kamilkmiec
wtorek, 29 listopada 2011, 23:07

Jarosław Korzeń: Koń jaki jest, każdy widzi

Grając czwarty z rzędu sezon w zreformowanej III ligi, kibice Tomasovii mogli oczekiwać od swoich pupili utrzymanie pewnego poziomu, który wypracowany został w minionych dwóch latach. Po pierwszej rundzie nie mają jednak powodów do zadowolenia. Zarząd tomaszowskiego klubu powierzył mu misję przygotowania drużyny do wiosennych zmagań, pokazując tym samym zaufanie co do jego osoby. Na pytania Lubelskiej Piłki odpowiedział Jarosław Korzeń, trener „niebiesko-białych”.

Kamil Kmieć (Lubelska Piłka): Po dobrym starcie rundy jesiennej, później było już tylko gorzej. 17 punktów, zdobyte w 15 meczach to nie jest z pewnością wynik, jaki Pana satysfakcjonuje?

Jarosław Korzeń (trener Tomasovii): – Z całą pewnością. Można powiedzieć sobie otwarcie, iż jest on słaby, co powinno dać do myślenia zawodnikom i trenerowi. Dobry początek rundy okazał się jedynym pozytywem całej jesieni. Przyczyn takiej postawy było kilka. Był to przede wszystkim brak rywalizacji spowodowanej kontuzjami Piotra Jońca, Przemysława Wawrycy, Iwana Jaremy oraz wyjazd na uczelnię 3 zawodników (wspomniany Joniec, Norbert Raczkiewicz, Michał Skiba). Choć byli oni cały czas w treningu i do nich akurat nie mogę mieć zastrzeżeń, to ucierpiał na tym cały zespół. Kilku zawodników z kolei „zjechało” trochę z formą z wiosny. Patryk Nowosad czy chociażby Jan Kulas nie potwierdzili tak dobrej dyspozycji.

Po wynikach, jakie osiągnęła Tomasovia, można powiedzieć, że najlepszym meczem rundy był ten z Izolatorem Boguchwała. Wydaje się jednak, że najlepsze zawody Pana podopieczni rozegrali w Świdniku z Avią.

– Tak, zdecydowanie najlepszym meczem był ten w Świdniku, gdzie byliśmy zespołem przez 90 minut, a nie jak z Izolatorem Boguchwała, gdy zaczęliśmy grać dopiero w drugiej połowie. Twierdzę jednak, że było kilka dobrych meczy wyjazdowych, mimo, że kończyły się remisami, jak te z Siarką Tarnobrzeg , Unią Nowa Sarzyna czy Karpatami Krosno. Moim zdaniem problemem były niewygrane mecze przed własną publicznością z KS Zaczerniem, Polonia Przemyśl, Podlasiem Białą Podlaską i Strumykiem Malawą.

W chwili obecnej bardziej niż w górę, musicie patrzeć w dół tabeli. Macie zaledwie cztery punkty przewagi nad ostatnią Polonią Przemyśl, ale z drugiej strony wystarczą 2-3 dobre mecze, które wywindują was do górnej części tabeli. To pokazuje, że liga jest wyrównana.

– Chyba mało kto spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. Dopiero w końcówce rozgrywek lekko odskoczyła Siarka Tarnobrzeg, w środku wszystko się kotłuję i różnice są minimalne. My mamy 17 punktów i chyba cel sam nam się wykreował. Jest to walka o utrzymanie, choć tak niewiele brakowało do tego, aby mieć 5-6 punktów więcej. Wówczas mielibyśmy spokojną zimę i moglibyśmy wywierać presję na liderów. Niestety, moich zawodników zjadła presja, szczególnie w meczach u siebie.

Aż strach pomyśleć co by było, jakby w naszym składzie zabrakło Norberta Raczkiewicza. Może nie we wszystkich meczach potwierdzał swoją klasę, ale zdobył 7 bramek i bez niego nie wiadomo, gdzie po jesieni byłaby w tabeli Tomasovia. Jego sprowadzenie to był strzał w dziesiątkę.

– Norbert na początku rundy trochę nie mógł się odnaleźć w zespole. Jednak z meczu na mecz się rozkręcał i grał dobrze, strzelał ważne gole. Miało to trochę związek z tym, że w późniejszym okresie miał mniej zadań defensywnych, co skutecznie pozwoliło mu skoncentrować się na ofensywie. Szkoda tylko, że tak niewielu zawodników dołączyło do niego swoim poziomem.

Jeden piłkarz nie wygra jednak całego sezonu. Potrzebne są zmiany, o czym zarówno Pan, jak i kibice doskonale wiedzą. Jakie pozycje wymagają wzmocnień i czy ma Pan już kogoś konkretnego na oku?

– Samemu meczu się nie wygra, potrzebne są zmiany i wzmocnienia. Gołym okiem widać, gdzie są rezerwy. W miniony wtorek odbyło się posiedzenie Zarządu i tam zadecydowano, że nadal będę trenerem Tomasovii. Na dzień dzisiejszy potrzeba wzmocnić cały środek pola, poczynając od stopera, poprzez środkowego pomocnika, na napastniku kończąc. Oczywiście każdy zawodnik będzie wzmocnieniem, zawsze można przesunąć go na inną pozycję, ale te trzy pozycje wymagają natychmiastowych uzupełnień.

