kamilkmiec
niedziela, 3 października 2010, 13:00

Nieprzewidywalni to za mało powiedziane. Tomasovia – Siarka Tarnobrzeg 3:2

Siarka Tarnobrzeg przyjechała do Tomaszowa Lubelskiego jako lider tabeli bez żadnej porażki w 9 spotkaniach. Samo to stawiało ją w bardzo dobrej, wyjściowej sytuacji przed pierwszym gwizdkiem sędziego Rafała Krężałka z Krosna. Tymczasem „Siarkowcy” zagrali tak, jak Tomasovia zagrała z Polonią Przemyśl przed tygodniem, a więc na samym początku spotkania zdobyła gola, by potem systematycznie dostawać kolejne ciosy. Wychodzi na to, że w obecnej chwili trafienie wyniku najbliższego meczu TKS-u, graniczy niemal z cudem…

Jak można podsumować formę Tomasovii w tej rundzie? Mówiąc pół-żartem, pół-serio, jest ona… wyrównana. 3 zwycięstwa, 3 remisy i 3 porażki stawiały jednak tomaszowian tylko w okolicach środka stawki. Zapewne humory byłyby lepsze, gdyby nie szeroko komentowana mega wpadka w Przemyślu i porażka z beniaminkiem Polonią aż 1:4. Nie ma chyba osoby, która nie twierdziłaby, że po takim spotkaniu w szatni musiało się zagotować. „Niebiesko-biali” mieli dokładnie tydzień na przemyślenie swoich zachowań. Nie wszystkich to jednak już dotyczyło, ponieważ czterech zawodników udało się na studia i nie będą brani już pod uwagę przy ustalaniu składu. Mowa tu o Tomaszu Raczkiewiczu, Sebastianie Leśko, Patryku Puchalskim i Mateuszu Kęczkowskim. Piłkarze Siarki na jakiekolwiek spekulacje i dywagacje mieli bardzo mało czasu, bo w środę grali zaległe spotkanie 4. kolejki III ligi ze Stalą Poniatowa, które zakończyło się wysoką wygraną tarnobrzeżan 5:1. Dodatkowo murawa, na jakiej przyszło grać obu zespołom, była dość grząska, co na pewno zostało w nogach graczy.

Tak piorunującego początku meczu w wykonaniu Siarki nie był w stanie przewidzieć chyba nikt. Bramka numer jeden była konsekwencją oddania pola gry rywalowi, który rozgrywając sobie spokojnie piłkę, systematycznie zbliżał się pod pole karne Tomasovii. W 4. minucie skończyło się to utratą gola, gdyż najpierw jeden z zawodników przyjezdnych kilkoma sprytnymi sztuczkami oszukał rywali, zagrał do Pawła Krzemińskiego, który mierzonym strzałem pokonał Łukasza Bartoszyka. Zimny prysznic musiał podziałać i szybko widać było jego efekty. bo w 15. minucie po odegraniu Jacka Kusiaka, Ireneusz Baran wziął sprawy w swoje ręce i indywidualną akcją doprowadził do wyrównania. Trybuna od strony kortów tenisowych wykazywała swoje coraz to większe zadowolenie, co tylko mobilizowało TKS do dalszych działań.

Maciej Banaś bardziej skupia się na zadaniach defensywnych, ale w spotkaniu z Siarką udało mu się strzelić gola dla swojej drużyny.

Gdyby nie ofiarna obrona defensora Siarki, Marcin Żurawski w 23.minucie z 20 metrów mógłby zdobyć gola. Parę minut później, Kusiak z lewej strony dośrodkował do zamykającego akcję Żurawskiego, lecz ten zamiast skierować ją z należytym spokojem do siatki, trafił w interweniującego ostatkiem sił obrońcę Siarki. Po niespełna dwóch kwadransach gry, wynik brzmiał już 2:1. Z rzutu rożnego dośrodkował Patryk Słotwiński, a znajdujący się w polu karnym Maciej Banaś wpakował piłkę pod samą poprzeczkę bramki Łukasza Ćwiczaka. Gospodarze ani przez moment nie chcieli oddawać inicjatywy przyjezdnym i w 36. minucie mogli już prowadzić nawet dwoma bramkami, lecz piłka po kapitalnym strzale Kusiaka, odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. Ataki gości były sporadyczne i w żaden sposób nie mogły zagrozić bramce powracającego po kontuzji Bartoszyka, którego w ostatnich meczach zastępował Piotr Waśkiewicz (obecnie zmaga się z urazem pachwiny i łękotki). Poza strzałem Marcina Stępnia w 37. minucie z rzutu wolnego w odległości 25 metrów od bramki Tomasovii, „Czita” miał niewiele do roboty.

