kamilkmiec
niedziela, 23 sierpnia 2009, 12:55

Lepszy rydz niż nic. Siarka Tarnobrzeg – Tomasovia 0:0

Z jednym punktem wyjechali w sobotnie popołudnie z Tarnobrzegu zawodnicy Tomasovii. Ton grze w pierwszej połowie zdecydowanie nadawali goście, mogąc skarcić miejscowych graczy kilkakrotnie i spokojnie doprowadzić korzystny wynik do ostatnich minut, jednakże tak się nie stało. Po zmianie stron również Siarka miała swoje sytuacje, lecz na pierwszego gola w tym sezonie trzeciej ligi podopieczni Jarosława Zająca poczekają minimum do następnej kolejki.

Do miasta położonego na północy województwa podkarpackiego tomaszowianie przyjechali w najsilniejszym zestawieniu. Przez cały tydzień nie trenował Przemysław Wawryca, który miał grypę żołądkową, na całe szczęście popularny „Bombel” zdążył się wykurować na potyczkę ze Stalą. Siarczanie rozgrywali swój drugi mecz na własnym boisku, licząc na przełamanie strzeleckiej niemocy i zdobycie pierwszego kompletu punktów. Za zdobywanie bramek mieli być odpowiedzialni Tomasz Walat i Piotr Mazurkiewicz, ustawieni w pierwszej linii przez trenera Zająca. Wielu sympatykom tomaszowskiego zespołu z pewnością – przy okazji meczu z Siarką w Tarnobrzegu – przypomniało się spotkanie z 2004 roku. Wtedy to Tomasovia po wspaniałym finiszu i dwóch bramkach w doliczonym czasie gry, przedłużyła swoje szanse na grę w starej trzeciej lidze. Przegrana „Siarkowców” oznaczała wówczas ich pewną degradację do czwartej ligi, natomiast „niebiesko-biali” aż do meczów barażowych liczyli na pozostanie na trzecim froncie.

Przy schowanym za chmurami słońcu i lekko wiejącym wietrze, pierwsi grę rozpoczęli tomaszowianie. Od pierwszych chwil prezentowali się zdecydowanie lepiej od gospodarzy, w ich poczynaniach dało się zauważyć dużą pewność siebie, czego wyraźnie brakowało Siarce. Pierwsze akcje Tomasovii nie były dość precyzyjne, tak jak w 2. i 3. minucie. Wtedy to najpierw niepilnowany Wawryca podał do Jarosława Pacholarza i tarnobrzescy obrońcy w ostatniej chwili wybili piłkę na aut, a po chwili Pacholarz nie dosięgnął futbolówki zagranej ciut za wysoko z prawej flanki przez Marcina Żurawskiego. Po pięciu minutach gry, z głębi pola groźnie strzelił Tomasz Ciećko, jednakże piłka poszybowała obok bramki. Bardzo niebezpiecznie przed polem karnym Siarki zrobiło się w 8. minucie. Z odległości około 20 metrów z rzutu wolnego uderzył Ireneusz Baran, a piłka po drodze odbiła się od głowy jednego z defensorów miejscowych i wyszła na korner. Niecelne uderzenie z 5. minuty Ciećko powtórzył dziewięć minut później Rafał Myszkowski, strzelając także z 25 metrów nad poprzeczką bramki, w której stał Łukasz Ćwiczak. Był on najjaśniejszym punktem zespołu, bowiem gra Siarki ograniczała się do posyłania długich piłek na dwójkę napastników, najczęściej z pominięciem drugiej linii.

Dobry mecz rozegrał w Tarnobrzegu Tomasz Ciećko, choć można było mieć pretensje do jego niecelnych uderzeń z dystansu.

