admin
sobota, 19 lutego 2011, 18:07

Widziane z oddali (100) / Jamcito nie zdradza kim jest…

Admin: Ten tekst jest szczególny, gdyż po raz setny kibice Korony, i nie tylko, mają okazję poznać, co do powiedzenia ma Jamcito. Kim jest tajemniczy Jamcito?

Jamcito: Nick Jamcito powstał z połączenia części zdania wypowiedzianego przez bohatera sienkiewiczowskiego „Potopu” Onufrego Zagłobę, który rzekł: „Jam ci to, nie chwaląc się, sprawił”, a za nim kryje się 65-letni facet, któremu chce się, zamiast wypoczywać na emeryturze i bawić wnuki, interesować się sportem na tyle, by komentować poczynania drużyny oddalonej od miejsca zamieszkania o setki kilometrów. Mam wiele innych pasji i staram się żyć w sposób czynny, bo bezczynność zabija. Dowód osobisty wydał mi prezydent Gdańska, sercem jestem w Gdyni, a tęsknię za Łaszczowem.

Ad.: Skąd się bierze ta tęsknota?

Jam.: Swego czasu, dość dawno temu, telewizja emitowała serial pt. „Korzenie” opowiadający historię afroamerykanina, który poszukiwał miejsc związanych z własną przeszłością. Człowiek ma tak skonstruowaną psychikę, że w jesieni swojego życia wraca do wspomnień z dzieciństwa i młodości. Może zapomnieć, po co wyszedł z domu, ale pamięta wszystko, co przeżył pół wieku temu. Znam to z autopsji, chociaż jeszcze nie zapominam, po co opuszczam mieszkanie. Na cmentarzu w Łaszczowie są groby moich bliskich, w pamięci mam obraz rozlanej wiosną Huczwy, żółty dywan kaczeńców, w uszach śpiew niezliczonych ptaków. To wszystko powoduje, że chciałoby się jeszcze to zobaczyć. Ale tego już nie ma. Kiedyś po Huczwie pływało się kajakiem, łowiło się w niej ryby, a teraz to zaledwie strumyk. Pomimo tego chętnie, jeśli jest taka możliwość, odwiedzam Łaszczów, choć przyznam, że te odwiedziny nie są zbyt częste. Może w tym roku wstąpię do Łaszczowa w drodze powrotnej ze Lwowa. Zobaczymy. To, że Łaszczów noszę stale w sercu tłumaczy fakt, że moje felietony są publikowane na stronie Korony.

Ad.: Czytający Pana felietony nie mają wątpliwości, że zna się Pan na piłce nożnej. Czy w młodości grał Pan w piłkę nożną?

Jam.: Szkołę podstawową kończyłem w Łaszczowie. Wówczas piłka nożna była dla chłopców jedyną rozrywką. Grało się wszędzie, najczęściej w parku w czasie dużej przerwy albo po lekcjach. Pamiętam, że na Romka Bednarskiego i Franka Sobolewskiego nie było siły. Ogrywali wszystkich. Grałem też i ja, ale nie byłem wyróżniającym się piłkarzem z racji braku warunków fizycznych. Miałem wprawdzie smykałkę do strzelania bramek, ale w starciu z agresywnymi obrońcami nie miałem większych szans. Do liceum chodziłem w Sopocie i tam grałem w reprezentacji szkoły. W czasie letnich wakacji grywałem mecze w Łaszczowie, organizowaliśmy spotkania towarzyskie w Tyszowcach, Wożuczynie, Telatynie. Jednak nie brałem udziału w rozgrywkach ligowych. Za to jeden z moich dalekich kuzynów noszący identyczne jak moje imię i nazwisko święcił triumfy w Szombierkach Bytom. Był czołowym strzelcem tej drużyny, która była wówczas mistrzem Polski. Nie przyszło mi jednak do głowy „podszyć się” pod swojego imiennika. Później pozostało jedynie kibicowanie i tak jest do dzisiaj. Za parę godzin będę na nowym stadionie Arki Gdynia, która rozegra mecz z bułgarskim zespołem Beroe Stara Zagora. To zespół, z którym w 1980 roku Arka, po zdobyciu Pucharu Polski, walczyła w europejskich rozgrywkach o Puchar Zdobywców Pucharów. W Gdyni Arka wygrała 3:2, ale u siebie Bułgarzy wygrali 2:0 i sen Arki o podbiciu Europy się skończył. Byłem wówczas na meczu w Gdyni. Stadion pękał w szwach, bo na obiekt o pojemności 12 tysięcy ludzi weszło ponad 22 tysiące kibiców. Oprócz Arki kibicuję oczywiście Koronie Łaszczów. Z oddali.

