek
sobota, 17 sierpnia 2013, 07:43

Z pamiętnika groundhoppera (3) / Z wizytą w Podłężu, czyli grają piłkarze PIŁKARZA

I w końcu dotarłem, któreś z kolej podejście (drugie na poważnie bo miałem być na meczu półfinałowym z Borkiem Kraków). Ważne, że tym razem się udało. I jest – kolejny stadion zaliczony, a przy okazji mały jubileusz bo był to mój 50. stadion w karierze grundhoppera.

Ale po kolei. Mecz jak zwykle rozpoczyna się przed komputerem od sprawdzenia terminarza, tras dojazdowych, połączeń, kilka maili i sms do znajomych czy nie mają ochoty na wyprawę i w drogę…

Pogoda wyjątkowo dopisała: cieplutko, lekki wiaterek. Puchar Polski to moje ulubione rozgrywki i do tego finał, co prawda tylko okręgu ale zawsze. A więc nie zabrakło pucharu który uwieczniłem na zdjęciu jak i delegacji z okręgowego ZPN.

Na stadion docieram autobusem MPK z aż 3 przesiadkami. Całe szczęście że jest bardzo fajna linia nr 301 która z dworca w Płaszowie jedzie aż do Niepołomic. Obok boiska Piłkarza przejeżdżałem już parokrotnie podczas wypraw na mecze Puszczy Niepołomice, to też na sam obiekt trafiam bez problemu. Na stadion można też dotrzeć koleją co polecam wszystkim grundhopperom bo jest to zdecydowanie najszybsze połączenie z Krakowa do Podłęża a stacja PKP jest tuż przy stadionie.

Finałową parę tworzyły drużyny:

Piłkarza Podłęze – zwycięzca rozgrywek w pod okręgu Wieliczka

Karpaty Siepraw – zwycięzca rozgrywek w pod okręgu Myślenice

W półfinale Karpaty wygrały z Przebojem Wolbrom, a Piłkarz sprawił niemałą sensację pokonując u siebie wyżej notowaną drużynę Borka Kraków.

Jak już wspomniałem – na mecz docieram autobusem, tym którzy mieli by zamiar wybrać ten środek lokomocji, podaję do wiadomości iż przystanek obok stadionu nazywa się – ‚Staniątki Wiadukt’ (ot taka polska specyfika, aby obejrzeć mecz w Podłężu musisz wysiąść w Staniątkach).

Pod stadionem jestem już prawie godzinę przed meczem – pierwsza myśl grundhopper – można tu gdzieś wypić piwko 🙂

Jako że sklepu w pobliżu nie uświadczyłem, wyjmuję aparat, pstrykam kilka fotek, na tablicy ogłoszeń bardzo ładny plakat zapraszający na mecz.

Obiekt robi naprawdę dobre wrażenie, już na wejściu nad bramą wita nas ładny napis ‚KS Piłkarz Podłęże’.

Budynek klubowy w bardzo dobrym stanie, trybuna z krzesełkami na kilkaset miejsc (na meczu prawie pusta bo słoneczko skutecznie przegoniło kibiców do cienia), jedynie najtwardsze jednostki miały ochotę się poopalać. Obok stadionu – mini boisko – zdaje się że Orlik.

Odkąd zwiedzam stadiony, to tak ładnego obiektu na A-klasie nie widziałem – ba nie jedna drużyna z IV ligi mogła by takiego pozazdrościć.

Byłem jednym z pierwszych kibiców (zdążyłem nawet przed biletowymi hehe). Bilet oczywiście kupuje chwilę później, tylko 5 zł – jak na finał to nie drogo, a jako kolekcjoner mogę dodać że – mecz bez biletu to mecz nieważny.

Kibice powoli schodzą się na stadion, a ja w cieniu oczekuję na znajomych, w zasadzie jednego – bo z drugim miałem się dopiero poznać. Mój znajomy grundhopper utknął w jakimś korku i w na stadion przybywa z 15-minutowym opóźnieniem przy stanie 2:0 dla Karpat, zresztą na drugą połowę też się spóźnił bo w przerwie pojechał po piwo bezalkoholowe. Koniec świata 🙂

Za to bez problemu przed czasem na stadiony przybywa redaktor naczelny Futbol-Małopolska. W końcu jest okazja się poznać, porozmawiać, wysłuchać kilku cennych uwag odnośnie pisanych przez mnie reportaży.

