kamilkmiec
poniedziałek, 31 sierpnia 2009, 10:57

Gra bez ładu i składu. Tomasovia – Karpaty Krosno 0:1

W nie najlepszych nastrojach opuszczali dzisiejszego popołudnia obiekt przy Al. Sportowej 8 sympatycy Tomasovii. Ich drużyna poległa z Karpatami Krosno 0:1 i doprawdy w grze tomaszowskiej ekipy zawiodło wszystko, co mogło zawieźć. Odcięci od piłek napastnicy, niedokładność, a w konsekwencji mała liczba sytuacji podbramkowych przełożyła się na taki, a nie inny wynik. Była to pierwsza ligowa porażka Tomasovii od pamiętnych derbów ze Spartakusem w Szarowoli, 3 maja bieżącego roku.

Faworytem na papierze wydawali się przed meczem tomaszowianie. Przed tą kolejką zajmowali oni 6. miejsce w ligowej tabeli, ponadto gracze trenowani przez Zbigniewa Kuczyńskiego mieli w pamięci poprzedni sezon, kiedy to najpierw rozgromili krośnian u siebie 6:0, a w rewanżu wygrali 3:1. Choć skuteczność w pierwszych trzech meczach nowego sezonu nie powalała na kolana, kibice liczyli, że bilans bramkowy zawodnicy Tomasovii podreperują właśnie w potyczce z Karpatami. Niemal w ostatniej chwili z podstawowego składu wypadł Przemysław Wawryca. „Bombel” był wpisany początkowo do protokołu meczowego w wyjściowej jedenastce, lecz na przedmeczowej rozgrzewce nabawił się urazu i spotkanie obserwował z perspektywy ławki rezerwowych. W drużynie gości zadebiutował Vasyl Grygorovych, grający w przeszłości m.in. w pierwszej lidze na Ukrainie. Trener Maciej Huzarski ustawił Ukraińca na środku bloku defensywnego.

Ciekawie oba zespoły prezentowały się już w pierwszych minutach pojedynku. Szybka gra piłką, akcje pod jedną i pod drugą bramką zwiastowały interesujący mecz. Gracze Karpat nie potrafili wykorzystać w 5. minucie zamieszania w polu karnym Tomasovii, całą sytuację zdołał w porę wyjaśnić Paweł Zatorski, grający tego dnia od pierwszych minut. W odpowiedzi Piotr Wójcik starał się zacentrować piłkę w „szesnastkę”, jednak po chwili Marcin Korbecki wznawiał grę wykopem z piątego metra. Indywidualną akcją popisał się w 8. minucie Krzysztof Szymański, a jego silny strzał wybronił Łukasz Bartoszyk. Niespełna minutę później dośrodkowanie Marcina Żurawskiego zamykał Jarosław Pacholarz uderzeniem głową. Strzał w kierunku krótkiego słupka na raty obronił Korbecki, a po chwili rajd Bartłomieja Buczka zakończył się niecelną centrą na jedenasty metr, ponieważ szybszy był Bartoszyk. Wybiciem futbolówki na rzut rożny musiał się ratować w 12. minucie Korbecki, po strzale Żurawskiego z ostrego kąta. Najlepszą okazję do strzelenia bramki miał Piotr Gozdek w 13. minucie. Adresatem dokładnego podania był Wójcik i niewiele brakowało, aby Gozdek po wyjściu na czystą pozycję „oko w oko” z Korbeckim umieścił piłkę w siatce. Bramkarz Karpat wyczuł intencje napastnika Tomasovii i zamiast radosnych okrzyków, na stadionie rozległ się tylko jęk zawodu.

W 13. minucie Piotr Gozdek w sytuacji sam na sam powinien zachować się zdecydowanie lepiej.