Ad.: Jak Pan ocenia zamojską ligę okręgową?

Jam.: Jestem od Zamojszczyzny zbyt daleko, by móc oceniać tamtejsze rozgrywki ligowe. Jedynie z analizy porównawczej z pozostałymi okręgówkami Lubelszczyzny można wysnuć wniosek, że rozgrywki są ciekawe. Pada dużo bramek, ścisk w tabeli sprawia, że każda kolejka zmienia układ. Wydaje się jednak, że piłkarze Omegi Stary Zamość są głównym pretendentem do awansu. Ciekawie jest w Krasnobrodzie, gdzie władze Igrosu prowadzą nadzwyczaj mądrą i dalekowzroczną politykę kadrową. Dotąd zawodzi natomiast Unia Hrubieszów.

Ad.: Korona Łaszczów od kilku już sezonów jest zespołem mocnym, ale awans do IV ligi pozostaje poza zasięgiem. Co Pan o tym sądzi?

Jam.: Wielokrotnie już pisałem, że drużyna tej klasy rozgrywek powinna utożsamiać się z miejscową społecznością. Podstawowym zadaniem V-ligowego klubu jest upowszechnianie sportu w danej miejscowości, gminie. To muszą być nasi chłopcy. Oczywiście, wzmocnienia zespołu są niezbędne, bo młodzież musi mieć wzorce, ale awans „na siłę” nic korzystnego nie przynosi. Z tego punktu widzenia mam wątpliwości, gdy chodzi o politykę kadrową Huczwy Tyszowce. Zupełnie odwrotnie jest w Krasnobrodzie i to jest wzór do naśladowania. Typowym przykładem niezrozumienia idei sportu jest klub Termalica Bruk-Bet działający we wsi Nieciecza pod Tarnowem, który ma drużynę występującą na zapleczu Ekstraklasy. Wieś liczy niecałe 800 mieszkańców, stadion ma 2.000 miejsc, a na mecze przychodzi 200 osób, z tego ¾ to przyjezdni. W Termalice gra teraz urodzony w Łaszczowie Łukasz Kowalski, były obrońca Arki Gdynia, kiedyś zawodnik Hetmana Zamość. Dlatego obecną politykę władz Korony oceniam dobrze, gdyż widzę wysiłek skierowany w rozwój drużyn trampkarzy i juniorów. To przecież naturalne zaplecze drużyny seniorów. A już prawdziwym strzałem w dziesiątkę była realizacja pomysłu o utworzeniu drużyny żeńskiej. Okazać się może, że po wiosennej rundzie rozgrywek do Łaszczowa zawita II liga i przyjadą urocze studentki Uniwersytetu Warszawskiego, by zmierzyć się z Justyną Wronką oraz jej koleżankami. O Łaszczowie będzie wtedy głośno i miasto może tylko na tym zyskać. O IV lidze męskich rozgrywek powinno się myśleć wówczas, gdy klub będzie do tego przygotowany pod względem finansowym i organizacyjnym.

Ad.: Czy możemy liczyć na kolejną setkę felietonów?

Jam.: Dopóki znajdą się czytelnicy moich felietonów, dopóty nie zaprzestanę pisać tekstów, które, co mnie szczególnie cieszy, są czytane przez kibiców innych klubów, a niekiedy publikowane przez „Lubelską Piłkę”. Dziękuję też za rzeczową polemikę. Należy pamiętać, że felietony zawierają mój subiektywny punkt widzenia, a przecież nie zawsze mogę mieć rację. Mówi się przecież, ze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdybym siedział na trybunie stadionu w Łaszczowie sprawy widziałbym zapewne inaczej.

Ad.: I nie ujawni nam Pan swego nazwiska?

Jam.: Nazwisko nie ma w tym przypadku istotnego znaczenia, a niekiedy atmosfera tajemnicy może być intrygująca. I niech tak zostanie. Korzystając z okazji chciałbym szczególnie podziękować Czytelnikom pierwszej setki moich felietonów. Tych, którym to mało, a interesują się polityką, zachęcam do lektury moich tekstów publikowanych przez Onet w dziale Dziennikarstwo Obywatelskie. Tam występuję pod nickiem Jamto.

Ad.: Dziękuję za rozmowę.

Jam.: Dziękuję.

lkskorona.futbolowo.pl


Dodaj komentarz

Komentarze sa wyłączone.