admin
niedziela, 25 lipca 2010, 21:33

O Motorze, kibicach i statystyce – rozmowa z dr-em Kamilem Nieściorukiem

Kamil Nieścioruk (foto: Małgorzata Sosik)W styczniu na naszych stronach zaprezentowaliśmy rozmowę z dr-em Kamilem Nieściorukiem, z zawodu geografem-kartografem, naukowcem, kibicem Motoru Lublin, statystykiem i historykiem piłki. Dzisiaj chcieliśmy zaprezentować wywiad jaki z Kamilem Nieściorukiem przeprowadził serwis ultra-fanatic.one.pl.

Witaj Kamilu. Od lat kibicujesz lubelskiemu Motorowi i z racji tego, że jesteś autorem strony http://motorstat.prv.pl od dawna nosiłem się z zamiarem wyłuskania od Ciebie kilku informacji. Zatem na początek nie będę szukał na siłę i zapytam dosłownie jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką nożną ? Żeby nie rozbijać o kolejne pytania, pół roku temu na łamach portalu www.lubelskapilka.net pojawił się z Tobą wywiad i to za jego sprawą, dowiedziałem się, że z zawodu jesteś kartografem-geografem. Niby nie ma w tym dla nas nic dziwnego, ale w konfrontacji z opinią wielu mieszkańców Lublina może to tylko pomóc w przełamywaniu dawno utwierdzonych przekonań o zarówno samym klubie Motor jak i jego sympatykach.

– Witam Ciebie i czytelników. Cieszę się, że będę mógł podzielić się swoimi przemyśleniami i jednocześnie zareklamować swoją stronę. Moje początki z piłką? Wiadomo, że jest to najpopularniejszy sport i do dziecka istniał on w mojej świadomości. Przez wiele lat jednak nie pojawiałem się na stadionie, myśląc nieco tymi stereotypami, o których wspomniałeś w drugiej części pytania. Ciężko jest wykonać czasem pierwszy krok, ale moja debiutancka wizyta na Zygmuntowskich była początkiem długiej przygody. Jeśli chodzi o wykształcenie, to rzeczywiście – nauki o Ziemi to moja „działka”. W przywołanym przez Ciebie wywiadzie wspomniałem, że na stadionie jednak przede wszystkim jest się kibicem. Poza stadionem staram się przełamywać stereotypy meczu jako materializacji Sodomy i Gomory i otwarcia wrót piekielnych. Zachęcam, tłumaczę, opowiadam. Wydaje mi się, że każdy z nas powinien – na miarę swoich możliwości – budować pozytywny wizerunek klubu. Myśl tę pewnie jeszcze nieco rozwinę poniżej.

Oprócz Motoru działa w Lublinie kilka innych klubów a mimo to zdecydowałeś się na „robotniczą” tradycję. Mój dziadek od zawsze chodził na Lubliniankę. Jego syn a mój ojciec będąc młodym, zbuntowanym chłopakiem, zmienił przekonania familijne na orientację Motoru, co także miało przełożenie na moje fascynacje. Jak sądzisz, czy wybór klubu jest czymś w rodzaju długiego procesu i nakłada się na to pewnego rodzaju kalkulacja ? Czy po prostu wystarczy ten jeden impuls, że nagle człowiek wiąże się z tym w nieskończoność ? Co tak naprawdę odnalazłeś w Motorze Lublin ? Nie bez powodu Cie o to pytam, gdyż jeszcze w latach dziewięćdziesiątych taka Lublinianka miała całkiem sporą widownię. Ty zaś wybrałeś Motor i mimo tego, że chyba sam przyznasz, że klimaty kibicowskie są u Ciebie na dalszym planie. A głównie to, przyciąga teraz najmłodsze osoby na stadion. W przypadku niskiego poziomu polskiej piłki nie widzę nic w tym zdrożnego. Takie to polskie realia.

– Impuls czy kalkulacja? Zapewne zależy od wielu rzeczy. Jeżeli otaczają cię koledzy kibicujący jakiemuś klubowi, to wybór często jest automatyczny. Jeżeli jesteś świadom zakrętów polskiej historii i wkładu poszczególnych klubów w rzeczywistość przeszłości, to wybór między lokalnymi rywalami ma swoje głębsze uzasadnienie. Dlaczego ja wybrałem Motor? Na Motorze byłem kilka razy w dzieciństwie, Motor jawił mi się jako klub z ciekawą otoczką i pierwszoligową historią. Doceniam tradycję Lublinianki, mam dla niej wiele sympatii, współczuję sytuacji gorszej niż u nas, ale wybrałem Motor.

