kamilkmiec
wtorek, 20 grudnia 2011, 12:26

Robert Różański: Graliśmy bardziej kombinacyjną piłkę

Wyznacznikiem postawy piłkarzy Orląt Łuków w rundzie jesiennej jest to, że nie przegrali w niej ani jednego meczu. Czy wynika to z coraz lepszej gry zawodników defensywnych?

– Jako wieloletni obrońca dużą rolę przywiązuję do gry tej linii, podobnie zresztą jak trenerzy innych drużynowych dyscyplin. Dobre zabezpieczenie tyłów ma duży wpływ na psychiczny komfort zawodników przez całe spotkanie. Uważam jednak, że przez półtora roku udało mi się z drużyną wypracować określony styl. Dziś Orlęta więcej grają kombinacyjnie, stosują dużą ilość podań i stwarzają mnóstwo sytuacji bramkowych. Niestety, wiele z nich nie wykorzystaliśmy i to jest naszym największym mankamentem. Doskonałym przykładem jest zremisowany bezbramkowo mecz z Ruchem Ryki. Najważniejsze jednak, że nie przegraliśmy ani jednego spotkania i zgodnie z przedsezonowymi założeniami zajmujemy w tabeli miejsce premiowane awansem do upragnionej w Łukowie trzeciej ligi.

Ale w porównaniu z rundą jesienną poprzedniego sezonu zdecydowanie poprawiliście skuteczność, podwajając ilość zdobytych goli…

– No cóż, na pewno prezentujemy się lepiej, ale obecnie w czwartej lidze gra o wiele więcej niż rok temu słabych zespołów. Wówczas poziomem odbiegał jedynie Dwernicki Stoczek Łukowski.

Początek rundy nie zapowiadał udanego jej zakończenia. Z pięciu spotkań aż cztery Orlęta zremisowały i to wszystkie na własnym boisku. Co pan wtedy myślał?

– Że brak zwycięstw jest tylko tymczasowy, bowiem graliśmy z dobrymi drużynami i mam tu na myśli rezerwy Bogdanki oraz Lewart. Szybko okazało się także, że również Sparta nie jest taka słaba jak w poprzednim sezonie, choć początkowo myślałem, że remis z nią świadczy jedynie o naszym ich zlekceważeniu. Remisy wynikały też z naszej wyjątkowej nieskuteczności. Niczym nie można wytłumaczyć jedynie meczu z Roztoczem, gdyż był to nasz najsłabszy w rundzie występ. Za to po Bogdance wygraliśmy aż dziewięć meczów z dziesięciu.

Zastanawia duża ilość zdobytych bramek w sytuacji, kiedy w linii ataku zabrakło kontuzjowanego Artura Gaja. Z czego to wynikało?

– Od kiedy jestem w Orlętach, to zawsze stwarzaliśmy dużo sytuacji bramkowych, ale większość z nich marnowaliśmy. No cóż, jeszcze jakoś nie potrafię wydobyć z młodych zawodników spokoju i wyrachowania pod bramką rywali. Czy Artur Gaj był w drużynie, czy też go jak teraz nie ma, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Wierzę, że gdy powróci, nikt już nie będzie miał problemów z koncentracją. Ale i tak uważam, że każdy z ofensywnych zawodników ma za sobą udaną rundę, czego dowodem minimum pięć zdobytych bramek.

Ile straciłyby Orlęta, gdyby Sylwester Buga powrócił latem do siedleckiej Pogoni?

– Na pewno dużo. Sylwek to zawodnik, na którego, gdy drużynie nie idzie, można liczyć; który swoim niekonwencjonalnym zagraniem potrafi otworzyć drogę do bramki przeciwnika bądź samemu wykończyć akcję. Bez niego musielibyśmy też grać innym ustawieniem – nie 4-2-3-1, a 4-4-2, i nie wiem, czy byłoby to lepsze rozwiązanie.

Najsłabsze spotkanie pana zespół rozegrał z Roztoczem, a najlepsze z Wieniawą w Lublinie?

– Nie, gdyż za taki uważam zremisowany mecz z bardzo silnymi tego dnia rezerwami Bogdanki Łęczna. Graliśmy bardzo skoncentrowani w defensywie i wypracowaliśmy kilka stuprocentowych sytuacji bramkowych, niestety, niewykorzystanych. Na Wieniawie zaś wygraliśmy po grze brzydkiej, ale skutecznej. Zabezpieczyliśmy własną bramkę i liczyliśmy na kontry oraz stałe fragmenty gry. To przyniosło sukces.

W ataku pojawił się bardzo skuteczny w klasie okręgowej Kamil Kopeć, który na początku miał problemy ze zdobywaniem bramek i może stąd brak zwycięstw na początku sezonu?

– Kamil latem borykał się z kontuzją. Później zaczął lepiej grać, bo wreszcie trafił na odpowiedniego lekarza, który odpowiednio ją zdiagnozował. Moim zdaniem, przy odpowiednim treningu jest to piłkarz na ligę wyższą niż czwarta. Poza tym mam w zespole sześciu zawodników ofensywnych i stosuję w przedniej formacji rotację, dzięki czemu podzielili się oni niemal po równo zdobytymi golami.

Kto pana pozytywnie zaskoczył, a kto rozczarował?

– W obu przypadkach nikt. Do nikogo nie mam pretensji, każdy stanął na wysokości zadania i dlatego stanowiliśmy wyrównaną drużynę. Powiem tylko, czym pewnie znów zaskoczę kibiców Orląt, że największym potencjałem dysponuje Michał Botwina. Piłkarską przyszłość mają też przed sobą inni bardzo młodzi zawodnicy, jak posiadający przywódcze cechy siedemnastoletni Jakub Bulak czy Maciej Kachniarz.

Obecny skład Orląt gwarantuje bezpieczne miejsce w trzeciej lidze?

– Niekoniecznie, dlatego chcemy poszerzyć kadrę, ale zawodnikami z rejonu Łukowa. By przyciągnąć kogoś z nazwiskiem, potrzebne są bowiem odpowiednio duże pieniądze. A różnica między czwartą
a trzecią ligą istnieje, i to spora. Bez wzmocnienia składu może być ciężko.

Ktoś zimą opuści zespół?

– Do Siedlec powróci Jakub Sterna, który wystąpił tylko w dwóch spotkaniach. Niepewny jest także los innego siedlczanina Kamila Witkowskiego. Miejsce jednego z nich może zająć Mateusz Wysokiński, który ostatnio grał w Gręzovii Gręzówka.

Uda się Orlętom minąć na finiszu Wieniawę?

– Nie zależy to tylko od nas. Nawet jak wygramy wszystkie mecze, to i tak lublinianie muszą jeszcze zgubić dwa punkty. Tak optymistycznie jednak nie patrzę. Bardziej spoglądam na drużyny plasujące się za nami. Odległość nie jest zbyt duża i walka o awans potrwa do samego końca sezonu.

źródło: Słowo Podlasia/orleta.lukow.pl
fot. orleta-spomlek.pl.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.