Trener rywali, Adam Mażysz wprowadził w 46. minucie aż trzech nowych piłkarzy, dając znak, iż nie zamierza w żaden sposób odpuścić tego spotkania. Co z tego, skoro to Tomasovia cały czas była w posiadaniu piłki i stwarzała więcej sytuacji, a jeżeli już zmuszona była do obrony, to stosowała wysoki pressing i podwajała krycie. Po niespełna dwóch minutach od rozpoczęcia drugiej części spotkania. Kusiak uwolnił się spod opieki obrońców, niestety zbyt długo zwlekał z decyzją, w konsekwencji czego jego strzał z ostrego kąta zablokował jeden z defensorów. Najwięcej pretensji o niepowodzenia akcji miał Przemysław Wawryca, który na 7 metrze stał przez nikogo niepilnowany i tylko czekał na podanie od partnera. Stojącego między słupkami bramki Siarki Ćwiczaka postraszył w 48. minucie Bartosz Stefanik, oddając silny strzał po rzucie rożnym. 20-letni bramkarz miał niemałe problemy ze sparowaniem lecącej w światło bramki piłki, ostatecznie udało mu się wybić ją na korner. W 53. minucie „niebiesko-biali” przeprowadzili wręcz podręcznikową akcję. Rozpoczął ją Żurawski podaniem do znajdującego się na środku boiska Słotwińskiego, a ten kątem oka, wychwycił wychodzącego na czystą pozycję Kusiaka. Rozpędzony 19-letni napastnik szybko znalazł się w polu karnym rywala, minął kładącego się bramkarza Siarki i strzałem do pustej bramki, podwyższył stan rywalizacji.

Łukasz Bartoszyk wyczuł intencje Tomasza Walata przy rzucie karnym, ale wobec jego dobitki nie miał już najmniejszych szans.

Jeszcze bardziej efektowny gol mógł paść w 63. minucie. Kapitalnym rajdem przez niemal pół boiska popisał się wspomniany wcześniej Żurawski, mijając po drodze kilku graczy z Tarnobrzega, lecz na drodze do pełni szczęścia, stanął bramkarz Ćwiczak. Pierwszą akcję w tej części meczu, Siarka przeprowadziła dopiero w 65. minucie, co pokazuje, jak bardzo bezradna była po zmianie stron. Chwilę później, Wawryca dostał piłkę na 18 metrze, energicznie obrócił się w kierunku bramki i oddał strzał w kierunku dalszego słupka. Jęk zawodu na stadionie był najlepszym dowodem na to, jak blisko było trafienia czwartej bramki. Wprowadzony parę minut wcześniej Waldemar Kozyra zaliczył swój oficjalny debiut w zespole seniorskim i od razu miał szansę na zdobycie premierowej goli. Ze środka pola dobrym podaniem obsłużył Kozyrę Łukasz Chwała, a ten zamiast strzelać od razu, zaczął kombinować i nic z tego nie wyszło. Końcowe minuty meczu niczym szczególnym się nie różniły od poprzednich, z tą tylko różnicą, że padła bramka dla Siarki. W polu karnym Tomasovii piłkę ręką zagrał Tomasz Sioma i sędzia z Krosna wskazał na wapno. Strzał z jedenastu metrów Tomasza Walata odbił przed siebie Łukasz Bartoszyk, ale przy dobitce napastnika „Siarkowców” był już bezradny.

Słaba frekwencja tego dnia po części była skutkiem ostatnich wyników Tomasovii, ale zmiana terminu meczu na sobotę, była dla niektórych nie do przyjęcia. Przesadą na pewno nie będzie stwierdzenie faktu, że mecz z Siarką, był jej najlepszym w całym sezonie. Aż chciałoby się powiedzieć: „oby tak dalej”. Teraz podopiecznych trenera Zbigniewa Kuczyńskiego czeka wyjazd do Mielca na mecz z ostatnią w tabeli Stalą. Pomimo wszystkich za i przeciw, faworyt może być tylko jeden.

Tomasovia Tomaszów Lubelski – Siarka Tarnobrzeg 3:2 (2:1)

Baran 15, Banaś 29, Kusiak 53 – Krzemiński 4, Walat 90 (kar.)

Tomasovia: Bartoszyk – Banaś, Zatorski, Sioma, Skiba – Żurawski, Stefanik (76 Chwała), Słotwiński, Baran (83 Myszkowski) – Kusiak (79 Kozyra), Wawryca (67 Pacholarz)

Siarka: Ćwiczak – Beszczyński (46 Łuczakowski), Jakubiec, Stępień (67 Stąporski), Jakubowski – Łukawski – Hynowski, Krzemiński, Kwieciński (46 Duda), Rożek (46 Mazurkiewicz), Walat

żółte kartki: Stefanik, Pacholarz (Tomasovia)

sędzia: Rafał Krężałek, asystenci Marcin Samborowski, Grzegorz Meier (Krosno)

widzów: 200


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.