W 26. minucie Żurawski świetnie znalazł w polu karnym Ciećko, który bez zastanowienia uderzył w stronę bramki Siarki, lecz dobry wślizg obrońcy gospodarzy zapobiegł utracie bramki. Trzy minuty później ciężar gry został przeniesiony na drugą stronę boiska. Po raz pierwszy w tym spotkaniu zespół Tomasovii musiał ratować świetną paradą Łukasz Bartoszyk, parując strzał z dystansu Mazurkiewicza na rzut rożny. Fani Siarki, zebrani w sile około siedmiuset osób mieli nadzieję, że będzie to początek o wiele lepszej gry ze strony ich podopiecznych. Nic z tych rzeczy, albowiem w 37. minucie Tomasovia przeprowadziła akcję, która powinna, a raczej musiała zakończyć się bramką na 1:0. Pacholarz dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję Wawrycę, a ten będąc „oko w oko” z Ćwiczakiem, próbował go minąć, przez co golkiper „zielono-czarno-żółtych” wyczuł intencje gracza gości i z zimną krwią wyłapał futbolówkę. Jeszcze przed końcowym gwizdkiem, oznaczającym koniec pierwszej połowy, w 45. minucie, „Bombel” drugi raz mógł zdobyć gola. Przy wyjściu na pozycję sam na sam z bramkarzem Siarki, Wawryca za szybko oddał strzał, a piłka po nodze obrońcy miejscowych wyszła na rzut rożny.

Nie zasypując gruszek w popiele, trener Zając już po przerwie wpuścił na boisko Przemysława Stąporskiego w miejsce Jakuba Kwiecińskiego. Już w pierwszej akcji po przerwie, Tomasovia wykorzystując błąd w obronie Marcina Stępnia i znajdując się w sytuacji dwóch na jednego, nie potrafiła tego wykorzystać. Nerwowość wkradła się również do drużyny gości, w konsekwencji poziom meczu obniżył się. Znowu uderzenia z dystansu próbował w 52. minucie Ciećko i znowu próba ta była nieudana. Niepotrzebne spięcie Damiana Salka z Żurawskim skończyło się na tym, że sędzia Tomasz Jagieła z Krosna ukarał dwóch panów żółtymi kartkami w 55. minucie. Po upływie godziny gry, świetnie przed bramką Ćwiczaka odnalazł się Pacholarz, jednakże sędzia boczny wskazał pozycję spaloną byłego piłkarza Motoru Lublin. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry, Żurawskiego na boisku zmienił Piotr Wójcik i już chwilę potem miał okazję do strzelenia bramki, lecz efektowny lob w jego wykonaniu w porę wybił na rzut rożny Ćwiczak. Nawet wtedy, gdy z trybun leciały słowa, że z murawy „wieje nudą”, to zmiana w grze Siarki była widoczna i to dość znacznie. Więcej było przechwytów ze strony „Siarkowców” już na połowie przeciwnika, ponadto zaczęły się mnożyć kolejne okazje na zdobycie pierwszego gola w tym sezonie. W 63. minuty z prawej strony wrzucał Stępień, a w polu karnym Tomasovii Mazurkiewicz przestrzelił obok słupka. Tomaszowianie mogli mówić o dużym szczęściu w 71. minucie. Strzał w obrębie „szesnastki” Walata zablokowali obrońcy przyjezdnych, natomiast dobitka z 30 metrów Janusza Hynowskiego w znacznej odległości minęła poprzeczkę bramki Bartoszyka. Strzały z dystansu nie były tego dnia mocną stroną Ciećko, który kolejny raz próbował wykorzystać dużo miejsca przed polem karnym w 73. minucie.

Najbliższej strzelenia gola był w 37. minucie Przemysław Wawryca. Fot. Mirosław Tereszczuk

Tomasovia w pierwszej połowie częściej dochodziła do sytuacji stuprocentowych, z kolei Siarka na taką okazję musiała czekać do 76. minuty. Do dośrodkowanej przez Jakuba Łuczakowskiego piłki wychodził w polu karnym Bartoszyk i nie w pełni dobrą interwencję starał się zamienić na gola Walat, główkując minimalnie nad górną konstrukcją bramki. Do końcowego gwizdka sędziego Jagieły zawodnicy po obu stronach ograniczali się do strzałów z dalszych odległości, na domiar złego zawodnicy Tomasovii przy wyprowadzaniu kontrataków najczęściej byli łapani na pozycjach spalonych. Goście kończyli mecz w dziesiątkę, ponieważ w 89. minucie, za niesportowe zachowanie (kopnięcie piłki po gwizdku sędziego) drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką został ukarany Piotr Gozdek. „Siarkowcy” starali się rzucić swoje wszystkie siły do ataku, jednakże nawet doliczone przez arbitra głównego trzy minuty do regulaminowych dziewięćdziesięciu nie zmieniły końcowego wyniku meczu.