Analizując Twoje wypowiedzi na głównym forum kibiców Motoru jasno wynika, że na mecze chodzisz bez większych przerw. Widziałeś już wiele specyficznych, nieraz dziwacznych sytuacji. Byłeś świadkiem niemal pustych trybun na Alejach Zygmuntowskich a mimo to wytrwałeś po dzień dzisiejszy. Czy Twoja rodzina lub znajomi nigdy nie uważali Ciebie za jakiegoś „świra”, bo na zdrowy rozsądek dobrych meczów nie było u nas od dawna. Chłopie a może Ty też fanatycznie do tego podchodzisz? Chociaż wielu mogłoby Ci zarzucić, że nie wspierasz klubu np. na wyjazdach, to z drugiej strony należysz do Stowarzyszenia LKP Motor. Jak to jest z Tobą.

– Cóż, na pewno trzeba być swego rodzaju świrem, ale traktowałbym to określenie pozytywnie. Wśród najbliższych spotykam się ze zrozumieniem, ale mojej pasji nie podzielają. Z czasem zmieniłem swoje podejście do piłki i dziś z pełną świadomością mogę powiedzieć, że piłka jako taka nie interesuje mnie aż tak bardzo. Jestem fanem Motoru i dla mnie atrakcyjniejszym spotkaniem jest mecz rezerw klubu niż finał Ligi Mistrzów. Do tego pierwszego mam podejście emocjonalne. To jest chyba właśnie fanatyzm, prawda? To zjawisko ma różne oblicza, jak widać może mieć i takie, jak w moim przypadku – gość spisuje różne cyferki i chodzi na mecze ligi kobiet, na których czasem stanowi 50% widowni ;).

Troszkę forsuję Cię, ale to tylko dlatego, że mam w tym niecnie przygotowany plan. Mianowicie chciałbym abyś został doceniony przez resztę społeczności lubelskiego Motoru a zwłaszcza przez te młode osoby, które zazwyczaj nie żałują gardeł na sektorze. A niestety czasem odnoszę wrażenie, że ludzie zasiadający po stronie budynku klubowego, najprościej nazywając ich piknikami, choć nie do końca przekonuje mnie trafność tego określenia, to Ci są uważani za kibiców sukcesu. Niestety patrząc na sektor C równie dobrze i wy moglibyście zarzucić nam podobieństwo (gwarantem na to może być frekwencja na każdej z tych trybun). Czy coś poczułeś na ostatnim meczu z ŁKS-em Łódź, kiedy pojawiło się hasło „ostatnie kur.. dwadzieścia minut” i nagle większość powstało z miejsc? Wcześniej bywało różnie z tą naszą stadionową solidarnością, to jednak uważam, że w przypadku nawet istniejących jakiś tam podziałów, nagle zostały one wciągnięte w bramę prowadzącą do czeluści piekielnych.

– Masz rację, że po obu stronach stadionu są kibice sukcesu. To normalne zjawisko, bo dla wielu mecz ma być atrakcyjnym widowiskiem. Jeżeli dostają taki towar, to są skłonni za niego zapłacić i przychodzą na stadion. Czy ludzi z „A” można nazwać piknikami? W ustach sektora to określenie pejoratywne, ale można patrzeć na nie z przymrużeniem oka. Kiedyś nawet chodził mi po głowie pomysł „klubu piknika” (w niektórych klubach takowe istnieją). A końcówka ostatniego meczu sezonu na pewno będzie wspominana długo. Można było niemal fizycznie poczuć jedność stadionu. Warto chodzić na mecze między innymi dla takich momentów, niezależnie od tego, na którą „trybunę” bilet kupujesz…

Zostańmy jeszcze przy ostatniej rundzie. Jak zapewne zauważyłeś na stadionie Motoru stała się widoczna „Wesoła Ferajna”. Z relacji tychże osób wiem, że od ładnych paru lat wytworzyło się tam grono znajomych, którzy przychodzą na mecze w jedno określone miejsce. Mają doping, są relacje koleżeńskie a wszystko okraszone jest wesołą atmosferą. Czy uważasz, że tak jak kibice zachodnich klubów, czy nawet Lecha Poznań lub Legii Warszawa także i my Motorowcy moglibyśmy mówić o czymś w rodzaju historii i codziennym życiu poszczególnych sektorów na Alejach Zygmuntowskich?

