kamilkmiec
piątek, 8 lipca 2011, 14:05

TOMASOVIA / JAROSŁAW KORZEŃ: KIBICE MOGĄ SIĘ NIECO ZDZIWIĆ

Kamil Kmieć (Lubelska Piłka): Przed rozpoczęciem rundy mówił pan o zdobyciu 25 punktów, udało się zdobyć o jedno oczko mniej. Mogło być lepiej?

Jarosław Korzeń (trener Tomasovii):
– Zdecydowanie tak. Cień na całą rundę kładą dwa ostatnie mecze z Unią i Chełmianką. Trochę drużyny nie poznawałem, wyglądaliśmy, jakbyśmy opadli z sił. Po meczu z Partyzantem mówiłem, że czekają nas dwa ciężkie spotkania z drużynami, które bronią się przed spadkiem. Jak pokazuje historia, z takimi ekipami ciężko nam się gra. Determinacja, chęci i wola walki odgrywają duże znaczenie, a my byliśmy „syci” i w tych meczach mogliśmy powiększyć nasz dorobek punktowy. Niestety, nie poradziliśmy sobie. Dodatkowo uważam, że niektórzy zawodnicy myślami byli na wakacjach. Zdarzały się jeszcze wpadki jak z Wisłą, Stalą Sanok czy Polonią. Na początku rundy, gdy istniało jeszcze lekkie zagrożenie degradacją, to widać było agresję, ambicję, a później tego zabrakło. W ostatnich meczach rundy, fizycznie wyglądaliśmy przeciętnie. Po drodze były rozgrywki nie tylko Pucharu Polski, ale też Regions Cup i to też miało duży wpływ. Dorzucić do tego należy kontuzje Piotra Waśkiewicza, Marcina Żurawskiego i Jurija Michalczuka. Jesteśmy drużyną środka tabeli, z przeważającą większością młodzieży w kadrze.

Zarówno pan, piłkarze jak i kibice, żałują chyba też straconej szansy na zdobycie wojewódzkiego Pucharu Polski. Z perspektywy czasu myśli pan, że wówczas tego przegranego 0:3 meczu w Białej Podlaskiej z rezerwami Podlasia, rzeczywiście nie dało się wygrać?

– Przed tym spotkaniem kilku chłopaków narzekało na urazy. Chciałem dać ponadto szansę zawodnikom, którzy dotychczas mało grali. Podlasie zagrało wówczas świetny mecz, a mówiłem przed spotkaniem, że w pucharze nigdy nie ma faworyta. Puchar rządzi się swoimi prawami. Gdy zaczęło nam się wszystko dobrze układać, to wypadł nam w tym meczu Żurawski, który skręcił kostkę, a po przerwie Waśkiewicz również musiał opuścić boisko. Między słupkami zagrał Radosław Woś, zastępując „Pepe” w trudnym momencie, gdy przegrywaliśmy 0:1. Nic się w tym meczu nie ułożyło, a uważam, że to spotkanie miało wpływ na następne ligowe kolejki. Być może gdybym rzucił do boju wszystkie siły na rozgrywki pucharowe, to może to wszystko potoczyłoby się inaczej.

Z którego ze spotkań był pan w minionej rundzie zadowolony, a o jakim chciał pan jak najszybciej zapomnieć?

– Zagraliśmy dobry mecz z Izolatorem, mimo, że mieliśmy na początku spotkania trochę szczęścia, bo goście stworzyli sytuacje, ale na posterunku czuwał Łukasz Bartoszyk. Był to mecz na przełamanie, po dwóch remisach z rezerwami Górnika i Avią Świdnik. Muszę przyznać, że jestem też zadowolony z takich meczów jak te z Partyzantem, Siarką czy Stalą Mielec. Zdecydowanie najgorzej zaprezentowaliśmy się w Sanoku, gdzie do 20 minuty mieliśmy 3 sytuacje, niepodyktowany rzut karny i doprawdy nie mam pojęcia, co się potem stało z drużyną. Po stracie pierwszej bramki przestaliśmy grać, wynik brzmiał 0:4, a mogło być jeszcze gorzej. Dorzucę do tego jeszcze wspomniane wcześniej dwa ostatnie mecze sezonu, gdzie zagraliśmy jak juniorzy.

