Strefa Kibica Euro 2012 – okiem Tomka Pakuły « Lubelska Piłka - Wszystko o piłce nożnej na Lubelszczyźnie
caro
wtorek, 12 czerwca 2012, 15:44

Strefa Kibica Euro 2012 – okiem Tomka Pakuły

Piłka nożna dla kibica – to hasło, skandowane w ostatnich latach dosyć często na polskich stadionach, przypomina istotną rolę, jaką odgrywają sympatycy futbolu. Podczas Euro 2012 fani (Polacy i Ukraińcy, jak i kibice drużyn, które uczestniczyły w Euro) w całym kraju dopingowali drużyny grające w turnieju – czasami na stadionach (ci, którzy mieli szczęście w nabyciu biletów), w domach przed telewizorami, w pubach, ale wyjątkową atmosferę piłkarskiego święta można było poczuć w Strefach Kibica, czyli miejscach publicznego oglądania meczów przeznaczonych dla tych miłośników piłki nożnej, którzy nie kupili biletów na stadiony, a chcieli przeżywać wspólnie emocje towarzyszące EURO 2012, oglądając piłkarskie widowiska na dużych ekranach. Strefa Kibica to drugie najlepsze miejsce, po stadionie, do świętowania piłkarskich zmagań podczas UEFA EURO 2012.

„Od czasu Mistrzostw Świata w piłce nożnej FIFA 2006 w Niemczech towarzyszy im nowe powszechne zjawisko: zbiorowe oglądanie meczów i wspólna zabawa w formie wielkiego festynu, gromadzącego tysiące osób w Strefach Kibiców. Największe z nich – w Berlinie – gromadziły podczas najważniejszych meczów MŚ FIFA 2006 nawet pół miliona fanów z całego świata” – można było przeczytać na stronie internetowej Miasta-Gospodarza Warszawa.

Skąd pomysł na Strefę Kibica? „Pomysł na wspólne kibicowanie poza stadionem, na którym odbywał się mecz, zrodził się w 2002 roku podczas Mistrzostw Świata w Japonii i Korei. Grupy kibiców zebrały się wówczas w nieoficjalnie stworzonych strefach public viewing. Pierwsza oficjalna Strefa Kibica powstała cztery lata później podczas Mistrzostwa Świata w Niemczech i odniosła ogromny sukces. Stworzoną w 2006 roku Strefę odwiedziło w sumie ponad 14 milionów osób. Rzesze fanów piłki nożnej kibicowało swoim drużynom również podczas UEFA EURO 2008 w Austrii i Szwajcarii. W sumie bawiło się w nich ponad 6 milionów kibiców” – czytaliśmy na http://www.polishguide2012.pl.

Każde z Miast-Gospodarzy w Polsce i na Ukrainie zobligowane było do zorganizowania Oficjalnej Strefy Kibica UEFA EURO 2012. Zgodnie z wytycznymi, Strefa Kibica musiała zostać zorganizowana w centralnej części miasta, zapewniać kibicom możliwość publicznego i bezpłatnego oglądania na żywo wszystkich meczów oraz posiadać odpowiednią infrastrukturę towarzyszącą. Organizatorom zależało na tym, by do Strefy Kibica chętnie przybywały całe rodziny, dlatego też bardzo dużo propozycji skierowanych było do najmłodszych gości. To właśnie dla nich codziennie odbywały się konkursy i inne atrakcje. W czterech Miastach Gospodarzach zaplanowane zostały cztery oficjalne Strefy Kibiców. W Gdańsku – na Placu Zebrań Ludowych, w Poznaniu – na Placu Wolności, w Warszawie na Placu Defilad i we Wrocławiu – na Rynku i Placu Solnym.

Poza Oficjalnymi Strefami Kibica w wielu miastach powstały nieoficjalne strefy kibica, zwane czasami sektorami kibica, w których pojawiało się także sporo kibiców. Niektórzy skorzystali z możliwości zorganizowania pokazów niekomercyjnych, dla własnych środowisk, nawet dla 150 osób. Należało spełnić następujące warunki: wykorzystany ekran musiał mieć przekątną nie przekraczającą 3 metrów, w pokazie mogło uczestniczyć nie więcej niż 150 osób i nie można było zaangażować żadnych sponsorów, ani pobierać opłaty za wstęp. W ten sposób można było cieszyć się „prywatną” strefą kibica.

Na mecz otwarcia Mistrzostw Europy 2012 wybrałem się jednak do Fan Zone in Warsaw na Placu Defilad, położonym na 120 000 m2, gdzie wśród ponad 100 tys. kibiców panowała bardzo gorąca atmosfera wywołana meczem Polski z Grecją.

