kamilkmiec
piątek, 14 stycznia 2011, 19:14

Jarosław KORZEŃ: – Po to są zmiany, aby było lepiej

Jarosław KorzeńKamil Kmieć: Na niemal sto procent poprowadzi pan zespół Tomasovii w rundzie wiosennej sezonu 2010/2011. W jaki sposób doszło do zawarcia porozumienia z władzami klubu?

Jarosław Korzeń:
– Jeszcze w starym, 2010 roku, otrzymałem propozycję pracy z pierwszym zespołem do czasu Walnego Zebrania członków, które ma wyłonić nowy zarząd klubu pod koniec stycznia. Propozycję otrzymałem od dyrektora klubu i jednocześnie prezesa, Stanisława Kopra.

Gdy dowiedział się pan o zainteresowaniu pańską osobą klubu z Tomaszowa Lubelskiego, jakie były w związku z tym pana pierwsze myśli?

– Pierwszą myślą było wyzwanie, które na mnie czeka i odpowiedzialność za misję. Powiem jednak, że przyjąłem to całkiem naturalnie.

Zastąpił pan Zbigniewa Kuczyńskiego, który piastował stanowisko trenera Tomasovii przez cztery lata. Jak oceni pan wykonaną przez niego w tym okresie pracę, jako szkoleniowca tomaszowskiego zespołu?

– Zbyszkowi należą się słowa uznania za wykonaną pracę , za to że postawił na wychowanków i uczył ich grać w piłkę. Moim zdaniem nastąpiło jednak zmęczenie materiału i 4 lata spędzone na stanowisku trenera zaczęły trochę ciążyć. Niestety, nikt z nas nie jest Goue Roux czy Alexem Fergusonem.

Nie sposób nie wspomnieć o pana pobycie w Sparcie Wożuczyn. Granie w piłkę, połączone z trenowaniem, było dobrym pomysłem?

– Czas spędzony w Sparcie był dla mnie jakby naturalnym przejściem z etapu gry w piłkę do etapu trenowania. Mile będę ten czas wspominał, było to naprawdę duże doświadczenie być trenerem i jeszcze grać oraz brać odpowiedzialność za obie te rzeczy. Muszę także wspomnieć w tym miejscu, iż równolegle do pracy w Sparcie, prowadziłem – nawet z sukcesami – grupy młodzieżowe w Tomasovii.

Każdy trener posiada swoją wizję prowadzenia zespołu oraz filozofię gry. To tylko jedne z wielu innych czynników, które decydują o tworzeniu się drużyny. Czy i w jaki sposób będzie pan próbował wykorzystać swoje doświadczenie i zdobyte umiejętności do wprowadzenia ich do Tomasovii?

– Moja filozofia gry jest bardzo prosta i banalna – jak się trenuje, tak się gra. Dodatkowo pomocne będzie w tym moje dość długie doświadczenie zawodnicze i chyba niezłe przygotowanie merytoryczne jako trener I klasy z licencją UEFA-A. To mimo wszystko nic, bo jeszcze jest czynnik ludzki, który mam nadzieję nie zawiedzie, bo ja wierzę w dobrych ludzi, którzy dobrze grają w piłkę i nie boją się tego robić.

Wielu sympatyków tomaszowskiego klubu doszukuje się w przyczynach zajęcia zaledwie ósmego miejsca w tabeli III ligi po rundzie jesiennej m.in. podziałów w drużynie i zaległości finansowych. Na ile jest pan w stanie zapewnić kibiców, że takie sceny w najbliższym czasie już się nie powtórzą?

– Mam zapewnienie władz klubu i miasta, że zaległości będą regulowane i chcę w to wierzyć, choć muszę powiedzieć iż nie są to wcale kosmiczne sumy, a wrzucając kamyczek do ogródka zawodników  i znając ich psychikę, to dobrze mieć jakieś alibi na słabszą grę. Dlatego trzeba wyregulować zaległości jak i samych zawodników.

 

 

Jarosław Korzeń jeszcze w koszulce Sparty Wożuczyn. W Tomasovii nie będzie już biegał za piłką, a w pełni skupi się na pełnieniu funkcji trenera. Fot. Tomasz Maliszewski.

 

Aby walczyć o coś więcej niż tylko środek tabeli, niezbędne są wzmocnienia. Czy oprócz tych zawodników, którzy pojawili się na pierwszym treningu, mowa tu o Mateuszu Cywce, Kamilu Droździelu  i Patryku Nowosadzie, możemy spodziewać się kolejnych nowych twarzy? Mówi się zwłaszcza o pana podopiecznych ze Sparty: Kamilu Antoniuku i Mateuszu Rejsie, wspominał pan też o Łukaszu Sękowskim z Omegi Stary Zamość.