Do Tomaszowa Lubelskiego zespół Tomasovii wrócił z jednym „oczkiem”, aczkolwiek pewien niedosyt pozostał. W pierwszych czterdziestu pięciu minutach wynik powinien brzmieć co najmniej 2:0 dla podopiecznych trenera Zbigniewa Kuczyńskiego, bo sam Wawryca mógł w pojedynkę rozstrzygnąć o losach meczu. Wtedy to Siarka musiałaby się odkryć, a czyhająca na kontrataki Tomasovia mogłaby dobić przeciwnika i dowieźć korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. Teraz przed TKS-em spotkanie u siebie z Karpatami Krosno, na które wyraźnie „patent” mają gracze tomaszowskiego zespołu.


Siarka Tarnobrzeg – Tomasovia Tomaszów Lubelski 0:0

Tomasovia: Bartoszyk – Raczkiewicz (69 Leśko), Banaś, Sioma, Myszkowski, Żurawski (61 Wójcik), Stefanik, Baran, Ciećko, Pacholarz (71 Gozdek), Wawryca (83 Kusiak)

Siarka: Ćwiczak – Stępień, Lipiec, Kozłowski, Hynowski, Walat, Kwieciński (46 Stąporski), Sałek (75 Pluta), Łuczakowski, Kabata, Mazurkiewicz (79 Rożek)

żółte kartki: Kozłowski, Kwieciński, Sałek, Lipiec – Żurawski, Stefanik, Gozdek

czerwona kartka: Gozdek 89 (druga żółta, za niesportowe zachowanie)

sędzia: Tomasz Jagieła, asystenci Piotr Prajsnar, Grzegorz Żurawski (Krosno)

widzów: 700


Powiedzieli po meczu:

Jarosław Zając (Siarka Tarnobrzeg): – W pierwszej połowie lepszym zespołem była zdecydowanie Tomasovia, mogliśmy stracić nawet więcej, niż jedną bramkę. Natomiast po zmianie stron gra bardziej się wyrównała, mieliśmy swoje sytuacje. Wielka szkoda, ale nie załamujemy się, nie robimy z tego jakiejś wielkiej tragedii. Tomasovia zaprezentowała się od nas lepiej szczególnie przed przerwą, grała dobrze piłką. Nam zależało na tym, żeby strzelić tą pierwszą bramkę w sezonie. Swoje sytuacje mieli Tomek Walat, Piotrek Mazurkiewicz. Jeżeli meczu nie można wygrać, to trzeba cieszyć się z tego, że się chociaż zremisowało.

Zbigniew Kuczyński (Tomasovia): – Tworzyliśmy bardzo dużo sytuacji pod bramką przeciwnika, nawet w drugiej połowie, gdy może z lekką przewagą grał przeciwnik, to my stwarzaliśmy okazje stuprocentowe. Nie wiem co się stało, może to jakaś blokada moich zawodników. Nie jesteśmy jeszcze w najwyższej formie, gramy nierówno, zobaczymy jak będzie w kolejnych meczach. Ale muszę zauważyć, że z meczu na mecz wygląda to coraz lepiej.

Kamil Kmieć


Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników serwisu. Redakcja zastrzega sobie jednocześnie prawo do usuwania komentarzy zawierających treści niecenzuralne, rasistowskie, antysemickie, nawołujące do przemocy, obraźliwe w stosunku do osób uczestniczących w dyskusji, osób publicznych, instytucji itp., komentarzy nie związanych z tematem artykułu, zawierających treści reklamowe, czy też treści znacząco odbiegające od ogólnie przyjętych norm społecznych.