– Czysta socjologia, prawda? Na stadionie znajdziesz ludzi, którzy przychodzą tam po to, aby czuć więź z grupą, znajdziesz ludzi, którzy przychodzą ze znajomymi i takich, którzy znajomości nawiązują na stadionie. To wszystko przenosi się poza stadion, na życie codzienne, wytwarzają się różne relacje. Są „gwiazdy” poszczególnych sektorów, są zwykli kibice, ale każdy człowiek jest jakąś historią. Robisz wywiad akurat ze mną, bo mam swoją stronę i dokładam małą cegiełkę do tych 60 lat tradycji. Na stadionie jednak niczym się nie wyróżniam, a ciekawe historie usłyszałbyś zapewne od wielu ludzi na Zygmuntowskich, bo spotkasz tam przekrój całego społeczeństwa.

Z racji tego, że zasiadasz na przeciwko sektora dopingującego, zechciałbyś pokusić się o własne wyobrażenia na tematy poza boiskowe takie jak: melodyjne śpiewy, oprawy meczowe? Jak oceniasz lubelskich fanów na tle kibiców z innych miast, zwłaszcza. których miałeś okazję zobaczyć na żywo? Wbrew pozorom Twoje zdanie jest równie istotne a osoby, które dbają o pewien wizerunek a przy tym starają się cały czas pracować nad frekwencją i atmosferą miałyby dodatkową wskazówkę, co jeszcze można nowego zrobić a co zmienić.

– Problemem jest – ale nie tylko w Lublinie – frekwencja. Sektor nie zawsze wygląda imponująco, bywa dziwnie rozciągnięty i niespójny, ale to na szczęście nie reguła. Niektóre oprawy robiły naprawdę niesamowite wrażenie. „Dulce et decorum…” czy sektorówka z Pawłem Maziarzem przeczą stereotypowi kibica-awanturnika. Szacunek dla ludzi, którzy oddali serce klubowi, pokazuje przywiązanie do tradycji, ważnego czynnika kształtującego tożsamość. Podobnie patriotyzm, pojęcie dziś przez niektórych zamiatane pod niebieski dywan z żółtymi gwiazdkami. Niestety opinia publiczna często karmiona jest kompletnie innymi obrazkami ze stadionów. Inna sprawa, że zła wiadomość dla serwisów informacyjnych ma większą wartość niż dobra, a i sami kibice potrafią zrobić coś takiego, co zdaje się stawiać pod znakiem zapytania przekonanie, że chcą dobra własnego klubu. Czy ja mógłbym dać jakąś wskazówkę? Niech każdy z nas w swoim środowisku tworzy dobry obraz Motoru, niech opowiada o tym, co fajnego dzieje się na meczach. Nawet jedna namówiona do kibicowania osoba to potencjalny kibic na całe życie.

Świat kibicowski to jedno a oglądanie meczy to drugie, mimo to jedno z drugim nie powinno się wcale wykluczać. Nie bez powodu samą „piłkę nożną” zestawiam w drugiej kolejności. Rozmawiasz z chłopakiem, który gdy tylko zaczynał chodzić na mecze, już wtedy co chwilę był upominany przez ojca – „patrz synu na boisko a nie zawieszasz oko gdzie indziej”. Kto wie, być może dlatego koledzy czasem się śmieją – „a ty w ogóle znasz się na piłce”? Czy nie uważasz, że tacy jak ja pomylili miejsca? Oczywiście trochę to na wyrost, ale chcę abyś ocenił przydatność i znaczenie aktywnie działających kibiców na trybunach.

– Gra się dla kibiców, bez dopingu gra jest dużo słabsza. To częste opinie piłkarzy. Nie jest problemem zgromadzić na stadionie grupkę ludzi, problemem jest zorganizować doping. Do tego potrzeba ludzi ze specyficznym zmysłem i charyzmą. Doceniam – jak to określiłeś – „takich jak ty”. To właśnie dzięki Wam stadion żyje, a widowisko jest pełniejsze.

Przez tyle lat spędzonych na Alejach Zygmuntowskich z pewnością zdążyłeś osobiście poznać niektórych z piłkarzy, którzy zakładali barwy żółto biało niebieskie. Kogo wspominasz z nich najmilej i nie tylko z samej gry jako zawodnik, co jako wspaniałego człowieka?