Letnie transfery nie były zbyt udane. Największe nadzieje pokładano w Kamilu Droździelu, ale jeden gol to zdecydowanie za mało jak na tego piłkarza. Przebłyski dobrej gry miał Mateusz Rejs, Piotr Joniec nie był w stanie zaprezentować pełni swoich możliwości ze względu na kontuzje, a Artur Piechnik jeżeli już pojawiał się na boisku, to na krótko. Po którym z tych piłkarzy spodziewał się Pan najwięcej?

– Kamil sam z pewnością musi czuć niedosyt, bo pewnie nie tak wyobrażaliśmy sobie wszyscy jego powrót. Mimo, że w polu nie grał źle, to zdobycie jednej bramki ze Stalą Sanok to wynik poniżej oczekiwań. Mateusz Rejs dobrze wszedł w rozgrywki, strzelając gola z Izolatorem, ale udowodnił, iż lepiej czuje się w roli zmiennika. Zawsze, gdy wchodził z ławki, dochodził do sytuacji strzeleckich, niestety nie trafiał, a powinien, jak z Zaczerniem, Polonią Przemyśl, z Karpatami czy przeciwko Malawie. Piotr Joniec to byłaby bardzo jasna postać w drużynie, gdyby nie kontuzja kolana. Pomimo urazu, dawał z siebie wszystko. Artur Piechnik dołączył do nas w ostatnim dniu sierpnia niejako z musu, ponieważ kilku zawodników narzekało na poważne kontuzje. Powiem tak, prochu nie wymyślił, ale w kilku meczach wchodząc z ławki wywiązał się z powierzonych mu zadań.

Przed rundą wiosenną, trener Jarosław Korzeń ma o czym myśleć. Skład Tomasovii wymaga przebudowy, bez tego ciężko będzie utrzymać III ligę w Tomaszowie.

Iwan Jarema pokazał, jak należy grać na pozycji obrońcy. Zadziorny, waleczny, zawsze zostawiał serce na boisku. Może kierunek ukraiński jest dobrym pomysłem w perspektywie wzmocnień zimą? Kibicom chyba marzyłby się najbardziej zawodnik pokroju Witalija Tyrkały, z którym miał Pan przyjemność grać przed laty.

– Iwan tak do końca nie może zaliczyć rundy do udanych, przeszkodziła mu w tym kontuzja pachwiny. Z tego powodu nie rozegrał 4 meczy, ale oczywiście w każdym spotkaniu był waleczny, zadziorny, nieustępliwy. To są jego atuty, a jak się podleczy, bo konieczny jest zabieg operacyjny, to powinien się rozwijać jeszcze lepiej. Z całą pewnością kierunek ukraiński czy białoruski jest możliwy, na pewno kilku zawodników będzie testowanych. Nawet jeszcze w tym roku.

Tomaszowski klub słynie z wychowanków, ale mówi się, że nadchodzą teraz suche lata i trzeba będzie posiłkować się piłkarzami „z zewnątrz”. Widzi Pan w drużynie juniorów kandydatów do gry w pierwszym zespole?

– Tomasovia praktycznie zbudowana jest z samych wychowanków. Ma to dobre i złe strony. Czasami bowiem niektórzy nie doceniają danej im szansy i robi się stagnacja oraz duszenie się we własnym sosie, a dobra atmosfera w szatni nie musi się przekładać na dobre wyniki na boisku. Juniorzy dostawali szanse, ale obowiązki szkolne wzięły górę nad frekwencją treningową. Optymalny byłby model, gdzie z każdego rocznika juniorów dostarczamy 2 „perełki”, a obecnie jest z tym ciężko.

Jak będzie wyglądać zima w wykonaniu piłkarzy Tomasovii? Czy znani są już sparingpartnerzy i czy „niebiesko-biali” wezmą udział w jakimś halowym turnieju?

– Mamy już kilka sparingów „zaklepanych”, obóz trzeba jeszcze dograć. Z pewnością zagramy też na hali, ale priorytetem zimą będą wzmocnienia kadrowe.

Na początku grudnia minie rok od przejęcia przez Pana zespołu Tomasovii. Jakie były to miesiące dla Pana? Jest Pan wychowankiem TKS i jej wieloletnim piłkarzem, a potem kapitanem, zatem pracę dla tomaszowskiego klubu z pewnością traktuje Pan w szczególny sposób.

– Koń jaki jest, każdy widzi. Mieliśmy niezłą wiosnę i słabą jesień, ale nie da się z marszu zastąpić takich zawodników jak Jacek Kusiak, Marcin Żurawski , Maciej Banaś, Jurij Michalczuk czy Bartosz Stefanik. W tym miejscu muszę się przyznać do tego, że zbytnio uwierzyłem naszym wychowankom, którym zabrakło w decydujących momentach zimnej krwi i doświadczenia. Frycowe zatem już zapłaciliśmy. Naprawdę ciężko być w swoim środowisku trenerem, szczególnie jak nie idzie najlepiej. Wierzę jednak w to, że wszystko skończy się dobrze, a kibice na wiosnę nie będą musieli wychodzić ze stadionu przed czasem.

Rozmawiał: Kamil Kmieć.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.