romek
sobota, 20 lipca 2013, 07:57

Piłkarski AZS / O klubie znanego kabareciarza i ojca najlepszej tenisistki świata

Pasjonat futbolu. Tak z powodzeniem można określić Cezarego Hince. Autor książki „Piłkarski AZS. Historia, mecze i piłkarze AZS AWF Biała Podlaska” wydał swoje dzieło pomimo braku wsparcia za strony uczelni i sponsorów. Pozycja w limitowanym nakładzie 300 egzemplarzy z pewnością stanie się wkrótce białym krukiem na rynku wydawnictw o sporcie. Jak wyglądały prace nad książką? Co było najtrudniejsze? Dlaczego warto kupić tę pozycję? O tym wszystkim mówi autor dzieła w wywiadzie, zapraszam do lektury.

***
 – Co Pan poczuł, kiedy fizyczna wersja książki trafiła w końcu w pańskie ręce? To była satysfakcja, radość czy może ulga, bo udało się wszystko doprowadzić do szczęśliwego finału?
 
Otrzymanie książki w wersji gotowej oznaczało dla mnie przejście do etapu dystrybucji. Oczywiście satysfakcja pojawiła się momentalnie, a towarzyszyła jej myśl, że oto jest wreszcie kilkanaście pokaźnych paczek na jeden znany temat.
 
Pozycję udało się wydać, ale jedynie własnym sumptem. To chyba smutne, że nawet AWF, którego historię Pan opisuje, nie był skłonny w żaden sposób wesprzeć wydawnictwa?
 
Kiedy prawie trzy lata temu zaczynałem pisanie tekstu do książki, to sądziłem, że kwestią czasu będzie pozyskanie kilku sponsorów mogących pomóc w jej wydaniu. Gdy natomiast w ubiegłym roku zacząłem ich szukać, to szybko przekonałem się, że ze sprawą wydania monografii o AZS-ie zostałem sam. Z drugiej strony, robiąc to samodzielnie, pozostałem osobą niezależną i wolną w decyzjach, co sobie bardzo cenię.
 
– Myśli Pan, że to obrazuje w pewien sposób stosunek do „domowych” historyków sportu, którzy poświęcają czas i siły na szukanie informacji, a finalnie ich praca nie do końca jest doceniana?
 
Od wielu lat gromadzę książki o polskiej piłce nożnej, zwłaszcza tej regionalnej. Według mnie najlepsze książki o klubach piszą pasjonaci, bowiem materiał przez nich zebrany często wykracza poza standardowe ramy historii.
 
Można powiedzieć, że historia sportu nie jest zbyt atrakcyjną dziedziną i pozostawić należy ją tylko pasjonatom? Naprawdę żaden z miejscowych przedsiębiorców nie chciał umieścić w książce swojej reklamy?
 
W Polsce istnieje dość pokaźna grupa ludzi zajmująca się historią sportu, zwłaszcza piłki nożnej. Wśród nich znam wielu pasjonatów, którzy bardzo długo potrafią mówić na temat danej drużyny, klubu czy okręgu. Na moje pytania o pomoc w zamian za reklamę, nikt konkretnie nie zainteresował się wejściem w to przedsięwzięcie. Owszem, na końcu książki są dwie reklamujące się firmy, pierwsza z nich to działalność rodzinna moich szwagrów (a więc zamieszczona została nieodpłatnie z racji koligacji rodzinnych), a druga to firma będąca moim wydawcą i składająca tekst (więc reklama zamieszczona została w ramach umowy pomiędzy nami).
 

– Wspomniał Pan w jednym z artykułów dotyczącym swojego dzieła, że wydanie go samodzielnie i niezależnie było najbardziej ekstremalne. Okazało się, że nie tak łatwo wydać książkę na własną rękę? Z czym był największy problem?
 
Kiedy zaczynałem, to sądziłem, że będzie bardzo trudno wydać książkę i przez całą tę procedurę przejść. Tymczasem w ostatnich miesiącach okazało się to wykonalne i do przejścia. Wydaje się książkę łatwiej, o ile ma się na to finanse, dobry materiał i dużo samozaparcia. W moim przypadku największy problem był ze sprawami technicznymi przy przygotowaniu tekstu do druku.
 
– Jest też pozytywna strona całej tej sytuacji – książka ukazała się w limitowanym nakładzie ledwie 300 egzemplarzy. Śmiało może więc uznać się Pan za autora „białego kruka” na rynku wydawniczym. Zainteresowanie pozycją jest spore?

Również uważąm, że nakład 300 egzemplarzy jest paradoksalnie zaletą mojej książki. Na taką ilość miałem wolny fundusz, a i tak zdecydowałem się na zdjęcia czarno-białe, za to z podziałem oprawy na miękką i twardą. Być może lepiej byłoby wydać np. 200 sztuk w oprawie miękkiej i kolorze? Monografia dawnego AZS-u to pewien „biały kruk”, który w perspektywie lat będzie poszukiwany przez ludzi związanych z klubem, pasjonatów lokalnej piłki z Białej Podlaskiej i nie tylko. Obecnie znalazło się około 100 nabywców książki, z czego większość stanowią ludzie z całej Polski, m.in. Krakowa, Legnicy, Lublina, Sopotu czy z Białegostoku.
 
– Spodziewał się Pan, że książką zainteresują się ludzie z innych regionów kraju? Do kogo chciał Pan skierować tę pozycję?
 
Oczywiście moja książka przeznaczona jest pod ex-azetesiaków, którzy pomagali mi w zebraniu danych. No i oni stanowią znaczną część nabywców. Poza tym są w Polsce pasjonaci lokalnej piłki, którzy na „Piłkarski AZS” czekali już od bardzo dawna, a teraz mają okazje poznać jego historię.
 