– Serdecznie witam w gościnnej i sportowej Warszawie! Czekaliśmy na Was, przygotowaliśmy się na Wasze odwiedziny, tak jak się przygotowuje na przyjazd miłego i spodziewanego gościa. Ściągnęła Was do Warszawy chęć przeżycia wielkich sportowych emocji, dobrej zabawy, poznania miasta, w którym być może jesteście po raz pierwszy. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie. Pięć meczów rozgrywanych na Stadionie Narodowym dostarczy Wam niezapomnianych sportowych emocji. Po dobrą zabawę zapraszam do Strefy Kibica w samym centrum miasta. Atrakcje, jakie tam znajdziecie, nie pozwolą się Wam nudzić. Warszawiacy chcieliby, abyście w ich mieście poczuli się dobrzei bezpiecznie. Ten przewodnik ułatwi Wam poruszanie się po nim, znajdziecie w nim wiele praktycznych informacji od transportu po zaproszenie do stołecznych restauracji. Zachęcam także, obok uczestnictwa w wydarzeniach sportowych, do zwiedzenia Warszawy, poznania jej zabytków i urokliwych miejsc. Mam nadzieję, że nasze hasło „Zakochaj się w Warszawie” stanie się Wam bliskie i zachęci do ponownego przyjazdu. Serdecznie zapraszam i życzę wspaniałych emocji podczas mistrzostw UEFA EURO 2012TM w Warszawie – tak witała w Warszawie w ulotce – przewodniku „Fan Zone Guide Warszawa” Hanna Gronkiewicz-Waltz, Prezydent m.st. Warszawy.

Ale może od początku… Przy wjeździe do Warszawy pojawiło się wiele stoisk, gdzie można było zaopatrzyć się w biało-czerwone gadżety – zwłaszcza polskie flagi. Ja miałem już swój na szyi – szalik z nazwami państw organizujących Euro 2012 i ich herbami, między którymi znajdowała się piłka nożna – ta, która łączyła Polskę i Ukrainę poprzez wspólne organizowanie turnieju. Przy wejściu do Fan Zone w Warszawie napotkałem problemy z ulokowaniem się, które były spowodowane wielkim tłumem dopingujących biało-czerwonych. W znalezieniu miejsca, gdzie była dobra widoczność telebimu uporałem się dopiero w przerwie meczowej; szkoda, że telebim, który miałem na wprost siebie nie był ustawiony z 5 metrów wyżej. Ta niekomfortowa sytuacja wywołała okrzyki kibiców „Je…, je… PZPN” – chociaż wątpliwy był tutaj związek z tym piłkarskim. Kibice mieli nadzieję, że Reprezentacja Polski zagra jak za dawnych lat i co chwilę tonowali przyśpiewki: „Kto wygra mecz? Polska!”, „Polska, biało-czerwoni!” i inne.

Silne emocje panujące wśród kibiców ujawniały się nie tylko w sportowych aspektach meczu. W chwili, gdy sędzia Carlos Velasco Carballo z Hiszpanii karał Greków napomnieniami (żółtymi kartkami) Polacy bili mu aplauz, jakby myśleli, że usłyszy brawa na położonym dosyć niedaleko Strefy Kibica Stadionie Narodowym. Centrum Warszawy eksplodowało po golu Roberta Lewandowskiego na 1:0. Czerwona karta z 44 minuty dla Sokrátisa Papastathópoulosa także wywołała euforię – prawie taką, jakbyśmy już wygrali mecz. Gdy na ekranie pojawiła się twarz Bronisława Komorowskiego takiej radości już nie było – wszędzie zapanowały gwizdy. Uśmiałem się, gdy do koleżanki Piotrowskiej, która miała koszulkę ze swoim nazwiskiem na plecach, podszedł facet i zapytał o to, czy jest z Łodzi – jakby ul. Piotrkowska miała związek z Karoliną.

W przerwie meczowej Polacy z uniesionymi do góry biało-czerwonymi szalikami odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”, który miał dodać otuchy i wsparcia polskim reprezentantom, którzy byli tylko 3,5 km dalej.

Miła była reakcja kibiców na obroniony przez Przemysława Tytonia rzut karny. Bramkarz pochodzący z Zamościa stał się bohaterem, wszyscy skandowali na jego cześć słowa: „Dziękujemy! Dziękujemy!”. Była też chwila na odetchnięcie – po akcji, w której piłka trafiła do naszej siatki. Na szczęście był spalony. Sędzia asystent, który podniósł chorągiewkę, będzie bardzo zdrowy – bo kibice pili jego zdrowie w geście uznania, że wychwycił tak minimalnego spalonego.

Kibice opuszczali teren przy ulicy Marszałkowskiej w spokoju i z towarzystwem delikatnych rozmów, jakby oczekiwali już meczu z Rosjanami. Pytali: „Kto wygrał mecz?”. Nasuwała się odpowiedź: „Nikt”. Słychać było jeszcze śpiew „Polska, biało-czerwoni”, ale nie był to tak euforyczny śpiew jak w trakcie pierwszej części spotkania. Strefa kibica jednak po kilkunastu minutach zamieniła się w dyskotekę. Nie dosłownie w jej lokalizacji, bo cała Warszawa szalała do rana. Kibice bawili się na ulicach, pili piwo, śpiewali, a potem nawet tańczyli w knajpach. Policja musiała wyłączyć z ruchu sporo ulic. A gdy Rosjanie grali z Czechami dostałem smsa o takiej treści: „Chmiel jak chmiel, ale Tytoń tym razem lepszy” – jakby jego autor wiedział, że bawiąc się myślałem już o wtorkowym meczu Polaków z Rosjanami.

Tomasz Pakuła


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.