caro
wtorek, 1 listopada 2011, 10:04

Biedni kadrowo, bogaci punktowo. Tomasovia – Podlasie 0:2

Podlasie Biała Podlaska udało się do Tomaszowa w bardzo ubogim składzie. Kadra bialczan na spotkanie przeciwko tomaszowianom złożona była zaledwie z czternastu zawodników. Podopieczni Władimira Gieworkiana udowodnili jednak, że liczy się jakość, a nie ilość. „Biało-zieloni” nie rozgrywali w niedzielę wybitnych zawodów, lecz ustosunkowali się do znanego porzekadła, iż na wyjazdach nie sztuką jest grać pięknie, sztuką jest po prostu wygrać. Zwycięstwo na Roztoczu nabrało tym bardziej większego znaczenie, ponieważ pokonanie Tomasovii było pierwszym triumfem Podlasia w roli gości w tym sezonie. Z kolei drużyna Jarosława Korzenia osłabiona brakiem kilku podstawowych graczy, była cieniem drużyny chociażby z początku sezonu. „Niebiesko-białych” dopadł wyraźny marazm, z którego piłkarze TKS-u muszą szybko wyjść. Inaczej bowiem, okres zimowy może być w Tomaszowie bardzo nerwowy.

Słaba gra w ostatnich meczach nie przyciągnęła rzeszy kibiców na stadion przy al. Sportowej. Początek niedzielnej potyczki oba zespoły zaczęły spokojnie. Zarówno gospodarze jak i goście nie forsowali szybkiego tempa, wzajemnie „badając siły”. Ataki jednych i drugich trudno było określić mianem szczególnie groźnych. Po upływie ośmiu minut, niemal pierwsza składna akcja dała prowadzenie Podlasiu. Po centrze z prawej flanki niepewną interwencję zaliczył Piotr Waśkiewicz. Golkiper Tomasovii nie złapał piłki, a wypuścił ją przed siebie. Czyhający na błąd rywala Wojciech Hołowieńko skorzystał z tego prezentu i strzałem głową z bliskiej odległości dał przyjezdnym prowadzenie. Na domiar złego, trzy minuty później boisko przedwcześnie opuścił Ireneusz Baran. Pomocnik gospodarzy kopnął bez piłki jednego z przeciwników, a sędzia Gerard Żurawski odesłał zawodnika do szatni. Jak się później okazało, czerwona kartka miała pryncypialne znaczenie dla dalszych losów pojedynku. Wprawdzie „niebiesko-biali” stworzyli przed przerwą kilka okazji, lecz były to głównie próby desperackich strzałów z dystansu, czy też szanse po stałych fragmentach gry. Przyjezdni w pierwszej połowie zagrozili jeszcze raz groźnie bramce Waśkiewicza. W 40. minucie na uderzenie z blisko czterdziestu metrów zdecydował się Mateusz Bojarczuk. Golkiper Tomasovii w tej sytuacji spisał się bardzo dobrze i zdołał wybić futbolówkę na rzut rożny. „Biało-zieloni” prowadzili do przerwy jednym trafieniem i kontrolowali sytuację na boisku.


W drugiej odsłonie nadal obserwowaliśmy przewagę gości. Bialczanie umiejętnie przetrzymywali piłkę i w 58. minucie mogli pokusić się o drugie trafienie. W tej sytuacji po strzale Pawła Komara futbolówka poszybowała minimalnie obok prawego słupka. Dwie minuty później po raz kolejny zakotłowało się w polu karnym gospodarzy. Po strzale z rzutu wolnego piłka tym razem trafiła w słupek tomaszowskiej bramki. Chwilę potem sytuacji sam na sam z Waśkiewiczem na trafienie nie zamienił Hołowieńko. Napastnik Podlasia będąc w dogodnej sytuacji tylko w sobie znany sposób zmarnował tą szansę. Sztormowy napór bialczan został wynagrodzony w 67. minucie. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, akcję na dalszym słupku zamykał Łukasz Mirończuk, który zgrał piłkę na trzeci metr do Tomasza Gawrońskiego, a ten nie miał problemów z umieszczeniem jej w sieci. W kolejnych minutach gry na placu gry nie działo się nic godnego opisania. Podopieczni Jarosława Korzenia nie mieli dosłownie żadnego antidotum na zawiązanie akcji i pokonanie Adama Wasiluka. W 85. minucie swojego drugiego gola w tym meczu powinien zdobyć Gawroński, lecz tym razem napastnik Podlasia strzelił wprost w Waśkiewicza. Kiedy kibice opuszczali już stadion, Łukasz Chwała był bliski zdobycia honorowego trafienia. Wasiluk wypuścił sobie zbyt mocno piłkę, a kapitan miejscowych próbował lobować bramkarza rywala. Tak jak w całym meczu, nie udało się i w tej okazji.