W 14. minucie niecelnie z dystansuuderzył Zatorski, a w 17. minucie swoją stuprocentową okazję mieli goście. Buczek dośrodkował do dobrze ustawionego Szymańskiego, który z 11 metrów uderzył w środek bramki. Bartoszyk „wypluł” piłkę przed siebie, do której najszybciej dopadł

Maciej Banaś, posyłając ją jak najdalej od własnego pola karnego. W kolejnych minutach akcje po obu stronach nie były już przeprowadzone z takim rozmachem, a optyczna przewaga nadal leżała po stronie Tomasovii. Fatalna w skutkach była 25. minuta, bowiem od tego momentu tomaszowianie musieli odrabiać straty. Zacentrowana przez Lecha Czaję piłka spadła pod nogi ustawionego na piątym metrze Krzysztofa Szymańskiego, którym tym razem nie pomylił się. Piłkarze Karpat wyszli z założenia, że lepiej nastawić się na bronienie korzystnego wyniku, aniżeli próbować go podwyższyć i przez kolejną godzinę przyjezdni grali najczęściej z kontry. Jeden z takich kontrataków zakończył się w 31. minucie niecelnym uderzeniem Jakuba Popielarza z dystansu, a pięć minut później na boisku w miejsce Pawła Fydrycha pojawił się Łukasz Śliwiński. Do gwizdka sędziego Pawła Małodzińskiego z Mielca, kończącego pierwszą połowę meczu, krośnianie jeszcze dwukrotnie zagrozili bramce Tomasovii. W 43. minucie strzał Buczka z najwyższym trudem sparował Bartoszyk, a niecałe sześćdziesiąt sekund po tej akcji, po dośrodkowaniu Macieja Bilińskiego z rzutu wolnego, Marcin Włodarski głową posłał piłkę obok dalszego słupka.

Większą ochotę do gry od początku drugich 45 minut wykazywali gospodarze. Energicznie w pole karne Karpat wbiegł w 48. minucie Bartosz Stefanik, lecz jego zagranie do tyłu zostało przecięte przez defensorów gości. Same chęci do gry jednak nie wystarczyły, bo fatalne błędy przytrafiały się przy niemal każdej, kolejnej akcji. Na cofnięte Karpaty jedynym sposobem była gra pozycyjna, która tego dnia nie była mocną stroną Tomasovii. Przewaga w posiadaniu piłki nie przełożyła się na przewagę w statystykach strzałów na bramkę. W 52. minucie po rzucie rożnym, Popielarz strzelił z dystansu w dobrze ustawionego Bartoszyka, a w 54. minucie lecącą w okienko tomaszowskiej bramki futbolówkę zablokował ponownie „Czita”, po uderzeniu Bilińskiego. Ten sam zawodnik w 63. minucie nie mając innego wyjścia (brak wsparcia), z 20 metrów trafił wprost w Bartoszyka.

Piłkarze Karpat w tańcu radości po końcowym gwizdku sędziego.

Próby dośrodkowań, jak ta z 64. minuty Wójcika, były skutecznie wybijane poza szesnasty metr, natomiast krośnianie nadal grali z kontry. W 67. minucie ponownie interweniował Bartoszyk, tym razem zmuszony był przenieść lecącą w kierunku bramki piłkę nad poprzeczkę. W tej samej minucie kolejne zamieszanie w polu karnym Tomasovii nie przyniosło gola, bo futbolówka po strzale Czai minęła bramkę tomaszowian. Jedną z nielicznych sytuacji przeprowadzili gospodarze w 68. minucie. Piłkarze Karpat zostawili bardzo dużo wolnego miejsca Stefanikowi, który z odległości około 25 metrów uderzył w kierunku bramki przyjezdnych. Na posterunku był jednak Korbecki, łapiąc pewnie piłkę. Poprawy w grze „niebiesko-białych” nie dało się zauważyć, mało tego, im bliżej końcowego gwizdka, tym akcje nie „kleiły się” jeszcze bardziej. Niekiedy nawet najprostsze zagrania po prostu nie wychodziły tomaszowianom, a frustracja kibiców na trybunach była coraz większa. Dopiero w 85. minucie Stefanik z ponad 30 metrów trafił w bramkarza Karpat, a ostatnią akcją meczu była ta z doliczonego już czasu gry. Zdobywca jedynego gola, Szymański, przestrzelił obok słupka po rzucie wolnym wykonywanym z 25 metrów.

