kamilkmiec
poniedziałek, 23 sierpnia 2010, 13:36

Za szybko obrośli w piórka. Tomasovia – Avia Świdnik 2:2

Po dwunastu minutach meczu z Avią Świdnik, kibice Tomasovii byli niemal pewni zgarnięcia trzech punktów. Wynik otworzył Jarosław Pacholarz, natomiast dwie minuty później podwyższył na 2:0 Patryk Słotwiński. Jednak jeszcze przed przerwą Avia zdobyła kontaktowego gola z rzutu karnego, którego tak naprawdę być nie powinno, a w 84. minucie ustaliła wynik spotkania.

Po spotkaniu z Górnikiem II Łęczna przed tygodniem, trener Zbigniew Kuczyński nie ukrywał satysfakcji z powodu remisu z wicemistrzem ligi ubiegłego sezonu, zważywszy na to, iż po pierwszej połowie Tomasovia przegrywała 0:1, a wyrównującego gola zdobyła dopiero na 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Jego autorem był Jacek Kusiak, który pojedynek z Avią rozpoczął na ławce rezerwowych. Zabrakło ponadto Pawła Zatorskiego i Przemysława Wawrycy, ten drugi nie zagrał z powodu naciągnięcia mięśnia. Od pierwszej minuty pojawił się Ireneusz Baran, ale tego dnia nie zachwycał swoją postawą. Pamiętajmy jednak o kontuzji, z jaką do niedawna mierzył się skrzydłowy TKS, co w pewien sposób go usprawiedliwia. Sympatycy Tomasovii, którzy chcieli obejrzeć niedzielny mecz, musieli liczyć się z pewnymi utrudnieniami. Z powodu przebudowy trybuny zachodniej, jest ona zamknięta do końca roku. Tym samym, kibice zmuszeni byli oglądać rywalizację z trybuny od strony krytej, która została szczelnie wypełniona i ciężko było dopatrzyć się na niej wolnego miejsca. Goście przyjechali do Tomaszowa z zerowym dorobkiem punktowym, ponieważ Podkarpacki Związek Piłki Nożnej przyznał walkower na niekorzyść Avii w potyczce z Partyzantem Targowiska. Niedopatrzenie, rozkojarzenie lub też inne czynniki miały wpływ na to, że Avia rozpoczęła mecz dwoma, a nie trzema młodzieżowcami, co zaobserwował trener Partyzanta Mirosław Kalita i zgłosił po meczu do odpowiednich organów.

Bardzo szybko po rozpoczęciu meczu przez sędziego Radosława Wąsika z Lublina, na stadionie w Tomaszowie padły bramki. W 10. minucie dośrodkowanie Marcina Żurawskiego wykorzystał Pacholarz, strzelając głową pierwszą swoją bramkę w lidze od 11 listopada 2009 roku, a więc od pamiętnych derbów ze Spartakusem Szarowola. Szybko okazało się, że to nie koniec radości tomaszowskich fanów. Dwie minuty po bramce Pacholarza, podanie Żurawskiego na piąty metr starał się przerwać obrońca Avii Patryk Grzegorczyk, jednakże zrobił to tak niefortunnie, że futbolówka spadła pod nogi Słotwińskiego i ten sfinalizował akcję. Był to premierowy gol tego 18-letniego piłkarza na boiskach III ligi. Trener gości, Tomasz Wojciechowski co raz to nawoływał do swoich podopiecznych, aby w końcu się „obudzili” i zaczęli grać w piłkę. W pierwszej połowie było to dla nich zbyt duże wyzwanie, bo Avia raziła brakiem dokładnych podań i pomysłu na kolejne akcje. Dwukrotnie świdniczanie postraszyli stojącego w bramce Tomasovii Łukasza Bartoszyka. W 15. minucie Radosław Muszyński płasko podał z prawej strony boiska w pole karne, gdzie do piłki starał się dobiec Konrad Król, lecz zabrakło mu dosłownie centymetrów, aby uderzyć futbolówke i – prawdopodobnie – zdobyć dla swojego zespołu kontaktowego gola.

Przełamanie Jarosława Pacholarza w 10. minucie jest bardzo ważne w perspektywie kolejnych meczów mistrzowskich.
 