– „Rejsik” i Kamilek to bardzo fajni, młodzi chłopcy z niezłym potencjałem piłkarskim. Niestety, Marcin studiuje dziennie w Białej Podlaskiej i już jesienią ciężko było mu godzić obowiązki studenckie ze sportowymi, natomiast Kamil Antoniuk jest w klasie maturalnej i chyba troszeczkę obawia się wyzwania, które może go przerosnąć. Ponadto w chwili obecnej jest kontuzjowany, bowiem ma problemy z mięśniami brzucha, które już jesienią rzutowały na jego formę w Sparcie. Jestem z Kamilem w stałym kontakcie. Jeżeli natomiast chodzi o Łukasza Sękowskiego, to jest to dobry piłkarz, którym by nikt nawet w wyższej klasie rozgrywek nie pogardził. Kilkakrotnie z nim rozmawiałem, ale najpierw musi on poukładać swoje obowiązki, aby móc grać w Tomaszowie. Liczę także mocno na to, że nasza młodzież da mi argumenty by nie sięgać po piłkarzy z zewnątrz.

Mówiąc o wzmocnieniach, pojawia się również temat piłkarzy, którzy mogą odejść z drużyny. Czy patrząc na obecną kadrę, jednak nie mówiąc o konkretnych nazwiskach, widzi pan zawodników niepasujących do pańskiej koncepcji?

– Jestem zbudowany rozmowami z Tomaszem Siomą oraz Jarosławem Pacholarzem, którzy sami czuli konieczność pewnych zmian w drużynie, chcą sobie ułożyć życie w innym miejscu, a ja to w pełni rozumiem. Życzę im powodzenia, bo dużo dobrego zrobili dla klubu swoją grą.

W jednym ze wcześniejszych wywiadów przyznał pan, że wyrobił sobie nazwisko poprzez funkcję trenera Sparty. Wydaje mi się jednak, że wielu kojarzy pana przede wszystkim z gry w barwach Tomasovii. Myśli pan, że może to być dodatkowy atut w prowadzeniu zespołu TKS?

– Z pewnością to może być mój atut, a nazwisko wyrobiłem sobie, jeżeli już, to pracując z tomaszowską młodzieżą i zdobywając dwukrotnie Mistrzostwo Polski LZS w gimnazjadzie w 2005 i 2006 roku oraz poprzez ostatnie sukcesy z młodzikami. Bardzo cenię sobie osiągnięcia z dziećmi i młodzieżą, bardzo chciałbym je przełożyć na pracę z seniorami. Sam jestem ciekaw, czy mi się to uda.

Skoro już jesteśmy przy temacie pańskiej przeszłości, proszę powiedzieć, jak wspomina pan okres gry w Tomasovii? Znany był pan z nieustępliwej, ale też zdyscyplinowanej gry.

– To był dość długi i różny okres, bo pod koniec mojej gry w Tomasovii dobre mecze przeplatane były z tymi przeciętnymi. Ciężko było pogodzić pracę w szkole, pracę z młodzieżą i jeszcze grę. Tak jak pan powiedział, serducha nigdy do gry mi nie brakowało, a pościgu o utrzymanie w bardzo mocnej III lidze wiosną, kiedy byłem kapitanem, tego kolektywu, tej atmosfery i tych kibiców do końca życia nie zapomnę. Chcę, aby to wróciło.

Wspomina pan o pracy z młodzieżą. Czy w związku z objęciem funkcji pierwszego trenera tomaszowskiego zespołu, czy będzie pan nadal prowadził grupę młodzieżową w Tomasovii?

– Nie ma na to szans. Muszę się skoncentrować na jednym celu.

Na co będzie stać pana zespół w nadchodzącej rundzie? Liga jest nieprzewidywalna, każdy może wygrać z każdym, ale czy Tomasovię stać na poprawienie wyniku z poprzedniego sezonu?

– Po to są zmiany, aby było lepiej, nie gorzej. Chcemy uzbierać więcej punktów niż jesienią, grać bardziej ryzykownie i agresywniej. Zobaczymy, co przyniesie nam wiosna i jak zarzutuje na kolejny sezon, który będzie poprzedzał 90-lecie klubu.

Kogo upatruje pan w roli faworyta w wyścigu o II ligę? Kandydatów jest co najmniej kilku: Izolator Boguchwała, Wisła Puławy, Stal Sanok, Partyzant Targowiska czy Siarka Tarnobrzeg.

– Trudno przewidzieć bieg wydarzeń. Na pewno kluczową rolę odegra psychika i to, kto pęknie w wyścigu o fotel lidera. Powiem tak – faworytów nie wskażę, ale wiosną będzie bardzo ciekawie.

Na koniec rozmowy proszę powiedzieć, czego życzyć panu w rozpoczętym kilka dni temu 2011 roku?

– Zdrowia i jeszcze raz zdrowia, dla mnie i moich zawodników, aby szerokim łukiem omijały ich kontuzje oraz wiary w to, co się robi i odwagi w podejmowaniu decyzji.

Rozmawiał: Kamil Kmieć


Dodaj komentarz

Komentarze sa wyłączone.