admin
sobota, 13 lutego 2010, 20:35

Kamil Kmieć rozmawia ze STEFANEM SZCZEPŁKIEM: – Kibicom mydli się oczy…

Stefan Szczepłek
Ze STEFANEM SZCZEPŁKIEM
(Rzeczpospolita), rozmawia Kamil Kmieć

***

Kamil Kmieć: = Jako dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem, obserwuje pan zmiany zachodzące w polskiej piłce na przestrzeni lat. Pamięta pan największe sukcesy reprezentacji Polski pod wodzą Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka, jednak ostatnio w polskim futbolu nie dzieje się za dobrze. Jak pan myśli, dlaczego nasza rodzima piłka ma się obecnie tak słabo? .

Stefan Szczepłek: = W czasach Kazimierza Górskiego doszło do sytuacji niezwykłej, jakiej nie było wcześniej i jaka nigdy później się nie powtórzyła. W jednym czasie i miejscu spotkała się grupa wybitnych piłkarzy, jacy w tamtych czasach mogliby grać w najlepszych klubach świata, gdyby im na to pozwolono oraz trener, wiedzący jak nimi pokierować.

Dziś nie mamy ani piłkarzy o takiej klasie (w jakich klubach grają najlepsi Polacy?) ani charyzmatycznych trenerów. Mydli się trochę kibicom oczy, mówiąc, że siłą naszej reprezentacji jest gra zespołowa. Takiego określenia używa się wtedy, kiedy reprezentacja nie ma żadnych atutów. Liczy się wtedy na ambicję zawodników, „husarskie szarże”, walkę do końca, czyli to wszystko, co powinno być dodatkiem do umiejętności piłkarskich a nie zastępować ich. Zresztą i te cechy wolicjonalne przestały być atutem. Ile razy reprezentacja rozczarowała nas nie tylko słabą grą ale i postawą niegodną zawodników, grających w koszulkach z białym orłem.

= Czy to oznacza, że w naszym kraju możemy mówić o deficycie uzdolnionych graczy?

= W Polsce nie brakuje talentów. Widać je i w Warszawie, i w Tomaszowie Lubelskim, i w Szczecinku. Ale o ilu z nich mówimy z czasem: oto talent zmarnowany. Zamiast grać lepiej, spisuje się coraz gorzej. Albo trafił na słabego trenera, albo na złe towarzystwo, nie miał dość woli i ambicji na treningach. Jest też coś nowego, czego w czasach Kazimierza Górskiego nie było a co dziś jest moim zdaniem jednym z najbardziej szkodliwych zjawisk w polskiej piłce. To menedżer zawodnika. Ktoś, kto myśli wyłącznie o swoich pieniądzach, jakie może zarobić na talencie młodego. Mami go (i jego rodziców) wizją gry w lepszych klubach, kieruje jego karierą z myślą o swoich zyskach a nie korzyściach piłkarza, wysyła za granicę, skąd często tacy młodzi chłopcy szybko wracają, bo bez znajomości języka i zwyczajów nie są w stanie się przebić.

Wszyscy widzieliśmy mecze naszej reprezentacji w Tajlandii. Nie dała nam szans Dania (to nie przypadek, że na ogół nie dajemy jej rady, bo tam szkolenie stoi na wyższym poziomie) a nawet piłkarze Tajlandii i Singapuru, reprezentujący poziom klasy okręgowej na Lubelszczyźnie, kilka razy pokazali teoretycznie najlepszym Polakom z naszej ligi, że jeszcze im dużo do wysokiej klasy brakuje. Może więc i selekcja nie jest najmocniejszą stroną kolejnych selekcjonerów? .

Kolejną słabością jest zatrudnianie w polskich klubach zawodników zagranicznych nie dlatego, że są lepsi od naszych juniorów, ale tańsi. To nie jest droga rozwoju.

= Aktualnie trenerem naszej kadry został Franciszek Smuda, niejako wykreowany na następcę Leo Beenhakkera przez polskie media. Pan również obstawał za objęciem tej posady przez byłego trenera Lecha Poznań? .

