admin
niedziela, 9 stycznia 2011, 09:41

Słynne mecze Tomasovii (3) / Tomasovia – Orlęta Radzyń 2:1

W trzeciej odsłonie naszej serii artykułów „Słynne mecze Tomasovii”, przypomnimy ostatni mecz sezonu 2002/2003, w którym to Tomasovia przypieczętowała swój awans do „starej” III ligi, pokonując Orlęta Radzyń Podlaski 2:1. Nie brakuje opinii, że to właśnie następny sezon był ostatnim w historii TKS na trzecim froncie, gdyż teraz III liga to de facto czwarty poziom rozgrywek w naszym kraju. Przypomnijmy sobie te chwile.

„Nie ma odpuszczania!”

Przed rozpoczęciem sezonu 2002/2003, w gronie faworytów do wygrania ligi stawiano m.in. Tomasovię. Nie może to dziwić, ponieważ tomaszowianie w ubiegłym sezonie zajęli drugie miejsce, dając się wyprzedzić jedynie pozostającemu zdecydowanie poza zasięgiem innych Motorowi Lublin (36 pkt przewagi nad Tomasovią!). Wiesław Wieczerzak zbudował silny zespół i nie zapomniał praktycznie o każdej formacji. Piekielnie mocni w ataku (91 goli) i solidni w defensywie (zaledwie 26 straconych bramek, lepsze były tylko Orlęta) – tak prezentowała się drużyna Tomasovii u progu kolejnej walki na trzecim froncie. Zanim do tego doszło, 22 czerwca stadion w Tomaszowie Lubelskim wypełnił się po brzegi, aby zobaczyć swoich ulubieńców pieczętujących pierwsze miejsce w tabeli. Rywal był wymarzony – pokonane w tle Orlęta Radzyń Podlaski, z którymi „niebiesko-biali” prawie do ostatniej kolejki toczyli walkę „ramię w ramię”. Ale po kolei.

Po rundzie jesiennej (18 kolejek, jedna rozegrana awansem) sytuacja na lubelskim czwartym froncie przedstawiała się następująco: prowadziły rezerwy Górnika Łęczna (40 punktów), na trzeciej pozycji plasowała się Tomasovia (36 pkt), a Orlęta były dopiero szóste (30 pkt). Na drużynę z Radzynia Podlaskiego mało kto stawiał. Miała ona być drużyną, która „zakręci” się w okolicach podium, ale nic więcej. Tymczasem stało się coś, co mało kto był w stanie przewidzieć. Szaleńcza pogoń i 10 wygranych meczów z rzędu – to sprawiło, że Orlęta od Tomasovii dzieliło przed 29. kolejką zaledwie jedno „oczko”. To było wszystko, na co było stać radzynian w tym sezonie. W kolejnych dwóch potyczkach zremisowali u siebie 2:2 z Lublinianką i przegrali 1:2 na fatalnym boisku w Tomaszowicach. Tomasovia nie mogła zmarnować takiej okazji. Podopieczni trenera Wiesława Wieczerzeka pokonali Unię Bełżyce 3:1 i Roztocze Szczebrzeszyn 3:0, co sprawiło, iż pojedynek z Orlętami był tylko formalnością.

Jesienny pojedynek, po fantastycznej walce, zakończył się wygraną Tomasovii w Radzyniu 3:2. Mało kto przypuszczał wtedy, że rezultat tego spotkania może mieć znaczenie w ostatecznych rozrachunku. W czerwcowe popołudnie 2003 roku, w powietrzu czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Mnóstwo kibiców przyszło obejrzeć, jak ich pupile pieczętują awans do III ligi. Zaczęło się wyśmienicie, bo już w 5. minucie Marek Misiewicz zdobył gola po okropnym błędzie obrony gości. Wyrównanie przyszło za sprawą bramki w 17. minucie Damiana Panka, zdobytej głową. Tomaszowscy fani długo nie musieli czekać na odpowiedź „niebiesko-białych”. Oto już w trzy minuty po golu pochodzącego z Lubyczy Królewskiej napastnika Orląt, Bartłomiej Cisek ustalił wynik spotkania. Tomaszowianie byli stroną przeważającą i zdecydowanie odnieśli 24 zwycięstwo w sezonie.

A kibice świętując siódmy awans do III ligi, byli już myślami przy nadchodzącym sezonie, odliczając dni i godziny do jego rozpoczęcia…
Tomasovia wyszła na ten mecz w następującym zestawieniu: Piotr Waśkiewicz, Stanisław Anioł, Marek Misiewicz, Tomasz Gozdek, Krzysztof Bilewicz, Tomasz Leszczyński, Artur Wąsacz, Janusz Świderek, Piotr Wasilewski, Daniel Koczon, Bartłomiej Cisek. W meczu wystąpili też: Jarosław Korzeń i Mirosław Lipiec.

Rywale przystąpili do tego spotkania, wychodząc na boisko w składzie: Artur Dadasiewicz – Michał Brzózka, Robert Zinko, Mariusz Klajda, Marek Leszkiewicz, Edmund Koperwas, Rafał Szczawiński, Paweł Pliszka, Tomasz Brzyski, Damian Panek, Marcin Grzywacz

Tamte chwile miło wspomina ówczesny piłkarz Tomasovii, a obecnie gracz Orkana Bełżec, Bartłomiej Cisek.

– Mimo to, iż mieliśmy przed meczem z Orlętami zapewniony awans, trener Wiesław Wieczerzak nie chciał słyszeć nawet o remisie. Przed pierwszym gwizdkiem dużo rozmawialiśmy w szatni. Wystarczająco, aby po meczu nie musiał już nic mówić, tylko po prostu nam gratulować. Chcieliśmy udowodnić kibicom, że awans nie był przypadkiem i myślę, że nam się to udało. Atmosfera na trybunach była wtedy wspaniała. Czuliśmy wsparcie kibiców i to nie tylko na spotkaniu z Orlętami, ale w trakcie trwania całego sezonu. Byli naszym dwunastym zawodnikiem, z mojej perspektywy pierwszą i najważniejszą osobą na stadionie, bo to właśnie dla nas przychodzili na stadion.

opracowanie: Kamil Kmieć, współpraca: Michał Szczygielski
fot. Mirosław Tereszczuk / tomasovia.tomaszow.info


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.