– Opracowując archiwalne dane, często musiałem szukać kontaktu z piłkarzami, którzy grali w Motorze. W dobie internetu jest to czasem łatwiejsze zadanie niż kiedyś, ale nie zawsze. Z faktu odnalezienia kilku zawodników drugiego planu jestem naprawdę zadowolony, zwłaszcza że wiążą się z nimi ciekawe historie życiowe. Chyba żadnego gracza nie znam na tyle dobrze, żeby szafować ważnymi słowami. Zdarzało się, że wystarczył jeden kontakt, aby stwierdzić, że chyba byśmy się nie polubili, a zdarzały się też reakcje przeciwne i naprawdę interesujące rozmowy. Mam duży sentyment dla kilku zawodnik, którzy zaczynali granie wtedy, gdy ja zaczynałem kibicować. Paweł Maziarz, Marcin Popławski czy rekordzista pod względem występów Marcin Syroka to zawodnicy, o których można mówić, że byli z klubem na dobre i złe. Z zawodników dawnych czasów ciśnie się na usta nazwisko Siergieja Michajłowa, tak szanowanego przez kibiców. Wydaje mi się, że niezwykłą postacią był Maciej Famulski, znakomity piłkarz, a później prawdziwy trener-wychowawca, któremu zależało na tym, aby młody chłopak miał przed oczami coś więcej, niż tylko piłkę (słyszałem np. opowieść o tym, że dzwonił do szkoły dopytując się o wyniki w nauce swoich podopiecznych i nie pozwalając im grać, póki nie poprawią negatywnych ocen; dziś czasem bywa odwrotnie – trener stawia wybór: piłka albo nauka, przykład niestety też z naszego podwórka).

Okej troszkę dam Ci wytchnienia i wreszcie przejdziemy do rzeczy bardziej dla Ciebie przyziemnych. Jak już na wstępie wspomnieliśmy od wielu lat prowadzisz prace statystyczne dotyczące Motoru Lublin. Owoce Twojej pracy widoczne są na stronie internetowej i jak się nie mylę działasz w ten sposób od 2004 roku. Powiedz nam, czy gdy zaczynałeś owy projekt, miałeś już wtedy sporo materiałów, czy raczej zaczynałeś od całkowitego zera, jedynie mając wieloletni staż meczowy? Wiem też, że swego czasu pomagał Ci „Krzysiekm” z Wrocławia. Podejrzewam również, że mogłeś liczyć na pomoc kilku piłkarzy.

– Dane zacząłem gromadzić pod koniec XX wieku, w roku 1997. Spisywałem bieżące wydarzenia, a z czasem sięgałem coraz bardziej do przeszłości. Później narodziła się strona, ale jest to tylko wycinek moich zbiorów. Dobrze opracowane mam niektóre sezony z lat 60. i 70. Wspomniałeś Krzyśka Mielczarka – masz rację. Wymieniliśmy sporo materiałów i uwag. Muszę też wspomnieć o jeszcze kilku osobach. Andrzej Potocki wniósł wiele do strony poprzez, podobnie jak i Krzysztof, wyłapywanie błędów. Jak wspomniałem powyżej, z wieloma piłkarzami kontaktowałem się i często zdarzały się przy poszukiwaniach kontaktów dość zabawne sytuacje. Moje statystyki obejmują też drużynę kobiecą, pomijaną w mediach i po macoszemu traktowaną przez związki i kluby. Tego działu na stronie by nie było, gdyby nie zawodniczki: Karolina Krawczyk, Dagmara Lech i Agnieszka Olech. Specjalne miejsce wśród „zasłużonych” ma Jan Boluk, współautor książek o Motorze, od lat mieszkający poza Polską. Kilka lat temu przekazał mi swój – bezcenny – zbiór gazet sportowych z lat 60., 70. i 80. Kolekcja ta bije na głowę niektóre lubelskie biblioteki, nieposiadające np. pełnych roczników krakowskiego „Tempa” z lubelską stroną sportową. Przepraszam za tę – może nieciekawą „litanię”, ale uważam, że tym osobom należy się imienna obecność w naszej rozmowie.

Przybliż nam jaki mniej więcej zasób statystyk oferuje Twoja strona internetowa? Do jakich informacji można tam dotrzeć i z które konkretnie obejmują lata?

– Przede wszystkim strona zawiera informacje o sezonach: tabelki informujące o tym, kto grał w meczu, kto strzelił gole, kto dostał kartki. Każdy zawodnik ma metryczkę ze zdjęciem i przebiegiem kariery, jest zestawienie liczby występów i goli, są liczne rekordy (najwyższe wygrane, minuty bez straty gola itp.), są statystyki spotkań z poszczególnymi drużynami. Oprócz ligi znaleźć można informacje o meczach pucharowych oraz rozgrywkach innego typu, a także o spotkaniach z drużynami zagranicznymi. Analogiczne zestawienia dostępne są dla drużyny kobiecej. Obecnie strona zawiera dane od sezonu 1981-1982. Najlepiej przekonać się o jej zawartości we własnej ulubionej przeglądarce internetowej:).