= Nie miałem swojego faworyta w wyścigu kandydatów na stanowisko trenera reprezentacji. Franciszek Smuda wygrał, bo jaki kiedyś Janusz Wójcik był ulubieńcem kibiców, a jego wyniki z kolejnymi klubami świadczyły o jego nieprzeciętnych umiejętnościach. O ile w przypadku Wójcika nie miałem absolutnie żadnych wątpliwości jak to się może skończyć (z pijaństwem i aferą korupcyjną włącznie, za długo go znałem), o tyle ze Smudą sprawa jest bardziej skomplikowana. Znam go od 35 lat, bardzo lubię, szanuję i życzę mu jak najlepiej, ponieważ prowadzi reprezentację mojego kraju. Przestrzegam jednak przed czymś, o czym czekający na sukcesy kibice nie pamiętają lub nie zwracają na to uwagi. Praca trenera klubowego, z jakiej Smuda słynie a trenera-selekcjonera reprezentacji to dwie różne rzeczy.

Smuda wybierze zawodników, opracuje dla nich taktykę, ale to nie on będzie ich szkolił na co dzień. Będzie się opierał na pracy lepszych i gorszych trenerów klubowych, których interesy na ogół stoją w sprzeczności z interesami kadry. Będzie miał też ograniczony wybór. W Lubinie czy Poznaniu Smuda miał Manuela Arboledę, który poszedłby za nim w ogień. Musi mieć podobnych zawodników w kadrze. Na razie ich za bardzo nie widzę.

Powtarzam przy tej okazji, że problemem polskiej piłki są piłkarze, w większym stopniu niż trenerzy. Jesteśmy pierwszy raz w szczególnym okresie. Przez dwa i pół roku nie będziemy grali o punkty. Potrzebny jest więc trener analityk, wizjoner, wiedzący jak ma wyglądać drużyna, która w czerwcu 2012 roku wybiegnie w meczu otwarcia mistrzostw Europy. A o ilu piłkarzach możemy powiedzieć, że na pewno ich w tym turnieju zobaczymy?

Nie mając nic przeciw Smudzie uważam, że konkurujący z nim Stefan Majewski może wykonywał by tego rodzaju pracę też dobrze a jego wyśmiewany laptop mógłby stanowić atut trenera.

= W powszechnej opinii panuje stwierdzenie, że Polska pod względem gospodarczym dzieli się na tak zwaną Polskę „A” i Polskę „B”. W polskim światku piłkarskim również można spotkać się z tym stwierdzeniem, wystarczy bowiem spojrzeć na futbolową mapę Polski. Z województwa lubelskiego nie ma aktualnie żadnego przedstawiciela w ekstraklasie. Czy tylko brak poważnych przedsiębiorstw wiąże się z zastojem, jaki panuje w tym regionie Polski? .

= Odpowiedzią na to pytanie są niedawne decyzje właścicieli Amiki i Groclinu, o przeniesieniu klubów z Wronek do Poznania i z Grodziska Wielkopolskiego do Warszawy. Nie ma na to rady: wielki futbol (nawet w kategoriach krajowych) kojarzy się z wielkimi miastami. Przypadek Lubelszczyzny trochę to potwierdza, chociaż, moim zdaniem. tak być nie musi. Bardzo lubiłem Górnika Łęczna, z przyjemnością pojechałem na kilka jego meczów w ekstraklasie, z zazdrością patrzyłem na rosnący stadion, w pewnym okresie przyjemniejszy niż Legia i Polonia w stolicy. I nagle to wszystko padło, przestało być atrakcyjne dla zawodników i trenerów, mimo że kopalnia Bogdanka ma się dobrze. Może więc nie tylko o pieniądze chodzi, ale o umiejętności i poziom ludzi, kierujących klubami, skąd zresztą często trafiają do PZPN. Łęczna nie miała do nich szczęścia, ale jeśli znajdą się właściwi i uczciwi, to kto wie. To jest wciąż duży potencjał.

= Trzecioligowy Spartakus Szarowola, występujący w grupie lubelsko-podkarpackkiej opiera się w głównej mierze na Ukraińcach, których w pierwszych składzie gra przeważnie od 8 do nawet 10. Drużyna spod Tomaszowa Lubelskiego jest obecnie wiceliderem tabeli z dużymi szansami na awans. Uważa pan, że taka droga promocji, obrana przez kierownictwo Spartakusa, jest słuszna? Może jednak należy wprowadzić pewne ograniczenia liczby obcokrajowców? .