W kolejnej sytuacji, obrońcy Tomasovii zatrzymali strzał rozpędzonego Daniela Krakiewicza, a dobitka z 16 metrów Muszyńskiego minęła górną konstrukcję bramki. Jeszcze większy żal o niewykorzystaną sytuację miał szkoleniowiec Avii do swoich podopiecznych w 38. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, piłka „przeszła” przez niemal wszystkich graczy TKS i w stuprocentowej sytuacji nie trafił w nią czający się w polu karnym Piotr Bednarek. Gdy wszyscy byli pewni, że Tomasovia zejdzie na przerwę z dwubramkową przewagą, z „pomocą” przyszedł sędzia. Krakiewicz wywrócił się w polu karnym o nogi Bartosza Stefanika, a arbiter meczu wskazał – o dziwo – na jedenasty metr. Bez najmniejszych problemów, piłkę z 11 metra posłał do siatki Damian Rusiecki. Tuż przed pierwszą połową, „niebiesko-biali” straciła bardzo ważną bramkę, aczkolwiek wcale nie musiało się tak stać, bowiem dwie minuty przed feralnym rzutem karnym, Pacholarz przelobował bramkarza Avii i trafił w poprzeczkę.

Trener Wojciechowski w błyskawicznym tempie zareagował na to, co się działo na boisku i tuż po zmianie stron, wprowadził do gry dwóch nowych, świeżych zawodników. Tomasovia lekko cofnęła sie, broniąc nadal korzystnego rezultatu, z kolei Avia – co zrozumiałe – nastawiła się na ofensywę. W 47. minucie to jednak Tomasovia miała dogodną okazję do podwyższenia wyniku, lecz Irek Baran mając przed sobą tylko bramkarza Macieja Majewskiego, trafił w korpus golkipera świdniczan. Chwilę później swojej szansy próbował Pacholarz, który po rzucie rożnym posłał piłkę nad poprzeczką. Ataki Avii stawały się jednak coraz bardziej groźne, a obrońcy TKS mieli coraz większe problemy z opanowaniem rozpędzonych graczy rywali. Do wysokiego poziomu spotkanie nie dostosował się praktycznie w żadnym calu sędzia Wąsik z Lublina, który psuł jak tylko mógł całe widowisko, chcąc pokazać (komu i dlaczego – niewiadomo), kto tu tak naprawdę rządzi. Pretensje do pracy arbitra mieli obaj szkoleniowcy, a także kibice zgromadzeni tego dnia w sile około 600 osób.

Dwie asysty Marcina Żurawskiego nie wystarczyły do wygrania meczu z Avią Świdnik.

Z każdą kolejną minutą rozkręcał się coraz bardziej Bartłomiej Mazurek, który w 62. minucie minimalnie przestrzelił nad bramką, lecz gdyby futbolówka leciała w światło bramki, prawdopodobnie Bartoszyk nie miałby szans, bo piłka była bita bardzo mocno. W 71. minucie za daleko od swojej bramki wyszedł bramkarz Majewski, a chcący wykorzystać zainstniałą sytuację Żurawski próbował lobować, ale ta sztuka mu się nie udała. Sprawy rywalizacji wyjaśniły się w 83. minucie. Po rzucie rożnym, niezastąpiony w ekipie „żółto-niebieskich” Paweł Pranagal perfekcyjnym strzałem głową w samo okienko bramki Bartoszyka, wywalczył dla Avii niezwykle cenny punkt. Tomaszowianie wydawali się być mocno podłamani wyrównującym golem, ale starali się nie odpuszczać. Obrońcy ze Świdnika mieli spore problemy z upilnowaniem w ostatnich minutach Jacka Kusiaka, który gnębił defensywę gości ciągłymi rajdami w pole karne. Żaden z nich nie zakończył się takim sukcesem, jakim był przed tygodniem gol w Łęcznej, zdobyty właśnie po indywidualnej akcji tego młodego napastnika.

Kolejny raz świdniczanie potwierdzili, że dobrze czują się na obiekcie w Tomaszowie. Wygrana Tomasovii wydawała się być na wyciągnięcie ręki, tymczasem w końcówce spotkania wzięła górę rutyna i doświadczenie, jakim dysponuje strzelec gola Pranagal.

Tomasovia Tomaszów Lubelski – Avia Świdnik 2:2 (2:1)

Tomasovia: Bartoszyk – Raczkiewicz (80 Leśko), Banaś, Sioma, Skiba – Żurawski, Stefanik, Słotwiński (74 Myszkowski), Chwała – Baran (68 Kusiak), PacholarzAvia: Majewski – Grzegorczyk, Bednarek, Kubiak, Stępniewski – Muszyński (82 Sikora), Pranagal, Krakiewicz (46 Iracki), Rusiecki – Mazurek (73 Boniecki), Król (46 Jeleniewski)

Pacholarz 10, Słotwiński 12 – Rusiecki 45 (k), Pranagal 84

 

żółte kartki: Stefanik (Tomasovia) – Mazurek (Avia)

sędzia: Radosław Wąsik, asystenci Łukasz Maj, Jacek Grodek (Lublin)

widzów: 600


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.