Przejął pan zespół jeszcze w grudniu i miał pan całą zimę na przygotowanie swoich podopiecznych do trzecioligowych rozgrywek. Z czego jest pan usatysfakcjonowany  a co należy jeszcze doszlifować, aby w zbliżającym się sezonie wypaść lepiej niż w ubiegłym?

– Udało nam się wprowadzić kilku młodych zawodników, np. Kozyrę, Słotwińskiego czy Kulasa. Co prawda dwaj pierwsi już wcześniej grywali w meczach seniorów, ale nie w takim wymiarze czasowym. Jeżeli natomiast chodzi o minusy, to w niektórych meczach brakowało konsekwencji. Nie należy schodzić poniżej pewnego poziomu, który się wypracowało. Występowała swego rodzaju sinusoida – raz było dobrze, a raz słabo. Stabilizacja formy jest jedną z rzeczy podstawowych, aby to wszystko jakoś funkcjonowało. Tego mi się akurat nie udało zrobić. Musi się ponadto zwiększyć rywalizacja wśród młodzieży. Sen z powiek spędza mi środek pola, bo w tym elemencie prezentowaliśmy się najsłabiej. To nie chodzi tylko o dwóch środkowych pomocników, ale ogólnie o środek pola jako na przykład rozegranie piłki. Konieczne jest zatem pozyskanie piłkarzy do tej formacji.

Z Mateusza Cywki, który po kilku ligowych kolejkach rozstał się z Tomasovią, nie miał pan praktycznie żadnego pożytku. Co innego z Jurija Michalczuka oraz Patryka Nowosada. Jak oceni pan rundę w ich wykonaniu?

– Ciężko oceniać grę Mateusza, bo miał problemy zdrowotne i poddał się. Nie zniósł ciężaru reżimu treningowego i sam powiedział, że nie jest mi w stanie zagwarantować pewnego poziomu. Bardzo mnie to zdziwiło, bo jeżeli zawodnik taki jak on, czyli młody i pełen sił, po kilku meczach mówi pas, to jest też w pewnym sensie i moja porażka. Jeżeli chodzi o Jurę, to uważam, że runda w jego wykonaniu była średnia. Świetnie prezentował się w sparingach, a potem spuszczał z tonu i w okresie, gdy zaczął grać dobre mecze, nagle przyszła nieszczęsna kontuzja stawu skokowego. W ten sposób jedną trzecią rundy praktycznie spędził poza boiskiem. Jeżeli wymazać z pamięci te dwa ostatnie mecze sezonu, to Patryk Nowosad był naszym najlepszym transferem. Zawodnik ten gra bardzo odpowiedzialnie, „czuje” zespół, jest tam, gdzie jest zagrożenie. Jest silny, dynamiczny i cieszy mnie jego postawa, co dobrze rokuje na przyszły sezon.

Kto pana zdaniem w ostatniej rundzie zrobił największe postępy? Wydaje się, że taką osobą był Jan Kulas.

– Przemawiała za nim dobra postawa w sparingach, gdzie co prawda zaczął trochę słabo, ale z każdym kolejnym meczem prezentował się coraz lepiej. W drugiej połowie w Krośnie zdobył dla nas zwycięską bramkę, później zagrał dobrze z Podlasiem i znowu strzelił gola. Wchodził na końcówki spotkań i prezentował się ciekawie, także wydaje się, że był odkryciem tej rundy. Przyszły sezon może należeć do niego, jeśli potwierdzi, że te bramki i asysty nie były dziełem przypadku.

Jarosław Korzeń został trenerem Tomasovii w grudniu ubiegłego roku.


