admin
środa, 21 kwietnia 2010, 12:51

MACIEJ NALEPA (Piast Gliwice): – Piłkarz jest dobry tylko przez tydzień

Maciej Nalepa w barwach Piast Gliwice. (Foto: piast.gliwice.pl)Maciej Nalepa swego czasu był jednym z najlepszych polskich bramkarzy. Grał w Karpatach Lwów, klubie ukraińskiej ekstraklasy, zaliczył dwa występy w reprezentacji Polski, pytały się o niego takie kluby jak Arsenal Londyn… w polskiej Ekstraklasie zadebiutował jednak dopiero w wieku 31 lat. Teraz notuje „comeback” i przypomina polskim kibicom o swoim istnieniu – przebił się do podstawowego składu Piasta Gliwice.

– Jest Pan młodszym z braci-bramkarzy, ale to Pan zrobił większą karierę. Ma Pan lepsze predyspozycje, a może zadecydowały kwestie charakterologiczne?

– Zaczynaliśmy z bratem razem, graliśmy w grupie juniorów Stali Rzeszów, później nasze drogi trochę się rozeszły. Ja poszedłem grać do trzecioligowej Resovii, później grałem w drugoligowych klubach, w których zaliczyłem parę dobrych występów… przez to zostałem zauważony i przeniosłem się do ukraińskiej ekstraklasy. Krótko mówiąc – miałem szczęście. Brat miał go troszkę mniej.


– Wspomina Pan okres sprzed około dziesięciu lat, gdy dobre występy w Stali Stalowej Wola prawie zaprocentowały przejściem do Legii. Zgłaszała się po Pana również Wisła Kraków…

– Tak, to był czas, gdy Stal spadła z drugiej do trzeciej ligi, a ja odszedłem z klubu. Pojawiły się wspomniane propozycje z Legii i Wisły, z której przyjechał trener i mnie testował. Natomiast z Wojskowymi temat się urwał ponieważ trenerów Smudę i Kazimierskiego wtedy zwolniono. Wisła jednak zwlekała z odpowiedzią i gdy pojawiła się konkretna oferta ze Lwowa to podpisałem kontrakt. Dopiero po tygodniu jego obowiązywania działacze Wisły skontaktowali się z moim menadżerem i chcieli podpisywać kontrakt… ale już było za późno (śmiech).

– Przez te zawirowania w końcu w polskiej Ekstraklasie Pan nie zadebiutował – ta sztuka udała się dopiero niedawno!
– Tak, wtedy zadebiutowałem w ukraińskiej ekstraklasie, w reprezentacji Polski, ale w najwyższej lidze rozgrywkowej w Polsce już nie (śmiech – dop. red.).

– Wspomina Pan debiut w reprezentacji Polski jako gracza drużyny ze Lwowa. Ten czas był chyba Pana najpomyślniejszym okresem w karierze piłkarskiej – zgłaszały się po Pana czołowe europejskie zespoły takie jak Arsenal czy Malaga…

– Ja na początku miałem trochę obaw związanych z wyjazdem na Wschód, bo na pewno Ukraińcy troszeczkę się od nas różnią, jednak zostały one szybko rozwiane przez życzliwych ludzi – również trenerów i piłkarzy, którym nie można było nic zarzucić. Zresztą we Lwowie było dużo Polaków i dobrze się tam czułem. A co do ofert z zachodu – to były bardziej zapytania i zaproszenia na testy, a nie konkrety. Arsenal chciał żebym potrenował przez pewien czas, za co mieli pokryć koszty. Natomiast temat Malagi pojawił się na obozie w Hiszpanii gdzie graliśmy z tym zespołem. Można powiedzieć, że wyszedł mi dobry występ i działacze z Hiszpanii pytali czy nie dałoby się jakoś dogadać, żebym został już w na Półwyspie Iberyjskim. Niestety, mój ówczesny trener postawił za mnie zaporową cenę i rozmowy się skończyły.

– Później wszystko w Pana karierze przycichło. Przyszły nieudane przygody z Ventą Kuldiga, FK Charków. Miał Pan wracać do Polski, ale ani Polonia Bytom ani Wisła, które się po Pana zgłaszały, nie wykazywały odpowiedniej konsekwencji w działaniach. Aż w końcu trafił się Piast…

– Tak to wyglądało. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, wiem, że powinienem był odejśc z Karpat, gdy zgłaszały się po mnie kluby – nie tylko te poprzednio wymienione. Byłem na fali, grałem w reprezentacji Polski… może mało grałem, ale przez około roku jeździłem na tą kadrę. Wtedy trzeba było podejmować działania, ale prezes lwowskiego klubu nawet nie chciał o tym słyszeć. Non stop windował ceny, w ogóle nie odpowiadał na oferty albo mówił kategoryczne nie. Później pojawiły się te, rzeczywiście nieudane, przygody z Ventą i Charkowem, gdzie pojawiały się problemy finansowe. W tym pierwszym klubie nawet za mnie nie zapłacono i musiałem wracać, natomiast moja nieudana wyprawa do Charkowa zakończyła się wraz z kryzysem, gdy prezes tego klubu potracił wszystkie swoje firmy i również nie miał pieniędzy. Dostawaliśmy tylko na przeżycie. Byli mi winni pieniędze, ale żeby rozwiązać kontrakt musiałem się zrzec tych zaległych wypłat. Tak wróciłem do Polski, dosyć późno, gdzie wszystkie zespoły były w połowie przygotowań. Natomiast ja przez dwa miesiące praktycznie nie trenowałem i dlatego miałem takie problemy ze znalezieniem klubu. Jeździłem tylko od miejsca do miejsca, gdzie mi odmawiano i dziękowano. Aż w końcu zadzwonił do mnie menedżer Piasta, zaproponował mi przygotowania do zimy i umowę, że jeśli się sobie spodobamy to zostanę na dłużej. Chyba się udało, bo nawet zagrałem dwa mecze w tamtej rundzie (śmiech – dop. red.).

– Odnoszę wrażenie, że cieszy się Pan, że trafił właśnie do Gliwic – jest Pan także bardzo lubiany również przez kibiców.

– To miłe słowa, które mnie bardzo cieszą… ale zawodnik jest „dobry” tylko tydzień – do następnego meczu (śmiech – dop. red.). Gdy przytrafią się jakieś błędy to kibice reagują trochę inaczej. Ale to fakt, podoba mi się tutaj. Atmosfera jest bardzo dobra i dlatego mam nadzieję, że uda się nam wszystkim; piłkarzom, trenerom, działaczom i kibicom, utrzymać w Gliwicach tą ekstraklasę. Ma tutaj powstać nowy stadion i fajnie byłoby rozgrywać mecze w Ekstraklasie na nowym obiekcie.

Źródło: futbolnews.pl / Rozmawiał Maciej Smolewski

PS. W sezonie 1999/2000 Maciej Nalepa był zawodnikiem Hetmana Zamość.


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.