romek
poniedziałek, 24 czerwca 2013, 11:32

Zbigniew Masternak – 1 / PIÓRKÓW JAK RIO DE JANEIRO

Lista pisarzy, dla których piłka nożna była wielką fascynacją, jest długa – od Alberta Camusa poczynając, który trenował na poziomie czwartoligowym. Autor „Obcego”, któremu tylko zaawansowana głuchota uniemożliwiła zawodową karierę, stwierdził, że wszystko, co wie o moralności, wie dzięki piłce nożnej. Kolejny był Nabokov. Z polskich pisarzy futbol fascynował Kazimierza Wykę, następnie Jerzego Pilcha, a ostatnio Wojtka Kuczoka, który grał w nią co prawda amatorsko, ale przypłacił to zerwaniem więzadeł podkolanowych. Ja także zaczynałem jako piłkarz, skończyłem jako pisarz.

W moim rodzinnym Piórkowie nie było klubu piłkarskiego – za to bez przerwy graliśmy na leśnej polanie. Była strasznie pochyła – różnica poziomu pomiędzy obiema bramkami wynosiła co najmniej metr. Do bramki na dole piłka sama wpadała, pod górkę grało się zdecydowanie trudniej. Zbierały się dwie wioski, Piórków i Wszachów, dość wrogo do siebie usposobione i toczyliśmy zaciekłe walki. Było w tym coś z plemiennych potyczek, byliśmy niczym indiańscy wojownicy na wojennej ścieżce.

Nie było to jednak tylko takie dzikie granie – wiele żonglowaliśmy, urządzaliśmy slalom z piłką między pachołkami, ćwiczyliśmy przyjęcie piłki nogami, klatką piersiową i głową. Od początku najbardziej imponował mi Diego Maradona. Potrafił strzelić gola z niczego. Niestety, nie przypominałem go stylem gry – bardziej już Filippo Inzaghiego oraz nieco zapomnianego czeskiego napastnika Pavla Kukę. Nie byłem bardzo szybki, nie miałem bajecznego dryblingu ani atomowego uderzenia. Decydowała umiejętność odnalezienia się na boisku, odpowiedniego ustawienia. Po prostu zawsze kręciłem się gdzieś w okolicy pola karnego i czyhałem na okazję do zdobycia bramki. Zazwyczaj coś wpadało.

Pierwsze poważne treningi zaliczyłem na SKS-ie w Szkole Podstawowej w Baćkowicach. Moim trenerem był Kazimierz Barański, który osiągnął spore sukcesy w pracy z młodzieżą. Osiągnąłby większe, gdyby nie pociąg do alkoholu. Od początku na mnie stawiał, chociaż teoretycznie nie powinien, bo przede wszystkim byłem prymusem w nauce, nie powinienem być nim na boisku. A jednak kopanie piłki też mi szło znakomicie. Graliśmy nie tylko na SKS-ach, ale na każdej wolnej przerwie, to były wspaniałe, zaciekłe mecze. Pamiętam, jak raz przegrywaliśmy 1:0 i rozbrzmiał już dzwonek wzywający na lekcję. Wtedy zdobyłem bramkę na 1:1, strzałem z lewej nogi, z połowy boiska. Pękł mi lewy but. Potem było wznowienie akcji i zdobyłem gola na 2:1, znowu po strzale z połowy boiska, pękł mi prawy but. Do domu wróciłem boso, matka dała mi za to w tyłek. Raz przez to granie na przerwach prawie straciłem paluch u prawej nogi. Matka kupiła mi prawdziwe buty piłkarskie, które kosztowały prawie połowę wypłaty za mleko. Były trochę za małe, bo kupowała je beze mnie. Wszyscy koledzy strasznie zazdrościli mi tych butów. Jeden tak mnie obtarł, że zrobiła mi się dziura w paluchu, z której lała się krew. Urwałem trawy z boiska, zatkałem nią dziurę i grałem dalej. Następnego dnia wdało się zakażenie, lekarz proponował amputację palca, ale na szczęście babka wyleczyła mi nogę jakimiś leśnymi ziołami.

Piłka nożna była moim jedynym łącznikiem z rówieśnikami – gdy nie grałem, ślęczałem nad grubymi księgami z historii. Gdyby nie piłka nożna, nie miałbym normalnego dzieciństwa, zostałbym przez kolegów odrzucony jako kujon. Ale wiedziałem, że z miejsc takich jak Piórków są tylko dwie drogi ucieczki – albo przez naukę albo przez piłkę nożną. Podobnie jak ze slumsów Rio de Janeiro. Zawziąłem się, żeby spróbować obu dróg. Do końca szkoły podstawowej udawało się to pogodzić. W tym wieku nie ma jeszcze takiej specjalizacji, jaka dokonuje się w późniejszym wieku.

Gdy kończyłem ósmą klasę szkoły podstawowej, pojechaliśmy z reprezentacją szkoły Baćkowice na turniej piłkarski zorganizowany przez OKS Opatów. Mój zespół przegrał  1:2 z Wojciechowicami, ale ja zdobyłem jedynego gola i zaproponowano mi, żebym poszedł do ogólniaka w Opatowie i uczęszczał na treningi. Wiedziałem, że otwiera się przede mną droga do grania na niezłym poziomie. Nie byłem jednak pewien, że chcę nią podążać – miałem jeszcze wiele innych zainteresowań. Wiedziałem jednak, że chcę opuścić swoje świętokrzyskie slumsy.

cdn


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.