A gdyby szesnastoletni chłopak chciałby poznać dokładną historię Motoru Lublin, to przykładowo gdzie miałby jej szukać? Czy mogą to być biblioteki publiczne ? Niestety im bliżej do początków, tym materiały trudniej dostępne. Nie wskazany jest także brak cierpliwości bez, której niewiele byś zrobił.

– Właściwie odpowiedziałeś za mnie. Jeżeli kogoś interesują relacje ze spotkań, albo sezony nieuwzględnione na mojej stronie, powinien odwiedzić bibliotekę, najlepiej główną Łopacińskiego lub UMCS-u. Niestety pierwsze lata są obecnie praktycznie nie do odtworzenia w dużej mierze. Dla lat 50. relacja z meczu często ograniczała się do wyniku, nawet bez podania strzelców. I oczywiście masz rację, praca z materią historyczną wymaga cierpliwości. Nie ukrywam jednak, że to lubię. Jeden z tematów, którymi się zajmuję, jest historia kartografii, więc siedzenie w starych papierach to dla mnie nic niezwykłego:).

Kilka miesięcy temu powstała strona internetowa pod nazwą „Chełmska Husaria”, która zaledwie jest namiastką do tego, co już na początku sierpnia ukaże się na rynku wydawniczym. Czy nigdy nie myślałeś, aby kibice Motoru również mieli dostęp do własnej publikacji, która rozprawiała by o samych początkach, po czasy współczesne? Zaryzykuje stwierdzenie, że może należysz do takich osób, które kiedyś się tego podejmą. Z wielką chęcią sam bym poznał szczegółową historię swojego klubu i nawet jeśli miałyby się tam znaleźć negatywne wydarzenia, to zawsze to będzie o Motorze Lublin. Generalnie chodzi mi o pracę jak najmniej przesiąkniętą subiektywami a co najważniejsze rzetelną zgodną a przynajmniej najbliższą „prawdy”.

– Podpuszczasz mnie, bo chyba znasz odpowiedź :). Mam koncepcję książki i mam już kilka rozdziałów, mogę to oficjalnie powiedzieć. Od „kilku rozdziałów” do półki w księgarni jest jednak baaardzo daleko. Powiem tylko tyle, że koncepcja książki może być porównana do kroniki i to w ujęciu dekady. Nie jestem w stanie, ze względu na różne sprawy potocznie zwane życiem, napisać w rozsądnym czasie książki o całej historii Motoru.

W naszej prywatnej korespondencji, stwierdziłeś, że strona motorstat.prv.pl w obecnych czasach wygląda skromnie. Jasne jest, że to zawartość powinna odgrywać pierwsze skrzypce, ale gdybyś miał pokusić się o zmiany wizualne i ewentualną rozbudowę tejże witryny, być może byłoby jeszcze większe nią zainteresowanie a co najważniejsze skorzystaliby na tym wszyscy sympatycy lubelskiego Motoru.

– Patrz wtrącenie w ostatnim zdaniu poprzedniej odpowiedzi. Brak czasu. Obecna sytuacja jest kompromisem pomiędzy stroną ładną z 30 sezonami, a stroną brzydką z kilkoma sezonami więcej i dodanym ostatnim sezonem. Ja wybrałem to drugie.

Obaj wiemy, że obecna sytuacja w Motorze wygląda gorzej niż tragicznie a niedługo może się tak zdarzyć, że znikniemy z piłkarskiej mapy Polski. Inny klub z Lubelszczyzny, mowa tutaj o Hetmanie Zamość praktycznie przestał już egzystować. W kolejce do „niszczarki” ustawia się kolejnych parę klubów zwłaszcza z tych bliskich nam regionów, czyli leżących po prawej stronie Wisły. Zechciałbyś to wytłumaczyć, dlaczego od dawna jest tak źle w tej części Polski?