Na sto procent z zespołu odejdzie Jacek Kusiak…

– Jacek ma niebywałą motorykę i niezłą technikę, gorzej u niego z taktyką. Jest takie przysłowie, że im wyżej, tym ciaśniej. W zespołach z wyższej półki, ciężko jest się przebić, zostają tam tylko najlepsi. Musi to Jacka nauczyć pokory, że nie zawsze to, co mu się udawało w trzeciej lidze, to od razu musi być przeniesione na wyższą ligę. Jest młodym zawodnikiem, ma 20 lat i na pewno chciałby „wyfrunąć” z tego gniazda i zawojować Polskę, tak jak u nas podbił w wielu meczach serca kibiców. Jacek musi być regularny, nie może zagrać jednego dobrego spotkania raz na miesiąc, a dwa kolejne takie sobie. Życzę mu jak najlepiej, bo ma niesamowity potencjał.

Skoro już doszliśmy do personaliów, warto zastanowić się, jak będzie wyglądała kadra w przyszłym sezonie. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że szykują się spore roszady. Kilku zawodników prawdopodobnie odejdzie (wspomniany Kusiak, a także młodzieżowcy – studia), a na ich miejsce trzeba będzie sprowadzić nowych. Układa pan już sobie w głowie kadrę, jaką chciałby pan dysponować na jesienne zmagania w III lidze?

– W głowie kadrę już mam, ale to jest tylko na razie moja wizja, bo chciałbym mieć już to wszystko na papierze. Kibice mogą się nieco zdziwić, jak będzie wyglądała drużyna w przyszłym sezonie, bo kilku zawodników nosi się z zamiarem odejścia z drużyny. Nie będę mówił na razie o nazwiskach, bo niektórych będę jeszcze przekonywał do pozostania. Są jednak osoby, które definitywnie powiedziały stop. Na ich miejsce trzeba sprowadzić innych graczy. Taka jest jednak kolej rzeczy. Ci, którzy przyjdą, będą zawodnikami młodymi z terenu, którym trzeba dać szansę. Po to też działa Tomasovia, aby wychowywać i kształcić. Nie wiem, czy w obecnej sytuacji nie byłoby konieczne ściągnięcie też zawodników zza wschodniej granicy. Liczę się z tym, że 7-8 piłkarzy może odejść, a taka sama liczba zasili Klub.

Jeżeli uda się panu zakontraktować odpowiednich piłkarzy, to jaki cel przyświecałby panu w zbliżających się rozgrywkach?

– Musimy spotkać się z zarządem, bo to nie sztuka postawić jakiś cel, a potem być rozczarowanym. Trzeba robić wszystko, żeby być wyżej w tabeli niż w poprzednim sezonie, zdobyć więcej punktów niż ostatnio. Ważne też będzie to, czy nastąpi zapowiadana kolejna reorganizacja rozgrywek. Pod tym kątem musimy pracować, aby być co najmniej w pierwszej piątce ligi, co jest realne.

Sezon startuje 13 i 14 sierpnia. Kto będzie się liczył w walce o awans do II ligi? W ostatnich dwóch latach, na pierwszym miejscu rozgrywki kończyły lubelskie ekipy: Spartakus Szarowola i Wisła Puławy. Czy w tym sezonie sprawa promocji do wyższej ligi rozstrzygnie się pomiędzy podkarpackimi ekipami?

– Ciężko mi powiedzieć, bo musiałbym zobaczyć, jak prezentują się kadry poszczególnych zespołów. Z Izolatora odszedł trener Grzegorz Opaliński, napastnik Tomasz Płonka. Nie wiem, co będzie w Targowiskach, Sanoku czy Tarnobrzegu. Powiem szczerze, że w przyszłym sezonie może być to liga niespodzianek. Mocną ekipą powinny być Orlęta Radzyń, co udowodnili już w IV lidze. Są u nich pieniądze, mają dobre zaplecze i uważam, że zbudują solidną drużynę. Dla Stali Kraśnik nie powinien być to wielki przeskok, bez problemu dadzą sobie radę. Beniaminkowie z Podkarpacia – KS Zaczernie i Strumyk Malawa, zapewne sięgną po posiłki z Rzeszowa i też będą groźni. Nie widzę słabeuszy w tej lidze. Rozgrywki na pewno będzie ciekawe.


Dodaj komentarz

Komentarze sa wyłączone.