Dzięki wygranej Podlasie awansowało na czwarte miejsce w tabeli, co jest z pewnością dobrym rezultatem dla młodej drużyny. Bialczanie przełamali niegodny dla czołowej ekipy na trzecim froncie kompleks bez wygranej na wyjeździe. Tomasovia natomiast jest wyraźnie w dołku. Brak kilku zawodników spowodowany licznymi kontuzjami dobitnie pokazał, że zmiennicy nie są w stanie zapewnić pewnego poziomu. Z pewnością na wynik niedzielnej konfrontacji pośrednio wpłynęła czerwona kartka dla Barana. O ile wykluczenie gracza „niebiesko-białych” można jakoś usprawiedliwić, to niektóre decyzje sędziego Żurawskiego wołały o pomstę do nieba. Arbiter popełniał karygodne błędy, myląc się zarówno na niekorzyść jednej jak i drugiej drużyny.

***

Tomasovia Tomaszów Lubelski – Podlasie Biała Podlaska 2:0 (1:0)

Wojciech Hołowieńko (8), Tomasz Gawroński (67)

Tomasovia: Waśkiewicz – Jarema (75 Typek), Chwała, Nowosad (75 Piechnik), Skiba, Słotwiński, Raczkiewicz (82 Błyskoń), Rejs (75 Jamroż), Baran, Droździel, Kulas

Podlasie: Wasiluk – Jędrzejuk, Strockis, Mirończuk, Bojarczuk, Leśniak (73 Adamiuk), Daniluk, Komar, Sobiczewski, Gawroński, Hołoweńko (89 Sawtyruk)

Żółte kartki: Jarema, Skiba (Tomasovia) – Daniluk, Jędrzejuk (Podlasie)

Czerwona kartka: Baran (Tomasovia)

Sędzia: Gerard Żurawski, asystenci Krzysztof Bomba, Grzegorz Babula (Mielec)

Obserwator: Stanisław Sachajko

Widzów: 200

***

Powiedzieli po meczu:

Władimir Gieworkian: – Ważny był dla nas rezultat. Wygraliśmy mecz i jestem szczęśliwy. My chcemy iść do przodu i dzisiaj wynik stoi na pierwszym miejscu. Graliśmy dobry mecz tutaj wiosną. Dzisiaj zagraliśmy gorzej, ale zwyciężyliśmy. Zmniejszyliśmy stratę do czołówki. Zostały nam do rozegrania dwa mecze, a następnie trzeba przepracować okres zimowy, by jak najlepiej przygotować się do rundy rewanżowej. Zgubiliśmy dużo punktów z drużynami z dołu tabeli, jak na przykład z Mielcem, Przemyślem czy Malawą. Gdybyśmy w tych meczach sięgnęli po pełną pulę, bylibyśmy w innej sytuacji psychologicznej. Czerwona kartka odegrała ważną rolę. Było nas o jednego więcej i grało się łatwiej. Uważam, że pokazanie kartki było sprawiedliwe, bo piłkarz Tomasovii uderzył naszego zawodnika bez piłki, tak być nie może. Dla tak młodej drużyny osiągnięty dotychczas wynik można ocenić jako nienajgorszy, lecz powinien być on nieco lepszy. Zgubiliśmy punkty, których zgubić nie powinniśmy.

Mateusz Bojarczuk: – Najważniejsze są trzy punkty. Mecz nie był taki ładny z naszej strony. Było dużo walki, mecz był agresywny. Pomogła nam czerwona kartka dla Ireneusza Barana. Wtedy powinno grać się nam łatwiej, ale niekoniecznie tak było. Popełnialiśmy dużo błędów w obronie. Nasz bramkarz był zmuszony do wybijana długich piłek, ponieważ Tomasovia starała się nas zaatakować. W drugiej połowie udało nam się strzelić drugą bramkę, grało nam się łatwiej. Myślę, że zasłużenie wywozimy trzy punkty z Tomaszowa..


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.