– Zanim doszło do wydania książki, czekało Pana sporo pracy przy zbieraniu materiałów. Gromadzenie informacji nie było chyba zadaniem łatwym, skoro jest to pierwsza tak obszerna pozycja opisująca piłkarstwo w Białej Podlaskiej?
 
Materiały potrzebne do tekstu poniekąd były dostępne, bowiem wieloletni działacz i sympatyk bialskiego piłkarstwa śp. Stanisław Gasiewicz prowadził swoje kroniki i zapiski o AZS-ie i Podlasiu. To na tych danych oparłem szkielet swej pracy, resztę zaś stanowią m.in. dane prasowe i wiadomości uzyskane od ludzi związanych z zespołem akademickim.
 
– Jaki cel przyświecał Panu, kiedy decydował się na napisanie takiej pozycji?
 
Przede wszystkim podjąłem się tego dla własnej satysfakcji, na zasadzie „chcieć to móc”. Forma książki jest taka, jaką najczęściej chciałbym widzieć w innych publikacjachach. Ponadto chciałbym poprzez książkę wpłynąć na bialskich kibiców, żeby w końcu oddzielili dawny AZS od historii Podlasia, drugiego klubu z Białej.

– Co było najtrudniejsze w zbieraniu informacji?
 
Najtrudniejsze były początki, czyli opracowanie zarysu historii klubowej piłki nożnej w moim mieście.
 
– W swojej pracy nie uniknął Pan też luk, nie wszystkie sezony udało się dokładnie opisać. Spodziewał się Pan takich trudności przed rozpoczęciem gromadzenia materiałów?
 
Spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej, niż to finalnie wyszło. Luki są w tych sezonach, gdzie AZS grał na czwartym szczeblu, stąd też brakuje składów i strzelców goli lub jednego z tych elementów. Tylko owe luki, przy próbie przedstawienia AZS-u w wymiarze statystyczno-dokumentalnym, stanowią pewien brak w opracowaniu.
 
– Jednym z głównych źródeł informacji w książce są byli zawodnicy występujący dla AZS AWF Biała Podlaska.
 
Istotnie, wielu dawnych graczy AZS-u służyło mi pomocą w trakcie pracy. Właśnie dlatego też stworzyłem leksykon piłkarzy i trenerów tego zespołu. Ów leksykon jest na skalę ogólnopolską dość rzadkim zjawiskiem, bowiem przedstawia w krótkich notkach dane personalne i piłkarskie prawie wszystkich piłkarzy AZS-u.
 
– Spotkania z byłymi piłkarzami i słuchanie ich opowieści było najprzyjemniejszą częścią prac nad książką?
 
Ten kontakt często opierał się na rozmowach telefonicznych, a głównie na korespondencji e-mailowej. Przyjemnie było spotkać się z czołowymi piłkarzami AZS-u z lat jego świetności (jak na poziom III ligi) i móc w miłej restauracyjnej atmosferze porozmawiać o tym czasie.
 
– Kogo zatem udało się namówić do udzielenia wywiadu?
 
W celu uatrakcyjnienia tekstu książki udało mi się uzyskać indywidualne wypowiedzi sześciu ex-azetesiaków. Myślę, że nadają one klimat poszczególnym sezonom. Dobór tych wypowiedzi rozłożony jest na etapy historii drużyny. Większość rozmówców obecnie mieszka na terenie kraju, ale do AZS-u i do Białej Podlaskiej nadal mają ogromny sentyment. Jako ciekawostkę dodam, że w okresie lat 1982-1984 w bialskim AZS-ie grał (na prawej obronie) Piotr Woźniacki – ojciec znanej na całym świecie tenisistki – Karoliny Woźniackiej. Rodzice Karoliny poznali się właśnie podczas studiów na AWF-ie w Białej Podlaskiej. Warto wspomnieć też, że Andrzej Strejlau to szwagier Jana Złomańczuka, najlepszego trenera w historii zespołu akademickiego. Przez krótki czas w rezerwach AZS-u grał jeden z synów Strejlaua. No a w latach 1993-1996 w rezerwach AZS-u występował Marcin Wójcik, jeden z założycieli Kabaretu Ani Mru-Mru.
 
Powiedział Pan w jednym z artykułów, że być może wydana niedawno książka będzie zaledwie pierwszym elementem opisu pełnej historii bialskiej piłki klubowej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia?
 
Oczywiście, że naturalną rzeczą jest pokuszenie się o napisanie historii Podlasia, klubu, który ma o wiele dłuższą historię i chyba ciekawą. Jednym z warunków jest napisanie tego jeszcze lepiej, niż AZS-u.
 
– Czyli kibice piłkarscy w Białej Podlaskiej mogą spodziewać się, że Cezary Hince ponownie uraczy ich porządnie wydaną i dopracowaną publikacją?
 
Jak najbardziej tak, gdyż najprawdopodobniej będzie to zrobione poprzez moje środki finansowe. A wówczas nie mogę pozwolić sobie na błędy, niedokładności i byle jakość publikacji.
 
ksiazkisportowe.blogspot.com / Piotr Stokłosa

***

Foto 1 – Piłkarze  AZS-u na obozie sportowym (ciekawe czy rozpoznają się).

Foto 2 – Autor książki Cezary Hince (foto nr 2, pierwszy z lewej)  podczas zjazdu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Historyków i Statystyków Piłki Nożnej, który  odbył się w Obszy k/Biłgoraja.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.