= Nie znam konkretnie przypadku Spartakusa Szarowola, ale gdybym był prezesem tego klubu, dbałbym o jego rodzimy, a nawet rodzinny charakter. Mamy do czynienia z charakterystycznym zjawiskiem dla całej Polski. Presja wyniku w każdej klasie rozgrywkowej jest tak duża, że właściciele i sponsorzy dla jego osiągnięcia łamią zasady i obyczaje. Zapewne kibice Spartakusa cieszą się ze zwycięstw „swoich Ukraińców”, ale radość byłaby większa, gdyby na boisko wybiegali koledzy urodzeni w Szarowoli i najbliższych okolicach. Łączyłoby ich coś więcej niż tylko wizja premii. A z drugiej strony, minęły już czasy drużyn, złożonych z kolegów ze szkoły i podwórka. Dlatego kibicuję Celtikowi. Kiedy w roku 1967 zdobywał Puchar Mistrzów, składał się z zawodników urodzonych w Glasgow lub najbliższych okolicach. Znali się ze szkoły i z pociągów, którymi dojeżdżali na treningi. Później już takiego romantyzmu z piłce nie było.

= W październiku ubiegłego roku przebywał pan we Lwowie, gdzie reaktywowano polski klub Pogoń Lwów. Czy dzięki temu polscy kibice i sympatycy futbolu przypomną sobie o tym – nie bójmy się użyć tego słowa – zapomnianym zespole i co tak naprawdę miała na celu reaktywacja klubu? .

= Reaktywowanie Pogoni Lwów uważam za wydarzenie kulturowe, historyczne a nie sportowe. Nie mam złudzeń, że klub, nie mogący liczyć na poważne wsparcie materialne, nie odniesie większych sukcesów sportowych. Stanie się jednak jednym z najważniejszych miejsc dla Polaków, mieszkających na Ukrainie i borykających się tam z rozmaitymi problemami. Świadczyły o tym już październikowe uroczystości, z nabożeństwem w katedrze lwowskiej oraz odzew, z jakim reaktywowanie Pogoni spotkało się w Polsce. Nasi rodacy we Lwowie czują wsparcie z macierzy. Jakie wydarzenie z innej dziedziny życia może wyzwolić takie odczucia? Oto magia futbolu. Szalik Pogoni stał się nagle cennym eksponatem na giełdach kolekcjonerów a ja osobiście jestem dumny, że otrzymałem legitymację członka honorowego Pogoni Lwów. To ma dla mnie ogromne znaczenie, mimo że moja rodzina nie miała nic wspólnego z Kresami. Jednak sercem pewnie każdy normalny Polak jest blisko Pogoni, Cmentarza Orląt, grobów wielkich Polaków na Łyczakowie i przedwojennego bruku pod Wysokim Zamkiem.

Kamil Kmieć

= Na koniec chciałbym zapytać o to, jak zapatruje się pan na polski futbol w przyszłości, m.in. w perspektywie organizacji Euro 2012? .

= Zapaść w polskim futbolu nie będzie trwała wiecznie, chociaż nie widzę żadnych oznak, dających podstawy do optymizmu przed Euro 2012. Jestem natomiast przekonany, że z organizacji wywiążemy się wzorowo, a po turnieju zacznie się dyskusja jak wykorzystać Stadion Narodowy.

= Dziękuję bardzo za rozmowę.

= Również dziękuję

Rozmawiał: Kamil Kmieć – Tygodnik Tomaszowski


Komentarze do 'Kamil Kmieć rozmawia ze STEFANEM SZCZEPŁKIEM: – Kibicom mydli się oczy…' (3)
  • Lloris9 lat temu Bezpośredni link

    no Kamil robisz karierę 🙂

  • admin9 lat temu Bezpośredni link

    prawdą jest, że Real Madryt chciał mieć pomoc w składzie Netzer, Breitner, Deyna… Netzera i Breitnera zdobyli. Deynie nie pozwolono jechać do Realu. Puszczono go dopiero po 30-tce do Manchesteru City.

  • bra9 lat temu Bezpośredni link

    mam do Pana Stefana Szczepłka wielk iszacunek, nigdy nie komentuje emocjonalnie, zawsze rzeczowy i konkretny. A swoją drogą trocheżal, ze autor nie zapytał orzmówcy o jego słynną kolekcję kozulek najwybitniejszych piłkarzy świata. Poza tym – zgadzam sie z opiniami redaktora. Dobra robota z obu stron.

  • Dodaj komentarz

    Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.