Grając tak, jak w niedzielne popołudnie grała Tomasovia, trudno było oczekiwać zwycięstwa. Nawet zdobycie jednego punktu okazało się dla podopiecznych trenera Kuczyńskiego „mission impossible”. Ciężko było dostrzec chociażby jeden pozytyw w grze, a tym bardziej szkoda porażki, ponieważ rywal był absolutnie w zasięgu graczy TKS. Do stojącego na dość średnim poziomie meczu dostosował się także arbiter. Paweł Małodziński, reprezentujący kolegium sędziowskie z Mielca, podejmował często niezrozumiałe decyzje i w pewnych momentach nie potrafił ostudzić rozpalonych głów piłkarzy na placu gry. Wielu kibiców zapomniało ponadto o tym, że przeklinanie i bluzganie na swoich pupili może im jedynie zaszkodzić, aniżeli pomóc. Wszystkie swoje siły należy teraz skierować na kolejnego rywala, jakim będzie Wisła Puławy. Czas w końcu przełamać nieskuteczność i zagrać na takim poziomie, jak chociażby w inauguracyjnym meczu ze Stalą Sanok. Taka gra gwarantowałaby przywiezienie ze Zwolenia minimum jednego „oczka”.


Tomasovia Tomaszów Lubelski – Karpaty Krosno 0:1 (0:1)

Szymański 25

Tomasovia: Bartoszyk – Banaś, Zatorski (61 Zatorski), Sioma, Myszkowski, Żurawski, Stefanik, Wójcik (68 Baran), Ciećko, Gozdek (74 Wawrzusiszyn), Pacholarz (83 Leśko)

Karpaty: Korbecki – Majcher, Grygorovych, Gonet, Włodarski, Popielarz, Buczek (86 Kijowski), Czaja (80 Gąsiorek), Fydrych (36 Śliwiński), Biliński (77 Macnar), Szymański

żółte kartki: Stefanik, Zatorski, Raczkiewicz, Myszkowski – Szymański, Buczek

sędzia: Paweł Małodziński, asystenci Grzegorz Wąchadło, Witold Gładyszewski (Mielec)

widzów: 800


Powiedzieli po meczu:

Zbigniew Kuczyński: W pierwszej połowie radziliśmy sobie całkiem nieźle i stwarzaliśmy dogodne okazje pod bramką rywali. Niestety, z biegiem czasu szło nam coraz gorzej, a Karpaty mądrze się broniły. W drugiej osłonie biliśmy już głową w mur i nie potrafiliśmy nic zrobić.

Maciej Huzarski (Karpaty):
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że gramy z mocnym przeciwnikiem, z którym w poprzednim sezonie przegraliśmy 0:6. Po trzech niezłych meczach brakowało nam tylko zwycięstw i dziś od początku byliśmy nastawieni tylko na zwycięstwo. Wiedzieliśmy, że przeciwnik pierwsze 20 minut gra pressingiem i próbuje zdobyć bramkę, dlatego byliśmy na to przygotowani. Może te pierwsze 20 minut gospodarze mieli optyczną przewagę, ale praktycznie nam nie zagroził. Strzeliliśmy bramkę w 25 minucie po kombinacyjnej akcji. Mieliśmy jeszcze trzy dogodne sytuacje do zdobycia gola. W drugiej połowie nastawiliśmy się na solidną obronę i grę z kontry, gospodarze nie stworzyli żadnej groźnej sytuacji bramkowej, myśmy kontrowali, ale nie potrafiliśmy zdobyć drugiej bramki, która myślę w przekroju całego meczu na pewno nam się należała. Dziękuję całej drużynie za postawę, nasza sytuacja była trudna, ale zmobilizowaliśmy się i naprawdę zagraliśmy bardzo dobry mecz. Dużym wzmocnieniem było pozyskanie Vasyla Grygorovycha, który dobrze trzymał obronę, ale tak naprawdę cały zespół zasłużył na pochwałę za to, że wywiózł trzy punkty z ciężkiego terenu.

Krzysztof Szymański (Karpaty): – Dotąd dobrze graliśmy, tylko w tabeli nie było tego widać. Dziś rozegraliśmy kolejny dobry mecz i wreszcie uśmiechnęło się do nas szczęście. Chwała kolegom z obrony i Marcinowi Korbeckiemu, że przez ponad godzinę utrzymali napór rywali.

źródła wypowiedzi: karpatykrosno.net, Nowiny


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.