– Problem jest złożony, tak sądzę. Łatwo jest odpowiedzieć, że brak w naszym regionie sponsorów chętnych do finansowania piłki nożnej. Jest to tylko półprawda. Kilka firm na pewno by się znalazło, ale nie ma woli wyłożenia gotówki, z różnych przyczyn. Być może mamy też dużo wschodniej, słowiańskiej mentalności (w porównaniu z np. Wielkopolską) i łatwiej nam coś zapuścić niż stworzyć. Osobny temat to – w wielu miejscach – kompletny brak zrozumienia we władzach lokalnych, że sport jest gałęzią gospodarki i narzędziem promocji. Nawet nie chodzi tylko o ten nieszczęsny stadion miejski w Lublinie, ale o całokształt – bazę, wsparcie i organizację imprez.

Nie tyle chce rozmawiać o problemach Stowarzyszenia LKP Motor, czy też o nowo powołanej spółce wraz z Panem Kapką, co po prostu jaką i gdzie widział byś dla nas wizję przyszłości i czy w ogóle według Ciebie istnieje jeszcze jakieś alternatywne rozwiązanie? Dodatkowo, czy mógłbyś podzielić się jako zwykły człowiek-kibic, co czujesz w tak dramatycznych chwilach jakie mamy okazję przeżywać?

– Jeżeli czytałeś moje wypowiedzi na forum w temacie przejmowania licencji od Spartakusa, to wiesz, że moja wizja jest dość niepopularna. Uważam, że lepiej nie mieć komu kibicować, niż kibicować spółce pod nazwą Motor grającej na licencji całkowicie obcego klubu. Niestety w naszej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania! Zacząć od jakiejśc niskiej ligi? Ma się czyste konto jeśli chodzi o długi, ale również niestety i o wpływy. Sponsor do klasy B chętnie nie zagląda. Z drugiej strony – w II lidze też nie będzie różowo, nie upatrywałbym w osobie p. Kapki księcia na białym rumaku. Gdybym miał sensowną wizję, albo chociaż 100-procentowe przekonanie do któregoś z rozwiązań, zostałbym prezesem klubu:).

Żeby zupełnie nie popaść w ponure rejony, cofnijmy się do lat dziewięćdziesiątych, czyli tych jakby nie patrzeć już nieco odleglejszych, ale też nie najszczęśliwszych. Przypominasz sobie jakieś zabawne sytuacje z meczów Motoru a nikt dotychczas o nich nie wspomniał np. na forum kibiców Motoru? Poza tym, które sezony kojarzą Ci się najmilej?

– Złośliwie można powiedzieć, że zabawny był piłkarski poziom, który reprezentowaliśmy pod koniec XX wieku. Na szczęście nowy wiek otworzyła nowa nadzieja. Młodzi zawodnicy tworzący Motor potrafili w ładnym stylu awansować z IV ligi, przy klubie powstała rada patronacka, meczami zaczęły interesować się media, pojawiły się skromne, ale sympatyczne programy meczowe (nie było ich w ostatnich sezonach na zapleczu ekstraklasy!). Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku…

Szperając godzinami we wszelkiego rodzaju źródłach, wielce prawdopodobne jest, że mogłeś natrafić na zabawne informacje. Zapadło Ci coś w pamięci? Znasz jakąś ciekawą anegdotę i niekoniecznie musiała należeć do prawdziwych, ale bądź, co bądź związaną z Motorem?

– Wspomniałem na początku, że ciekawsza jest dla mnie okręgówka niż liga mistrzów. Uważam, że w tych „podwórkowych” ligach jest prawdziwy sport. Linie są krzywe, bramkarz ma w bidonie zupę pomidorową, a zawodnik schodzi w trakcie meczu pod drzewo za potrzebą, ale w tym wszystkim jest prawdziwe zaangażowanie, niezależne od pieniędzy. Oczywiście amatorski poziom bywa zabawny. W IV-ligowym Motorze historyjką tego typu jest mecz z rezerwami Górnika Łęczna, na który to wybrało się 11 zawodników, głównie rezerwowych (w tym dwu bramkarzy), bo większość podstawowego składu pojechała na wesele do Pawła Jakubczaka. Mecz skończył się najwyższą porażką Motoru w IV lidze.

No cóż Kamil, dobrnęliśmy do mety, dziękuję Ci za poświęcony czas i na koniec zostało nam jak i wszystkim kibicom Motoru życzyć sobie lepszych czasów.

– Dziękuję i ja.

Z Kamilem Nieściorukiem rozmawiał N.p.

źródło: ultra-fanatic.one.pl


Komentarze do 'O Motorze, kibicach i statystyce – rozmowa z dr-em Kamilem Nieściorukiem' (1)
  • inf8 lat temu Bezpośredni link

    na tronie pierwszygol.pl drukowane są odcinki ksiazki o Starcie Krasnystaw

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.