Pierwsza połowa upływa bardziej na rozmowie niż na przeżywaniu emocji gdyż już po pierwszym kwadransie „jest pozamiatane”, Karpaty szybko obejmują prowadzenie, szkoda pierwszego gola, bo padł po ewidentnym błędzie bramkarza niemal z połowy boiska. Drugi już w pełni zasłużony po ładnej akcji Karpat.

Przerwa. A więc to co tygryski lubią najbardziej czyli – po piwo 🙂 Jako że jestem grundhopperm z krwi i kości, a nie posiadaczem „najbardziej specyficznego samochodu świata” – udaję się do budynku klubowego po piwo, a nie do sklepu po bezalkoholowe wynalazki 🙂

Piwo można kupić legalnie (puszka 4 zł) jak i legalnie wypić – „nie ma futbolu bez alkoholu” – a mimo tego iż spożywających nie brakuje, na meczu panuje spokój i kultura, widać że można „pić z klasą”.

Druga połowa upływa już nie tylko na oglądaniu spotkania ale też na chłodzeniu się piwkiem i oczekiwaniu na Marka, któremu udało się spóźnić na obie połowy. Spełnił za to swoje odwieczne marzenie jakim było wypicie bezalkoholowego piwa na meczu, nawet o fotkę mnie prosił:) Odmówiłem.

Przy stanie na 1:3 zawodnicy Piłkarza jakby poczuli szansę że mecz nie jest jeszcze przegrany. Niestety ich ataki nadziały się na kontrę, karny, gol i już „definitywnie pozamiatane”. Szkoda bo liczyłem na więcej, przynajmniej na walkę do ostatniej minuty. Niestety różnica klas zrobiła swoje i Karpaty pewnie wygrywają spotkanie. Po cichu liczyłem też na karne – a mam do nich wyjątkowe szczęście – chyba większość meczów Pucharu Polski na jakich byłem kończyła się karnymi. Najbardziej pamiętnie to te z meczu Płaszowianka – Wawel. Sam mecz też był wyjątkowy, 4-0 do przerwy 4-4 na koniec (gol w ostatniej sekundzie!) i karne. Karnych to się chyba nawet sędzie nie doliczył a ja do dziś nie jestem pewnie czy było 17-16 czy 18-17! Trochę tych meczów człowiek zobaczył to jest co wspominać…

Ostatecznie to piłkarze Karpat powalczą dalej o prawo do gry w Pucharze Polski na szczeblu centralnym.

Po meczu wręczenie pucharu przez działaczy PZPN-u, pamiątkowe fotki obu drużyn na murawie.

Kolejny, 50. stadion można wpisać do listy zaliczonych i pora szykować już w myślach kolejną eskapadę ale… zaczyna się horror w postać powrotu „najbardziej specyficznym samochodem świata” (łatwo rozpoznać na zdjęciach o którym aucie mowa). Już po wejściu do środka (ze względu na stan techniczny trzeba zastosować specjalną taktykę przy wsiadaniu) słyszę od kierowcy pytanie: Czy mam różaniec? Niestety nie zabrałem, za to dwa piwa dodały nieco odwagi i decyduję się podjąć ryzyko drogi powrotnej. Auto w pełni zasługuje na tytuł „najbardziej specyficznego samochodu świata” – bo wątpię czy jest ktoś inny komu udało się jednym samochodem zaliczyć ponad 500 (Sic!) stadionów. Co prawda Al Bundy zrobił ponad milion kilometrów dodge’m ale to nie to… Przy okazji właściciel samochodu składa prośbę „o sponsoring” remontu drzwi z prawej strony zarówno przednich i tylnych, a gdyby sponsor był wyjątkowo hojny to przydałaby się też wymiana błotnika… Przynajmniej klimatyzacja dział – po otwarciu szyb rzecz jasna 🙂

Grundhopperzy mogą zakupić bilety na zwiedzanie jak i na podróż autem 🙂

Tradycyjne pomeczowe PKB:
– Piwo: dostępne na stadionie (puszki cena 4zł) dostępne są też inne napoje – piwa bezalkoholowego nie ma 🙂
– Kiełbaska: na meczu nie było choć stoisko go grilla widziałem…
– Bilet : mecz biletowany cena 5zł bilet bardzo ładne

C.D.N…

Przygotował: Dariusz Grochal (dareknh@poczta.fm / www.dareknh.pl.tl / futbol.malopolska.pl)
——————————————————————————–
Treści zawarte w felietonach zawierają niezależne opinie ich autora i nie są oficjalnym stanowiskiem redakcji Futbol-Małopolska. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść tych artykułów.

Z pamiętnika groundhoppera (3)

 Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)

Z pamiętnika groundhoppera (3)


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.